TRZECI STOPIEŃ
Powiastka o pewnym młodym magu i jego drodze do kolejnego fragmentu wiedzy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był pogodny, słoneczny poranek. Po błękitnym nieboskłonie pływały biało-różowe obłoczki. Gdzieś wysoko skowronek wyśpiewywał swe trele. Delikatny wietrzyk kołysał listkami przydrożnych drzew. Wysoka, zielona trawa bujnie porastała pagórki. Gdzieś w jej gęstwinie baraszkowały młode zajączki, bezpiecznie ukryte przed wzrokiem sokołów. Nieświadome jeszcze niebezpieczeństw, które czyhały na nie w ich przyszłym życiu. Piaszczysta droga, lekko zarośnięta trawą ale jeszcze wyraźnie widoczna wiła się wężykiem między pojedynczymi drzewami, zmierzając gdzieś w kierunku południowo-zachodnim. Ową ścieżynką wydeptaną stopami nieznanych wędrowców szedł wysoki mężczyzna. Ubrany był w długi czerwony płaszcz, z kapturem opadającym teraz luźno na plecy, na których umieszczony był skórzany plecak, zapewne z jakimiś podróżnymi drobiazgami. W ręku trzymał okutą z obu stron żelazem laskę z ciemnego drewna. Na głowie miał brązowy kapelusz, z otokiem nabijanym żelaznymi kółkami a nogi obute w wysokie skórzane buty, z twardą podeszwą, niewątpliwie przystosowane do długich wędrówek, zakurzone teraz i trochę zaniedbane. Całości stroju dopełniała szara koszula z lnianego płótna, lamowana czerwoną tasiemką na szwach i ciemno-brązowe, skórzane spodnie wsunięte w buty. Twarz poznaczoną bliznami po oparzeniach pokrywał nierówny zarost. Jego ręce również były pokryte oparzelinami. Za pasem, do którego była przymocowana mała torebka tkwiły cztery sztylety. Przez jego pierś biegł rzemień, do którego była przymocowana manierka. Nucił sobie pod nosem jakąś dziwną melodię bez słów. "Raj na ziemi" - pomyślał - "może kiedyś wrócę tu i będę mógł zostać na dłużej". Uśmiechnął się do siebie.
Zbliżało się południe. Skowronek skończył swe trele i przysiadł gdzieś w trawie chroniąc się przed słońcem. Wędrowiec przeszedł jeszcze kawałek i usiadł w cieniu kilku gęstych krzaków. Z uprzednio zdjętego plecaka wyjął kawałek suszonego mięsa i dwa suchary. Zjadł je i popiwszy płynem z manierki, zajął się żuciem mięsa. Z torebki wyjął jakiś zwój pergaminu i zaczął go uważnie studiować, po chwili wyjął z plecaka grubą, oprawioną w czerwoną skórę księgę. Przesunął delikatnie palcami po jej grzbiecie i cichym, monotonnym głosem zaśpiewał jakąś dziwną pieśń. Księga na moment pojaśniała żółtawym blaskiem i otworzyła się z cichym skrzypem skóry w którą była oprawiona. Wędrowiec pochylił się nad księgą i wzniósł ręce w górę. Między palcami przeskakiwały mu błękitne iskierki a włosy na brodzie i głowie uniosły się i sterczały we wszystkich kierunkach jak brązowe, cienkie szpikulce. Człowiek milczał ale w jego oczach widniało duże napięcie a na stężałej twarzy nie drgał żaden mięsień. Po chwili, tak długiej jaką słońce potrzebuje na przesunięcie cienia głowy człowieka o jedną stopę księga zamknęła się sama. Palce przestały iskrzyć i mężczyzna się poruszył. Przygładził swoje włosy, a następnie schował starannie księgę do plecaka. Z torebki wyjął krzesiwo i po powtórnym spojrzeniu na pergamin skrzesał iskrę. Po pergaminie nie pozostał nawet popiół, gdyż mężczyzna spalone resztki połknął. Następnie wędrowiec wstał i po spakowaniu wszystkich pozostałych drobiazgów ponownie ruszył w drogę. Jego zielone oczy błyszczały teraz bardzo intensywnie a lekko różowe białka były teraz krwistoczerwone i pełne dziwnej energii...
...Na świecie panował półmrok i cisza, był to bowiem okres gdy dzienne drapieżniki już udały się na spoczynek, a nocne jeszcze nie wyszły na łowy. Nasz znajomy wędrowiec powoli wchodził na dość wysoki pagórek. Trawa sięgała mu do kolan. Na szczycie pagórka widniał dziwny kamień w kształcie litery "Y" a miedzy jego ramionami widać było nieco jaśniejszą obwódkę wokół tarczy księżyca zaćmionego przez słońce. Wędrowiec przyspieszył krok "musze zdążyć póki moja moc jest największa" - pomyślał. Wszedł na szczyt. W dole widniała mniej więcej trzypiętrowa, pozbawiona okien, wieża z czarnego, połyskującego w świetle gwiazd kamienia. Mężczyzna zbiegł do stóp wieży, a następnie zdjął plecak i odłożył wszystkie przedmioty które miał ze sobą. Po chwili wahania włożył do każdego buta po jednym sztylecie. Cicho zaśpiewał otaczając rękoma cały leżący na ziemi dobytek. Delikatna aureola otoczyła przedmioty i przez moment rozświetlała ścianę z czarnego kamienia pokrytą dziwnym, ciemnym ornamentem, którego faliste linie przywodziły na myśl plątaninę, kolczastych gałęzi. Wędrowiec poczuł jak po jego plecach przebiegł chłodny dreszcz, znał te znaki nazbyt dobrze, nie po raz pierwszy bowiem odwiedzał to miejsce. Powoli się wyprostował i obszedł wieżę trzy razy dookoła, następnie podszedł do ściany i zanucił kolejną pieśń bez słów, kreśląc rękoma kształt drzwi. Kamień w miejscu dotknięcia zmatowiał i zaczął się powoli zapadać. Szpara rozszerzała się w kierunku środka konturu a kawałki kamienia spadały na ziemie znikając i rozpływając się w nicość. Po kilku minutach wędrowiec stał przed mocnymi drewnianymi drzwiami, okutymi żelaznymi ozdobami. Na ich środku widniała żelazna kołatka w kształcie głowy lwa z okrągłą obręczą w zębach. Światło księżyca coraz bardziej rozświetlało wieżę. Mężczyzna obrócił się a jego czerwone białka połyskiwały krwawo nawet w bladym świetle rąbka księżyca, który powoli pojawiał się zza cienia rzucanego przez ziemie. Wędrowiec pochylił głowę i znów zwrócił się w kierunku drzwi. Po jego policzkach spłynęły dwie łzy ale tego nikt nie mógł dostrzec. Trzykrotnie zastukał kołatką w drzwi, a następnie odsunął się trzy kroki do tyłu. Drzwi otworzyły się z cichym szmerem. "Brzmi jak przewracana karta w mojej księdze" - pomyślał. Ciepłe powietrze z wnętrza wieży owiało mu twarz. Chwilę jeszcze odczekał i zdecydowanym krokiem wszedł do wnętrza wieży. Drzwi zamknęły się za nim i w tym samym momencie otoczyła go zielonkawa jasność emanująca jakby z każdego miejsca w wieży. Przed sobą widział drabinę również emanującą zielonym blaskiem. Nie wahając się dłużej podszedł do niej i zaczął się powoli wspinać. Czuł jak z każdym pokonanym szczeblem robi się coraz cieplej, drabina rozgrzewała się i wkrótce zaczęła go parzyć. Nie zważając na to wpinał się dalej aż do klapy widniejącej w suficie. Na szczycie powoli się wyprostował i próbując zapomnieć o piekącym bólu w dłoniach zaparł się o klapę. Klapa wygięła się trochę ale nie chciała puścić w jednym miejscu. Przyjrzał się uważnie miejscu, które nie pozwalało mu dostać się na wyższy poziom. "Zasuwa" -pomyślał i powoli chwycił się jedną ręką szczebla a drugą zaczął zsuwać w kierunku sztyletu tkwiącego w bucie. Drabina paliła coraz mocniej a straszliwy żar przenikający już od dawna nawet grube podeszwy jego butów, teraz zaczął parzyć mu również stopy. Niemal czuł jak powstają na nich bąble. Wyciągnął sztylet, niemal wyjąc z bólu w zetknięciu ze stosunkowo chłodnym metalem. Powoli podniósł rękę ze sztyletem i włożył ostrze w szparę. Czuł że włosy zaczynają musię tlić na głowie. Przesunął sztyletem w jedną stronę ale napotkał opór, którego nie mógł przezwyciężyć, niewiele wiec myśląc wyjął sztylet i wsunął go w szparę z drugiej strony miejsca w którym mógł się spodziewać rygla. Tu również napotkał opór ale po woli udało mu się go pokonać. Ból który do tej pory promieniował tylko z rąk zaczął dochodzić teraz również z nóg. Najszybciej jak mógł podniósł klapę i wdrapał się na wyższy poziom, nie widział prawie nic, bo żar panował tak wielki, że nawet on, mimo przyzwyczajenia musiał przymknąć powieki. Całe dłonie miał pokryte bąblami a stopy wyglądały zapewne niewiele lepiej. Próbował na nich ustać ale w tym momencie powstrzymywany do tej pory ból zwyciężył nad wolą i nasz wędrowiec zwalił się na ziemie. Przed o czami wirowały mu czarne i czerwone płaty. Usłyszał jeszcze skrzyp klapy i delikatny stuk gdy rygiel znów się zasunął a potem ogarnęła go ciemność. Początkowo miał wrażenie że zemdlał ale wtedy zdał sobie sprawę że nadal jest przytomny i nadal czuje piekący ból. Powoli do jego umysłu docierała świadomość, że znajduje się w ciemności tak gęstej, że światło tysiąca ognisk zgromadzonych w jednym małym obszarze nie rozświetliło by jej nawet odrobinę. Miał wrażenie, że porusza się w jakiejś gęstej, wszechobecnej nicości i że mógłby równie dobrze ją kroić kawałek po kawałku. Usiłował zorientować się gdzie może się teraz znajdować ale nie miał nawet pojęcia w którą stronę może znaleźć ścianę. Zaczął iść przed siebie jak mu się zdawało ale mimo przejścia bardzo wielu kroków, nie mógł się nawet pobieżnie zorientować gdzie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Szerszen
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…