Wróć do katalogu

Urodziny Rudego

Opowiadania koleżanki

Quniol, opublikowano , 21 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Witaj Marchewko - usłyszałam w słuchawce chłopięcy głos - Rudy? - Nie, święty Mikołaj - drażnił się ze mną Paweł - Cześć! Miło, że dzwonisz. Dawno nie gadaliśmy - Przeszkadzam? - Skądże. Co powiesz? - Zależy, co chcesz wiedzieć - Cośik ciekawego - Eee... Ciekawego to nic - A nie ciekawego? - Hmm. . . pójdziesz ze mną w sobotę do kumpla na urodziny?Nie mam pary. - Jasne, już jadę - śmieje się do słuchawki - A ile kończy? - 18 - Pozdrów go ode mnie - Oczywiście. Stare dupy już z nas. I mi niedługo wybije 18-stka - Ach przestań, ja już się modle o to by być pełnoletnia. - Ty? Marchewko, przecież Ty nie w wierzysz w Boga - znów śmiech - Oh Rudy . . . nie łap mnie za słówka. - No dobra. Teraz na poważnie. Przyjechałabyś do mnie na 18-stke? - Mówisz serio? - Serio, serio. Bardzo mi zależy żebyś na niej była - Mieszkasz trochę daleko . . . - Jakoś to będzie. Zobaczysz, będzie fajnie. - Pogadam z rodzicami, ale nic nie obiecuje. - Mam urodziny w sierpniu. Jeszcze 4miesiące. Na pewno cośik wymyślimy. - Może - No to ja będę kończył. Papa. Śle całuski. - Pa Rudego poznałam w kościele. Nie śmiejcie się, to prawda. Kiedy byłam chrzczona, on miał dwa latka i leżał w wózku obok. Potem widywaliśmy się kilka razy w roku, gdy jeździłam do babci na mazury. Mieszkali w tej samej miejscowości. Przyjaźniliśmy się odkąd pamiętam. W dzieciństwie nazywał mnie marchewką, ponieważ uwielbiałam soki z tych warzyw. Ale mimo wszystko nigdy nie myślałam, że między nami może wydarzyć się coś takiego.Gdy miałam 14 lat, Rudy razem z rodzicami przeprowadził się do Poznania. Był zbyt młody żeby mnie odwiedzać w Toruniu, a na mazury też nie wyjeżdżał. W taki sposób już się więcej nie spotkaliśmy. Obydwoje mieliśmy komputery i komórki, więc nigdy nie straciliśmy kontaktu. Często ze sobą gadaliśmy przez gg. Czasem nawet wysyłaliśmy sobie kartki na święta. Tyle się zmieniło do tego czasu. Pociemnialy mi włosy, urosłam... Rudego zapamiętałam jeszcze jako chłopca. Miał trądzik i przechodził mutacje :D. Co prawda przesyłał mi zdjęcia, na których wyraźnie widać ze wydoroślał, jednak to nie to samo. No i teraz wszystko ma się zmienić przez jeden telefon. Weszłam do kuchni i ze szklanką soku marchewkowego usiadłam przy stole. Mama krzątała się po mieszkaniu, trochę zmywała, trochę sprzątała. Nie wiedziałam jak zacząć temat. Mama mnie uprzedziła: - Jak tam w szkole? - W porządku Nastała chwila ciszy. Dopiłam sok, a mama zajęła się smażeniem placków na kolacje. - Wiesz co? Dziś dzwonił do mnie Rudy. - Tak? I co? Wszyscy zdrowi? Też będę musiała przedzwonić do jego mamy, bo już długo nie rozmawiałyśmy. - Wszystko w porządku. Ale jest pewna sprawa . . . - Słucham - Tak sobie pomyślałam, czy nie mogłabym pojechać do niego na 18-stke? - Do Poznania? - Noom - Hmm . . . jak Ty to sobie wyobrażasz? - Niewiem, jakoś by to było. - Porozmawiamy o tym potem, jak tata wróci. A teraz leć zakuwać do lekcji, bo jak nie dostaniesz się do dobrej szkoły to nigdzie nie pojedziesz. Niewiem jak zdołałam przekonać rodziców do tego wyjazdu, ale najważniejsze że tu jestem. Jest sobotni wieczór, dzień przed urodzinami Rudego. Peron zaczynał się opróżniać, a mojego przyjaciela nadal nie było. Rozejrzałam się w około i ciągnąc za sobą torbę zaczęłam wlec się do poczekalni. Najpierw zobaczyłam rudą czuprynę, roześmianą twarz i opalone ciało, które podkreślał biały bezramiennik z czarnym napisem. - RUDY! - nie zwracając na nikogo uwagi, zostawiłam torbę i rzuciłam się chłopakowi na szyje Był jeszcze wyższy niż dawniej. Miał niecałe 180cm,ale przy moich 160cm wydawał się naprawde wysoki. - Witaj Marchewko! - Paweł podniósł mnie w pasie i okręcił dookoła siebie - Tak się cieszę ze Cię widzę. - Minęły dwa lata. Wogule się nie zmieniłeś! - Za to Ty wyładniałaś!Ślicznie wyglądasz. - chwycił mnie za ramiona - Chodźmy już. Rodzice na Ciebie czekają - jednym ramieniem mnie objął, a drugą ręką wziął moją torbę. Urodziny zapowiadają się kapowo. Spędziłam tu dopiero jeden wieczór, a nie mam najmniejszej ochoty wracać do Torunia. Gdy przyszliśmy do domu rudego, jego rodzice już czekali na nas z Kolacją. Zjedliśmy po pełnym talerzu jajecznicy z grzybami i Zagraliśmy w Monopol. Rudy ma dwóch młodszych braci, więc śpi sam w pokoju (bracia mają wspólną sypialnie). Położyłam się spać w pokoju Rudego - on na swoim łóżku, ja na materacu pod oknem. Już o 21:00 zgasły ostatnie światła w mieszkaniu, w końcu jutro czeka nas pracowity dzień .

Było już grubo po dziesiątej, jednak ja nie umiałam zasnąć. Ze stresu? Z wrażenia? Z podniecenia? Niewiem. Wpatrywałam się w niebo, było czyste jak łza. Przymknęłam oczy i poczułam jak księżyc rzuca światło na mą twarz. W pewnym momęcie zasłoniła go chmura. Nie, to nie chmura. Ręka Rudego dotknęła moich włosów. Błyskawicznie otworzyłam oczy. - Nie mogłem zasnąć - Ja też Rudy uśmiechnął się i pogłaskał mnie po włosach. - Pomyślałem że moglibyśmy z sobą trochę pogadać. Cały wieczór był taki zabiegany. - Wskakuj - powiedziałam robiąc mu miejsce na materacu Rudemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Obaj byliśmy na tyle szczupli, że bez trudu zmieściliśmy się pod jednym kocem. Rozmowa rozkręciła się automatycznie. Gadaliśmy o szkole, o domu, o podwórku, o muzyce. Krótko mówiąc o wszystkim. Przed Rudym się nie krępowałam, mogłam z nim rozmawiać o wszystkim. - Wiesz co? - zaczęłam - Słucham - Brakowało mi tego - Czego? - Wszystkiego. Rozmów z Tobą, młodzieńczych wybryków... Pamiętasz jak w podstawówce biegaliśmy po całej budowie, uciekając przed robotnikami? - Jak mógłbym zapomnieć?! O mało nie utopiłaś się w piwnicy zalanej wodą. - A Ty złamałeś nogę skacząc z drugiego piętra - obydwoje Wybuchneliśmy śmiechem - Albo jak zjeżdżaliśmy z dachu stodoły na sankach - Taak. tyle śniegu napadało, że prawie nie było jej widać. Nastąpiła chwila ciszy. - Tęskniłam za Tobą - Ja za Tobą też - Jak sobie pomyśle ze znów się tak długo nie zobaczymy . . . Rudy automatycznie mnie przytulił - Nie. Nawet tak nie mów. Tym razem będzie inaczej. Zobaczysz . . . Nie zdążył dokończyć, bo zamknęłam mu usta słodkim buziakiem. - . . . będzie dobrze. Marchewko, co Ty robisz? - Całuje Cię - odparłam wprost - Uuu . . .a z jakiej to okazji? - Za to że jesteś Znów nastała chwila ciszy. Byliśmy tak blisko siebie, patrzyliśmy sobie w oczy. czułam jego zapach, jego oddech. Objął mnie w pasie. Pocałował . . . - Ewa! Paweł! Obudźcie się! - prawie krzyczał Piotrek, brat Rudego - Co się stało? - zapytałam niebardzo przytomnie otwierając oczy - Aaa!Rudy wstawaj! - widok chłopaka bez koszuli leżącego obok mnie natychmiast postawił mnie na nogi - Rodzice już nie śpią - Piotrek pomógł mi wyciągjąc Rudego z łóżka - Jak was razem zobaczą to macie przechlapane! Nie przyłapali. Rudy wybudził się zanim weszli. Praktycznie całe popołudnie zleciało na przygotowywaniu imprezy. Rudy miał mieć wolną chatę na całą noc, więc jego rodzice wraz z braćmi zmyli się do babci. Przygotowania spadły na nasze głowy, ale opłacało się. Najpierw poupychaliśmy wszystko do szaf, by nie przeszkadzało nam w zabawie. potem Rudy zadzwonił po kumpla i pojechali do sklepu, po coś mocniejszego. Około godziny 16:00 zaczęli przychodzić pierwsi goście. W całym mieszkaniu zabrzmiała głośna muzyka. Impreza rozkręciła się na całego. Przyszło około 20 ludzi których wogule nie znałam, lub tylko z opowiadań Rudego, ale wszyscy zachowywali się jakbym należała do ich paczki od zawsze. Czułam się doskonale w ich towarzystwie. Mimo ze było piwo i szampan, nikt się nie upił. Co chwile ktoś wymyślał nową zabawę. A to chodzenie pod tyczką, to znów miss mokrego podkoszulka lub jedzenie kiślu widelcem. Graliśmy także w rozbieranego pokera, ale jak to zwykle bywa na takich imprezach nikt nie rozebrał się do naga. W końcu przyszła pora na jedzenie tortu. rozsiedliśmy się po całym pokoju i wcinaliśmy smakołyk mamy Rudego. Ja zdążyłam się najeść i bawiłam się sztućcem w talerzu. Naładowałam sobie śmietany na łyżkę i zawołałam chłopaka siedzącego naprzeciw mnie. A gdy się dostał śmietaną w twarz. - O Ty małpo! - wziął kawałek tortu na rękę, podskoczył do mnie i wysmarował mi twarz. Reszta uczestników również pochwyciła tą zabawę. Po chwili każdy był wysmarowany śmietaną lub kremem. Wojna skończyła się gdy zabrakło tortu. - Fajny bałagan . . . -zauważył Rudy - O nic się nie martw. Zaraz będzie po wszystkim - powiedziała Kaśka - Pomożecie? - Pomożemy! I wszyscy wzięli do rąk papierowe ręczniki i powycierali słodką masę z podłogi, ścian i mebli. Potem zaczęliśmy tańczyć. Bawiłam się chyba z każdym chłopakiem jaki tam był. Zresztą nie tylko ja, i nie tylko z chłopakami. wszyscy tańczyli razem. Było kapowo! Jedynym chłopakiem z którym nie miałam ochoty na zabawę na parkiecie był Grzesiu. Pomino że był dośc przystojny, inteligencją nie grzeszył. Był już trochę pijany i robił wiele szumu. - Zatańczysz? - zapytał Wypatrzyłam długich włosów Pawła do których wtulała się Iwona. Przy jego szczupłej sylwetce wyglądała jak beczka. Uśmiechnełam sie na samą myśl. Rudy puścił do mnie oko. - Chodź. - Grzesiu niedoczekawszy się mojej odpowiedzi, wyciągnął mnie na parkiet - Jesteś bardzo ładna - rzucił ruszając się w rytm muzyki - Dziękuje - Nie dziękuj, to prawda - No dobra - tylko tyle wpadło mi do głowy - Co Ci się tak podoba w Pawle? - zapytał zauważając jak koncentruje swoje spojrzenie na Rudym - Włosy? Też mogę zapuścić. Krzywo na niego spojrzałam. - Jesteśmy przyjaciółmi - Taaa. Akurat. A ja jestem wróżka. - Niewiem kim Ty jesteś, ale mieszkam w Toruniu. Mam tam chłopaka. - Ale jak już tu jesteś to możesz być przez jedną noc moja? - włożył rękę pod moją koszulkę - Nie! - zaczęłam się z nim siłować. Grzesiu chwycił mnie za pośladki i spróbował mnie pocałować. Natychmiast odsunęłam się od niego i wymierzyłam mu policzek. - Ty szmato! - krzyknął rozrywając mi bluzkę - Pomocy! - zaczęłam się z nim szarpać Wszyscy automatycznie przestali tańczyć. Rudy przyskoczył do nas i pchnął Grzesia na szafę. - Co Ty sobie wyobrażasz gnojku?! - Paweł uspokój się - Iwona chwyciła go za rękę Odtrącił jej dłoń.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych