Wróć do katalogu

U nas ten numer...

...nie przejdzie - szybka apokalipsa według prezydenta Morgana

palik, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ceremonia trwała w najlepsze. Spektakl na scenie skończył się, otrzymał należyte oklaski z głośników aplauzowych i wyniósł się w bliżej nie określone miejsce Sieci. Miliony, ba, setki milionów widzów skupiło swoją uwagę na podium. Czekali w swych wirtualkach na kulminacyjny punkt uroczystości. Oto bowiem Prezydent Zjednoczonych Narodów, Harry Morgan, miał dziś wręczyć najwyższe odznaczenie tej organizacji istocie spoza Ziemi!

To bezprecedensowe wydarzenie, chociaż oczekiwane i naturalne (jeśli brać pod uwagę zasługi Marsjan dla naszej społeczności) poruszyło całym światem. Niektórzy nawet postanowili obejrzeć je z bliska i wybrali się na nie, uwaga, osobiście! W dobie bezpłatnych przekazów sieciowych i taniutkich wirtualek dla całej rodziny, było to niespotykane Podobno, choć to z pewnością tylko plotka, pewne małżeństwo, państwo nr.2482154, przyjechali do stolicy z sąsiedniego kwadratu, oddalonego jakieś 27 mil od Sali Ceremonialnej! Obłęd.

W końcu pojawił się Prezydent. Wyglądał jak zwykle wyśmienicie - idealne połączenie Clintona i młodego Kennedy'ego. Wyszczerzył śnieżnobiałe zęby do kamer i zaczął przemówienie. Jak można się domyśleć mówił o kontakcie, szczęściu, Nowym Ładzie, Marsjanach, dobrobycie i podobnych sprawach. Ale przede wszystkim dziękował. Dziękował za to, za tamto, a w szczególności za owo. Podziękowaniom nie było końca, a skierowane były oczywiście do Istot.

Wtedy też dał się zauważyć pierwszy zwiastun nadciągającej katastrofy. Otóż mówca przerwał w pół zdania (dziękował właśnie za tamto) i zrobił minę głęboko zamyślonego człowieka.

Wiele lat trwały spekulacje: nie mógł domyśleć się dalszego ciągu, czy może był to chwyt przedwyborczy. Pojawiły się nawet najmniej prawdopodobne interpretacje, na przykład taka, że prezydent naprawdę myślał. Gdyby nie dalsze wydarzenia, z pewnością uznano by to za miłą niespodziankę zgotowaną publice. Ale niespodzianki miały dopiero nadejść.

Najnowszej generacji Mistrz Ceremonii, cały pozłacany i kapiący świeżą oliwą, szybko przeanalizował sytuację. W końcu, gdy cisza się przedłużała rzekł:

- Wspaniale, dziękujemy panie Prezydencie.

Z głośników dobyły się gromkie oklaski, które szybko ucichły. Oczekiwano ostatniego punktu ceremonii.

- Teraz - zaczął uroczyście Mistrz - nastąpi wręczenie Błękitnego Globu Grhkhngdkowi, przedstawicielowi naszych Kosmicznych Braci. Narody Zjednoczone wyrażają tym gestem najwyższe uznanie dla zasług jakie ...

Mistrz gadał dalej a Prezydent myślał głęboko, trzymając w ręku holograficzną statuetkę przedstawiającą niebieskawą sferę.

- Panie i Panowie! - zagrzmiał w ekstazie robot. - Powitajmy Grhkhngdk'a!!

Szum oklasków jak morski sztorm uderzył z głośników, odbił się od ścian sali i wrócił przez mikrofony do uszu setek milionów uczestników. Prezydent myślał dalej.

Na podium pojawił się Marsjanin. Jego wygląd był tak dziwaczny, że z najwyższym trudem przychodzi opisanie go: miał po dwie kończyny na dole i na górze, średnio dużą głowę, pokrytą w połowie włosami i tułów w kształcie jajka. Wrzawa nasiliła się, aż membrany głośników wpadły w rezonans i poczęły pękać, a mikrofony szlag trafił.

Wtedy zdarzyło się to. Coś tak niepojętego, że przyjazd pana 2482154 z małżonką był niczym w porównaniu do ... tego czegoś.

Prezydent rzucił Globem w istotę.

- Co to ma być, do ciężkiej cholery!? - zawył przerywając definitywnie swoje myślenie.

- brrriiip? - bripnął kompletnie zaskoczony gość.

Na sali zapanowała absolutna cisza. Taka jak przed burzą, ale jeszcze bardziej absolutna i przedburzowa. Po pięciu koszmarnie długich sekundach Prezydent podjął:

- To wszystko jest bez sensu! Ja, Prezydent Narodów Zjednoczonych, najważniejszy obywatel Ziemi, mam płaszczyć się przed jakimś zielonym, oślizłym, śmierdzącym ufolem?!

- Ale... - zaczął Marsjanin chcąc pewnie wytłumaczyć, że wcale nie jest taki zielony, że to tylko takie światło, lecz nie dane mu było skończyć.

- Cicho! Teraz ja mówię!! Mam tego dosyć, słyszysz zieleniaku, słyszysz?! - szef NZ cały się już oślinił, ale…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych