Turkuć Podjatek
Czasem warto posłuchac tego co mają nam do powiedzenia dzieci.... Polecam i czekam na oceny.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
TURKUĆ PODJATEK
I Cała kuchnia wyglądała jakby przed chwilą przeszło przez nią tornado. Po białych kaflach walały się resztki foliowych opakowań i niedojedzonych produktów. Gdzieniegdzie na ścianach lśniły plamy zrobione przez żółtka jajek, a podążając za mokrym śladem można było odnaleźć ich skorupki. Resztki walały się wszędzie, no może za wyjątkiem miejsca, które wydawałoby się dla nich najbardziej odpowiednie- śmietnika. Paweł stał przed otwartymi drzwiami lodówki i patrzył się tępo na puste półki. Podszedł do radiobudzika i starł spływający z jego ekraniku czerwony jogurt. Zegarek wskazywał godzinę 6.20, ale radio odmówiło całkowicie współpracy i zamiast porannej audycji dolatywały z niego jedynie bliżej niezidentyfikowane trzaski. Dopiero ten odgłos otrzeźwił Pawła, który natychmiast poczuł, że w miejsce dotychczasowego, obojętnego szoku napływa złość. - Ewelina! Chodź tu natychmiast! Schylił się i otworzył drzwiczki pod zlewem. Zamiast oczekiwanego zielonego śmietnika i zmiotki w tym samym kolorze, ujrzał jedynie kłębowisko starych rur kanalizacyjnych. -Cholera- szepnął- gdzie to do diabła było. Pomimo, że usłyszał kroki na schodach ponownie wezwał swoja żonę. Otworzył drzwiczki na prawo od zlewu. Tym razem znalazł śmietnik, stał na swoim miejscu. Na swoim nowym miejscu. Dla Pawła cały dom, był nowym miejscem. Minął dopiero tydzień od kiedy wprowadził się tu razem z żona i córeczką. -To będzie piękne mieszkanie- przypominał sobie słowa Eweliny sprzed miesiąca- starczy jedynie drobny remoncik i będzie wyglądało jak w bajce. Tymczasem to co widział wcale nie przypominało mu żadnej opowieści dla dzieci, raczej jakiś senny koszmar i nie chodziło tu bynajmniej o poranny, niecodzienny wygląd kuchni. Cały zakup okazał się pomyłką. Dom był po prostu bublem wepchniętym im przez wyjątkowo zaradnego sprzedawcę. Co z tego, że miał pięć pokoi i jeszcze trzy następne w piwnicy, jeżeli ze ścian garściami odchodził tynk, a cała kanalizacja nadawała się jedynie do muzeum, gdzie spokojnie mogłaby zająć miejsce pomiędzy średniowiecznym wychodkiem a rzymskimi akweduktami. Co do trzech pokoi w piwnicy to sprawa także nie wyglądała najlepiej. Przez pierwsze dwa dni, może i faktycznie mogły spełniać funkcje jakiegoś magazynku, lecz potem razem z pierwszymi roztopami zamieniły się w brodzik, albo raczej w płytki basen. Wezwany strażak jedynie rozłożył bezradnie ręce- Nie wypompujemy tego, piwnica jest za nisko.- i odjechał na syrenie do kolejnego wezwania. Ale najbardziej irytujący był zlew, pod którym znajdowało się istne kłębowisko zardzewiałych rur, a wśród tego bałaganu zabrakło miejsca dla śmietnika! Od kiedy pamiętał miejsce śmietnika, było zawsze pod zlewem, ale nie tu w tym nowym starczy jedynie drobny remoncik i będzie wyglądało jak w bajce mieszkaniu. -Idziesz tu czy nie? W odpowiedzi, w drzwiach stanęła niewysoka brunetka. Pomimo tego, że miała włosy rozrzucone w nieładzie, a oczy jeszcze kleiły jej się od snu wyglądała oszałamiająco. Koszula nocna z głębokim wycięciem odkrywała jej pełny dekolt i jedynie lekko zakrywała początek uda. - Już jestem- nagle otworzyła szeroko oczy, a z jej twarzy zniknęły wszelkie ślady przed chwilą przerwanego snu- O Jezu! Co się stało? Czy to włamanie? Gdzie Marysia? Paweł wstał i złapał ja za ramiona, a potem przytulił. Był od niej wyższy toteż kobieta z chęcią wtuliła się w jego szeroką pierś. - Spokojnie, to nie było włamanie. Wszystkie drzwi są zamknięte, a Marysia śpi w najlepsze w swoim pokoju. Ewelina podniosła głowę i pocałowała go lekko w brodę. Potem zrobiła krok do tyłu i jeszcze raz spojrzała na bałagan panujący w kuchni. - W takim razie co tu się stało? - Nie mam pojęcia. Może szczury?- zasugerował beznamiętnie Paweł. Spojrzała na niego z niedowierzaniem, a potem z uśmiechem stuknęła się palcem wskazującym w czoło. - Sądzisz, że szczury mogłyby zrobić coś takiego? - Nie słyszałaś jak tupią w nocy? One są wielkie... - To Turkuć Podjadek- do rozmowy włączył się cienki dziecięcy głosik. Wypowiedź ta jednak została zignorowana przez rozmawiających dorosłych. - Może ktoś nie domknął lodówki a one sobie skorzystały i- Pawłowi ponownie przerwał dziecięcy głosik: - No bo ja mu mówiłam żeby nie schodził na dół, ale on mnie już nie słucha. Paweł i Ewelina równocześnie odwrócili się w stronę stojącej za nimi dziewczynki. Drobna blondyneczka z powagą na jaką stać jedynie dziecko przyglądała się bałaganowi w kuchni. Podniosła rączkę i zaczęła pocierać dłonią po brodzie naśladując powszechny u dorosłych gest zastanowienia. - No, on mnie już nie słucha- stwierdziła w końcu, a jej czoło zmarszczyło się nieznacznie- Musze go teraz ukarać! - Poczekaj o kim ty mówisz?- pierwszy zareagował Paweł- Kogo będziesz musiała ukarać mała damo? - Turkucia! On miał tu nie schodzić! - Kogo? - Turkucia Podjatka- podjęła wątek Ewelina- To jej „przyjaciel”. Mała wymyśliła go sobie kiedy tu zamieszkaliśmy. - Wcale nie! Turkuć jest prawdziwy! Paweł chciał wyjaśnić, że zniszczenia nie mógł dokonać zmyślony przyjaciel. Stwierdził jednak, że na razie najlepiej się nie odzywać. Są chwile kiedy dyskusje z dziećmi należy pozostawić ich matce. To był właśnie jeden z takich momentów. - Więc dlaczego nie znalazłam go u ciebie pod łóżkiem wczoraj? - No bo się chowa w dzień i wychodzi tylko w nocy! - A gdzie się chowa? Na twarzy dziewczynki pojawił się grymas zakłopotania, który szybko zmienił się w zastanowienie. Marysia weszła do kuchni. Zrzuciła z krzesła lezącą na nim skórkę po bananie i usiadła. - No właśnie nie wiem.- odpowiedziała w końcu- Jak go poznałam to się nie dziwiłam, bo był malutki, ale karmiłam go i on urósł i przestał mnie słuchać. Ewelina chciała odpowiedzieć, lecz uprzedził ją Paweł. - Dość tego! Młoda panno idziesz natychmiast się ubrać! Dziewczynka spojrzała na niego i najwyraźniej chciała zaprotestować jednak zostawiła myśl dla siebie. Pokornie pochyliła głowę i zeskoczyła z krzesła. Wiedziała, że nie warto dyskutować z tatą, gdy ten jest zdenerwowany. O wiele lepszym partnerem do rozmów była zazwyczaj mama. Marysia zadecydowała, że to właśnie jej opowie dokładnie o Turkuciu. Oczywiście dopiero wtedy, gdy Tata wyjdzie do pracy. Na razie z pochyloną głową wróciła do swojego pokoju. - Co to za Turkuć?- zapytał ze złością Paweł gdy dziewczynka wyszła z kuchni. - Oh, nieważne- kobieta sięgnęła po zmiotkę i zaczęła porządkować kuchnię- Wymyśliła sobie, że pod jej łóżkiem mieszka jakiś stworek, a nawet nosiła mu kanapki. - Sądzisz, że to ona mogła zejść na dół i zrobić taki burdel? Pierwszą odpowiedzią jaką usłyszał mężczyzna było ciche –cap- wydane przez kawałek szynki, któremu widocznie znudziło się już groteskowe zwisanie z kantu stołu, zamiast czego wolał upaść na podłogę. - Nie!- spojrzała na niego zdziwiona- Przecież nie myślisz, że to mogła zrobić Marysia! - No, a kto?- Paweł podniósł opakowanie po jogurcie i rzucił nim celnie do śmietnika- Turkuć Podjadek? Ewelina uśmiechnęła się nerwowo. - Myślisz, że nasza córka spędziła tu całą noc robiąc taki bałagan? Przecież to absurdalne! - A ten bajzel niby sam się zrobił? Z tego co wiem ani ja, ani ty nie lunatykujemy! Zostaje więc jedynie Marysia i ... - Turkuć Podjadek. Myślisz, że ona zrobiła ten cały bałagan w przekonaniu, że bawi się z tym urojonym stworkiem?- Paweł jedynie skinął głową na potwierdzenie. Ewelina wyglądała zupełnie, jakby za chwilę miała przełknąć jakiś wyjątkowo gorzki syrop- I co chcesz zrobić? Zabrać ją do psychologa? - Nie, chyba nie warto- odparł zbierając porozbijane skorupki- Powinnaś najpierw z nią poważnie porozmawiać, wyjaśnić, że pod jej łóżkiem nie żyje żaden stworek. To chyba nic niezwykłego, że sobie go wymyśliła. Wprowadziliśmy się do tej rudery zaledwie tydzień temu Marysia mogła tak zareagować na zmianę środowiska. - Paweł. Nie wydaje mi się żeby to był najlepszy pomysł- Ewelina mówiła cichym, ale wyraźnym głosem. Takim samym jakim namawiała swojego męża do ryzykownego zakupu mieszkania. Był to ton, którego używała zawsze, gdy miała inne od niego zdanie.. Czasem przekonywała go w ten sposób do swoich poglądów. Przeważnie udawało się jej wtedy nie wyprowadzić go z równowagi, co okazywało się niezwykle proste. Przeważnie- Już próbowałam jej to wytłumaczyć, ale to nic nie daje. Jeżeli to naprawdę Marysia odpowiada za ten cały bałagan, może warto porozmawiać ze specjalistą. Paweł momentalnie zrobił się purpurowy i zacisnął pięści. Stanął naprzeciw swojej żony i poczuł bijący od niej strach. Jego zazwyczaj niebieskie oczy gdzieś zniknęły, a ich miejsce zajęła srebrna, nieczuła furia. - Moja córka nie jest chora! Nie potrzebuje żadnego psychiatry! Słyszysz!?!- Ewelina nawet nie próbowała odpowiadać, słyszała, aż za dobrze- Jej nic nie jest! Pójdziesz z nią porozmawiać i jej wszystko wytłumaczysz! Rozumiesz? - Tak, ale Nie dał jej dokończyć. Wyszedł z kuchni, a po chwili głośno trzasnął drzwiami do łazienki, pozostawiając Ewelinę sam na sam z bałaganem.
II Gdy Paweł wrócił do domu poczuł smakowity zapach dobiegający z kuchni. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Nie był może typem smakosza, ale na pewno można go było uznać za doskonałą ilustracje przysłowia że droga do serca mężczyzny prowadzi poprzez żołądek. Posiadał, spory brzuszek, który doskonale świadczył o jego zamiłowaniu do piwa i jedzenia. Teraz po ciężkim dniu w pracy, połączonym z nieciekawą poranną historią, miał niezwykłą ochotę usiąść i zjeść dobry obiad. Tak dobry jak u swojej mamy, której zresztą Ewelina dorównywała umiejętnościami kulinarnymi. - Kochanie co tak ładnie pachnie? - Poczekaj, zaraz spróbujesz. Chodź szybko bo już nakładam! Nie było potrzeby powtarzać mu drugi raz. Natychmiast powiesił płaszcz na wieszaku i wszedł do kuchni. Ewelina stała do niego tyłem i wyjmowała na duże talerze, zajęte już po części przez ziemniaki, ociekające sosem gołąbki. Paweł przyglądał się jej przez chwilę, a gdy poczuła na sobie jego spojrzenie zaczęła zalotnie kręcić biodrami. Przyglądał się falującymi powoli pod krótką spódniczką pośladkom i poczuł jak robi mu się gorąco. Paweł miał ochotę podejść do Eweliny i posiąść, ją nawet tu- na kuchennej podłodze, lub stole. Zrobił krok w stronę swojej żony i wtedy zobaczył, że przy stole siedziała jego córeczka. - Cześć tatusiu!- krzyknęła radośnie i skoczyła mu na szyję, Pawłowi natychmiastowo przeszła wszelka ochota na miłosne igraszki.- Patrz jak ładnie posprzątałyśmy! Kuchnia faktycznie wyglądała wzorcowo. Gdyby nie mokre ślady na ścianach po spływających żółtkach, Paweł mógłby uwierzyć, że poranny bajzel był jedynie wytworem jego wyobraźni. Czuł jak napełnia go duma z powodu żony i córki, które nie dość, że posprzątały mieszkanie, to jeszcze przyrządziły mu obiad. - Poczekaj, daj mi chociaż usiąść!- krzyknął radośnie, do córeczki. - Ja zbierałam wszystkie skórki- Marysia pozwoliła mu usiąść, ale najwyraźniej nie miała wcale ochoty czekać z wyjaśnieniami.- i śmieci a mama myła podłogę i w ogóle. Kiedy chciał zapytać się o Turkucia, wylądował przed nim talerz z obiadem a żona pocałowała go lekko w policzek. - Przesuń się, do ściany- mówiła Ewelina, a on posłusznie wykonał jej polecenie- też chce gdzieś siedzieć. I jak w pracy? Paweł całkowicie zapomniał o kwestii Turkucia i zaczął opowiadać o tym jak „ten pieprz, znaczy głupi” Jalek odrzucił jego projekt. Musiał uważać, ze słowami bo naprzeciwko siedziała Marysia, grzebiąca w swoim talerzu widelcem, zupełnie jakby była poszukiwaczem skarbu. - Kochanie jedz a nie baw się w Indiane Jonesa.- upomniała ją Ewelina. - Ale ja już nie chce! - No to odstaw talerz i idź pooglądać sobie telewizje. Dziewczynka natychmiast zeskoczyła z krzesła i postawiła talerz przy zlewie. Już po chwili było słychać dobiegające z dużego pokoju odgłosy bajki. Zaraz gdy Marysia znikła Paweł poczuł jak jego żona delikatnie zaczęła wodzić paznokciami po wewnętrznej stronie jego uda. Odwrócił się zaskoczony w jej stronę i zobaczył zalotny uśmiech. - Poczekaj ale co z Marysią? - Teraz leci półtora godzinny blok z Johnym Bravo, a ja sądzę, że przydałby się tobie jakiś relaksujący prysznic. Szczerze mówiąc mi też.- mówiła aksamitnym głosem a jej pełne piersi falowały rytmicznie. Paweł całkowicie zapomniał zarówno o Turkuciu jak i o swoich problemach w pracy, czuł jedynie pożądanie. Mocno pocałował żonę, masując przy tym jej pierś. - Chodź- szepnęła krótko i zaprowadziła go do łazienki, pozostawiając na stole talerze z niedojedzonym obiadem.
III Zamiast prysznica wybrali wannę, w której spędzili prawie całą godzinę. Było im cudownie. Pawłowi zdawało się, że minęły wieki od ostatniego razu gdy tak nieskrępowanie mógł dać upust swojej seksualności. Od kiedy urodziła się Marysia, seks zawsze wiązał się z ryzykiem przyłapania przez czujne, żądne wiedzy oczy małej dziewczynki. Wszystkie ich stosunki przypominały więc wojskowe manewry- musiały być ściśle zakamuflowane i zaplanowane. Nie było mowy o namiętnej zabawie, zamiast niej skupiali się na minimum programowym. Ostatni raz, a może nawet i jedyny od czasów urodzin dziewczynki, gdy w pełni cieszyli się sobą zdarzył się z okazji piątej rocznicy ich małżeństwa, rok temu. Wtedy udało się wysłać Marysię na noc do mamy Eweliny. Dziewczynka jednak strasznie płakała i w końcu Paweł musiał pojechać po nią samochodem grubo po północy. Tym razem kochali się niezwykle namiętnie, zupełnie nie zwracając uwagi na Marysię oglądającą bajki w dużym pokoju. Zaraz przed pierwszym orgazmem Pawła naszła szalona myśl, aby wykrzyczeć Bogu podziękowania za wynalezienie telewizji kablowej i kanałów tematycznych dla dzieci. Jednak zamiast mówić cokolwiek po prostu oddał się przyjemności. Gdy skończyli cała łazienka, była ochlapana. Woda i piana ściekały nawet z przeciwległych ścian, co było dla nich kompletnym zaskoczeniem. Ewelina uśmiechnęła się szczerze i powiedziała: - No tygrysie czas kończyć. W odpowiedzi Paweł przytulił ją mocno i zamruczał bojowo do ucha, starając się jak najlepiej udawać wielkiego kota. Kobieta roześmiała się pogodnie i chlusnęła go lekko wodą w twarz. - Puszczaj, ale to już, albo weźmiemy cię na kastrację! Jej mąż warknął gniewnie, ugryzł ją lekko w ucho a potem rozluźnił uścisk. Kobieta wstała przy wtórze odgłosu ociekającej wody. Sięgnęła po ręcznik i rzuciła go na mokrą posadzkę. Paweł przyglądał się jak wychodziła z wanny. Widział jak po jej bladej skórze leniwie spływały chmurki piany. Czuł jak ponownie jego organizm przepełnia pożądanie. - Kochanie, nie spłukałaś z siebie piany- powiedział wstając z wanny. - Czyżby?- zapytała szeptem, poczym weszła do kabiny prysznicowej i zasunęła ze sobą drzwi. Paweł, ciągle stojąc po łydki w wodzie przyglądał się rozmazanej przez plastikową szybę sylwetce swojej żony. Widział jak odkręca kurek, a potem odchyla głowę do tyłu, płucząc swoje naturalnie brązowe włosy. Wtem rozchyliła lekko drzwi kabiny i wysunęła dłoń, której gestem wyraźne zapraszała go do siebie.
Gdy w końcu któreś z nich zakręciło wodę, było już po wszystkim. Razem sapali jeszcze ciężko, ale wracali do rzeczywistości z prędkością kolejki górskiej spadającej w dół po niezwykle długim i stromym podjeździe. Ewelina pierwsza wyskoczyła spod prysznica. - No to chyba załatwiłam sobie robotę na wieczór- powiedziała patrząc na kałużę wody zalegające na zgniłozielonych, położonych nierówno przez byłego właściciela kaflach. Paweł stanął obok niej, nawet nie sięgając po ręcznik. Pozwalał, aby woda spływała wprost na podłogę. -Mogłeś chociaż stanąć na ręczniku!- upomniała go Ewelina. - To już chyba nie robi różnicy.- powiedział beztrosko sięgając po swoje ubranie. - Raczej nie- odparła i pocałowała go w usta. Ubierali się szybko, całkowicie już zapominając o tym co przed chwilą między nimi zaszło. Znowu mieli tysiące obowiązków i tyleż samo zmartwień. - Pójdę zobaczyć co u Maryśki- powiedział Paweł naciągając koszulkę. Paweł, chociaż nigdy nie powiedział tego oficjalnie, dawał do zrozumienia, że miejsce kobiety jest w domu przy miotle, dziecku i garach. Ewelina kochała go całym sercem i była w stanie poświęcić część swojej naturalnej wolności tylko po to, żeby sprawić aby był szczęśliwy. Nawet jeżeli to poświęcenie wymagało biegania ze szmatką i mopem. - Dobrze, ja postaram się w tym czasie doprowadzić łazienkę do używalności.- odpowiedziała patrząc jak Paweł opuszcza pomieszczenie.
IV Marysi nie było przed telewizorem, zamiast tego siedziała w kuchni i starała się umyć pozostawione przez rodziców brudne talerze. Paweł uśmiechnął się, widząc ją, klęczącą na fotelu i wkładającą rączki do zlewu pełnego wody i piany. - Co robisz mała panno? - Myję naczynia! Zaczęła się Krowa i Kurczak, a ja ich nie lubię bo są głupie. - Naprawdę?- zapytał Paweł od niechcenia ukradkiem zbliżając się do dziewczynki. - No tak bo są tak brzydko…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Indyk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…