Wróć do katalogu

Trzy złote zasady: zasada numer jeden.

Efekty złego nauczania początkowego

olgasy, opublikowano , 10 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pani Danusia z anielską cierpliwością wpajała swoim aniołkom trzy zasady. Dzień w dzień powtarzała je jak mantrę, aby dzieciaczki siedzące grzecznie w ławkach wbiły je sobie do swoich małych główek i nigdy nie zapomniały. Były takie posłuszne, ciekawe świata, chętnie się uczyły. Nawet chłopcy- nie rozrabiali, nie wstydzili się dziewczynek ani się z nich nie śmiali. Dzieci szanowały się nawzajem i tolerowały swoje wady i dziwactwa. Jedna dziewczynka była mulatką, nikt nigdy nie wypomniał jej tego, do tego stopnia, że Anetka (jej ojciec, Polak nalegał na polskie imię) nawet mając osiem lat prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy ze swojej odmienności. Och jak dumna pani Danusia była ze swoich podopiecznych. Dzieci zawsze słuchały jej z uwagą. Gdziekolwiek się nie ruszyła ich oczy, jak wskazówka kompasu w północ, zawsze wpatrzone były w nią. Uczyła ich życia, uczyła ich szanować przyrodę i rodziców. Kiedy kazała im lepić drzewka z plasteliny, lepiły cały las, kiedy kazała robić ludziki z kasztanów, robiły całą rodzinkę. Mamę, tatę i dwójkę dzieci- chłopczyka i dziewczynkę. Jak dumna była, że wszystkie idą do pierwszej komunii, że sumiennie uczą się modlitw i przygotowują do spowiedzi! Na samą myśl o widoku tych niewinnych duszyczek okrytych w małe garniturki i bielutkie alby coś ściskało jej serce. Aby duszyczki nigdy nie skaziły się nieczystością uczyła ich złotych zasad. Pierwsza głosiła: Nigdy nie wsiadaj do samochodu z obcym człowiekiem. Codziennie przed pierwszą lekcją, powtarzała tę zasadę. W dzisiejdzych czasach, czasach galopującej techniki, coraz więcej na świecie szaleńców i pedofili. Co się stanie jeśli jeden z nich natknie się na któregoś z jej niewinnych aniołków, jak coś mu zrobi, skrzywdzi, zrani? Pani Danusia nie mogła znieść tej myśli, często szlochała w bawełnianą chusteczkę tuż przed pójściem spać. Jak okropni są ludzie! Dlaczego czychają akurat na te biedne, niewinne, nieznające okrutnego życia dzieci? Dlaczego nie oszczędzom im rozczarowań? Czasem budziła się spocona nad ranem. Gdyby tylko mogła przyjąć na siebie wszystkie cierpienia swoich uczniów zrobiłaby to. Niestety nie mogła.

Nigdy nie wsiadaj do samochodu z obcym człowiekiem.

Zuzka miała już dość tej dennej imprezy, każdy kto miał się zrzygać już się zrzygał, zgony leżały pod ścianami, reszta niedobitków też kładła się już spać na śmierdzących moczem kanapach. Nawet gdyby chciała położyć się na jednej z nich ludzie którzy cały czas gadali w kuchni i przedpokoju, a w międzyczasie puszczali z telefonów denną muzykę uniemożliwiali normalny odpoczynek. Impreza w opuszczonym domu za miastem? Totalny niewypał. Zimno, śmierdzi, nie ma gdzie usiąść, ludzie potykają się o śmieci porozrzucane po podłodze a do tego wszystkiego we wnętrzu jest tak najarane, że nie da się oddychać. - Dobra ja spadam- rzuciła do koleżanki całującej się z chłopakiem, którego- mogła przysiąc, nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Koleżanka oderwała się od niego na chwilę gdy usłyszała znajomy głos za uchem. - Jak chcesz –wyrzuciła. Zuzka wzruszyła ramionami, gdy wreszcie udało jej się przecisnąć do drzwi wyjściowych uniosła w górę środkowy palec. - Jesteście wszyscy zamuleni!- krzyknęła, lecz jej głos utonął w morzu zmęczonych rozmów i pijackich śmiechów. Wyszła na zapuszczoną działkę. Było ciemno, zbliżała się druga w nocy. Duży wyświetlacz telefonu oświetlił jej drogę do furtki i dalej małą, piasczystą uliczką do większej. Ta miała zaprowadzić ją do głównej szosy. Obcasy grzęzły w piachu, Zuzkę bolały już mięśnie od usilnych prób utrzymania równowagi. - Co za kurwesko poroniony pomysł- powiedziała sama do siebie.Normalnie pewnie bałaby się iść samotnie po małych uliczkach przecinających las. Zły nastrój w jakim się aktualnie znajdowała usunął jednak wszelakie urojenia jakie zazwyczaj pojawiały się nocą wśród drzew. Szła na tyle pewnie na ile pozwalały jej te przeklęte buty. ‘Trzeba było założyć trampki’ pomyślała ‘ i tak nie było się dla kogo stroić’. Jej chłopak, Marcin zerwał z nią tydzień temu. Powiedział, że jest dziwna. Takiego użył argumentu. Miał być na dzisiejszej imprezie, dlatego Zuzka dołożyła wszelkich starań, żeby spojrzawszy na nią pluł sobie w brodę do końca życia. Czarna, obcisła sukienka i wysokie buty, plus obcy chłopak z którym miała się na oczach Marcina przelizać miały okazać się kluczem do sukcesu. Marcin nie pojawił się jednak w opuszczonym domu, cały wysiłek poszedł więc na marne. Od szosy prowadzącej do miasta dzieliły ją jeszcze tory i długa, prosta dróżka, nie leśna już, a typowo wiejska. Po obydwu jej stronach, na równo pociętych działkach otoczonych starymi płotami stały małe domki. Mieszkańcy co drugiego wystawili przed ogrodzenie ławki. Bo tak na tego typu wsiach błogo upływał ludziom czas- na siedzdeniu na ławce przy drodze. Przy końcu ulicy na jednej z takich ławek siedziało trzech łysych chłopaków w dresach. Zbliżając się do nich mentalnie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych