Tropiciel 1
Kryminał w świecie elfów :PP
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
MORD NA DRODZE
Miasto Derx było jednym z elfich miast. Budynki w tym mieście przypominały jedno, dwu lub trzypiętrowe ludzkie chaty. Zbudowane jednak były, z nieznanego ludziom białego minerału, nazwanego przez elfy orychalkiem, wydobywanego z głębi gór. Ulice miasta elfów wyłożone były kolorowymi kamieniami. Same elfy z wyglądu podobne do ludzi, za wyjątkiem spiczastych uszów i tym, że żaden elf nie miał więcej niż 2,5 stopy wzrostu, a także tym, że elfy mogły dożyć stu pięćdziesięciu lat. Po środku miasta stał okazały elfi pałac, zbudowany z orychalku, ozdobiony złotem i perłowymi posągami na złotych podstawach. Na środku sali tronowej w pałacu stał bursztynowy tron, na którym siedział król. Król był stary, miał ciemną cerę, twarz i ręce poznaczone zmarszczkami, miał także długie siwe włosy z łysiną na czubku głowy, a także długą, siwą brodę. Ubrany był w długi purpurowy płaszcz, a na głowie miał złotą koronę, wysadzaną klejnotami. Przed tonem stał młody, siedemnastoletni elf, miał on czarne, krótki, zaczesane do góry włosy. Przy jego pasie wisiał miecz, a na ramieniu spoczywał łuk i strzały. Przy perłowych drzwiach stało dwóch strażników w srebrnych zbrojach, zawsze gotowych do ataku. Jeden z nich trzymał w ręce miecz, a drugi w jednej ręce trzymał łuk, w drugiej strzałę. - Jak to bojówka Galthana nie istnieje?!- Spytał z oburzeniem elf stojący przy tronie. - Powiedz mi Adesie, czy mieszkańcy miasta normalnie zachowywali się na twój widok, kiedy wkroczyłeś do miasta?- Odpowiedział pytaniem król elfów. - Nie. Ale nigdy normalnie się nie zachowują, kiedy wkracza ktoś z bojówki. Zawsze albo schodzą mu z drogi, albo odwracają wzrok, albo ignorują. Teraz było tak samo.- Rzekł elf o imieniu Ades. - Nie tym razem Adesie.- Odparł król.- Należysz... A właściwie należałeś do bojówki, której członków musieliśmy aresztować pod zarzutem morderstwa. - Morderstwa?!- Krzyknął zaskoczony Ades.- Kogo?! Jak?! - Wczorajszego poranka znaleźliśmy na leśnej drodze ciało pana Cathela. Leżało ono w kałuży krwi, pięcioma przebite strzałami, należącymi do którejś z bojówek.- Powiedział król smutnym głosem.- Miałeś szczęście, że jeszcze nie spotkałeś pani Cathel. - Może to ludzie?- Zaprotestował Ades.- Pan Cathel był przecież właścicielem jedynego w tym lesie Magicznego Stawu, a droga od niego do naszego miasta przecina drogę, którą podążają ludzie. - Niestety Adesie. To nie ludzie.- Stwierdził ze smutkiem król.- Nasze straże przeszukały dokładnie las i jedyne co znaleźli to kryjówkę bandy Galthana i w niej cały utarg z poprzedniego dnia, który Cathel miał ze sobą w chwili śmierci. Po za tym, kiedy ty przez dwa miesiące na misji, którą ci zleciłem, Galthan i twoi byli towarzysze, pewnej nocy udali się do Magicznego Stawu i dokonali tam rabunku klejnotów. Cathel w jakiś sposób się o tym dowiedział, zamierzał o tym donieść i dlatego go zabili. - Nie wierzę w to!- Krzyknął młody elf. - Takie są fakty.- Odparł król.- Bądź mądrym Adesie. Przyjmij nagrodę, którą ci ofiaruję za wykonaną misję i idź do nowego domu, Nathen cię tam zaprowadzi. Dom ten jest przygotowany i wyposażony do czasu, kiedy elfy uzmysłowią sobie to, że raczej nie miałeś nic wspólnego ze zbrodnią dokonaną przez twoich byłych towarzyszy. Kiedy to sobie uzmysłowią, będziesz mógł podjąć się normalnej pracy w mieście i zarabiać na utrzymanie swojego domu. - Jak sobie życzysz jaśnie królu.- Ades z rezygnacją zwiesił głowę.- Pozwól mi jednak zobaczyć się z uwięzionymi przyjaciółmi. - Dobrze.- Odparł król.- Idź i przyzwyczaj się do nowego mieszkania, a ja tym czasem wydam odpowiedni nakaz, żeby nikt nie uniemożliwił tobie rozmowy z przyjaciółmi. Strażnik trzymający w ręce miecz schował go do pochwy przy pasie, podszedł do Adesa i położył mu rękę na ramieniu. Oboje uklękli przed królem na jedno kolano, zwiesili głowy, po czym wstali i opuścili salę tronową.
Od strażnika Nathana, odprowadzającego elfa, Ades dowiedział się, że następnego dnia ma się odbyć pogrzeb pana Cathela, a za trzy dni sąd grupy Galthana. Kiedy doszli do jednopiętrowego domu, który miał zostać własnością Adesa, elfowi rozbłysły oczy. Domem bojówek był las okalający miasto, lub miasta elfów. Do bojówek należeli najczęściej sieroty i dzieci skazańców, mieszkali oni w domkach na drzewach. Ich zadaniem było pilnowanie, aby żaden niepożądany człowiek nie odnalazły drogi do elfiego miasta. Żyli oni z zabijania i ograbiania właśnie tych niepożądanych gości, lub ludzkich band rozbójniczych, a także z napadów na co okazalsze karawany kupieckie ludzi. Dlatego elfy z miast nieciekawie postrzegały bojówkarzy. Nowy dom Adesa składał się z trzech pomieszczeń, kuchni, łazienki, gdzie elf mógł załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, oraz z sypialni. Ades wszedł do kuchni, rozejrzał się po niej, sprawdził też zawartość spiżarni, była wypełniona po brzegi. W sypialni, oprócz łóżka, stolika, krzeseł i regału z kilkoma książkami, Ades zobaczył stojący w koncie sejf i zapieczętowaną kopertę na nim. Podszedł tam i otworzył kopertę. Tak jak myślał, znalazł w niej zapisany szyfr do sejfu. Otworzył go, korzystając z informacji z koperty i znalazł tam trzy, całkiem spore worki klejnotów. Król rzeczywiście zadbał na jakiś czas o Adesa. Po dwóch godzinach do drzwi Adesa rozległo się pukanie. Elf wstał z łóżka, na którym leżał i podszedł otworzyć drzwi. Na zewnątrz stał Nathen. - Nam nakaz od króla, abyś mógł zobaczyć się z przyjaciółmi.- Powiedział strażnik.- Idziemy? - Idziemy.- Przytaknął Ades.
Przepisy więzienne mówiły, że osoba odwiedzająca może rozmawiać z tylko jednym więźniem. Ades do rozmowy wybrał swojego byłego szefa Galthana. Siedział więc na krześle przy okrągłym stole w sali odwiedzin i czekał aż przyprowadzą więźnia. Po kilku minutach drzwi do sali otworzyły się i wszedł strażnik więzienny, prowadzący Gathana, który miał ręce i nogi skute łańcuchami. Strażnik posadził więźnia na krześle, stojącym po przeciwnej stronie stołu, przy którym siedział Ades i wyszedł z sali. Galthan był wysokim elfem, o łysej głowie i miał bliznę po lewej stronie twarzy, sięgającą od oka do ust. - Witaj.– Powiedział Ades i wyciągną rękę. - Powiedziałbym, że miło cię widzieć, gdyby nie okoliczności.- Odparł Galthan, uśmiechając się kwaśno. Potrząsną ręką Adesa, a skuwające go łańcuchy zabrzęczały. - Co się stało? Kto was w to wrobił?- Spytał Ades. - Nikt nas w nic nie wrobił.- Odpowiedział Galthan.- Klepaliśmy biedę po twoim wyjeździe, nie mieliśmy już z czego żyć. Sam najlepiej wiesz jak wygląda życie w bojówce. Brakowało nam klejnotów, nie mieliśmy jak ich zdobyć, więc postanowiliśmy sami pewnej nocy wyłowić sobie trochę. Niestety, fatum chciało, aby któryś ze strażników się obudził i doniósł o tym Cathelowi. Stary pies szantażował nas i groził wydaniem. Musieliśmy się go pozbyć. - Szantażował was?- Spytał Ades.- Co chciał od was dostać? - Jak to co?- Odparł Galthan.- Chyba wiadomo, że skradzione klejnoty... - Nie rób ze mnie idioty!- Podniósł głos Ades.- Cathel był właścicielem jedynego w tym lesie Magicznego stawu! W każdym momencie mógł wyłowić z niego wystarczającą ilość klejnotów, aby wykupić na własność całe Derx, nawet i samego króla! Więc nie opowiadaj mi tu bajek! - Uważasz, że to co mówię to bajki.- Stwierdził kwaśno Galthan, biorąc do ręki krótką, metalową laskę, leżącą obok małego gongu, stojącego na stole.- Więc czas zakończyć naszą rozmowę. Mówiąc to Galthan uderzył w gong. Drzwi do sali otworzyły się, do więźnia podszedł strażnik, pomógł mu wstać z krzesła i zaczął prowadzić w stronę wyjścia. - Galthan...- Zaprotestował Ades.- Jeszcze nie skończyłem. - Ale ja tak. Ciesz się nowym życiem w mieście.- Powiedział Galthan nawet się nie odwracając do Adesa i zniknął waz ze strażnikiem za drzwiami. Ades głęboko westchnął, wstał z krzesła i także wyszedł.
Z więzienia do domu Ades wracał sam. Kiedy przechodził obok karczmy usłyszał rozmowę dwóch siedzących przy ławie i pijących piwo elfów. - I co o tym myślisz?- Zapytał jeden z nich. - Barthezowi odbiło i tyle.- Odparł drugi.- Jeżeli dalej będzie nam przedłużał godziny pracy i zmuszał nas do szybszego wydobywania, to musi się liczyć z tym, że coraz więcej elfów będzie przechodzić do konkurencji. Barthez był właścicielem jednej z czterech kopalni orychalku, jednak w tym momencie Adesa nie wiele obchodziła usłyszana rozmowa, a właściwie jej fragment. Myśli miał zaprzątnięte losem swojej byłej bojówki. Zastanawiał się, jak może ocalić swoich towarzyszy od niechybnej śmierci, jeżeli w ogóle może. Wrócił do domu, zjadł coś ze swojej spiżarni i położył się spać, ponieważ słońce chyliło się już ku zachodowi a on sam był zmęczony swoją podróżą i wszystkimi wrażeniami, których po powrocie z misji doznał.
Następnego dnia rano, wszyscy mieszkańcy Derx zebrali się na małej, leśnej polanie, poza miastem, aby ostatni raz pożegnać pana Cathela. Ciało pana Cathela w czarnej szacie leżało na kupie chrustu, obok stało dwóch strażników z pochodniami w dłoni. Wszystkie elfy, łącznie z królem, ubrane na czarno, stały przodem do pogrzebowego stosu. Ades stał za tłumem ukrywając się za jednym z drzew. Pewna elfka odwróciła się, zobaczyła Adesa i zaczeła do niego przecierać się przez tłum. Ubrana była w czarną, długą suknię i czarny kapelusz z woalką, tego samego koloru, zasłaniającą jej twarz. Elfka podeszła do Adesa, osdłoniła woalkę, elf ujrzał twarz pełną bólu i nienawiści do niego. Pani Cathel, będąca elfką w czarnej sukni, uderzyła Adesa w twarz tak, że ten się aż zachwiał. - Morderca!- Krzyknęła elfka.- Bezczelne szczenię! Jak śmiesz tu przychodzić?! Ci co stali na końcu zaczęli się oglądać i szeptać coś między sobą. Z tłumu wybiegł starszy elf o okrągłej twarzy, z krótkimi, siwiejącymi włosami i dość długimi także siwiejącymi wąsami, objął i przycisnął do siebie panią Cathel. Ades w elfie rozpoznał Bartheza, o którym rozmowę słyszał poprzedniego dnia. - Uspokój się Eleno.- Powiedział łagodnie Barthez do pani Cathel, głaszcząc ją po ramieniu. Po czym mrużąc nienawistnie oczy, spojrzał na Adesa i zmienił ton głosu na wrogi- A ty nie powinieneś tu dzisiaj przychodzić. Barthes i pani Cathel wrócili do tłumu, a Ades postanowił…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Brychu7
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…