To tylko zły sen
Reportaż nr 2.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Podobno każdy z nas obudzi się pewnego poranka i wtedy to, o czym marzył, czego pragnął w głębi duszy - nagle zniknie. Wszystko wyda się bezsensowne, tak nierealne, że wręcz nieosiągalne. Stracimy powód, dla którego wciąż żyjemy, spalamy się każdego kolejnego dnia. Całe życie straci najmniejszy sens. Po prostu, ot tak... Jakby za dotknięciem wszechmogącej ręki Boga...
* * *
Idę wzdłuż jednej z ulic krakowskiej Nowej Huty. Przechodzi obok mnie mnóstwo ludzi. Ocieramy się o swoje hermetycznie zamknięte światy. Mijamy się bezosobowo, po chwili zapominając o wzajemnym istnieniu. Wokoło widać wysokie budynki i kamienice. Kłęby kurzu unoszą się nad ziemią przy każdym podmuchu delikatnego i przesiąkniętego wilgocią wiatru. W powietrzu czuć odchody zwierzęce. Ciemne chmury kłębią się coraz bardziej. Zniewalają błękitne dotąd niebo. Nagle zaczyna padać deszcz. Cały świat traci swoje kolory. Wszystko zatraca się w strugach deszczu. Idzie za mną trzech chłopców: Podejrzany typ po lewej: Słyszeliście o sobotniej drace? Na Wawelskiej doszło do krwawego starcia trzech kolesi. Musiało być bardzo ciekawie! Podobno zrobiła się wielka afera. Przyjechały psy i dwie karetki... Jeden uciekł z wbitym w brzuch nożem. Podejrzany typ po prawej: No... Obiło mi się coś o uszy... Byłem wczoraj u Zbycha, ale... Nagle rozlega się głośne wołanie: - Ziomy, chodźmy wreszcie prześwietlić ulice! Mam ochotę na K3 (kobieta, kolacja, kopulacja – przyp. red.). Ale będzie zabawa! Podejrzany typ w środku: Rozkminimy ten temat przy browarze! W mgnieniu oka jasna błyskawica rozdziera na dwie połowy potężny firmament nieba. Przeraźliwy huk. Już po chwili, gdzieś w oddali, daje się słyszeć syrena strażacka. Na szczęście dotarłam już na miejsce. Blok numer osiem, mieszkania dwanaście. Drzwi są uchylone, otwieram je szerzej i wchodzę do środka. Już od progu czuję drażniący zapach pleśni. Kolor ścian już dawno wypłowiał. W miejscach, w których nie odpadł jeszcze tynk widnieją wulgarne napisy, wykonane przez osiedlowych blokersów. Na klatce schodowej słyszę dźwięk potłuczonego szkła i krzyki zmieszane z głośnym szlochaniem. Wychodzę na trzecie piętro.
Za kryształową ścianą słów
Drzwi mieszkania numer siedem są otwarte na oścież. Zaglądam do środka. Dwóch wysokich i postawnych funkcjonariuszy policji ostrym głosem pyta dwoje wystraszonych staruszków, czy mogliby opisać Zbyszka. Kobieta (około siedemdziesięciu lat): Był wysokim, czarnookim chłopcem. Miał ciemne włosy. Był nawet przystojny. Nosił luźne spodnie i bluzę z kapturem. Jak na niego mówili? Niech no sobie przypomnę... Żwir... Żwirek... Tak, chyba tak... Przyjaźnił się z osiedlowymi łobuzami. Mężczyzna (około siedemdziesięciu siedmiu lat): Zawsze, kiedy na niego patrzyłem, dostrzegałem w jego twarzy coś niepokojącego, zapierającego dech w piersiach. Z żoną unikaliśmy z tą całą bandą jakiegokolwiek kontaktu. Nagle zaczęła mi dzwonić komórka i wszyscy jednocześnie odwracają się w moją stronę. Przyspieszam kroku. Wybiegam na schody. Naciskam na dzwonek... Nie musiałam długo czekać.
Uroki (?) macierzyństwa
Matka Zbyszka: Od kilku już lat każdy kolejny dzień zaczyna się jak poprzedni. Te same rutynowe czynności. Dostaję pięćset złotych emerytury. Za tę kwotę można kupić naprawdę niewiele... W dzisiejszych czasach wszystko jest takie drogie... Robię zakupy na bazarze. Może nie wszystko jest świeże, ale to zawsze c o ś. Staram się jak mogę... Robię pranie, sprzątam, gotuję obiady... Unosi prawą pomarszczoną dłoń, aby otrzeć policzki, po których spływają łzy bezsilności. Lewą rękę oplatają drewniane paciorki różańca. Bartek (lat dwanaście, brat Zbyszka): Tak... Czasami jest bardzo ciężko, ale jakoś sobie dajemy radę. Pomagam mamie, jak tylko potrafię, choć wiem, że to niewiele. Podnosi wzrok. Dopiero teraz dostrzegam jego czarne oczy. Wydają się być martwe, jakby Bóg zapomniał tchnąć w nie życie przy akcie tworzenia. Matka Zbyszka: Na Zbyszka nie mogliśmy w żaden sposób liczyć. Wychodził z domu bladym świtem, na całe dnie przepadał jak kamień w wodę. Zdarzało się, że nawet na noc nie wracał do domu...
Wreszcie sobą być!
Pan Stanisław (ojciec Zbyszka) zmarł przed trzema laty. I wtedy zaczął się koszmar. Zbyszek poczuł się jak ptak wypuszczony na wolność po latach życia na uwięzi. Jak Ikar, który wyruszył w pierwszy podniebny lot do ukochanej ojczyzny. Jak motyl budzący się do życia w momencie wyklucia z kokona. Zaczął ubierać się jak typowy blokers. Zgolił głowę na jeżyka. Początkowo nie było w tej „metamorfozie” nic niepokojącego. Później było coraz gorzej. Jego dotychczasowa hierarchia wartości runęła jak domek z kart. Zmienił poglądy, rodzina zeszła na dalszy plan... Porzucił infantylną prawdę na rozstaju dróg i wybrał tę gorszą ścieżkę życia... Psycholog: Chłopcy w wieku siedemnastu lat zaczynają dojrzewać. Szukają własnej tożsamości, która pozwoli im odkryć swoje prawdziwe „ja”. Tylko czasami gubią…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karolina_1987
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…