Wróć do katalogu

Uczulenie

Początek opowiadania grozy

Blasius, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Uczulenie

Prologus

Pan Rudder wysiadł z samochodu tuż przy marmurowym posążku wykrzywionego w diabelskim grymasie fauna. W pośpiechu kazał szoferowi zaparkować zanim jeszcze ten zdołał objechać cały plac i zatrzymać się przy schodkach prowadzących do pałacu. Teraz więc nie zamierzał marnować czasu, wyszarpnął spod siedzenia dużą, skórzaną torbę i zszedłszy z wypielęgnowanego starannie trawnika ruszył po żwirowanym podjeździe w stronę spieszącego już na jego spotkanie lokaja. - Panie Doktorze! – zasapany młodzieniec odebrał z rąk Ruddera czarną torbę, jednocześnie wolną dłonią ująwszy go pod ramię. – Wszyscy na pana czekają! Pan Violet od dwóch godzin nie może usiedzieć na miejscu, postawił na głowie całą służbę! - Niepotrzebnie – odparł spokojnym choć lekko chwiejącym się wskutek nerwowej przebieżki głosem pan Rudder – Nie sądzę bym musiał zabrać mu zbyt wiele czasu. Lokaj zamilkł na te słowa, a na jego twarz spłynął delikatny rumień strachu. Otworzył jednak drzwi i wprowadził gościa do salonu, gdzie oczekiwała go już prawie cała niespokojna rodzina Violetów. - Nareszcie! – wysoki barczysty mężczyzna o bujnej grzywie czarnych lśniących włosów natychmiast przejął pana Ruddera i pociągnął w stronę piętra. – Proszę za mną! Nie ma czasu do stracenia! Za wchodzącymi, w milczącej pogoni ruszyli pozostali, pokonując nawet po kilka stopni naraz. Pan Rudder z trudem nadążał za swoim przewodnikiem, siłą rzeczy jednak musiał mu dotrzymywać kroku. Bardzo szybko znaleźli się dwa piętra wyżej, niebawem też stanęli przed drzwiami, które pan Violet otworzył wydobytym z kieszeni kluczem. Tuzin zaciekawionych i zatroskanych zarazem głów wychynęło zza jego ramienia, starając się dojrzeć cokolwiek w mroku wnętrza pokoju. Pan Violet, wszakże stanowczym gestem odpędził te co bardziej nachalne, dopuszczając do środka jedynie własną żonę i pana Ruddera. Zamknął za nimi drzwi i w jednej chwili ciemność stała się gęsta jak angielski pudding. Pan Rudder nieco zaskoczony stanął w bezruchu, próbując bezskutecznie przyzwyczaić oczy do mroku. - Wszystko w porządku, panie Rudder – pan Violet uspokajająco poklepał go po ramieniu, pocierając jednocześnie zapałką o draskę pudełka. Delikatny płomień zadrgał na końcu patyczka, oświetlając na moment niewielki fragment pokoju, a wkrótce spełznął do wnętrza oszklonej naftowej lampy i wraz z nią powędrował w kierunku komody, stojącej u wezgłowia wielkiego łoża. W nikłym oświetleniu pan Rudder zdołał dostrzec leżącą na wzburzonej pościeli postać małego chłopca z zabandażowaną niemal całą głową. Spoza białych zawojów widać było jedynie połyskujące niezdrowo czarne oczy, a także włosy o tej samej barwie, rozrzucone w długich kędziorach na prześcieradle. Chłopiec dziwnym wzrokiem wpatrywał się w pana Ruddera, jakby nie w pełni potrafił sobie wytłumaczyć jego tu obecność. Ręce położył wysoko nad głową, a nogi leżały spokojnie złączone razem i wyprostowane. Ta nieco groteskowa poza wywołała u pana Ruddera nieprzyjemne skojarzenie z kimś ukrzyżowanym, czym prędzej jednak wyrzucił je z głowy starając się skupić wyłącznie na stanie zdrowia niezwykłego pacjenta. - O ile dobrze zrozumiałem – zwrócił się w stronę rodziców – z tego co zdołał przekazać mi pchnięty przez pana goniec, chłopiec został poparzony, zgadza się? Małżonkowie popatrzyli po sobie w lekkim zmieszaniu i przez chwilę trwała bardzo niezręczna cisza. Pan Violet stanął za panią Violet i położywszy dłonie na jej ramionach zmierzył pana Ruddera długim spojrzeniem. - Źle pana poinformowano, panie doktorze – powiedział bardzo wolno, a jego twarz stężała w jakimś dziwnym grymasie. – A w każdym razie nie do końca zgodnie z prawdą – obszedł żonę i usiadł na skraju łóżka. – Mój syn nie został poparzony. Nie w taki sposób jak pan sądzi. Wie pan dlaczego w pokoju oprócz świecy nie pali się żadne światło? Dlaczego wszystkie zasłony są tak szczelnie zasunięte, że nie przepuszczają z zewnątrz ani jednego promyczka światła? - Eee… cóż… - Pan Rudder był wyraźnie oszołomiony całą tą dziwną otoczką, którą…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych