Wróć do katalogu

Tożsamość

Historia chłopaka, który stracił pamięć

karaibk, opublikowano , 31 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dochodziła ósma. Doktor Latowski wrócił zmęczony do domu. Był po ciężkim nocnym dyżurze, w trakcie którego przywieziono młodego chłopaka z wypadku. Operował go, lecz wiedział, że chłopak ma marne szansę by wyjść ze śpiączki po takim urazie czaszki. Był zły na siebie za to, że nie mógł dla niego więcej zrobić. Chłopak miał na oko jakieś dwadzieścia kilka lat i całe życie przed sobą. Umył się, położył do łóżka i prawie natychmiast zasnął. Dochodziła czternasta, gdy się obudził. Na dworze padało, bolała go głowa, pomyślał więc o kawie. Wszedł do kuchni, by ją zaparzyć, gdy zadzwonił telefon. - Roman musisz jak najszybciej przyjechać- powiedział Piotr.- Ten chłopak, którego w nocy operowałeś, dostał ataku drgawek, których nie możemy opanować. Podświadomie spodziewał się, że tak będzie. Nie oznaczało to jednak nic dobrego, przeklął w duchu, a do słuchawki powiedział: - Może to padaczka pourazowa, ile to już trwa? Daliście mu Relanium? - Pewnie, dostał maksymalną dawkę. Przez piętnaście minut był spokój ale potem atak się powtórzył i nie można go opanować. To trwa już ponad czterdzieści minut, dlatego do ciebie dzwonię. - Dobra zaraz będę. Spróbujcie mu podać jeszcze jedną dawkę leku i załatwcie T.K. Odłożył słuchawkę i wyjął notes z szuflady. Westchnął i szybko napisał żonie, że musiał jechać do szpitala, i żeby nie czekała z kolacją. Był zły, miał nadzieję, że odpocznie, poczyta ale cóż... Całą drogę zastanawiał się nad przebiegiem operacji. Czy zrobił coś nie tak? Zaparkował samochód i wbiegł do szpitala. - I jak opanowałeś ten atak, masz już wynik komputera? – spytał Piotra zaraz po wejściu na oddział. - Zaraz powinien być, posłałem pielęgniarkę. Chłopak dziesięć minut temu wreszcie się uspokoił, ale żebyś go widział. To nie mógł być zwykły atak epileptyczny, drgawki były strasznie silne, ale nie towarzyszyły im inne, charakterystyczne objawy. O jest pielęgniarka ze zdjęciem. Dziękuję siostro, proszę jeszcze do niego zajrzeć. Weszli do pokoju lekarskiego. Ściany pokryte były zieloną tapetą. Kanapa była w tym samym kolorze. Piotr nastawił czajnik. - Chcesz kawy? - Tak proszę. Chciałem się jej napić, kiedy zadzwoniłeś. Dobra co tu mamy? Hm nic tu nie widzę, a ty? - Nie widać krwiaka, którego się obawiałem ani innych zmian, ale coś musiało wywołać te drgawki. Zlecę jeszcze rezonans, ale wynik będzie pewnie najwcześniej w czwartek. No tak to całe trzy dni, ale... Urwał w pół zdania, otworzyły się drzwi gabinetu. - Doktorze znowu się zaczyna.- krzyknęła pielęgniarka. - Sam widzisz, pół godziny. Pobiegli na salę. Chłopak cały rzucał się na łóżku, ale źrenice miał nieruchome, nie było też ślinotoku charakterystycznego przy epilepsji, więc Piotr miał rację. To musi być coś innego. - Siostro proszę unieruchomić mu głowę pasami. Proszę przygotować eter. Słuchaj musimy go uśpić, bo i tak dostał już za dużo Relanium, i nic. Trzeba przyśpieszyć rezonans i koniecznie podłączyć aparat do EEG. No już, spokojnie, jeśli mnie słyszysz, to spróbuj się uspokoić. A tak właściwie to wiadomo już kim on jest? - Nie, sam mówiłeś, że nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Z tego co wiem, to nikt też na razie o niego nie pytał. - Cóż, to i tak teraz nie jest najważniejsze. Gdy wrócili do pokoju, kawa była zimna, ale Romanowi to nie przeszkadzało. Był zmęczony i zły z powodu swej bezsilności. Został lekarzem po to, by pomagać ludziom a nie przyglądać się ich cierpieniom. Został w szpitalu do wieczora, lecz na szczęście nie działo się już nic niepokojącego. Było po dwudziestej, gdy wrócił do domu. Wszedł do salonu. Agnieszka i ich dorastająca córka oglądały serial. Żona wstała, by podgrzać mu kolacje, lecz nie był głodny. Jego myśli wciąż zaprzątał ten, może dwudziesto-kilkuletni chłopak. Nie zwykł jednak przynosić pracy do domu. Oboje z żoną postanowili, że dom będzie ich oazą spokoju. Wyjął z lodówki piwo, przejrzał gazetę. Zbliżała się ich rocznica ślubu. To już dwadzieścia jeden lat- pomyślał. Spróbował odtworzyć w pamięci pierwsze wspólne chwile. Był na stażu, Agnieszka studiowała dziennikarstwo. Przywiozła do szpitala matkę. Była wysoka, a jej rozpuszczone, kruczoczarne włosy sięgały lędźwi. To właśnie on musiał jej powiedzieć, że bóle głowy jej matki to nie migreny. Asystował przy usuwaniu guza, który na nieszczęście okazał się złośliwy. Patrzył, jak codziennie siedziała przy matce, do samego końca. Któregoś dnia spotkał ją w szpitalnym bufecie. Spytał czy może się dosiąść, a ona powiedziała tylko: „Już jej nie ma”. Wiedział, o kim mówi. Objął ją łagodnie, z jej oczu popłynęły łzy. Przyszedł na pogrzeb, potem odwiózł ją do domu... - Nie kładziesz się spać?- Wyrwał go z zamyślenia głos żony. Tak... Zaraz przyjdę. Wylał do zlewu resztkę piwa.

Udało się przyspieszyć wynik rezonansu i w środę rano Latowski znalazł go na biurku. Spojrzał na opis zdjęcia, potem odezwał się do kolegi: - Cholera, jednak drugi krwiak. Nieduży ale trzeba będzie go znów otworzyć. - Zobacz jak jest umiejscowiony, to wielkie ryzyko. Nawet jak go usuniesz to możesz uszkodzić pień mózgu, a wiesz, że to oznacza śmierć. - Wiem, ale bez operacji chłopak i tak nie ma żadnych szans. Musimy spróbować. - Masz rację, poproszę by przygotowano salę.

Gdy po sześciu godzinach opuszczali salę operacyjną, obaj byli zmęczeni.. - I co? Chyba nam się udało. - Usunęliśmy to świństwo, ale chłopak nadal jest w śpiączce. Musimy poczekać, aż się wybudzi. Jeżeli się wybudzi. Swoją drogą to ciekawe, że nikt o niego nie pytał. Przecież musi mieć jakąś rodzinę. - Albo i nie. Najważniejsze żeby w końcu się obudził, wtedy może sam nam powie. - To prawda. Weszli do pokoju lekarskiego, Piotr opadł na fotel. Roman nalał wody do czajnika. - Kawa czy herbata?- Spytał. - Kawa. I to mocna, po takiej operacji należy się nam. Słuchaj a co robicie z żoną w piątek? Może wpadniecie do nas wieczorem? - Czemu nie. Ale jeszcze do ciebie zadzwonię, jak pogadam z Agnieszką.

Dwa tygodnie później spadł pierwszy w tym roku śnieg. Była połowa października. Latowski wsiadł do samochodu i trzasnął drzwiami. Nie chciał się kłócić, ale nie chciał też pozwolić, by Ania spędzała nadchodzące święta Bożego Narodzenia poza domem. Zwłaszcza, że nie podobał mu się chłopak córki. Uważał, że za bardzo odciąga ją od nauki, w ogóle był jakiś dziwny. Agnieszka była jednak innego zdania. Włączył radio, zapalił papierosa. Wiedział, że temat powróci. Wiedział też, że w końcu ustąpi, ale miał nadzieję, że może wcześniej żona zmieni zdanie. Tak samo jak on nie lubiła, jak córka spędzała noc poza domem. Nawet jeśli była u przyjaciółki. A tu miałaby wyjechać na tydzień i to z chłopakiem. Ma przecież dopiero siedemnaście lat. Będzie musiał jeszcze porozmawiać o tym z Agnieszką. Na razie musi zająć się pacjentami. O dwudziestej zrobił wieczorny obchód. Nie było tego dnia wielu przyjęć, miał więc nadzieję, że noc upłynie spokojnie. Będzie miał czas, by zastanowić się, jak przekonać żonę. Dochodziła druga, gdy obudziła go pielęgniarka: - Panie doktorze szybko! Z pacjentem na trójce coś się dzieje. - Już idę, co się dzieje? - Nie wiem, wygląda, jakby chciał się wybudzić. Przyspieszyli kroku. Chłopak leżący na łóżku pod oknem był spocony. Kręcił nieprzytomnie głową i przewracał oczami. Latowski spróbował przytrzymać mu głowę. - Siostro on ma wysoką gorączkę, proszę szybko przynieść termofor z lodem. - Tak doktorze już biegnę. - Aha i proszę zadzwonić po doktora Nowaka. Chłopcze! Chłopcze słyszysz mnie? Trzymaj się, zaraz ci pomożemy. Boże on ma ponad czterdzieści stopni. Siostro szybko lód! I proszę podać Pyralginę. Piotr w pierwszej chwili nie był pewien, czy dzwonił telefon, czy budzik. Otrząsnął się jednak, zapalił lampkę i sięgnął po słuchawkę. Paulina na szczęście się nie obudziła. Wstał i pobiegł do łazienki. Dojazd do szpitala zajął mu niecałe dwadzieścia pięć minut. Wbiegł na oddział i skierował kroki do trójki. Roman stał pod oknem i ocierał pot z czoła, siostra odsuwała respirator. - Co się stało? - Dobrze, że jesteś. Przepraszam, że Cię zrywałem, ale myślałem, że go stracimy. Dostał wysokiej gorączki, potem ustała akcja serca. Pomógł dopiero respirator, ale nie wiem czy i tak nie przegramy. - Jesteś mokry, idź pod prysznic, ja też się przebiorę. Opowiesz mi dokładnie co się działo i razem się zastanowimy co dalej. Pół godziny później pili kawę. - Stary to był horror. Chłopak pocił się i miał oczopląs. Z początku myślałem, że może się budzi, ale potem... Gdy ustała akcja serca, myślałem, że to koniec. Nie dziwię się. Dobrze, że mnie wezwałeś, trzeba przede wszystkim obniżyć gorączkę i kontrolować serce. Rano powtórzę rezonans i wtedy może coś się wyjaśni. - A ja miałem nadzieję, że będę miał trochę spokoju. - Co, pokłóciłeś się z Agą? - Trochę, ona chce pozwolić córce na tygodniowy wyjazd podczas świąt. Z chłopakiem. - A ty nie jesteś trochę przewrażliwiony na jej punkcie? Jest przecież już prawie dorosła. No właśnie, PRAWIE. Ten jej chłopak jest jakiś dziwny, a poza tym święta to rodzinny czas. Nie wiem, może faktycznie przesadzam.

Wracając rano do domu, kupił w kwiaciarni różę. Miał nadzieję, że zdąży dać ją żonie, zanim ta wyjdzie do pracy. Spóźnił się. Pomyślał, że zabierze obie swoje kobiety do restauracji. Dawno nigdzie razem nie byli, może potem pójdą do kina? Wykręcił numer telefonu Agnieszki i umówili się na siedemnastą. Zaczekał na powrót Ani ze szkoły. - Dobrze.- Powiedział, gdy kelner przyniósł zamówione potrawy.- Jeżeli mama też się zgodzi, to będziesz mogła pojechać w góry. - Naprawdę? Dzięki tato. Nie ma za co. W głębi serca jestem temu przeciwny ale wiesz przecież, że chcę abyś była szczęśliwa. Tylko mama też musi wyrazić zgodę. - Mamo będę mogła pojechać? Proszę... - Zobaczymy, myślę, że jest jeszcze czas na tą decyzję.- Odpowiedziała. Roman zdołał uchwycić wzrokiem jej niemal niedostrzegalny uśmiech. Pogoda była tego dnia ładna, więc po obiedzie wybrali się na spacer. Po powrocie do domu, gdy Ania poszła już do swojego pokoju, przytulił Agnieszkę do siebie. - Kocham cię, nie chcę się z tobą więcej kłócić. - Dziękuję, że pozwalasz jej jechać. Zobaczysz, Ania wróci szczęśliwa, a my spędzimy cudowne święta. Takie jak wtedy, gdy nie było jej jeszcze na świecie. Spędzili cudowną noc. Następnego dnia wypadała ich dwudziesta rocznica ślubu, oboje nie szli do pracy. Roman obudził się wcześnie, zszedł do kuchni, by przygotować śniadanie. Na tacy obok tostów i herbaty położył małe pudełeczko. Tacę położył na nocnej szafce, podszedł, by pocałować żonę. Agnieszka była szybsza, objęła go za szyję i wciągnęła z powrotem do łóżka. - Hm kochanie... Byłaś cudowna w nocy, czyżbyś chciała to powtórzyć? Kocham cię, ale niestety zaraz wstanie nasza córka, więc musimy poczekać z tym do wieczora. O zrobiłeś śniadanie, a co to jest? - Wszystkiego dobrego Myszko- powiedział zapinając jej łańcuszek. - Ale ja też mam coś dla ciebie. Podała mu podłużne pudełko. Leżał w nim srebrny krawat. - Dziękuję. Jest piękny, będzie mi pasował do marynarki - Cieszę się, że ci się podoba, a ten wisiorek... Jest prześliczny. Wiesz myślę, że Ania da nam jeszcze trochę czasu.

W poniedziałek, zaraz po wejściu na oddział skierował się do trójki. - I jak nasz pacjent?- spytał dyżurującą pielęgniarkę. - Gorączka wczoraj ustąpiła, ale ciśnienie jest bardzo wysokie. Sięgnął po kartę gorączkową. - Faktycznie, trzeba włączyć leki obniżające ciśnienie. Może na początek Amlozek raz dziennie. - Dobrze doktorze, zaraz podam. Dokończył obchód i wypisywał grafik operacji, gdy usłyszał wołanie pielęgniarki: - Doktorze prędko! Budzi się!

Pobiegł na salę. Chłopak kręcił głową i mrugał oczami, Latowski podszedł do jego łóżka. - Nareszcie. Spokojnie jesteś w szpitalu, miałeś wypadek. Pamiętasz coś? Chłopak spojrzał na niego i powoli pokręcił przecząco głową. - Dobrze, powoli wszystko sobie przypomnisz. Możesz mówić? Powiedz, czujesz mój dotyk?- Spytał chwytając go za nogi. - Taak- powiedział wolno.- Mogę, ale nic nie czuję. - Nie szkodzi zajmiemy się tym, najważniejsze, że się obudziłeś. Powiedz, pamiętasz jak masz na imię? - Rafał, chyba. Nie wiem. - Dobrze Rafał, odpoczywaj. Wrócił do dyżurki. Sam przed sobą przyznał, że nie wierzył już w to, że chłopak się obudzi. Miał nadzieję, że teraz wkrótce odzyska on czucie i władzę w kończynach. Po południu poszedł dokładnie zbadać Rafała. - No stary, jak się czujesz? - Trochę boli mnie głowa, ale co tak właściwie się stało? Ja nic nie pamiętam. - Zaraz dostaniesz coś przeciwbólowego. Nie martw się, pamięć powinna wkrótce wrócić. Długo byłeś nieprzytomny, więc musimy być cierpliwi. Do tego czasu musisz dużo odpoczywać. Jutro zbada cię okulista. Wszedł do swojego gabinetu, podszedł do okna. Niebo było zachmurzone, padał deszcz. W całej swojej, ponad dwudziestoletniej praktyce, nie miał podobnego przypadku. Chłopak miał usunięte dwa krwiaki, leżał nieprzytomny prawie miesiąc, kilka dni temu umierał, a jednak obudził się. Niesamowita wola życia- pomyślał. Żeby tylko wróciła mu pamięć i władza w nogach.

Rafał już od tygodnia był przytomny, pamięć jednak nie wracała. Nogi również wciąż miał bezwładne. Był więc coraz bardziej zdenerwowany. - Panie doktorze, co się dzieje? – Zapytał któregoś dnia. – Dlaczego nic się nie poprawia? Ja nawet nie pamiętam kim jestem. A jeśli nic się nie zmieni? Co ze mną będzię? - Spokojnie, musisz być cierpliwy. Przeżyłeś bardzo poważny uraz mózgu, więc to musi potrwać. Od jutra zacznie do ciebie przychodzić fizjoterapeuta, żeby wzmocnić twoje mięśnie nóg. Włączymy też psychoterapię. - Ale... Dlaczego nikt o mnie nie pyta, czy ja nie mam rodziny? Muszę mieć przecież jakichś znajomych. - Nie wiemy. Nie miałeś przy sobie żadnych dokumentów, gdy cię tu przywieziono. Wracając do domu, Roman pomyślał, że może w odnalezieniu tożsamości Rafała będzie mogła pomóc Agnieszka. Pracuje przecież w gazecie, może warto byłoby umieścić w niej zdjęcie chłopaka? Będzie musiał z nią o tym porozmawiać. Przy kolacji opowiedział żonie historię Rafała. Była poruszona i obiecała porozmawiać następnego dnia w pracy z naczelną. Kilka dni później w „Życiu Codziennym Radomia” ukazało się zdjęcie Rafała wraz z krótką notką: „Ten człowiek od dwóch miesięcy przebywa na oddziale Neurologii, Miejskiego Szpitala. Niestety po urazie mózgu stracił pamięć, dlatego zwracamy się do Państwa. Jeżeli ktokolwiek rozpoznaje mężczyznę na zdjęciu, proszony jest o zgłoszenie się do szpitala. Pomóżmy Rafałowi się odnaleźć.” Teraz pozostawało czekać i mieć nadzieję, że ktoś rozpozna chłopaka. Niestety mijały dni a nikt się nie zgłaszał. Fizycznie stan zdrowia Rafała się poprawiał, niedługo nie będzie już medycznych przesłanek, by trzymać go na oddziale. Psychicznie jednak chłopak był załamany i Roman wcale się temu nie dziwił. Zastanawiał się też, jak mu pomóc, gdy trzeba będzie go wypisać. Nie chciał, by pacjent trafił na ulicę, zwłaszcza że nie był w pełni sprawny. Jego nogi w dalszym ciągu pozostawały bezwładne, być może do końca życia będzie poruszał się na wózku. - Trzeba będzie załatwić mu jakieś sanatorium. – odezwał się Roman, któregoś dnia. - Fakt. Przydałoby się, ale wiesz, że to nie będzie proste. Dopóki nie wiadomo kim jest, nie wiadomo kto ma to sfinansować. Ratowanie życia to jedno, ale... - Wiem, ale co,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych