Wróć do katalogu

Trzykrotnie Dziesiąte Królestwo

Opowiadanie o przygodach Siemowita legendarnego księcia Polan ujęte w formie bajki.

bsm1972, opublikowano , 29 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

To działo się bardzo, bardzo dawno temu. W owym czasie w Egipcie władał faraon, a w Cesarstwie Rzymskim cesarz. Natomiast na ziemiach nad Morzem Wenedzkim, tak nazywał się wówczas Bałtyk, rosły gęste lasy. Zimy tu były srogie i długie, a życie ludzi zwanych Słowianami było ciężkie. W owych czasach nie było na tych ziemiach ani króla, ani królowej. W tym właśnie czasie żył Trygław. Nie był to człowiek i nie był to duch. Miał dużą głowę, która ciągle się zmieniała. Raz była to głowa chłopca, raz młodzieńca, a innym razem siwego starca. Posiadał także kryształowe skrzydła, w których znajdowały się rubiny i szafiry, a w ręku trzymał berło z syczącego węża. Był właścicielem czarodziejskiego konia Deresza, który zawsze był blisko niego. Trygław mieszkał w ogromnym pałacu, który tworzyły rosnące dęby. Na ścianach utkanych z liści siedziały ptaki. Tron miał z żywych zwierząt: orłów pieszczących jego głowę i wilków liżących go po stopach. Mógł mieć co tylko chciał: złoto, klejnoty, ziemie. Jednak jego marzeniem było stworzenie tu takiego królestwa jakie są w południowych krainach. Takiego kraju w którym jest mądry władca, budujący zamki i warownie, aby chronić swoich poddanych przed wiatrem, mrozem, dziką zwierzyną i wrogami. Przywołał więc Borowego opiekuna lasu i leśnej zwierzyny, do swojej siedziby i rozkazał mu. - Borowy przyprowadź mi tutaj najmężniejszych młodych mężczyzn zamieszkujących twoje lasy. - Trygławie, przecież ludzie mnie się boją i przede mną uciekają- powiedział staruszek o bladej twarzy i wzroście, który zmieniał się w zależności od tego jakie drzewa go otaczały. - Wiesz przecież, że nie można wymawiać mego imienia- oburzył się Trygław. - Myślałem, że to dotyczy tylko ludzi- odpowiedział Borowy. - Dotyczy wszystkich. Ciebie także- powiedział Trygław.- Mówiłeś, że ludzie się ciebie boją. I bardzo dobrze. Tak właśnie rozpoznasz najodważniejszych wśród odważnych. Zaraz bowiem obudzi się Wywiegła, która będzie chciała przeszkodzić w realizacji mojego planu. - Panie, co chcesz od tych ludzi?- zapytał duch lasu. - Najodważniejszego zrobię władcą na tej ziemi- odpowiedział Trygław. - Panie, przecież ludzie mieli już swojego władcę i pamiętasz co się stało?- rzekł starzec. - Popiel był tchórzem i nie dbał o poddanych. Ten, którego teraz wybiorę będzie skromnym, szlachetnym i sprawiedliwym człowiekiem oddanym swoim ludziom- stwierdził Trygław. - Co chcesz, aby zrobił ten człowiek?- zapytał Borowy. - Ma dla mnie znaleźć klejnot, którego jeszcze nie ma żaden władca. Ten, który mi go przyniesie z pewnością nada się na dobrego władcę. - powiedział Trygław. – Weź też mojego ognistego rumaka Deresza i podaruj go temu najodważniejszemu. A teraz możesz odejść. - Panie zrobisz jak zrobisz- odpowiedział duch lasu i opuścił zamek Trygława. Wychodząc Borowy zamienił się najpierw w niedźwiedzia, a później w puchacza i odleciał. Za nim pognał koń. Zaraz po tym spotkaniu starzec kazał wszystkim zwierzętom leśnym roznieść wieść, że poszukuje dzielnych młodzieńców. Niewielu ludzi zamieszkiwało wówczas te tereny, więc długo czekał na najmężniejszych ludzi. Jednak pewnego dnia pojawił się u niego człowiek, którego zwano Siemowit syn Piasta Kołodzieja i wnuk Chościska. Był to potężny młodzieniec o jasnych włosach do ramion, zielonych oczach i zalotnym zaroście. - Witaj Borowy!- powiedział odważnie do niedźwiedzia- Słyszałem, że poszukujesz takich jak ja. Jednak chcę cię uprzedzić, że walczyć z tobą nie będę. W tym momencie niedźwiedź zmienił się w starca i spojrzał gniewnie na człowieka. - Boisz się mnie? – zapytał starzec. - Nie boję się- odparł Siemowit.- Gdybym się bał, nie szukałbym ciebie. Po prostu nie lubię zabijać zwierząt, a ty jakbyś był trochę zwierzęciem. - Wiem o tym, że szanujesz las i jego mieszkańców- odpowiedział Borowy.- Dlatego to ciebie wybrałem ze wszystkich młodzieńców, którzy mnie szukali. I z tobą się spotykam. - Więc, co mam zrobić?- zapytał młody mężczyzna. - Masz znaleźć klejnot, którego nie ma jeszcze żaden władca- odparł starzec. - Jak to zrobić?- zapytał Siemowit. - Nie wiem. Jednak masz tu konia Deresza, a on pomoże ci w tej misji- odparł starzec. - Tą ognistą bestię?- spytał Siemowit. - Jeżeli nie poradzisz sobie z nim, to klejnotu także nie znajdziesz- rzekł Borowy. - Mam jeszcze jedno pytanie – powiedział młodzieniec.- Czy mogę ze sobą zabrać młodszego brata Falimira. - Zrobisz jak zrobisz- odpowiedział odchodząc Borowy i w tym momencie zamienił się w wilka. Brat Siemowita był to mąż dobrze zbudowany, o czarnych, kędzierzawych włosach i czarnych oczach. Bracia wspólnie zaczęli swoją wędrówkę na północ tak jak ich prowadził Deresz. W tym czasie Wywiegła smacznie jeszcze spała w swoim zamku nad brzegiem jeziora, którego strzegło siedem czarnych psów. Mury zamku zrobione były ze snopków siana, a wewnątrz na wielkim łożu z ziaren zboża i uschłych kwiatów spała kobieta o długich włosach, w których było mnóstwo wszy. Połyskiwały one jak małe diamenty. Wokół łoża tańczyły małe myszki śpiewając kołysankę. Wtem do pałacu wpadła Chała złowrogi duch powietrza. Wywiegła otworzyła oczy i krzyknęła. - Kto śmie mnie budzić? Wszystkie myszki pochowały się po kątach, a Chała ni to kobieta, ni mężczyzna, zakryta cała siwymi włosami, które rozwiewał wiatr rzekła. - Ty tu śpisz, a Trygław chce w twojej krainie stworzyć wielki kraj, w którym rządzić będzie człowiek. Wywiegła spojrzała gniewnie i zapytała z niedowierzaniem. - Co chce zrobić? – z wściekłością krzyczała.- A to łotr i kanalia! Bez mojej wiedzy! Jak może?– kiedy się trochę uspokoiła zapytała.- Kto ma zostać władcą tego kraju? - Siemowit syn Piasta Kołodzieja- rzekła Chała. - W dodatku władcą ma zostać syn mojego najgorszego wroga- krzyknęła Wywiegła. - Musimy mu w tym przeszkodzić- powiedziała Chała i opowiedziała o wszystkim swojej towarzyszce. Później rozwiała się na cztery strony świata. Siemowit i Falimir wędrowali już dość długo. Byli też już bardzo głodni. Wtem przed ich oczami pojawiła się chatka cała z piernika. Przed chatką Deresz powiedział do braci. - Wejdźcie do chatki, ale pamiętajcie macie zjeść tylko jeden kęs strawy, ale z glinianego talerza i wypić tylko jeden łyk trunku tylko z glinianego naczynia. Resztę zabierzcie ze sobą. - To ty mówisz Dereszku?- zapytał Falimir Koń nie odpowiedział, a bracia weszli do pięknie pachnącego domku. Tam zobaczyli jadło na złotych i srebrnych talerzach. Były tam owoce, pieczone dziki i jelenie, a także kolorowe pierniki. Wokół stały trunki w złotych kielichach zdobionych diamentami. Wszystko pięknie pachniało. - To jak jemy?- zapytał Falimir. - Poczekaj trzeba poszukać glinianych naczyń- odpowiedział Siemowit. - Oj tam, oj tam. Siemek nie przesadzaj- odpowiedział Falimir.- Tyle jadła wokół ciebie, a ty mi każesz szukać glinianej misy. - Falimirze słyszałeś co powiedział koń- pouczał go brat. - Słyszałem, słyszałem, ale może się przesłyszałem z głodu- odpowiedział młodszy mężczyzna i zażartował.- Koń który mówi? - Falimirze zrobimy tak jak powiedział koń- powtórzył Siemowit.- Szukaj lepiej tych naczyń. Naczynia stały w kącie izby. Mężczyźni podeszli do stołu na którym były. Zjedli po jednym kęsie i wypili po jednym łyku. Zabrali resztę i wyszli z chaty. Kiedy już byli poza chatą poczuli, że są syci, pomimo tego, że zjedli i wypili tak mało. - Jeszcze nie jadłem i nie piłem czegoś tak dobrego- stwierdził Siemowit. - To był żur i piwo- odparł koń. - Trzeba zapamiętać: żur i piwo- powiedział Falimir. Siemowit uśmiechnął się i wszyscy poszli dalej. Idąc tak doszli do kilku domostw. Tam ludzie obchodzili właśnie Jare Gody. Po utopieniu kukły Marzanny w równonoc wiosenną, mężczyźni robili wiechy z wierzbowych i leszczynowych witek, a kobiety sprzątały domostwa i okadzały ziołami. Później wszyscy malowali jajka i przygotowywali uroczystą ucztę, na którą zaproszono również dwóch wędrujących braci. Uczta miała miejsce na wzgórzu. Tam śpiewano i tańczono. Mieszkańcy wioski wymieniali się malowanymi jajkami, które nazywali kraszankami. Nazajutrz obmyli się w rzece tak zwanej świętej wodzie i uderzali po nogach wierzbowymi gałązkami. Był to tak zwany Śmigus-Dyngus. Po wszystkich uroczystościach Siemowit i Falimir zostali wezwani do jednej z chat przez dwóch starców zwanych Domowoj i Dworowoj. - Ja jestem Domowoj – powiedział niewielki człowieczek i wskazując na małego dziadka z różnokolorowymi włosami dodał.- A to jest Dworowoj. Ja opiekuję się domostwem, a mój brat obejściem. - Po co nas tu wezwaliście?- zapytał Siemowit. - Widzimy, że wędrujecie z magicznym koniem Dereszem, a to znak dla nas, że mamy wam pomóc -powiedział Dworowoj. - Znak?- zapytał się Siemowit. - A nie wiecie czyj to koń?- zdziwił się Domowoj. - Jak to czyj? Nasz- odrzekł Falimr. - Nie nasz, nie nasz- przerwał Falimirowi Siemowit. W tym czasie Falimir obchodził starców i przyglądają im się podejrzliwie. Patrząc w oczy Domowojowi zapytał. - Chcecie nam pomóc czy przeszkodzić? - Oczywiście, że chcemy wam pomóc- powiedział Domowoj. - A dlaczego? Taki macie kaprys?- zapytał Falimir. - Nie sądzicie, że gdybyśmy chcieli wam przeszkodzić zrobilibyśmy to już dawno- odpowiedział Dworowoj. - A jak chcecie nam pomóc?- kontynuował swoje przesłuchanie Falimir. - Macie tutaj czarodziejską kraszankę- powiedział Domowoj dając jajko Siemowitowi. - I co mamy ją zjeść? – zapytał Falimir. - To jest czarodziejska kraszanka, która ochroni was przed złymi duchami nocy!- krzyknął poirytowany mocno Domowoj. - No co? Jedzenie to jedzenie- powiedział Falimir i dodał- Nie denerwuj się dziadku. - Dziękujemy bardzo! - przerwał mu Siemowit i pociągnął Falimira do wyjścia. Przed domkiem czekał na nich Deresz i spokojnym głosem rzekł do Falimira. - Nie obraża się duchów domostw i obejść. - Oj tam, oj tam- odpowiedział krótko Falimir i poszli dalej. Szli najpierw przez las. Tam słyszeli głosy „Zawróćcie!”. Tam widzieli w gęstwinach wiele patrzących na nich par oczu. I znowu głosy „Po co wam to, na co?”. Kiedy wyszli na polanę było już ciemno. Postanowili położyć się, aby wypocząć przed dalszą wędrówką. Rozpalili ognisko. A w ognisku te same oczy patrzyły na nich i z ognia dobiegał straszny szept „Zawróćcie!”, „Po co wam to, na co?”. - Nie dam się przestraszyć- powiedział Siemowit. Wszyscy zasnęli, ale sny ich były koszmarne. Kłębiły się wokół nich Nawie, mające postać pół ptaka, pół kobiety. Była tam również Wywiegła i Chała. Tańczyły i śpiewały straszne melodie. Krzyczały, piszczały i mamrotały. Jednak nie mogły nic więcej zrobić wędrowcom, których chroniła zaczarowana kraszanka. Dopiero promienie słońca przegnały przerażające duchy. Wędrowcy przebudzili się i zobaczyli w oddali zamek cały w klejnotach. Mury zrobione ze złota i platyny wysadzane były rubinami, szmaragdami i szafirami. W słońcu połyskiwały diamentowe okna. Bracia skierowali się w jego kierunku. Kiedy znaleźli się przed pałacem Deresz powiedział do nich. - Nie wolno wam zabrać z zamku żadnego klejnotu, żadnej błyskotki. Poczęstujcie gospodarzy żurem i piwem. Kiedy będziecie musieli wybrać jakiś podarek od właściciela tego zamku wybierzcie żelazny, zardzewiały medalion i nic więcej. Bracia popatrzyli na siebie i weszli do zamku. Tam było mnóstwo skrzyń z klejnotami, platynowymi pierścieniami wysadzanymi diamentami i perłami, złotymi naszyjnikami z rubinami i szafirami. W zamku nie było dywanów, bowiem na posadzkach leżało mnóstwo dukatów, po których musieli stąpać mężczyźni. Braciom, aż dech zapierało z wrażenia. Falimir nachylił się aby coś podnieść, ale w tym momencie szarpnął go Siemowit i powiedział. - Ani mi się waż! - Oj tam, oj tam. Chciałem tylko zobaczyć z bliska- usprawiedliwiał się Falimir. Po kilku minutach wyszedł do nich przedziwny stwór z głową jelenia i skrzydłami orła był to Liczyrzepa. Za nim podążał mały człowieczek w czerwonej, szpiczastej czapeczce. Kiedy zbliżali się do braci stwór zmienił się w starca z długą, siwą brodą, podpierającego się kosturem. Z głowy wyrastały mu kwitnące bluszcze i powoje. - Co nam przynosicie?- zapytał starzec. - Proszę!- odpowiedział Siemowit podając mu gliniane naczynia.- Może się posilicie? - O żurek i piwo- ucieszył się mały człowieczek. - Dziękujemy za strawę- powiedział Liczyrzepa i wziął naczynia z żurkiem i piwem.- Jak widzicie jesteśmy strażnikami wielkiego skarbu. Za to, że nie skusił was żaden klejnot i żadna błyskotka, będziecie mogli zabrać z mojego zamku jedną rzecz. Proszę wybierzcie coś sobie. - Prosimy cię Liczyrzepo o to, abyś nam podarował żelazny, zardzewiały medalion- powiedział Siemowit. - Żelazny?- zdziwił się Liczyrzepa i patrząc na małego ludzika zapytał.- Skrzacie mamy coś takiego? - Mamy, mamy – odpowiedział piskliwym głosem krasnoludek.- To medalion Trzykrotnie Dziesiątego Królestwa. Bracia otrzymali od Liczyrzepy medalion, który Siemowit powiesił sobie na szyi i wyszli z zamku. Na zewnątrz czekał na nich Dorosz, który poprowadził ich dalej. Szli między polami. Przy jednym z przydrożnych drzew zauważyli kobietę w białej sukni, przepasanej złotym pasem i rozwianymi długimi włosami, w których połyskiwały wszy. Obok niej kręciły się czarne psy. Była to Wywiegła, ale o tym bracia nie wiedzieli. Dorosz się zaniepokoił i zarżał, jakby chciał ją odstraszyć. Mężczyźni podeszli bliżej. Kobieta patrząc zalotnie na braci powiedziała. -Piękny macie medalion. Oddajcie mi go, a zostanę żoną jednego z was. - Żoną?- zdziwił się Falimir- Piękna jesteś, ale to nie wszystko. Trzeba byłoby jeszcze zadbać trochę o higienę, bo jakbyś nie wiedziała to we włosach masz wszy. - Siemowicie oddaj medalion, a dam ci złoto całego świata- nie zważając na Falimira mówiła dalej Wywiegła do Siemowita. - Odejdź kobieto! Nie mogę oddać ci medalionu- powiedział do niej Siemowit. - Odejdź! – krzyknęła- Do mnie mówisz odejdź? W tym momencie zerwał się ogromny wiatr. Zaczęły ujadać czarne psy i szykować się do ataku na wędrujących braci. Powstał ogromny wir powietrzny. Zakurzyło się tak, że nie było widać nic. Ktoś jakby złapał Siemowita za szyję i starał się zerwać medalion. Wtem Deresz zaczął głośno rżeć. Przednimi kopytami uderzał w psy. Z nozdrzy zaczął lecieć mu dym, a oczy błyskały mu ogniem. Skomlące psy zaczęły uciekać.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych