Wróć do katalogu

Tyle do zrobienia, a dzień taki krótki.

Opowiadanko fantasy.

pablo026, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Osiemnaście talarów, garść miedziaków, pierścień z kamieniem, którego w życiu nie widziałem. Wart pewnie nie więcej niż dobry obiad w karczmie „Biały Kur". Albo dziwka naprzeciw, ale już nie taka dobra. Sztylet nieduży, ale zdobiony perłami. Taka damska zabawka. Ooo i złota statuetka Thaara, pewnie o zachodzie słońca stała jeszcze bezpieczna w świątyni. No i bransoleta. Srebro i trochę zielonego szkła. Pogięta i porysowana, stara jakaś i dziwne wzory jakieś lekko widać, ani chybi magiczne - wyliczył szybko żołnierz z Nocnej Straży. Rozsypane na targowej ławie fanty zgarnął z powrotem do szarego worka, z którego przed chwilą zostały wysypane do nagłej rewizji. - Coś słabo Vilis. Zaraz słońce wzejdzie, a ty z takim marnym łupem do domu wracasz. Co twoje bachory jeść będą? Słomę? Gdzie reszta? - Getta no co ty? - jęknął z pozycji horyzontalnej właściciel podejrzanego towaru. Starał się nie patrzyć stojącemu nad nim okrakiem dowódcy patrolu w oczy, jednocześnie wypatrywał możliwości ucieczki, na darmo. - Jaka reszta, na targu tylko tą laleczkę od sztyletu zrobiłem, nawet pinda mieszka przy sobie nie miała. Potem przez świątynię jeno przebiegłem, bo Święta Straż do miasta zjechała i niebezpiecznie tam teraz łazić. Na koniec gołodupca trafiłem, żeby tak go pokarało. Dziad na sześć stóp wysoki, w barach połowę tego szeroki. Szczęściem w balii siedział i wino popijał. Chyba się utopił. Roboty po czubek głowy, prawie mi się wyrwał, ale jak dostał po łbie, to zmiękł i do tej wody zjechał. Gdyby mi karczmarz okiennic nie uchylił i z zaskoczenia bym go nie wziął, to bym mu rady za nic nie dał - złodziej wypluwał z siebie słowa najszybciej jak mógł. - Roboty masa, a łup jakbym przy kaplicy żebrał, chociaż tam w jeden dzień więcej zbiorą, niż uczciwy złodziej na mieście w trzy noce wypracuje. Z resztą sam Getta pamiętasz jak to jes... - solidny kopniak w brzuch przerwał monolog doliniarza. Getta doskonale pamiętał, jakie ciężkie jest życie bandyty w tym mieście, bo sam przez lata kręcił się po ciemnych zaułkach, zarabiając na chleb sztyletem, pałką i garotą. Jednak od dwóch lat, jak wielu innych bandytów nakłonionych sowitym żołdem, był Nocnym Strażnikiem i bardzo nie lubił, gdy ktoś przypominał mu stare czasy. - Uff... Getta po co te nerwy? Nie miałem nic złego na myśli. To wszystko co dzisiaj zebrałem. No prawie wszystko, w końcu karczmarzowi też musiałem coś odpalić. Jakby nie było, chłop za darmo nadstawiać karku nie myśli. Vilisowi nie zależało w tej chwili na zawartości worka. Wszystko to było niewiele warte. Owszem, za miecz ukradziony w łaźni przy karczmie i za sztylet z perłami mógł dostać przyzwoitą sumę. Ale wartość posążka ocenić będzie można dopiero po przetopieniu, a pierścień i bransoleta, rzeczywiście nie wyglądały szczególnie. Wartość pierwszego zależała od tego, na ile drogocenny był nietypowy kamień. Za drugą błyskotkę nie dostałby więcej niż kilkanaście talarów, srebro i dziwna brudnozielona ciecz zamknięta w szklanej rurce calowej długości, mogły być przy odrobinie szczęścia dobrze wycenione jedynie u maga. Lecz złodziej miał u Małego Getty dług, tu już kwota była wysoka, a odsetki narastały z każdym dniem i nie wiadomo było, jak strażnik zechce je odebrać, stojąc nad dłużnikiem z rapierem w dłoni. Chciał zagadać Małego Gettę, mając nadzieję, że tamten nie przypomni sobie o terminie spłaty, który nieszczęśliwie minął tydzień temu. Oczywiście przypomniał sobie. - A mnie wyobraź sobie, wydaje się, że umówieni byliśmy na siedemdziesiąt talarów tydzień temu. Nie przypominam sobie żebyśmy się ostatnio widzieli, a tym bardziej żebyś oddawał mi te pieniądze. A teraz wydaje mi się, że chcesz wziąć mnie na litość i bezczelnie chowasz resztę łupu, mając głupią nadzieję, że zrezygnuję z dalszego przeszukania. Wstawaj i się rozbieraj. - Nie ma, nic nie ma. - podkomendny Getty był wyraźnie rozczarowany, gdy cała brudna garderoba złodzieja wylądowała na ziemi. Getta najwyraźniej też. Nic już nie powiedział. Rąbnął Vilisa na odlew. - Wstawaj. Wstawaj! Ubieraj się - warknął wściekły. - Bierz się do roboty, a wieczorem widzimy się w „Starej Kuźni". W zębach masz mieć siedemdziesiąt pięć talarów, albo nie przeżyjesz naszego następnego spotkania!

Vilis biegł przez budzące się miasto. Przysiadł na chwilę na murku obok przytułku dla obłąkanych, naciągając buty, układał plan na dzisiaj. Musiał zdobyć siedemdziesiąt pięć talarów. Masę pieniędzy i to do zmroku. Getta nie rzucał słów na wiatr, wszyscy o tym wiedzieli. „Dzisiaj" wydało się złodziejowi krótkie, cholernie krótkie. Kiedy ruszał dalej, zza zakratowanych okien przytułku rozległo się zawodzenie, potem pochodzący z wielu gardeł wrzask i rumor przewracanych sprzętów. Ze stojącej obok stróżówki wybiegło kilku osiłków uzbrojonych w krótkie i grube drewniane pałki. Wbiegli do obskurnego budynku szpitala i zaczęli uspokajać swoich podopiecznych. Zdecydowanie i boleśnie. Do Klemensa, myślał gorączkowo opryszek, szukając jakiegoś rozwiązania. Byle szybko, on mi jest dłużny za ostatnie fanty. Będzie wiedział od kogo pożyczyć, może ma jakiś cynk. To by było coś, chociaż na pierwszą ratę. Myśli w głowie Vilisa biegły równie szybko jak on sam przez puste zaułki. Minął plac świątynny, na którym dwoje przestraszonych, starszych ludzi, trzymało pod pachy młodą dziewczynę. Zmierzwione włosy, poraniona twarz, ślina ciągnąca się od ust do samej ziemi, niewidzący wzrok. Ale złodziej słyszał jej dźwięczny, dziewczęcy, wyraźny głos. Wieszczyła albo ostrzegała. Stojący przed nią kapłan krzyczał coś do niej. Złodziej nie zrozumiał. Ale przez chwilę poczuł, jak jej wzrok skupia się na nim i odprowadza go, aż do najbliższego zaułka, w którym zniknął jej z oczu. Dziwne uczucie.

Dobiegł do domu Klemensa. Już miał chwycić za kołatkę, ale drzwi jak na komendę otworzyły się. W przedsionku stała wysoka kobieta w jeździeckim stroju z mieczem w ręku. Vilis odwrócił się na pięcie, ale oczywiście na ucieczkę było już za późno. Zza załomu muru wysunął się mężczyzna. Zrobił krok w kierunku Vilisa i mocno trafił go prawym sierpowym w podbródek. Złodziejowi pociemniało w oczach, stracił kontakt z własnymi nogami, odbił się od ściany i wylądował twarzą w rynsztoku. Co za cholerny dzień, pomyślał. Jeszcze słońce nie wstało, a ja drugi raz obrywam po pysku. Spróbował wstać, ale kopniak w żebra posłał go z powrotem w błoto. Z tej perspektywy rozejrzał się, próbując rozeznać sytuację. Czarnowłosa dziewczyna wyszła z sieni domu Klemensa i otworzyła szopę, w której paser trzymał drewno na zimę oraz różne inne śmieci. Mężczyzna, który posłał go przed chwilą do rynsztoka, chwycił go teraz za kołnierz i zaciągnął do środka. Przez zamykane drzwi zauważył jeszcze krasnoluda w złotym napierśniku z czupryną pofarbowaną na granatowo, siadającego na pieńku przed składem. Mężczyzna i kobieta weszli do środka. - To jesteśmy zasadniczo kwita, za twój popis w łaźni - zaczął spokojnie mężczyzna. – Oczywiście, o ile oddasz mi teraz zrabowane rzeczy. -Nie mam panie – Vilis przestraszył się nie na żarty. Ta parka nie wyglądała przyjaźnie, a to na pewno się nie zmieni, w stosunku do kogoś kto chwilę wcześniej ich okradł, tłukąc przy tym jedno z nich karafką w głowę. Tym bardziej, gdy delikwent leżąc już na ziemi, nie ma zamiaru oddawać łupu. Mężczyzna stojący nad złodziejem był wojownikiem, podróżny płaszcz przesłaniał kirys, z rytowanymi magicznymi symbolami bóstw wojny i śmierci, a nogi chroniły kolcze nogawice. Mimo, iż Vilis pozbawił go dziś w nocy miecza, przy pasie groźnie prezentował się ciężki rapier. Z szerokim ostrzem i mało wymyślnym jelcem, pasował do surowego oblicza swego właściciela. Ten pochylił się nad śmierdzącym potem, wodą z rynsztoka i strachem złodziejem. - Nie rozumiem, powtórz ale tak żebym zrozumiał - ton głosu nadal był spokojny, ale w dłoni wojownika pojawił się sztylet. -Nie mam, ale wiem kto ma.

Generał zakonu Aparytów nie krył wściekłości. Poczerwieniał na twarzy, zacisnął pięści i przez chwilę nic nie mówił, wpatrując się w okno wychodzące na piękne ogrody monastyru. Nie wytrzymał jednak długo w wibrującej wściekłością ciszy. - Wiedziałem! Wiedziałem, że tak będzie! – krzyknął, zrywając się ze zdobionego roślinnymi motywami drewnianego siedziska. - Bransoletę mogli przewieźć bracia…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych