Ufolce
Młody chłopiec, który budzi się w nocy ogarnięty strachem. Nie wie jeszcze jaka tragedia wydarzy się za chwilę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudziłem się. Jak zawsze moim pierwszym odruchem było sięgnięcie po telefon komórkowy. Włączyłem go, chwile to zajęło, gdyż nie był to jeden z tych najnowszych telefonów, które są oferowane na rynku za sześćset złotych. W końcu włączył się, światło z wyświetlacza oślepiło moje jeszcze śpiące oczy. Chwile zajęło mi przystosowanie się do tego światła. Komórka pokazała godzinę coś koło po drugiej w nocy. W pokoju jak to w nocy słyszałem tylko martwą cisze. Odchyliłem powoli z siebie kołdrę. Siadłem sobie na krawędzi łóżka i pomyślałem żeby iść się czegoś napić do kuchni. A że był to środek zimy, a była to dość mroźna zima, postanowiłem odkręcić u siebie kaloryfer by ociepliło się w pokoju. Nie oświecałem światła w pokoju, gdyż nie chciałem pobudzić mojej rodzinki. Odkręciłem sobie ciepło na maksa. Miałem już ochotę wyjść z pokoju ale poczułem unoszący się w powietrzu dziwny zapach, jakby ktoś piekł na rożnie kurczaka. Wydało mi się to dość dziwne, bo przeciesz nikt w nocy nie robi sobie kurczaka na rożnie a tym bardziej w bloku. Przed chwilą mocno stałem na dywanie który leżał no mojej podłodze. Teraz jednak usłyszałem okropny hałas, jakby nad blokiem przeleciał jeden z tych nowoczesnych samolotów wojskowych. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie towarzyszące temu zjawisko zielone światło na polu. Tak widziałem to światło mimo zasłoniętych okien. Nie wiem jak światło może tak oświetlić pokój który jest szczelnie zasłonięty. Pomyślałem wtedy że to ze zmęczenia mam już jakieś halucynacje. Ale wtedy się tylko myliłem. Po niewielkiej chwili ziemia zatrzęsła mi się pod nogami i przewróciłem się. Upadłem na prawą rękę. Nie mogłem krzyknąć, a tak strasznie mnie zabolało coś w ręce. Wiedziałem, że musiałem ją złamać. Upadając na twardą podłogę w pokoju (w takiej ciszy łatwo było usłyszeć) usłyszałem trzask łamanej się kości. Na pewno wtedy złamałem ją. Gdyż strasznie mnie bolała i nie mogłem nią poruszać. Wstałem. Uszło mi z to wielkim trudem ale w końcu jestem mężczyzną i nie będę wołał kogoś na pomoc. Gdy już stałem mocno na ziemi, chciałem iść obudzić rodziców i powiedzieć im o wszystkim. Szedłem już do drzwi od pokoju, żeby otworzyć je. Byłem już koło mojej szafy narożnej. Wtedy usłyszałem krzyk. Był to krzyk kobiety, starszej kobiety. Zrozumiałem wtedy że to moja mama krzyknęła. Miałem już do niej jak najszybciej pójść, ponieważ przez tą rękę nie mogłem biec. Już zamierzałem ruszyć nogami ale jakimś cudem skamieniały mi. Nie mogłem się ruszyć. Zobaczyłem to samo zielone światło co przed chwilą. Tym razem nie pochodziło zza okna ale biło z przedpokoju. Cały czas stawało się mocniejsze. Zbliżało się do mnie dość powolnie. Bez zawahania postanowiłem ukryć się w szafie która była obok. Nie mogłem nadal się poruszyć. Wielkim wysiłkiem udało się. Poruszyłem się. Zmęczyłem się przez to bardzo jak nigdy w życiu. Jak bym dopiero wyrwał się z rąk jakiemuś nie człowiekowi. Komuś o wiele silniejszemu. Nie było jednak czasu na odpoczynek. Światło już było przy moich drzwiach. Wkurzyłem się. Zawsze zamykam je na klucz, a tej nocy tego nie zrobiłem. Byłem bardzo zdenerwowany. Jednym ruchem otworzyłem drzwi od szafy zdrową lewą ręką. Wskoczyłem jeszcze szybciej niż je otworzyłem i od razu po skoku zamknąłem je. Znowu to się stało. Moje nogi przyspawały się do podłogi szafy. Nawet dobrze pomyślałem sobie. Przynajmniej nie drgną mi ze strachu. W tej samej chwili w której weszłam do szafy, drzwi otworzyły się. W pokoju musiało być strasznie jasno. Przez szparę w drzwiach widziałem tylko rażącą zieleń. Była okropna. Chciałem obudzić się z tego koszmaru. Ale bardziej nie chciałem chyba jednak wiedzieć tego co zdarzy się za chwilę. Nadal mam nadzieje że to się kiedyś skończy. Zrozumiałem, to nie było samo światło. Ktoś tam był ale na pewno nie człowiek. Człowiek nie stawia aż tak głośnych i powolnych kroków. Chciałem krzyczeć. Bardzo się bałem. Panika ogarniała całe moje ciało. Coś sparaliżowało mnie całego, od samych końcówek włosów aż po moje stopy. Nie mogłem się poruszyć. Nie potrafiłem nawet skierować wzroku w inną stronę niż miałem go przed chwilą. Zawszę śmiałem się z ludźmi którzy opowiadają o takich zjawiskach. Brałem ich za jakiś debili, którzy chcą zwrócić uwagę na siebie. Żałowałem tego w tej chwili bardzo. Wiedziałem już że to nie jest żaden sen. Sen już dawno by się skończył, a to trwało i trwało w zwolnionym tempie. Sekunda w tych chwilach trwała dla mnie całą równą godzinę. Zacząłem nawet się modlić do Boga. Chodź wiedziałem, że i tak mnie nie wysłucha. Ostatni raz w kościele byłem, gdy przyjmowałem pierwszą komunię świętą. Później nie zjawiłem się tam nigdy. W szkole zawsze wyśmiewałem się na katechezie z księdza. Mówiłem mu jakim jest debilem, że wierzy w takie głupoty. On zawsze mnie się pytał po co więc chodzę na katechezę. Ja zawsze odpowiadałem, że dlatego bo to ładnie na świadectwie będzie wyglądać. Żałowałem w tej chwili tego. Nic przeciesz i tak nie da. Niby czemu nagle Bóg miałby wszystko mi wybaczyć i jeszcze pomóc? W zwolnionym tempie widziałem jak drzwiczki otwierają się. Nie chciałem patrzeć na to coś co będzie po drugiej stronie. Nie miałem wyboru jednak. Nie mogłem nawet zamknąć powiek. Serce zaczęło mi walić chyba dwieście razy na minutę. Krew rozrywała mi w środku ciała żyły. Musiałem mieć wtedy z ponad czterdzieści stopni gorączki. Byłem bardzo rozpalony. Najgorsze była ta niemoc wobec tego wszystkiego. Ostatni raz bałem się tak jako dziecko. W miarę jak widziałem jak się one otwierają, poczułem okropny zapach, jakby ktoś się nie mył od zawsze. Wtedy czas ruszył do normalności. W moich oczach płynął już normalnie. Nie zdarzyłem nawet spojrzeć na to coś. To coś było bardzo szybkie i miało niebywały refleks, jak na takie monstrum. Od razu po tym jak mnie tam zobaczył. Wziął zamach. Była to chyba jakaś okropna, oślizgła macka. Nie obchodziło mnie co to jest. Wiedziałem tylko że to na pewno nie była ręka. W pokoju mimo grzejącego już kaloryfera było cholernie zimno. Poczułem jednak ciepło na moim ciele. Spływało przez nogawki aż do podłogi. Zrozumiałem, że zlałem się jak małe dziecko. Nie wstydziłem się wtedy tego, nawet się tego nie brzydziłem. Chciałem tylko przeżyć. Oglądałem bardzo dużo różnorakich filmów w telewizji. W takich strasznych filmach przeważnie nikt nie wychodził cało z takich sytuacji. To tylko filmy. Miałem, a przynajmniej tak mi przeleciało wtedy przez głowę, że nie muszę akurat umrzeć. Okropny ból przeszył moje prawe ramię. Akurat ta macka dotknęła mnie tutaj i zacisnęła się tam. Energicznym silnym ruchem oderwała mi rękę. Udało mi się wtedy już krzyknąć ale niezbyt głośno. Nie potrafiłem sobie nigdy wyobrazić takiego bólu. Nawet nigdy jeszcze ręki nie złamałem. A to coś mnie teraz jej pozbawiło. Krew tryskała wszędzie, lecz krótko. Jego druga macka trzymała coś. Szybkim ruchem przyłożyła mi to do miejsca gdzie przed chwilą była moja ręka. To coś chyba miało z tysiąc stopni. Od razu wszystko mi się tam stopiło i krew przestała lecieć. Wtedy już nie chciałem żyć. Chciałem jak najszybciej i jak najmniej boleśnie umrzeć. Na mojej twarzy na pewno było widać jaki to ból przechodzi prze ze mnie. Nie miałem chwili wytchnienia. Od razu to zielonkawe stworzenie chwyciło mnie za moje dość długie włosy i zaczęło mnie wyciągać z szafy. Ten ból i tak nie mógł się równać z tym co przeszedł prze ze mnie przed chwilą, a zarazem nie mógł się też liczyć z tym późniejszym ale z bólem psychicznym. Wtedy to po raz pierwszy zobaczyłem tego ufolca. Już wtedy wiedziałem, że to nie żaden potwór a tylko jeden z tych ufoludków które istnienie chcą pokazać świry z Discovery. Ale zawsze wychodzą na idiotów, że takie stworzenia to tylko oni wymyślili. Wierzyłem im w tedy to że takie ufoludki istnieją, bo jak nie wierzyć w coś co ma się przed oczami. W sumie tak czegoś obrzydliwego i strasznego nie można tak nazwać ufoludkiem ani kosmitą. Takie słowa z czymś niegroźnym się kojarzą. A to na pewno nie groźnie nie było. Wyglądało nie tyle okropnie co obrzydliwie. Było to monstrum na około dwa metry wysokości. Nogi miał bardzo potężne, a zamiast rąk posiadał kilka macek, było to straszne ale najbardziej było obrzydliwe to co znajdowało się tam gdzie u człowieka znajduje się głowa. Tam posiadał coś w rodzaju głowy. Oczy miał mniejsze niż człowiek. Uszu w ogóle chyba nie posiadał albo ja tego nie zauważyłem. Głowę stanowiło przede wszystkim ogromne usta z długimi i solidnymi zębami, które potrafiły by zapewne nawet przegryźć stal jak by tylko chciał to zrobić. Na górze tych ust wyrastało coś w rodzaju ludzkich oczu. Były osadzone na dwudziesto centymetrowych rogach jak u ślimaka.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dżaru
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…