Wróć do katalogu

Twarz motocyklisty ciąg dalszy

Odważni nie żyją wiecznie, ostrożni nie żyją wcale. Miłość, wiara i inne. Jak większość autorów proszę o komentarze:)

GreyWolf, opublikowano , 15 min czytania, 4,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pytanie czwarte. „Czy jest w Twoim życiu miejsce na miłość i wiarę?” Motocyklista: - Miłość, czym ona jest, czy ma ona swoje miejsce, w moim życiu? Cholera, to trudne pytanie, przez ostatnie lata całkiem dużo się działo. Stanowczo za dużo. Choćbym chciał, nie mogę pominąć tego pytania, najwyższa pora powiedzieć w końcu cokolwiek o tym, co czuję i myślę. Tak wiem, zabieram się do tego, jak „pies do jeża”, ale uczucia, to dla mnie bardzo trudny temat. Trudniejszy nawet, niż same rozważania o śmierci. Zresztą, miłość i śmierć, wbrew pozorom są sobie bliskie. Obu nie da się uniknąć. Prędzej czy później, zarówno jedna, jak i druga, kiedyś chwyta nas, w swe szpony, a gdy już chwyci, nie puści. Cokolwiek by nie zrobić, uciec się nie da. To jest w tym najstraszniejsze. Zaznałem w życiu miłości i uciekłem, bo głupi, myślałem że jest to możliwe. Uciekłem jak tchórz, z podwiniętym ogonem, dusząc w sobie uczucia i myśli przez lata. Chwyciła mnie, w te szpony w dwa tysiące czwartym roku, czyli siedem lat temu. Szkoła średnia. Nieśmiała, drobniutka, piękna jak z obrazka. Zostaliśmy sobie przedstawieni. Nie pamiętam dokładnie jak, ale wkrótce po tym, umówiliśmy się na pierwsze spotkanie. Pomyślałem „Boże spraw, by na zawsze już była moja”. Stało się. Bardzo szybko zostaliśmy parą. Prawdę powiedziawszy, już od tej pierwszej randki. Spędzaliśmy ze sobą cały mój wolny czas. Musząc się podporządkować surowej dyscyplinie ojczyma, nie miałem go wtedy zbyt wiele. Ograniczony czas, jednak nas nie przerażał. Każda wspólna chwila, była tą najcenniejszą. Aż do dnia, gdy moje różowe okulary spadły, rozbijając się o realizm życia. Dzień w którym pierwszy raz zobaczyłem, co ona czyni, zostanie we mnie, pewnie do końca życia. Nie byliśmy ze sobą długo, jej zachowanie, wywołało u mnie ten lęk. Najczarniejszy strach, jeszcze silniejszy, niż ten z dzieciństwa, gdy w słoneczny, gorący dzień myślałem że umrę. Ten strach był podobny, do tego sprzed wielu lat, lecz silniejszy, o wiele silniejszy. Przerósł mnie i przygniótł do ziemi całym swoim ciężarem. Nie potrafiłem jej zrozumieć, próbowałem, pytałem, lecz nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Uciekłem wtedy pierwszy raz. Zostawiłem ją samą z jej mrokiem. Zrobiłem to w przekonaniu, że to co zobaczyłem, stało się z mojego powodu. Rok później spotkaliśmy się ponownie. Strzał prosto w serce, moje uczucia do niej, nie zmieniły się. Znów byliśmy razem, nie było mi lekko, ciągle obwiniałem się i nie rozumiałem tego, co zrobiła. Ale obiecała już tego nie robić… Najgorsze były moje powroty do domu, jej gasnący wzrok, zawsze gdy wsiadałem do autobusu. Ten wzrok, przepełniał mnie lękiem, lękiem że znów to zrobi, że jednak zostawi mnie samego w taki sposób. Razem z nią, byłem spokojny, była obok, bezpieczna. Tylko, w końcu musiałem wracać, do domu. Zostawić ją i jechać, znów widzieć ten smutek. Wymieniliśmy się zeszytami, ja dałem jej swoją prozę, ona mnie swoją poezję. Czytałem wszystkie wiersze po kolei, aż trafiłem na ten jeden, ten który poraził mnie i zmroził dogłębnie. Czytałem go kilka razy, nie rozumiałem. Interpretacja jednokierunkowa. Klapki na oczach, jak koń. Jeden kierunek. Potworne myśli, ból. Zdradziła mnie? Następne spotkanie, trudne, nie dawała po sobie nic poznać. Może to nieprawda. Nigdy nie potrafiłem okazywać uczuć. Mój ojciec umiał. Okazywał swoją miłość pięściami. Ja nawet tak nie umiałem. Od chwili, kiedy przeczytałem ten wiersz, czułem, że jestem wobec niej chłodniejszy, ale wciąż ją kochałem. Rak babci dawał się coraz bardziej we znaki, miałem straszny zamęt w myślach. Do tego ona, moja jedyna, kolejny raz to zrobiła, chociaż obiecywała, że nie będzie. Wizja utraty dwóch najbliższych mi osób, wznieciła ponownie ten wielki lęk, jak pożar. Rozstaliśmy się znów, w pierdolone święta, kurwa, gorzej nie mogło być. Odszedłem, wciąż obwiniając się, myśląc że jestem powodem jej postępowania. Skoro z mojego powodu tak się krzywdzi, to powinienem odejść, dla jej własnego dobra. Pytałem dlaczego, nie chciała nic powiedzieć. Prosiłem, ale nic z tego. Pytała dlaczego, nie umiałem się otworzyć. Odszedłem. Zabrałem ze sobą pytania i wątpliwości. Zabrałem odpowiedzi. Każdego dnia, martwiłem się o nią, bałem się, że nie przestanie. Bałem się naszej szaleńczej miłości. Głupiec. Później już na siłę próbowałem układać sobie życie, ale to już nie była miłość. Inna kobieta, inne spojrzenie, wszystko inne, nie idealne, nijakie. Poznałem matkę swojego syna, uwierzyłem nawet, że to będzie to, że postaram się i dam z siebie wszystko. Na początku wszystko dobrze, lecz myślami wciąż byłem przy innej, przy tej którą tak okrutnie porzuciłem. Jednak nadal tkwiłem w klatce, którą sobie sam uwiłem. Zamknąłem się w niej szczelnie, chroniąc się milczeniem. Czas mijał, tęsknota zamiast powoli wygasać, z każdym dniem narastała. Te zielone oczy wciąż się we mnie wpatrywały. Bezsenność. Długie noce w ciszy. Przez te siedem lat próbowałem kontaktować się z moim zielonookim cudem, bezskutecznie. Zawsze, nawet gdy odebrała, nie pozwoliła wypowiedzieć się do końca. Między miłością, a nienawiścią jest bardzo cienka granica. Znienawidziła mnie więc. Czasem widywałem ją w autobusie, spoglądałem na nią ukradkiem i milczałem. Któregoś dnia jednak nie wytrzymałem, wysiedliśmy na ostatnim przystanku, ruszyła szybko w stronę domu, ale zawołałem ją, przystanęła na chwilę, spojrzała na mnie, po czym odwróciła się i uciekła. Stałem jeszcze chwilę, z nadzieją, że może jednak zatrzyma się na chwilę, wysłucha, tak bardzo chciałem wyznać jej wszystko. Nie zatrzymała się. Jednak nienawidzi. Żyłem więc nadal, z inną kobietą. Miłość? Przyzwyczajenie. Budziłem się w nocy przy niej, z silną potrzebą wyjścia na zewnątrz, czując, że to nie moje miejsce. Budząc się rano przy niej, widziałem nie to ciało, czułem nie ten zapach, nawet sam dotyk, zdawał się być szorstki i chłodny, nie właściwy. Seks, nie był zły, nigdy nie narzekałem, choć więcej brała, niż sama potrafiła dać. Zdradzałem ją, podczas stosunku chyba za każdym razem. Czułem się podle, gdy kochając się z nią, myślałem wciąż o tej, która mnie znienawidziła. Jestem podłym egoistą, wiem, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale gdzieś w głębi, wciąż żywię nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, że wszystko się wyjaśni. Przecież w miłości, chodzi o te krople deszczu na jej rzęsach, o promienie światła, połyskujące w spojrzeniu, kwiatów woń we włosach, jedwab skóry pod opuszkami, zrozumienie bez słów… Wystarczy tego, bo zaczyna się z tego jakaś poezja rodzić, a nie o to tu chodzi. Miłość jest niewytłumaczalna, ślepa i sprawia że popełniamy błędy. Miłość powoduje, że robimy rzeczy nieobliczalne, czasem złe, a nawet podłe. Przez nią trapią nas wyrzuty sumienia. Przez miłość czasami ranimy tych, których tak kochamy, myśląc, że robimy to dla ich własnego dobra. Rozstaliśmy się także z matką mojego syna, nie było łatwo, ale życie ze sobą na siłę, też nie ma sensu. Ciągłe zgrzyty, nawet, gdy jeszcze bardzo się starałem, brak wspólnych tematów do rozmów, mijanie się w drzwiach, przechodząc miedzy pokojami, mój wzrok zawieszony, na widocznym zza okna wieżowcu. Wieżowcu w którym mieszka ona. Okrutna prawda, na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych