Trochę inaczej o miłości
Nakarin i Nadia są siostrami, które bardzo się kochają. Kiedy pojawia się Kasjan w ich życiu trochę się zmienia. Która miłość będzie sliniejsza?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I Noc była bezgwiezdna. W granatowej tafli jeziora odbijał się księżyc. Stali na tarasie wsparci o balustradę. Delikatnie objął ją i przyciągnął bliżej siebie. Nie opierała się. Jej włosy były miękkie i pachniały rumiankiem. Jak zawsze. Powoli i niepewnie uniosła wzrok w jego stronę. Jej oczy nie miały źrenic, zaś jasnobłękitne tęczówki szkliły się od łez. Szkoda, że nie mogę cię zobaczyć, pomyślała. Na ułamek sekundy opuściła powieki. To wystarczyło, by wypłynęła spod nich łza. Tylko jedna, okrągła niczym przezroczysta perła. Zatrzymał ją na policzku i otarł. Nie chciał, by płakała. Nie w tej chwili. - Nakarin, ja... - jego szept urwał się, nie potrafiąc dobrać odpowiednich słów. Wtuliła się w niego. Łzy popłynęły kaskadą. Dławiąc się szlochem, uderzyła pięścią w jego pierś. - Nigdy mi tego nie wybaczysz... - powiedział bardziej do siebie niż do niej. Nie odpowiedziała. Przytulił ją mocniej. - Nakarin, nie odchodź – przerwał milczenie. - Nie rób tego. - Kasjanie... nie zatrzymuj mnie. Nie każ mi się wahać. Wtedy bardziej cierpię. - Ale.. - Nie. - ucięła kategorycznie. - Nie mów, że mnie kochasz. Przecież to nieprawda... Nie miała racji. Kochał ją. Na swój sposób. Ale ona mu nie wierzyła. Wiedział dlaczego.
* * * To było deszczowe popołudnie. Jechał skrajem lasu na swym karym ogierze zostawiając ślady podków na błotnistej ścieżce. Zdawało mu się, że jechał już tędy. Trzeci raz minął takie samo przewrócone drzewo torujące drogę. Koń zwinnie przeskoczył przez przeszkodę chlapiąc w około błotem. Deszcz wzmógł się. Kasjan zdał sobie sprawę, że od długiej jazdy strasznie bola go plecy. Zsiadł z konia. I wtedy z lasu wyłoniło się dwóch mężczyzn. Jechali na identycznych, czystej krwi gniadych rumakach. Obaj mieli ciemnozielone płaszcze podróżne z kapturem, zaś spod każdego kaptura wystawał przekrzywiony zawadiacko bordowy berecik z czarnym piórkiem. Podjechali bliżej i odrzucili kaptury z głów. Jeden z nich, nieco wyższy, z kolczykiem w lewym uchu, ukłonił się beretem ukazując blond włosy. - Nazywam się Thyrren Maxvell, a to mój brat Taiss. Tym razem ukłonił się ten niższy, tak samo jak brat wymachując beretem i ukazując identyczne blond włosy. - No to, skoro konwenanse mamy za sobą – uśmiechnął się Thyrren – Dawaj złoto! Bracia, nie zsiadając z gniadych koni, otoczyli Kasjana. Na twarzach mieli identyczne bezczelne uśmieszki. - Nie mam złota. Jestem błędnym rycerzem. Nie był. Nie nosił zbroi ani herbu. Za to u pasa miał przywiązaną dość pękatą sakiewkę. Zauważyli to. Thyrren wyjął zza płaszcza sztylet o zdobionej rękojeści. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie należał do tanich. Kasjan przeraził się. Nagle ostrze znalazło się w okolicy jego jabłka Adama. - Tylko weżniemy co nasze i darujemy ci życie – powiedział Thyrren z drwiną w głosie. Moje pieniądze nie są wasze, pomyślał Kasjan. Nie odważył się jednak wypowiedzieć tego głośno. Mogliby wówczas nie darować mu życia. Taiss zaczął odwiązywać sakiewkę przywiązaną do jego pasa. - Może masz jeszcze coś cennego? - zapytał szyderczo. Pomocy, pomyślał znów Kasjan. Wyłoniła się z mgły jak na zawołanie. Galopowała w ich kierunku na izabelowatym koniu. Siedziała po damsku, z nogami przełożonymi na jedną stronę. Miała na sobie długą czarną suknię, silnie kontrastującą z maścią jej konia. - Maxvell! Zostawcie go! - miała melodyjny głos. Nie zdawała się być kimś, kogo zlękliby się bracia Maxvell. Ku zdziwieniu Kasjana, jednak się zlękli. Thyrren odsunął sztylet od jego gardła i bez namysłu schował go za pazuchę. Taiss przerwał odwiązywanie sakiewki. - Ostrzegam was po raz ostatni. Następnym razem...- urwała. Błysk w jej oczach mówił, ze lepiej nie pytać co zrobi im następnym razem. Bracia Maxvell bez słowa odjechali, kłaniając się grzecznie swoimi aksamitnymi beretami. Deszcz ucichł. Thyrren i Taiss zniknęli we mgle. Kasjan stał wciąż osłupiały, wpatrując się w nią. Taka niepozorna kobieta, a wzbudziła taką grozę w dwóch osiłkach. Była niesamowita. Emanowała jakąś niezwykłą aurą. Czuł, że jest je winien wdzięczność. - Jakie jest twe imię rycerzu? - zapytała swoim cudownym głosem. - Zwą mnie Kasjan, o pani. - ukłonił się. Chciał ucałować jej dłoń, lecz wyrwała mu ją. Uśmiechnęła się, ukazując piękne, równiutkie i śnieżnobiałe zęby. - Nie mów mi „pani”. To tytuł dla księżniczek. Jestem Nakarin. - Nakarin... ładne imię. Jeśli jednak nie jesteś księżniczką, więc kim? Milczenie. Uznał, że zadał nietaktowne pytanie. Chciał za nie przeprosić. Jej imię powinno mu wystarczyć. Przecież nie musiał wiedzieć zbyt wiele. Mogła nawet zachować incognito. Kiedy już chciał powiedzieć „wybacz”, ona zdecydowała się jednak odpowiedzieć. - Jestem... czarodziejką. To z tego powodu bracia Maxvell boją się mnie. Lecz ty się nie lękaj. Nie lękał się. Była piękna. Chciał iść z nią. Gdziekolwiek. - Nakarin, czy mogę iść z tobą? - Chodź.
* * * Byli razem. Zawsze szli w stronę słońca trzymając się za ręce. Pokochał ją. Nie wiedział jak bardzo ona pokochała jego. Z czasem nauczyli się siebie. Pokochał rumianek, którym pachniały jej włosy i słońce, które się w nich odbijało. Pokochał niebo, które miało kolor jej oczu i deszczowe dni, jak ten, w którym się poznali. Kochał wszystko co było takie jak ona. A ona była całym światem.
* * * - Nakarin, spójrz mi w oczy. Spojrzała. - Nakarin... ja cię kocham – wyszeptał. - Wiem – odpowiedziała tak cicho, że ledwo dosłyszał – Ja ciebie także. Chciał jej powiedzieć jak bardzo ją kocha. Chciał jej powiedzieć, ze zawsze z nią będzie. Chciał jej powiedzieć bardzo wiele rzeczy. Nie powiedział. Zamknęła mu usta pocałunkiem.
* * * Świecił księżyc. Nakarin zarzuciła mu ręce na szyję i głęboko wejrzała w oczy. Objął ją w pasie. Wpatrywała się w niego zakochanym spojrzeniem. Przeczesała palcami jego krótko ostrzyżone czarne włosy. Jego twarz była bardzo męska. Miał mocno zarysowane kości policzkowe i delikatny zarost. Był dla niej najprzystojniejszym mężczyzna na świecie. Spojrzała na niego wymownie. - Znamy się już rok – zaczęła, nie doczekawszy się tego na co czekała – Miałam nadzieję, że chcesz być ze mną nadal. - Chcę. Skąd wątpliwości? - Nie chcę być zawsze wolnym ptakiem. Chcę ciepła rodziny. Chcę zaznać szczęścia bycia matką. Nie wiem, czy rozumiesz... Milczenie. - Nakarin? - Tak? - Czy... - Ta, Kasjanie? - w jej głosie było oczekiwanie i nadzieja. - Czy... wyjdziesz za mnie? - Och, Kasjanie – po jej policzku spłynęła łza wzruszenia. - Tak chciałam, abyś o to zapytał. Wciąż obejmując w pasie, pocałował ją. Popychając go na trawę, dała mu do zrozumienia, że chce czegoś więcej. Powoli zaczął odwiązywać jej sukienkę. Pomogła mu w tym, Gładził jej włosy. Nie wiedzieć kiedy ich ubrania znalazły się na ziemi. Było im ze sobą tak dobrze. Ich ręce to złączały się to rozłączały, bo znowu się szukać. Wędrował dłońmi po jej ciele. Dotykał jej tam, gdzie chciała czuć jego dotyk. Odwzajemniała pieszczoty. Przewrócił ją tak, ze tym razem ona znalazła się na trawie. - Kochaj mnie – powiedziała. Kochał. Włożył w to całe serce i wszystkie swoje siły. Cały świat po prostu się rozpłynął. Nie istniał. Ważna była tylko ta chwila. Tylko to jedno się liczyło. Kochali się.
* * * Poczuła jak coś w niej kiełkuje. Jak rozwija się i rośnie. Coś nowego, czego dotąd nie było. Coś czego nie znała. Jednak, gdy tylko się pojawiło, pokochała to całym sercem. Całą sobą. Bo było w niej, Było jej częścią.
* * * Most był opuszczony, a brama otwarta. Jakby na nich czekano. Wjechali na dziedzinie. Było pusto. Tylko stary stajenny podszedł, by odprowadzić ich konie do stajni. Weszli pieszo do sali wejściowej zamku. - Panienka Nakarin! - ucieszyła się na jej widok służąca – Panienki siostra już czeka w jadalni. Więc jednak, pomyślał Kasjan, spodziewano się nas. Weszli do jadalni. Siedziała za dużym mahoniowym stołem nakrytym na trzy osoby.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Angela
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…