Wróć do katalogu

Trzy żony i jeden mąż...

Opowiadanie o kłamstwie. Dość okrytnym i o sile, jaką czasem mają ludzie. Rzadko, ale czasem

Sevrin, opublikowano , 17 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„AMELIA – do kawy”

Pani Amelia. Tak, Pani Amelia miała poczucie... Poczucie takiej zdrowej można by rzecz - wyższości. Nie takiej chorobliwej. Była uplasowana w pewne konwenanse. Tak jak każdy. Nie no, nie można powiedzieć, żeby Pani Amelia... Była złym człowiekiem. Nie, nie, nie! Była bardzo dobra! Zaprowadziła psa sąsiadów do lekarza, czy tez zrobiła zakupy. Poszła na imieniny sąsiadki. A tam na tej imprezie sama wywracała oczami i nie mogła zrozumieć głupoty ludzkiej. Sama też często robiła imprezy. Najlepsze były te urodzinowe. Robiła masę ciast: szarlotkę, sernik na dwa sposoby: z proszku Doktora Oetkerrera, drugi na zimno. Ale to były nieważne desery, bo szczytem zdolności kulinarnych była legumina i tiramisu. Oczywiście, przepis znała tylko ona. Ważne było, żeby sąsiad spod 4 był zadowolony i zjadł pięć kawałków ciasta. Pewnego razu jedna z sąsiadeczek, ta najgłupsza, przyszła z prezentem i powiada: - Pani Amelko kochana - w pani Amelce zagotowało się, bo nie przepada za zdrobnieniami - oto prezent. Pani Solenizantka otworzyła pudełeczko, a tam...KOLCZYKI. Sąsiadka na to: -Och! prawda, że piękne? Ma pani dziurki, prawda? - Piękne! ale nie mam dziurek. I nie zrobię... - powiedziała z poirytowaniem, uprzedzając następne pytanie, które widziała, wydobywające się z otwierających się ust sąsiadki ...

Nie, nie, nie... wystarczy. Pani Amelia. Była kobietą piękną wytworną, nawet w przydomowych pracach, w kapciach z pomponem czy dresach, ale i w różnych sukniach, które sama potrafiła uszyć. Była zdolną kobietą! Pięknie śpiewała i grała na fortepianie. Najbardziej lubiła patrzeć przez okno swojej kamienicy co się dzieje na ulicy. Oczywiście ukradkowo. Bardzo chciała widzieć, ale nie specjalnie pragnęła, być widzianą. Lubiła obserwować, ale nie specjalnie, żeby jakoś tak od razu, lecieć na ploty, do sąsiadki z pod 4.

Śmiało, można stwierdzić, że... Czuła się i była samotna. Miała pieniądze. Odłożone, zarobione, przez świętej pamięci męża nieboszczyka. Samotna wśród ludzi. Obcych oczywiście. Dzięki statusowi i ramom, w których przyszło jej niegdyś u boku męża, bogatego bankiera, egzystować, Pani Amelia była znana. Czasem pokazywała się publicznie. Zawsze sama. Mieszkała na piątym piętrze starej poniemieckiej, wrocławskiej kamienicy. W oknach miała jasne jak śnieg firanki koronkowe, spadek... po cioci ze wsi - mistrzyni szydełkowania i robienia na drutach. Często patrzyła w lustro. Lubiła...Uśmiechała się, patrzyła jak to co mam, piękne zostaje nie ruszone przez nieubłagany zegar. Mowa o pięknym, nieskazitelnie prostym nosie oraz głębokich, ciemnych chabrowych oczach. Oczywiście dostrzegała to co się zmieniało. Pojawiały się zmarszczki, ale to nie był problem. Pani Amelia raz na miesiąc bywała u kosmetyczki. A co! Musi jakoś wyglądać w towarzystwie, które notabene denerwuje ją. Przecież nie może być na językach. Sprzątać lubiła bardzo. To znaczy. Nie lubiła, ale czuła obowiązek czystości. Brud był wrogiem, którego należało przepędzić niczym Turków Seldżuckich z Ziemi Świętej w Średniowieczu. Dwa razy w tygodniu było odkurzanie, pranie, prasowanie, którego nienawidziła. Co do czyszczenia powierzchni płaskich, to podłogi „mopowała”, a blaty, czyściła coca-colą. Była to rada wprost z kobiecej telewizji od Perfekcyjnej Kobiety Sprzatajaco-piorąco-odkurzającej. Najlepszej na całym świecie!

No i tak. Pewnego dnia, przy porannej kawie. Winien jestem jeszcze wyjaśnienie, że kawa, dobra kawa w życiu pani Amelii, odgrywała bardzo ważną rolę. Lavazza tylko i wyłącznie. W domu i towarzystwie. Była to kawa wymagana bezwzględnie! A żadne słodzenie nie było dobre... ni kawy ni herbaty.

Żyła dość spokojnie. No, nie liczy się jakaś awantura na poczcie, czy uwłaczające wręcz pośliźnięcie się na winogronie w hipermarkecie. Jako rekompensatę otrzymała swoją ulubioną i zarazem najdroższą kawę.

Pani Amelia na ciuchach znała się dość dobrze. A jeszcze lepiej na wyłudzaniu rabatów. Nie było sklepu, w którym nie zapytała się o rabat i go nie dostała! Ważne też było kupowanie lekarstw w aptekach. Wszystko potrafiła zdobyć bez recepty, bo musiała mieć zapas w domowej apteczce!

Nikt nie zakłócał spokoju pani Amelii. Do czasu, gdy...

„WANDA – po obiedzie”

Pani Amelia nie była w domu, kiedy chodził listonosz. Doprowadziło to ją do szewskiej pasji, bo to oznaczało, że musi odwiedzić najbardziej znienawidzoną przez siebie instytucję jaką jest Poczta Polska. Od razu zabrała się, wsiadła w samochód i pojechała. Na pocztę nie było daleko. Pani Amelia weszła i przed jej oczyma zrobiło się dość czerwono, zielono i tęczowo-kolorowo. W małym holu poczty było gro osób. Po prostu trafił ją szlag. Stanęła na środku i rzekła do jedynej urzędniczki pracującej: - Pani jest tutaj sama? - Jak widać – odrzekła bezczelna urzędniczka i powróciła do pracy. Pani Amelia w ogóle nie zrażona odpowiedzią urzędnika państwowego, szybko zripostowała: - Ja nie pytam jak widać, czy jest tutaj pani sama. I tak w ogóle to poproszę z kierowniczką. Przerażona pani z okienka rzekła: - Ale koleżanki mają przerwę... – z trudem przełknęła ślinę. - To proszę, żeby kierowniczka usiadła na stanowisku. – ton pani Amelii był taki, że z zaplecza jak za skinieniem czarodziejskiej różdżki zjawiły się inne pracowniczki urzędu. Dzięki interwencji szybko odebrała list. Na końcu kolejki stał jakiś facet. Rzekł z uśmiechem: - Ładnie to pani załatwiła. Pani Amelia popatrzyła na niego chłodno i rzekła: - Wiem! – i wyszła. Zastanawiając się gorączkowo, że to nie ona powinna robić awantury. Chyba...

Wróciła do domu, otworzyła list. I przeczytała dość szokujące wyznanie:

„Amelio! Nigdy nie chciałem, żebyś dowiedziała się w ten sposób. Jest mi bardzo ciężko o tym pisać. W ogóle to nie powinnaś o tym wiedzieć. Nie jestem twoją matką, ani nikim, ale mam bardzo ważne informacje o śmierci twojego męża. Wiedz, że to nie była zwykła śmierć. Odwiedź męża. - Wanda.”

- No pięknie... – wymamrotała i przywołała obraz pogrzebu swojego nieboszczyka męża.

Nie był to zwykły pogrzeb. Był dziwny i niejasny. Pełno ludzi, których mało znała. Prawie wogole. Trumna była otwarta. To wszystko przez teściową. Jej stare, wiejskie zwyczaje! O matko boska! Pamięta że zza woalki dojrzała dziwnie smutnych ludzi. Smutnych z brzydkim, zadowolonym błyskiem w oku. Na chórze w cieniu stał człowiek ukryty w cieniu, a obok niego dwie kobiety. Wtedy nie zwracała na to uwagi. Była zbyt przejęta.

Ciemności zbierały się? Pani Amelia, nie była zdenerwowana. Jeszcze raz oglądnęła wideo z pogrzebu. Ważne były dwie osoby. Dwie kobiety i facet z chóru.

Pani Amelia, odrywała się właśnie od kawy, szycia i imieninowych spotkań. Coś było nie tak.

Teraz miała 44 lata. Wyjęła z szuflady z bielizną, starą fotografię męża obejmującego ją wpół na jakiejś łące. Na zdjęciu było napisane: „Amelio, nigdy ciebie nie opuszczę i nie narobię już takiego zamieszania. ” Nie wierzyła mu... I co ?

Amelia popatrzyła na zdjęcie i rzekła: - Wiesz co Bronek ? Kłamałeś palancie. Okłamałeś mnie...

„KRYSTYNA – podwieczorek”

Następnego dnia pani Amelia nie mogła się podnieść z łóżka. Jakoś wszystko ją bolało. Każdy mięsień, ścięgno, kość. Dzień nie zapowiadał się pogodnie. Pani Amelia wstała, umyła się i ubrała. Zrobiła sobie ulubiony kubek kawy. Podczas dogłębnej penetracji mieszkania w poszukiwaniu jakiś niedoskonałości gospodarczych – kurzu czy jakiś paprochów, wzrok pani Amelii napotkał list. List, który wczoraj czytała. Po długich nocnych dywagacjach dużo stwierdziła. Zdecydowała się na nie-zbagatelizowanie sprawy. Zamierzała pojechać na cmentarz męża i z nim wszystko wyjaśnić.

Cmentarz przy ulicy Bujwida we Wrocławiu jest dość małą nekropolią w porównaniu z innymi. Pani Amelia miała oczywiście problem z postawieniem samochodu, ale jakoś się udało! Z zadowoloną miną ruszyła do jednego z kiosków przy cmentarzu. Kupiła dwa znicze oraz bukiecik takich małych biały kwiatków – nie pamiętała jak się nazywają. Cholera! Ruszyła szybkim krokiem, aby nie ugrząźć w błocie, które zawsze był na cmentarzach!

Aleja zamieszkiwana przez jej męża była dość pusta. Doszła do grobu i doznała małego szoku. Na grobie jej męża nie było już jego podobizny ma małym zdjęciu. Po prostu była wyrwana. Pani Amelia obeszła cały grób. Zauważyła małe ślady dewastacji. Postawiła dwa znicze i kwiatki rzuciła na płytę.

Nagle poczuła dotyk na karku. I szept do ucha: - Amelio. Pójdzie pani ze mną. Mam na imię Wanda. Za pół godziny spotkamy się na Sienkiewicza 30/10. Brama i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych