Wróć do katalogu

Uśmiech Tomeczka

opowiadanie napisałam po wizycie w muzeum Obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu

karmacoma, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Arbeit!!! Schneller!!! Tomeczek zaczął kopać szybciej. Opadał już z sił, ale poruszał łopatą z niewiarygodną prędkością. Do zmroku musieli przekopać całe 10 metrów rowu, jeśliby tego nie zrobili... wolał nie myśleć. Trzy dni temu, jeden z esesmanów zastrzelił Marcina. Tomeczek doskonale pamiętał moment, w którym rozpędzona kula przeszyła ciało przyjaciela. Nie zginął od razu. Leżąc na ziemi szeptał słowa różańca świętego, póki Niemiec nie strzelił po raz drugi. Morderca odwrócił się tylko i krzyknął łamaną polszczyzną: "A wy co? Też tak chcecie skończyć? Jazda, kopać! polnische schweine!!!" Tomeczek nigdy się nie uśmiechał. Miał zaledwie 10 lat, a o okrucieństwie ludzkim wiedział więcej, niż niejeden dorosły człowiek . . . Trzy lata temu, gdy wraz z matką i rodzeństwem został przewieziony do Oświęcimia, nie miał pojęcia, że tak będzie wyglądał jego los. Kupili przecież papiery na sklep. Od września mieli rozpocząć działalność. Tak mu tłumaczyła mama. Nie potrafiła jednak wyjaśnić dziecku, dlaczego towarowy pociąg, którym jechali, zawiózł ich do Oświęcimia, a nie do Gdańska. Nie wytłumaczyła mu także, czemu zaraz po przyjeździe zabrali jego siostry bliźniaczki do zakładu doświadczalnego. Mówiono mu, że miał wiele szczęścia, jako jedyny ocalał ze swojej rodziny. Zwykle, dzieci zabijano od razu. Z Tomeczkiem stało się jednak inaczej, Jeden z esesmanów zauważył podobieństwo między, chłopcem, a jego własnym synem, który został w Hannowerze. Postanowił go zachować. Tomeczek znienawidził tego człowieka. To, że musiał żyć, znosić cierpienia każdego dnia i każdej nocy bezgranicznie tęsknić za matką i opłakiwać rodzeństwo, było winą Niemca. Chciał umrzeć, lecz jednocześnie bał się śmierci. Wiedział, że Bóg nie wybaczyłby mu, gdyby odebrał sobie życie, trwał więc w swej smutnej egzystencji, znosząc okrucieństwo kolejnych wiosen. Chłopiec podniósł głowę. Do przekopania mieli jeszcze jakieś dwa metry, jeżeli dalej pracowaliby w takim tempie, zdążyliby przed czasem. Od około dwóch godzin Tomeczek myślał już tylko o kolacji. Ta porcja czarnego gliniastego chleba, była dla niego tym, czym dla niemieckiego dziecka lody z bitą śmietaną. Pamiętał, że przed przyjazdem był pulchnym dzieckiem. Koledzy z podwórka często nazywali go "kuleczką". Teraz nawet określenie "patyk" byłoby niewystarczające. Aż dziw brał, że te chudziutkie, kościste rączki były w stanie utrzymać ciężką, stalową łopatę. Skończyli. Tomeczek zauważył przebłysk ulgi na twarzach kolegów. Byli w różnym wieku. Najstarszy, Bartek, miał 17 lat. Chłopiec, lubił słuchać opowiadań starszego przyjaciela. Bartek mieszkał kiedyś nad najprawdziwszym morzem. Mówił, że często kąpał się w ciepłych wodach Bałtyku, szukał muszli w morskiej toni i gonił białe mewy na plaży. A kiedy już się zmęczył, kładł się na gorącym, złocistym piasku i obserwował chmury leniwie toczące się po niebie. Tomeczek nie miał pojęcia jak wygląda morze. Wyobrażał je sobie jako ogromną wannę po brzegi wypełnioną słoną wodą. Zawsze marzył, żeby choć na chwilę zanurzyć się w spienionych falach morskich i poddać się nurtowi... Droga do ich bloku trwała niecałe piętnaście minut. Szli w dwóch kolumnach, maszerując tak równo jak tylko się dało. Singen!- krzyknął jeden z esesmanów, którzy pilnowali chłopców. No już! Śpiewajcie, albo zaraz któryś z waz nigdy już nie zaśpiewa.- dodał drugi. Niemców bardzo rozśmieszył dowcip kolegi, chłopcom jednak wcale nie było do śmiechu. Wiedzieli, że esesmani zabijali więźniów za byle przewinienie, a najczęściej bez żadnego powodu. Drżącymi głosami, zaczęli śpiewać słowa niemieckiej piosenki. Lauter!!!- wrzasnął ten sam Niemiec. Chłopcy zaczęli śpiewać głośniej. Choć gardła bolały ich bardzo, żaden z nich nie odważył się umilknąć. Schneller! Maszerować w rytm muzyki!!! Esesmani co chwilę uderzali kolbą karabinu chłopca, który wybijał się z rytmu, wyzywając go z wściekłością. Tomeczek poczuł, że już nie może. Głód i zmęczenie, które nim targały powoli osiągały punkt kulminacyjny. Chude nóżki co chwila potykały się o kamień, czy wystający konar. Czuł, że nie dojdzie do bram obozu. W momencie, gdy w zasięgu wzroku grupy ukazała się złowieszcza czarna brama obozu, z szyderczym napisem "Arbeit macht frei", Tomeczek przewrócił się. Pamiętał tylko, że ujrzał przed oczami granatowe niebo z migoczącymi gwiazdami i okrągłym księżycem. Była pełnia. Nie wiedzieć czemu w takiej chwili pomyślał o swoim psie, Dżejkim. Dżejk, zawsze wył do księżyca i był najlepszym przyjacielem chłopca. Niestety, został w Sosnowie, ich rodzinnej wsi. Mama oddała go sąsiadce, gdyż w pociągu nie mogli przetrzymywać zwierząt. Ciekawe, co się z nim... Tomeczek nie zdążył się nawet odwrócić. Usłyszał wielki huk. A potem czuł już tylko ból.

****************

Kiedy otworzył oczy było już bardzo ciemno. Na początku nie zdawał sobie sprawy, gdzie się znajduje. Po chwili poczuł przeszywający ból, rozchodzący się po jego plecach. Powoli zaczął przypominać sobie wydarzenia ostatnich godzin. Odwrócił głowę. Leżeł na pryczy w swoim bloku- Obok niego drzemał Irek, zaś z lewej strony spał Bartek. Nie miał pojęcia, która była godzina. Czuł tylko przerażający głód, nie jadł przecież "kolacji". Po wychudzonej, napiętnowanej bruzdami twarzy, spłynęła łza. I wtedy zobaczył kromkę chleba. Leżała na ziemi, zaraz pod łóżkiem chłopca. Światło księżyca oświetlało ją tak, że wyglądała jak żarząca się sztaba złota. Tomeczek nie czekał. Resztkami sił podniósł się z pryczy i doczołgał do krawędzi „łoża”. Drżącą ręką sięgnął po upragnioną zdobycz. Złapał ją! Wciągnął się z powrotem na koc. Przez kilka sekund wpatrywał się w zdobyty chleb jak w drogocenne diamenty. Zaraz jednak począł łapczywie pożerać kolację. Chleb był dziwny w smaku, jednak chłopcu to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że nasycił żołądek, nie był już głodny. Wkrótce potem zapadł w błogi sen...

*** - Ma jakąś szansę ? Nie, to była za duża dawka trucizny, jeżeli nawet obudzi się, pozostanie mu niecała godzina życia - Jeżeli śmierć nie nadejdzie szybko, dokończ to sama, inni pacjenci też czekają. - Tak jest. Tomeczek słyszał wypowiadane zdania jak przez mgłę. Przed chwilą dryfował jeszcze

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych