Wróć do katalogu

Tam, ... gdzieś

Każdy może znaleźć się, w swoim własnym, indywidualnym piekle.

Alum89, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Na dworze lało jak z cebra. Krople deszczu odbijały się od ziemi tworząc kałuże, jednak na większości powierzchni, pojawiło się błoto. Ciężkimi butami przystanął przed wejściem, wygrzebał zegarek spod rękawa płaszcza i spojrzał na niego. Za dziesięć dwudziesta czwarta. W lokalu było ciemno, jednak nadzieja, że usiądzie i wypije na spokojnie upragnione piwo, pchała go do przodu. Wprost w bramy, za którymi znajduję się ukojenie. Nick miał ciężki dzień za sobą, rozbił samochód żony- nie miał pojęcia jak i dlaczego się to stało- później ostra kłótnia. W głowie przewijało się zdarzenie, które przedstawiało porozrzucane szklanki i potłuczone talerze. Całe jego wnętrze wypełniał lament scementowany z płaczem, na próżno mu było szukać źródła tego pasożyta. Szedł powoli, z oporem, jakby coś trzymało go od przodu za barki. Wszedł po schodach na werandę, w stylu Saloon z dzikiego zachodu. Ciemność swoją gęstością przytłaczała, żadne oczy nie mogłyby tego wytrzymać. Towarzysząca mu teraźniejszość pozbawiona była jakiegokolwiek sensu, to, że stoi i wpatruję się do środka nieznajomego do tej pory lokalu (a przecież mieszka tutaj całe życie), w butach tak przemokniętych, które ważyły niemal jak cegły. Gryzło go sumienie, tłukące mu do głowy, że powinien być w domu. Lecz wyrzuty pojawiły się mówiąc cichym, nie zawierającym krzty nadziei głosie. Później odchodziły, pozostawiając go pustym naczyniem, do którego mimo chęci, nie wleje się nic. Jego wzrok utkwił na drewnianych wahadłowych drzwiczkach. Przez chwilę spoglądał na nie, nieustannie czując na swych barkach czyjeś dłonie, powstrzymujące go przed wejściem do środka. Uderzył w nie całym ciałem, gdy obie stopy znalazły się w środku, niewidzialna postać, znikła bezpowrotnie. Jego dezorientacje dało się zauważyć, można by powiedzieć, że udałoby się to nawet niewidomemu. Zdumiony wystrojem wnętrza, który i na zewnątrz, wyglądem przypominał spelunkę, w której przesiadywali rabusie, złodzieje i szumowiny prosto z jakiegoś westernu. Różnice stanowiły lampy, rozświetlające pomieszczenie słabymi żarówkami. Na wprost, barman za ladą czyścił szkło na połysk. Dym papierosowy był wszechobecny, jakby dziesięć minut temu lokal po brzegi wypełniony był klientelą. Zapach bezzwłocznie łapał się ubrań, aby dać o sobie znać po powrocie do domu. Ruszył przed siebie, podłoga wydała z siebie łoskot wiekowości i zużycia. Barman zawiesił kieliszki na szynie tuż nad ladą. Wąsaty mężczyzna, który swoją postawą przypominał raczej bodygarda z mniejszej dyskoteki, zdzielił Nicka wzrokiem. - Zamknięte?- rzucił niepewnie Nick - Otwieramy o dwudziestej czwartej, kolego.- Nick otworzył nieco szerzej oczy, rozejrzał się po pustej i głuchej sali. Kątem oka zauważył ironiczny uśmiech na twarzy barmana. - A więc jeśli tak, to piwo. Zimne w dużym kuflu. Barman rzucił wszystko, co do tej pory robił i zabrał się do nalewania. Podał napój, zapach chmielu delikatnie pobudził zmysły Nicka. Po lewej stronie w rogu sali, znajdowały się schody prowadzące na górę. Nisko osadzone lampy nie sięgały piętra, więc nie mógł stwierdzić dokąd one prowadzą. Pokój miłości? Motel? Może magazyny. Lada, rozciągała się na długość dobrych kilku metrów, zdobiona wyrzeźbionymi z drewna dekoracjami. Ściany, sufit, podłoga, wszystko wykonane z drewna. Po środku sali posadzone były dwa filary, od parkietu wzwyż do połowy, obite dobrej jakości dębem. Stoły i krzesła starannie poukładane. Jednak kurz, będący nieodłącznym elementem całego lokalu, od którego zasychało w ustach, rozmywał mylną iluzję ładu i porządku. Był widoczny, namacalny. Upił do połowy piwa. - Jakoś pusto. Jest Pan pewien że to odpowiednia pora na otwieranie „PUBU”- zażartował Nick. - Od wieków tak było i tak już pozostanie- nie był pewien tego, co zobaczył w oczach barmana, ale przeszyło go na wskroś. - Gdzie ubikacja? - Na prawo do samego końca i w lewo- wskazał ręką drogę. W ubikacji unosił się odór moczu i niespłukanej grubszej sprawy. Zrobił co miał zrobić, zapiął rozporek, jeszcze kilka poprawek i już był gotowy. W środku nie było lustra- może i lepiej. Spojrzał na zegarek, dwudziesta czwarta. Otworzył drzwi niespodziewanie dostając w twarz szumem i bełkotem, jaki panował na sali. Przez kłęby gęstego dymu dostrzegł tylko zarysy postaci, które okupowały stoliki, jak i jockery przy ladzie. Hałas był okropny, nie do zniesienia. Gdzieś, nie wiedział skąd (prawdę mówiąc mało co wiedział i widział) dobiegała muzyka, pozbawiona kilku nut, rytmu i ogólnej logiki. Klienci przekrzykiwali się, obrzucając się nawzajem obelgami, przez które dochodziło do tak zwanego mordobicia. Przetarł oczy i ruszył do miejsca, w którym siedział, nie spuszczając wzroku z ludzi. - Szukasz przygody palancie?- wykrzyczał ledwo trzymający się na nogach mężczyzna i cisnął w niego kieliszkiem wódki. Przeleciał jednak metr od głowy Nick. Podszedł do lady, złapał za kufel piwa i wypił do końca, kiwając ręką prosząc o następne. Kurz jakby zgęstniał, gardło zasychało w mgnieniu oka. Dryblas za lady, podał piwo - Co tu się dzieje, przecież pięć minut temu nie było żywej duszy- zapytał Nick, łapczywie popijając. Barman nie odpowiedział, zarechotał głośno pozostawiając Nicka w osłupieniu. Grzmiący śmiech zatrząsł całym budynkiem, zwalając na podłogę gruz z sufitu, a z lamp grube warstwy brudu. „Co jest kurwa grane? Przegiąłeś dzisiaj z alko, teraz nachodzą Cię jakiejś omamy, a za- jak dobrze pójdzie- dziesięć minut, wywiozą Cię w eleganckim białym kaftanie” Obiema dłońmi złapał się za głowę i mocno ścisnął, rozmasował ją, chcąc wyzbyć się bólu. W umysł wdarły się melodię rozbijanego szkła, zmiksowane z demonicznym płaczem i krzykiem. Z piaskiem w oczach widział noże, leżących martwych ludzi,- których ciała wyschły niczym gąbka- oraz dzieci, powyginane jak paragrafy. Jedną ręką trzymał się za czoło, drugą starał się przetrzeć oczy, by wyzbyć się bólu w oczach. „Pić”. Złapał za kufel. Pusty. Nie zdawał sobie sprawy z tempa, jakie sobie narzucił. Po dość solidnie zakrapianej nocy, dwa piwa wspomogły wczorajszy alkohol powodując przyjemne szumienie- silniejsze, niż zwykle po dwóch piwach. Kiwnął do wąsatego dżentelmena w geście, który oznaczał następną kolejkę. - Strasznie chce mi się pić, a co gorsza, piwo wchodzi jak woda- zainicjował rozmowę Nick. - Niech się Pan przyzwyczai, w tym lokalu panuję inny klimat- uśmiechnął się szyderczo- podziemnomorski. Cała sala jakby zamarła, sekundę później wszyscy, równo wybuchnęli śmiechem Kilku większych osiłków, siedzących tuż przy wyjściu, wręcz płakali ze śmiechu, tupocząc nogami. Lokal znów zdawał się zadrżeć - Sęk w tym, Panie Nick, że musi się Pan przyzwyczaić. W innym wypadku, odejdzie Pan od zmysłów, jeżeli jakiejś pozostały- posłał Nickowi oczko. - Wszedłem na parę piw i uciekam. Kac mnie męczy obrzydliwie- symbolicznie poklepał się w czoło- musiałem sobie jakoś pomóc, prawda?- podniósł kufel, w którym tkwił lek na pękający łeb. Przerwał na chwilę monolog, aby przyjrzeć się bliżej piwie. Pęcherzyki gazu, zamiast przeć ku górze, ciągnęło je w dół. - A po drugie, żona. Pokłóciliśmy się dziś, eeee...., wczoraj wieczorem. Dojdę do siebie, kupię kwiaty, może nawet zrobię kolację, jakiej nigdy nie robiłem. Żadnej, podczas tylu lat nie zrobiłem. Wszystko się ułoży, naprawdę żałuję tego wszystkiego. W oczach poczuł palący ból, jakby wypełniły się toksycznymi łzami, które teraz spłynęły mu po policzkach. Przetarł je dłonią, piasek. Szorstki i drobny. Dopiero teraz uświadomił sobie, że barman zwrócił się do niego po imieniu. Poczuł na swoim barku ciernisty uścisk. Odwrócił się, niechlujnie zarośnięty mężczyzna – zalatujący na doświadczonego miłośnika, tanich monopolowych trunków- wtapiał w niego swoje oczy. Odór przegnitego alkoholu, wywoływał u Nicka odruchy wymiotne. Trupie oczy brodacza, pochłaniały każdy promień światła, tworząc wokół niego aurę ciemności. Znoszona flanelowa koszula, umorusana zużytym silnikowym olejem, falowała delikatnie u dołu z każdym ruchem ręki. - Hej, nowy towarzyszu- wycedził z siebie bezbarwne słowa- Co Cie tu przyyyciąągneło? - Spięcia w rodzinie- uśmiechnął się Nick- nie wiem, ale odkąd tu jestem, dziwnie się czuję - Nie chce nic mówić- ciągnął pijackim bełkotem brodacz- ale ponoć to piwo tak działa, słyszałem nawet, że jest nie z tego świata- pijaczek parsknął śmiechem- tak jak my wszyscy, Ty też do tego przywykniesz. Na środku sali, grupka ludzi kibicowała dwóm śmiałkom, którzy odważyli się pójść na ręce. Krzyki przebijały się przez ściany budynku. - Nie nie, już tłumaczyłem barmanowi. Parę piw i uciekam- odwrócił się po kufel i zrobił kilka…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych