Ti amo.
jakieś to takie... ee, inne niż wszystko inne, co napisałam Ó.o normalnie... inne.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Listopad.
Dziewczyna ze słuchawkami w uszach przemierzała rynek. Długie, brązowe włosy miała związane w luźny kucyk, oczy w kolorze ciepłego cappuccino patrzyły na świat bez najmniejszego entuzjazmu. Jej największym problemem było to, że nie wiedziała, czy w domu spotka matkę, czy też nie. Nazywała się Kim. Kim Green. Miała siedemnaście lat. Kiedyś mieszkała z mamą i siostrą bliźniaczką, Ashlee. Kiedyś. Teraz wszystko było inne. Ostatnie miesiące straciła na tworzeniu sobie nowego, całkiem innego światopoglądu. Rozglądała się po ludziach, w nadziei na zobaczenie kogoś znajomego. Zobaczyła. Chłopaka z kasztanowymi włosami przykrywającymi czoło i uszy, obejmującego dziewczynę ubraną od góry do dołu w róż, z blond włosami, wyglądającą dokładnie jak jej lalka Barbie, którą Kim w dzieciństwie już znienawidziła. Chłopak pomachał do niej. Uśmiechnęła się. W sumie to nie był uśmiech, może jego cień. - Hej! – Był zadowolony, że ją widzi. Zmarszczyła brwi, po czym wyjęła jedną ze słuchawek z ucha. Westchnęła, niemal bezgłośnie, po czym zaczekała, aż chłopak i dziewczyna do niej podejdą. - Nate – uśmiechnęła się do niego. Nie patrzyła na dziewczynę. No bo po co? On za to wypuścił blondynkę z uścisku, na co tamta się skrzywiła. - Och, spokojnie, Barbie – powiedział z uśmiechem. - Nazywasz się Barbie? – Kim oniemiała. Dziewczyna z uśmiechem skinęła głową. - Barbara – powiedziała, wyciągając do niej rękę. Kim nie powtórzyła gestu, tylko uśmiechnęła się z zakłopotaniem. - Kim – powiedziała, kiedy dziewczyna spojrzała na nią nierozumiejąco. - Aaach, siostra tej s ł a w e t n e j Ash, mam rację? – Uśmiechnęła się. Kim oblizała usta, zdenerwowana, ale i wściekła. - Nie do końca czaję – stwierdziła. Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo i spojrzała konspiracyjnie na chłopaka. Kim zmarszczyła czoło. - O co chodzi? – Spytała, a właściwie to jęknęła. Barbie uśmiechnęła się szeroko. - Wyglądasz zupełnie jak ona – stwierdziła. Kim ponownie zmarszczyła czoło. - Co? – Spytała. Nate uśmiechnął się do niej lekko. - Chodź. Musimy pogadać – stwierdził, po czym złapał ją za rękę i zaczął ciągnąć w jakimś kierunku. Nie odwracając się, zawołał jeszcze do Barbie: - Bądź tu za dwie godziny. – Po czym ruszył przed siebie, nie sprawdzając jej reakcji na swoje słowa. - Gdzie idziemy? – Spytała, gdy się już trochę oddalili. Chłopak zatrzymał się gwałtownie. - W sumie to donikąd – stwierdził, po czym spojrzał jej w oczy. Z wielkim trudem powstrzymała się, żeby się nie odsunąć. Westchnął. - Wyglądasz dokładnie jak ona. Moja Ash – powiedział, zaciskając ich palce, które splecione były ze sobą. - Nate. Nie – powiedziała twardo. Uśmiechnął się do niej smutno. - Dlaczego? – Spytał. - Wiesz dlaczego – odparła. Nie odpowiedział, tylko schylił się i musnął jej wargi swoimi. Poczuła, że się rozpływa. I to ją przerażało. Mimo szczerych chęci poddała się, i odwzajemniła jego pocałunek. Wplątał jej palce we włosy, na co ona złapała go za brzegi granatowej koszuli i przyciągnęła mocniej do siebie. Pocałunek był z pewnością dłuższy, niż powinien. [A właściwie to nie powinien mieć w ogóle miejsca...]. Kiedy w końcu się od niej odsunął, nieświadomie przeszła kilka kroków w tył. Potknęła się o chodnik i po chwili leżała na jezdni. Dokładnie dwa metry przed ciężarówką jadącą sto pięćdziesiątką.
Pół roku wcześniej, maj.
Ashlee uśmiechnęła się. - Nate – wypowiedziała to imię niemal przez zęby. - Ash – mruknął, po czym uśmiechnął się uroczo. - Wiedz, że ja tego nie chcę – powiedziała. Uniósł jedną brew, ale nie stracił uśmiechu. - Wiedz, że ja aż za bardzo – usłyszała w odpowiedzi. Zaczerwieniła się lekko i pokręciła z uśmiechem głową. - Ale to nie fair – powiedziała. Na jego ustach pojawił się słodki uśmiech. - Dobra, w takim razie dziś Twoja kolej na podejmowanie decyzji – powiedział. Wyszczerzyła się. - Nie, dziś nie jest tak gorąco, żeby jeść lody – powiedziała, złapała go za rękę i odciągnęła od budki z lodami. - Ash! – Usłyszała głos gdzieś z tyłu. Odwróciła się gwałtownie, żeby zobaczyć brata jej najlepszej przyjaciółki Sary, Trey’a jadącego na BMX’ie. Uśmiechnęła się do niego lekko. Trey był od niej starszy jakieś cztery lata, był cholernie wysoki, jeszcze wyższy od Nate’a, a włosy na jego głowie miały długość co najwyżej dwóch centymetrów. Totalnie nie w jej typie. - Trey! Miło Cię widzieć – powiedziała. Nate mocniej złapał ją za rękę. Uśmiechnęła się do niego czarująco. - Ciebie też – odparł Trey szczerze. - Och, Ash, chodź, bo zaraz się spóźnimy! – Usłyszała głos Sary. Spojrzała w kierunku, z którego dobiegał, po czym pomachała jej. - Nic z tego! – Krzyknęła. Sara spojrzała na nią, zbita z tropu. Po chwili podeszła do nich. - Jak to, nic z tego? – Spytała. – Przecież obiecałaś! - Nie mogę – powiedziała Ashlee przepraszającym tonem. Sara była olśniewająco śliczna, miała wręcz rażąco zielone oczy i długie, rude włosy. – Wybacz. - W y b a c z! Przecież planujemy to już od tygodni! – Powiedziała oskarżycielsko. To prawda, planowały wybrać się na maraton filmowy, żeby zobaczyć, czego to się ludzie boją i się z nich naśmiewać. Cichutko, w kącie, ale to świetna zabawa. Ashlee podniosła dłonie jej i Nate’a, ze splecionymi palcami, demonstrując przyjaciółce, że gdyby była tu sama, chętnie by poszła. - Przepraszam, ale nie wyrabiam – powiedziała przepraszająco. Sara w końcu dała za wygraną. - W porządku – powiedziała łagodnie. Ashlee spojrzała na nią z wdzięcznością. - Dzięki – szepnęła. - Następnym razem nie pójdzie Ci tak łatwo – Sara pogroziła jej palcem z surową miną, na co Ashlee wybuchnęła śmiechem. Nate przez cały czas się nie odezwał. W końcu Trey odjechał, a siostra pobiegła za nim, krzycząc, by zwolnił. Kiedy jej wrzask ucichł, Nate spojrzał na nią w końcu. - Dzięki, ze sobie nie poszłaś – powiedział cicho. – Wybacz, że popsułem Ci plany. - C o? – Ashlee nie wierzyła własnym uszom. Nate uśmiechnął się szeroko. - O co chodzi? Nie mogę od czasu do czasu zrobić się słodki? – spytał. Teraz to ona się uśmiechnęła. Szeroko i szczerze. Gwałtownie przytuliła się do jego klatki piersiowej. Sięgała mu dokładnie do obojczyka, bo miał metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Zaśmiała się. - Cieszę się, że wróciłeś na ziemię – powiedziała. Objął ją i po chwili uniósł z ziemi o okręcił kilka razy wokoło, jak ojciec bawiący się z córeczką. Kiedy postawił ją na ziemi, ona, nie po dziecinnemu, chwyciła go za kołnierz koszuli i przyciągnęła do siebie, po czym przycisnęła jego wargi do swoich. Delikatnie, powoli oddał jej pocałunek. Rok później, kiedy to wspominał, stwierdził, że był najsłodszy, jaki kiedykolwiek miał. Kiedy odsunęła się od niego, zauważyła, że dziewczyna, która wyglądała jak jej lustrzane odbicie, spoglądała na nią. Siedziała pod drzewem, chcąc uniknąć słońca. - Kim! – Pomachała do niej radośnie. Dziewczyna podniosła się z miejsca, po czym otrzepała białe spodenki z ewentualnego kurzu. - Ash, nie wiedziałam, że tu będziesz – stwierdziła. Ashlee uśmiechnęła się czarująco. - I vice versa – powiedziała. Kim uśmiechnęła się do niej szeroko. - No cóż, mnie tu można spotkać dość często. Ciebie prawie nigdy – powiedziała. - Co? – Ashlee uniosła brwi. - Nieważne. W każdym razie, ja spadam. Jakbyś mnie szukała, będę w domu. Cześć, Nate – powiedziała i poszła sobie. Ashlee zerknęła na minę Nate’a. - Czemu się na mnie gapisz? Mam coś na twarzy? – Spytał i po omacku zaczął szukać czegoś takiego. Pokręciła z uśmiechem głową. - Nie. – Powiedziała krótko. Uśmiechnął się szeroko. - Dobra, to gdzie w takim razie idziemy? – Spytał. Wzruszyła ramionami. - Wymyśl coś – powiedziała i wyszczerzyła się. Podrapał się po szyi, myśląc gorączkowo. - Nie mam zielonego pojęcia – stwierdził po chwili. Westchnęła. - Problem w tym, że ja też. - Dobra, to chodźmy tam – powiedział z uśmiechem i wskazał palcem jakąś ławeczkę w cieniu. Przekręciła lekko głowę, próbowała się jej przyjrzeć. Po chwili westchnęła cicho i wzruszyła ramionami. - Okej – powiedziała. Ruszyli przed siebie. Kiedy dotarli do ławki, okazało się, że ten, kto ostatni na niej siedział, zostawił swoje rzeczy: nietkniętą jeszcze butelkę wódki i ponad połowę butelki szampana. Kiedy to zobaczyli, oboje zgodnie wybuchli śmiechem. - Ktoś zapomniał...? – Ashlee, kiedy się niech uspokoiła, spojrzała na wszystko ze zmarszczonym czołem. Nate zacisnął wargi, żeby powstrzymać uśmiech. - Kto wie. Co z tym robimy? – Spytał żartobliwym tonem. Ashlee wzruszyła ramionami, po czym podniosła obie butelki i przez chwilę trzymała je obie w dłoniach z poważną miną. Nate patrzył na nią, ciekaw co zrobi. A ona przetarła otwór butelki rękawem bluzy i pociągnęła spory łyk szampana. Spojrzał na nią. Najwyraźniej to była ostatnia rzecz, jakiej by się spodziewał. Potem zasłonił usta dłonią, nie chcąc nikogo przypadkowo opluć i zaczął się śmiać, tak głośno jak jeszcze chyba nigdy. Tymczasem Ashlee uśmiechnęła się pogodnie do butelki. Bąbelki powoli zaczęły uderzać jej do głowy. Kiedy szampan się skończył, spojrzała na niego pijanie. - Och, Ash, zapomniałaś, jaką masz słabą głowę od alkoholu? – Spytał czule. Ona tymczasem jakby zapomniała, ile ma w ogóle lat. Zaczęła się uśmiechać i lekko kiwać na boki, jak dziecko. Spojrzała na trzymaną przez siebie butelkę wódki, po czym podała ją Nate’owi. Potem zachichotała, i zanim się zorientowała, leżała na ziemi.
Kim weszła do domu ze znużoną miną. Dosłownie w chwili, w której przekroczyła próg, zadzwonił telefon domowy. - Odbiorę! – Krzyknęła jej matka, wybiegając z kuchni. Kim spojrzała na nią krótko, po czym wzruszyła ramionami. Matka odebrała, przez chwilę milczała, po czym pisnęła radośnie. - POWAŻNIE?! – Krzyknęła. Potem podskoczyła kilkukrotnie z entuzjazmem. – Tak, strasznie się cieszę! Też Cię kocham – powiedziała i odłożyła słuchawkę. - Ile wygraliśmy? – Spytała z nadzieją. Każde pieniądze by się przydały. Dziś była sobota, więc ani Kim, ani matka nie pracowały. Ashlee nie pracowała n i g d y. - Ee, no nic. Dzwonił Twój ojciec! Przyjdzie na kolację – powiedziała entuzjastycznie. Kim wywróciła oczami. Ich ojciec odszedł od matki, kiedy tylko urodziły się bliźniaczki. Nigdy ich nie odwiedził, kontaktowali się wyłącznie listownie, i to z rzadka. - Po co? – Kim była znudzona. Jej matka szeroko otworzyła oczy. - To Twój o j c i e c! – Skarciła ją. - Co z tego? - Powinnaś go darzyć uczuciem – stwierdziła matka. Nie było wątpliwości, że ona go tym uczuciem darzyła. - Jedyne, czym go mogę darzyć, to niechęć – wypaliła. Matka otworzyła usta, ale się nie odezwała. W końcu Kim przeszła z salonu do swojego pokoju. Usiadła przy biurku i włączyła komputer. W sumie nie potrzebowała niczego konkretnego, zwyczajnie się nudziła. Weszła w przeglądarkę i zaczęła wpisywać jakieś losowe hasła, pierwsze, które tylko przyszły jej do głowy. W ten sposób znalazła informacje na tematy, które jej w ogóle nie obchodziły. Otwierała losowe strony w nowych kartach, dopiero potem sprawdzała, w co weszła. Kiedy kart było już koło dziesięciu, wzięła się za sprawdzanie. Był tam blog zatytułowany ‘z pamiętnika ogrodnika’. Kim parsknęła śmiechem na sam tytuł. Kiedy zerknęła na resztę kart, okazało się, że ta z ogrodnikiem była najbardziej normalna. Na jednej z pozostałych dziewięciu była opowieść jakiejś dziewczyny, również imieniem Kim. Zaczęła czytać. Kim Collins, bo tak się owa blogerka nazywała, opisała swą tzw. ‘przygodę’. Zdarzyło się to jakieś dwa lata i pięć miesięcy wcześniej, w sylwestra. Kim Collins i jej przyjaciółka, Evie, poszły na imprezę do kumpla ich obu, Kayle’a. Było tam mnóstwo ludzi z ich szkoły. Kim Collins i Evie chwyciły kilka butelek alkoholu, usiadły na malutkiej kanapie w kącie i popijały sobie. Nikt nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Kiedy obie nieźle się już upiły, zaczęły się całować, więcej, zdzierać z siebie ciuchy. Było głośno. Nikt nie wiedziałby o niczym, gdyby Allan, były chłopak Evie nie widział tego i nie skamerował. Kącik, w którym stała kanapa był przysłonięty kotarą, więc nie były widoczne, ale jeśli obejrzało się cały film (a Kim Collins to zrobiła), można było zobaczyć, że ten świr kamerował Evie, odkąd weszła do sali. Film też był zamieszczony na stronce. Prawdę mówiąc, Kim Collins nie pamiętała o tym, i dopiero rano zauważyła, że ludzie na nią dziwnie patrzą. Kiedy spytała Evie, czy wie o co chodzi. Ta odparła, że owszem, wyjęła komórkę, wpisała adres youtube i pokazała go Kim Collins filmik. Kiedy ta go oglądała, szczeka jej opadła. Potem, szczerze rozwścieczona, poszła do Allana. Notka miała mnóstwo zdjęć. W tym Allan zanim Kim Collins do niego poszła, i po. Różnica była wręcz przeraźliwa. Wcześniej: kręcone włosy z przedziałkiem pośrodku [totalnie nie styl obu Kim], uśmiechnięty chłopak. Później: jedyne, co wystaje z gipsu, to twarz. Cała w sińcach. Włosy krótkie. Co ona z nim, do jasnej cholery, zrobiła?! – Głowiła się Kim, doczytując notkę. Kiedy się z nim rozprawiła, Kim Collins została aresztowana za pobicie i odsiedziała dwa lata w więzieniu. Wypuścili ją niecałe pół roku wcześniej, ona najwyraźniej stwierdziła, że warto to udokumentować. Kiedy Kim skończyła czytać, uśmiechnęła się do ekranu. Potem kliknęła ‘play’ i zaczęła oglądać filmik. Blondynka o długich, kręconych włosach, której zdjęcie było umieszczona jeszcze kilka razy na stronie, Kim Collins, szła obok dziewczyny w dżinsowej mini, z krótkimi czarnymi włosami. Totalne przeciwieństwa. Rzeczywiście, widać było, że biorą sporo butelek i zaszywają się w kącie. Stamtąd już obraz był nieco rozmazany, ale widać było, jak dziewczyny błyskawicznie pozbywają się swoich ubrań. Kim obejrzała wideo do końca. Nie no, to wyglądało jaki jakiś pornos. Dodała stronę do ‘ulubionych’, po czym z westchnieniem wyłączyła komputer.
Ashlee osłoniła twarz, żeby nie raniło jej światło wyimaginowanego słońca. Włosy miała rozpuszczone, rozsypane na ziemi. Nate oblizał usta. Uśmiechał się. - Chodźmy, Ash – powiedział i bez większego kłopotu podniósł ją na równe nogi. Zachichotała tępo. Westchnął cicho. Widok pijanej Ashlee do tej pory był mu nieznany, ale jak dotąd było całkiem zabawnie. Była niegroźna. Zaczął iść, podtrzymując ją, żeby nie upadła. W sytuacjach takich, jak ta, masywna sylwetka i wyćwiczona mięsnie przydawały się. Ashlee poruszała nogami ślamazarnie, aż całkiem się zatrzymała. Nate też przystanął (no bo innego wyjścia nie miał) i spojrzał na nią podejrzliwie. A ona przytuliła się do jego piersi i stała tak, jakby zaczarowana. Po kilku minutach Nate zaczął tracić cierpliwość. - Chodź, Ash – powtórzył z naciskiem. - Nie gorączkuj się tak, Natie – poradziła. - Natie? – Nate zmarszczył czoło. Nie nazwała go tak ani razu, odkąd użyła tego przezwiska, kiedy się poznali, mając po, ee, sześć lat? Nagle odsunęła się od niego. - Zimno mi – powiedziała ze smutkiem. Spojrzał na nią pytająco, po czym zdjął własną kurtkę i położył jej na ramionach. Ashlee uśmiechnęła się i włożyła ją na siebie. Jej ręce utonęły w długaśnych rękawach. Wtuliła się w ciepłą, pachnącą gorącą czekoladą kurtkę. - Dzięki – powiedziała z szerokim uśmiechem. Nagle zadzwoniła jej komórka. Wyciągnęła ją z kieszeni i powiedziała: - Halo. - Ash? – To była Kim. - Co tam, Kimie? – Spytała radośnie. - Kimie? – Kim zdziwiła się jeszcze bardziej niż Nate, słysząc zdrobnienie wymyślone przez Ashlee. - Coś nie tak? – Spytała pijanym tonem. - Jesteś pijana? – Zdziwiła się Kim. – Daj mi Nate’a. – Nakazała. Ashlee posłusznie podała Nate’owi komórkę. - Halo. - Nate? Co z Ash? – Spytała. - Nic specjalnego. Dochodzi do siebie – powiedział uspokajającym tonem. Kim westchnęła. - Mam nadzieję. W każdym razie, ona musi być w domu za mniej niż godzinę, nasz ojczulek wpada na obiadek – powiedziała posępnie. - Oczywiście –odparł Nate i rozłączył się. Ashlee spojrzała na niego. - Co jest? – Zapytała. - Wasz ojciec przyjeżdża – powiedział. Ashlee poczuła, że przyjemne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Tobari_x3
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…