The Rage
Historia oddziału do walki z terrorystami posiadającymi paranormalne moce. (niedokończone/w trakcie pisania)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-THE RAGE-
*** Norwegia. Niedaleko More og Romsdal
Z dużego, czarnego samochodu terenowego wysiadły trzy osoby. Jako, że dwie godziny temu zapadł mrok, trudno było je spostrzec. Nie mniej, tylko w takich warunkach mogli operować. Gdy rozładowali kilka skrzyń ze sprzętem dali znać kierowcy, że może już odjechać, co ten bezzwłocznie uczynił. Podobnie jak inni mieszkańcy okolic bał się tego miejsca. Posłusznie jednak przywiózł małą grupkę badaczy - gdyż za takich podali się podróżnicy, wiedząc, iż tutejszy pałacyk zawsze przykuwał uwagę różnych dziwaków. Od kilku lat posiadłością interesowali się naukowcy proklamujący, iż są specjalistami od nauk paranormalnych. Nic jednak nigdy nie znaleźli. Trójka najnowszych śmiałków wydawała się trochę bardziej normalna niż pozostali. Tylko trochę… Ekipie przewodziła wysoka, szczupła kobieta, istna bogini piękna, choć trafniejszym stwierdzeniem było by „demonica”. Krótkie, roztrzepane na wszystkie strony blond włosy lekko opadały jej na ramiona. Diabelskie, czerwone oczy raziły nawet w warunkach, jakie panowały w tej chwili na dworze. Uśmiech ukazujący lekko przerośnięte kły budził zamiast lęku pożądanie. Z drugiej strony samo patrzenie na nią sprawiało, że serce zmieniało się w sopel lodu. Kilkucentymetrowa niebieska spódniczka, którą ledwo, ale to ledwo, można by zaliczyć do miniówek – już bliżej jej było do kokardki – i obcisłą, podchodzącą pod ten sam kolor, bluzeczkę z krótkim rękawem, raniła serce obu opatulonych, po samą szyje mężczyzn. - Nie za zimno ci? – zapytał niższy z przedstawicieli płci brzydkiej. - O co ci chodzi? Mam przecież na sobie ten kożuszek – kobieta wskazała na futrzaną kamizelkę. - To zakrywa jakieś trzy procent twojego ciała. - Może mi wystarczy – uśmiechnęła się. – Tymczasem, jesteś pewien Hack, że sprzęt będzie ok., jak go zostawimy na jakiś czas na tym zimnie? - Tak. Specjalnie na tą okazję zamówiłem termiczne obudowy. - W takim razie ruszajmy zrobić oględziny – odezwał się wreszcie trzeci członek grupy. Poza niecodziennie ubraną kobietą załoga składała się z młodego chłopaka, o bujnych czarnych włosach i blondyna, z przeciwsłonecznymi okularami na nosie. Pierwszy z mężczyzn opatulony po szyje, brnął do przodu trzymając się blisko koleżanki, drugi natomiast idąc swoimi własnymi ścieżkami, rozglądał się po okolicy jakby czegoś wypatrując. Było mu zapewne trochę mniej zimno, o czym świadczyła rozpięta gruba kurtka z polaru. Nie mniej, podobnie jak pozostałym z ust wydobywała mu się para, co świadczyło o ujemnej temperaturze. Po kilku minutach znaleźli się pod drzwiami pałacyku. Dopiero z bliska dało się wyczuć ogrom tej budowli. Konstrukcja była większa nawet niż rodzinny dom Lorda, a nieobecny w tej chwili członek ekipy naprawdę miał dużą posiadłość. - Ładne. Co teraz? - Zapytał Hack pocierając dłońmi. - Hmm. Na zdjęciach wydawał się mniejszy. To fakt. - Joe, to wszystko, co masz do powiedzenia? – zapytała kobieta. - Póki co, tak. Wejdziemy do środka, może powiem ci coś więcej. - No, ale może się wreszcie dowiem, o co chodzi. Bo zaciągnęłaś mnie tu siłą, chcę przypomnieć. Nawet nie powiedziałaś dlaczego. Czuje się dotknięty i oszukany. - Oj spokojnie Hack – jej łagodny uśmiech, który tak rzadko można było zobaczyć, rozgrzał chłopaka natychmiast. – Miałam informacje od znajomego wampira, iż coś tu się kroi. Jako że właśnie dostałeś urlop, postanowiłam to sprawdzić. - Znajomego wampira? – Joe nie krył zdziwienia. - Urzędował tu przez pół roku, w okolicach dwutysięcznego roku. Ale wyprowadził się, bo atmosfera dawał mu się we znaki. Zawsze mnie to intrygowało, postanowiłam, więc sprawdzić to przy pierwszej lepszej okazji. No i jesteśmy. - Lokum wampira? Huuu – Hack rozgrzał oddechem dłonie – nawet pasuje. Zbudowany w 1865 roku przez emigrantów niemieckich pałacyk miał być stworzony na wzór ich domu rodowego pod Monachium. Potem niezbyt wiadomo, co tu się działo, aż do trzydziestego dziewiątego. Wtedy to przejęli, go jak łatwo się domyślić, planujący podbicie Norwegii hitlerowcy. Co ciekawe według danych z archiwum brytyjskich, w czterdziestym trzecim przejęli ten teren komandosi aliantów. - Coś mi daty nie pasują – zauważył drugi z mężczyzn. - No właśnie. Ale to nie to jest najdziwniejsze. Natychmiast opuścili pałacyk. Od tamtej pory stoi on bezpańsko, ale jest w dobrym stanie. Do około dwutysięcznego roku mieszkające niedaleko stąd rodziny wciąż go utrzymywały. Według nich, gdyby coś było nie tak, na wioskę spadłoby nieszczęście. - Na moje oko siedziba wampirów jak w pytę strzelił – zaśmiała się kobieta. - Od lat dziewięćdziesiątych jest regularnym punktem wypraw poszukujących duchów. W okolicach dwutysięcznego zrezygnowano. - Wtedy to wprowadził się twój znajomy, prawda? – Joe zaczął chodzić w tą i z powrotem szukając jakiegoś łatwego wejścia. Jednocześnie jednak słuchał wywodu Hacka. - Nom. - Od tamtej pory nikt nie przyjeżdża tu. Nawet ci z wioski. - Minęło więc pięć lat. – Kobieta podeszła do wielkich stalowych drzwi, zamontowanych zapewne w okresie drugiej wojny światowej. – Ciekawe, co na nas czeka w środku? - Kurz? - Hahaha – zaśmiała się. – Wchodzimy! – krzyknęła, po czym jednym tylko kopnięciem wywarzyła potężne tarasujące drogę do środka wrota. - Musimy ją oduczyć wywarzania wszystkich drzwi kopniakiem – zauważył Hack. - Co racja, to racja. - Hej, Shasti! Czekaj na nas – krzyknął chłopak, po czym wbiegł do środka za kobietą.
„BABEL był stworzony w jednym celu. Walka z terrorystami z całego świata. Ci jednak stają się coraz lepsi i coraz zmyślniej uzbrojeni. Szkolą się w specjalnych obozach. Podpatrują nasze oddziały i kopiują sposoby walki. Aby prześcignąć ich trzeba sięgnąć do radykalny środków. Tak radykalnych, że aż absurdalnych w samym założeniu. Dlatego z dniem dzisiejszym pozwalam sobie skorzystać z nadanego mi prawa do podejmowania decyzji, które nie mogą być odwołane przez żadnego z rady, i bezzwłocznie powołuje do życia cztery nowe oddziały. Oznaczenia kodowe to: 17, 18, 19 i 20. Przedstawiam też nowego lidera siedemnastki a tym samym szefa sekcji paranormalnej - panią Shasti - wampirzycę.”
- I jak wam się podoba? – kobieta zapytała pokazując okazałe wnętrze budynku. Atmosfera w środku była niesamowita. Gdyby Hack wiedział, że będzie mu dane spędzić kilka dni w takim miejscu, załatwiłby sobie odpowiednią muzykę. Orkiestra, chóry, bębny, harfy… dynamiczne starty i zwolnienia. Tak. Właśnie w tym momencie taka muzyka pasowałaby do sytuacji. Ogromny, wypełniony unoszącym się kurzem hol, był przerażający w swej tajemniczej poświacie. Zakryte białymi prześcieradłami meble wydawały się wykonywać delikatne ruchy we wszystkie strony. Choć widać było, że to wiatr płatał figle, to dziwne uczucie, iż może jednak zamiast krzesła był tam straszny stwór o czterech głowach i z trzymetrowym ogonem, pozostawały. W oddali słychać było skrzypienie – być może kroki przebudzonego wilkołaka. A może to ten wampir, o którym mówiła Shasti. Tymczasem wiatr wciąż hulał przez otwarte drzwi wypełniając pomieszczenie świeżym, zimowym powietrzem, sprawiając, że całość szybko traciła swoją mroczną otoczkę. W chwili gdy Hack podniecał się atmosfera „strasznego zamczyska” Joe przyglądał się w skupieniu niektórym elementom zabudowy. Jego uwagę szybko zwróciły deski w oknach. Typowe działanie laików. Do tego dochodziły grube zasłony, świeczki i przekręcony do góry nogami krzyż znajdujący się nad drzwiami na lewo od holu. Od razu poznał, iż w przeszłości mieszkał tu wampir. Choć równie dobrze wystarczyłoby pociągnąć nosem i poczuć tą charakterystyczną dla nich woń. Uśmiechając się wykonał kilka kroków w stronę schodów. - Uważaj. Mogą być jakieś pułapki – rzekł nagle jakby wybity z transu Hack. - Spokojnie, nie ma żadnych – stwierdziła Shasti. – Wyczułabym je. - Zresztą, ja też – odpowiedział Jeo, po czym wdrapał się na półpiętro. – Wyżej to samo. Ktoś dbał o to miejsce i to bardzo dokładnie. - Jak już wspomniałem, mieszkańcy przyjeżdżali tu w dzień i starali się utrzymać dworek w jako takim stanie. Najwyraźniej wciąż to robią. Zresztą kilka razy zawitały tu ekspedycje fanatyków od duchów. Słyszeli pogłoski o jakiś dziwnych zjawach, o tym, że tutejsi się boją tego miejsca. Ogólnie przesiedzieli tu też trochę i urządzili się ponoć nawet nieźle. Widziałem kilka filmów, które nakręcili. Nic ciekawego, no poza jednym incydentem. - Jakim? – zapytał Joe schodząc. - Hmm, niby nic ciekawego. Jednakże na jednym filmie, kręconym w podziemiach, brakuje kilku klatek. To znaczy są całkiem czarne. - I to niby ma być coś ciekawego? – zdziwiła się Shasti. - A, to była kamera cyfrowa, b, ustawiona na statywie, c z nowa bateria i d, wraz z klatką poprzedzająca ten incydent słychać dziwny pisk. Jest to naprawdę szybki pisk. - Poltergeist? – drugi z mężczyzn nie krył zdziwienia. – Nie czuje tu negatywnej energii. Ściany też raczej są neutralne. - No nic. Pogadamy jak już się rozłożymy. To który pomoże mi nosić sprzęt? Mężczyźni spojrzeli na Shasti dziwnie. Ta wzruszyła ramionami i udała się ku wyjściu. - Typowi faceci, żaden potrzebującej kobiecie nie pomoże. - Potrzebującej kobiecie? Co jej odbiło? – zapytał Hack. - Naczytała jakiś feministycznych gazetek chyba. No, ale nie stój tak, i pomóż mi trochę to ogarnąć, żeby, jak ta herod-baba przyniesie sprzęt, było miejsce.
Pół godziny później całe oprzyrządowanie był już w budynku, a Hack zajął się rozkładaniem elektroniki. Wpierw postanowił zorganizować światło. Podręczne latarki, były dobre na pierwszy rzut, ale w starciu z potężną przestrzenia wysiadały. Na szczęście poprzednie ekspedycje zostawiły dużo świeczek, więc poza oświetloną lampami neonowymi biblioteką, gdzie znajdowały się komputery, reszta okazale prezentowała się w świetle woskowych cudeniek. Gdy wybiła północ wszystko już działało i było w pełni gotowe. Siedem jednostek centralnych. Kilka monitorów LCD. Trzy anteny satelitarne. Stacja radiowa niskiej częstotliwości. Nie należało też zapomnieć o mini lodówce. - Sprzęciuniu wporządunio – zaśmiał się Hack. – Gdzie Shasti? - A ja ci do czego jestem potrzebna? – Kobieta pojawiła się za mężczyzną. - Pomożesz mi rozstawić sensory zanim nastanie ranek. Im szybciej zbierzemy informacje tym lepiej. Nie sądzisz? – Chłopak wbrew oczekiwaniom przywódczyni grupy nie wystraszył się z powodu jej nagłego pojawienia się. Nawet brew mu nie drgnęła. Zawiedziona Shasti jęknęła tylko coś po nosem, po czym zarzuciła na ramię plecak i wskazała drzwi. - Czekaj, czekaj, przejdę tylko w tryb oczekiwania. - No to sobie poczekasz – zażartował Joe wiedząc, iż Hack może siedzieć przed komputerem godzinami.
Nim ktokolwiek się zorientował nastał ranek. Shasti zapadła w letarg a pozostali zaczęli wyczekiwać na wyniki. Z tego wszystkiego tylko Hack zachowywał się trochę dziwnie. Mimo, iż wyglądał spokojnie – jakby lekko zamyślony – to wiercił się we wszystkie możliwe strony. Chodziło po schodach,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ergo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…