Uśmiech w ciemności
Nocne poszukiwania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Harry nagle się obudził. Jakiś dźwięk wyrwał go ze snu i sprawił, że serce łomotało mu w piersi. Harry nie należał do ludzi strachliwych, zawsze potrafił stawić czoło problemom. Pamiętał jak niecałe trzy dni temu jego dziewczyna zakradła się do pokoju, żeby go nastraszyć. Czuł we śnie narastający niepokój, czuł, że coś się do niego zbliża i w tym samym momencie się obudził. Usłyszał jeden dźwięk, który sprawił, że zaczął działać. Poczuł jeden krok na podłodze, który zmierzał w jego kierunku. Nie zastanawiając się złapał kij bejsbolowy, który zawsze trzymał przy łóżku i omal nie znokautował swojej dziewczyny. W porę udało się jej krzyknąć, gdy zauważyła co jej chłopak zamierza zrobić. To był pierwszy i ostatni raz, gdy zrobiła tak głupi kawał. Zdecydowanie ostatni. Tej nocy Harry czuł się podobnie. Otworzył oczy, ale nie był w stanie nic zobaczyć. W pokoju panowała ciemność. Przypomniał sobie co wyrwało go ze snu. Ktoś próbował włamać się do jego domu. Znał dobrze ten dźwięk, gdy ktoś stara się otworzyć drzwi, zamknięte jedynie na górny rygiel. To charakterystyczne skrzypienie klamki, lekko uchylanych drzwi i ich szarpnięcie, gdy rygiel spełnia swoje zadanie. Jeszcze zanim się obudził, miał nieodparte wrażenie, że ktoś jest w domu. Serce łomotało mu mocno w piersi choć dopiero się przebudził. Mimo to, nie tracąc czasu, Harry ostrożnie, starając się nie narobić hałasu podniósł się z łóżka. Chwycił kij bejsbolowy i stał na dywanie nasłuchując. Jego nagie ciało drżało w ciemności pokryte gęsią skórką. Patrząc przed siebie, widział lekki zarys drzwi swojego pokoju. Tuż za nimi znajdował się nieduży korytarz, gdzie po prawej stronie są duże, drewniane drzwi wejściowe. Dźwięk ich otwierania wyrwał go ze snu. Cała ta sytuacja wydawała się mu co najmniej śmieszna. Stał nagi z drewnianym kijem w ręku w przestrachu, że ktoś może czaić się zaraz obok niego. Mieszkał na wsi już ponad dwadzieścia lat, od urodzenia. W jego miejscowości nigdy nie było kradzieży ani włamań. Była to spokojna okolica. Mimo to, niecałe dwa tygodnie wcześniej, grupa złodziei grasowała po okolicznych domach i okradała ludzi. Do tej pory policja nie wpadła na żaden trop, który mógłby przyczynić się do znalezienia sprawców. Kilka osób okradziono z biżuterii i niedużych kwot pieniędzy. Policja stwierdziła jedynie, że jest to niezorganizowana grupa złodziei amatorów, ponieważ nie kradną żadnych sprzętów RTV i AGD a jedynie biżuterie i pieniądze. Prawdopodobnie nie mieli czym ich przewozić lub po prostu nie zajmowali się kradzieżą większych gabarytów. Interesowała ich tylko gotówka, którą dziś większość osób trzyma na koncie w banku. I oczywiście biżuteria, którą prawdopodobnie sprzedawali na drugim końcu kraju. Po pięciu minutach oczekiwania, Harry ruszył do przodu. Przeszedł przez pokój i zbliżył się do drzwi. Przestraszył się, że jeśli tylko je uchyli to ktoś uderzy go w twarz albo użyje paralizatora. Wyobraził sobie w ułamku sekundy jak ktoś razi go prądem prosto w splot słoneczny a on runie na ziemie nie mogąc się poruszyć. Będzie całkowicie bezbronny. Szybko jednak odsunął tę myśl od siebie. Nie było czasu na rozmyślanie. Chwilę później pchnął drzwi do swojego pokoju i wyszedł na korytarz. Po prawej stronie, zaledwie dwa metry od niego znajdowały się drzwi wyjściowe. Było cholernie ciemno, ale Harry nie chciał włączać światła. Wiedział, że jeśli to zrobi to włamywacz, który być może jest na zewnątrz zobaczy światło i ucieknie. Właściwie nie miał nic przeciwko, ale przynajmniej narazie wolał sprawdzić wszystko bez zapalania światła. Sunął ręką w ciemności w kierunku drzwi i powoli zbliżał się w ich stronę, delikatnie macając jedną ręką ściany. Drugą ręką trzymał kij i wiedział, że jeśli tylko kogoś nim trafi to będzie równoznaczne z nokautem. Powoli, krok za krokiem sprawdził mały korytarz i przysunął się do drzwi. Zerknął przez judasza, żeby sprawdzić czy nikt nie stoi przed drzwiami. Na zewnątrz księżyc wystarczająco oświetlał ogród, żeby Harry mógł stwierdzić, że nikogo tam nie ma. Oczywiście włamywacz mógł już dawno uciec, ale mógł też czaić się gdzieś pod domem lub szukać innego wejścia. Przyjechał tego dnia do domu pod wieczór i pierwsze co zrobił to położył się spać. Jeśli ktokolwiek obserwował dom, mógł dojść do wniosku, że nikogo w nim nie ma. Dlatego, mimo, że nie zobaczył nikogo przez wizjer, czuł, że ktoś tam jest. Wiedział, że nie może tak bezczynnie stać. Miał do sprawdzenia cały dom. Harry nie byłby w stanie zasnąć dopóki nie sprawdzi każdego zakamarka. Obrócił się na pięcie i poczuł narastające w nim przerażenie. Przed jego oczyma, zaledwie w odległości dwóch metrów widział, a przynajmniej tak mu się wydawało, zarys jakiejś osoby w ciemności. Co więcej zarys ten był ciemniejszy niż mrok dookoła postaci. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, mrugnął oczami i wszystko wyglądało tak jak powinno. W pierwszej chwili pomyślał, że to co zobaczył było niemożliwe, gra cieni - to wszystko. Mimo to, poczuł jak jego ciało zamiera w bezruchu. Sparaliżował go strach. Wziął kilka głębszych wdechów i czuł jak policzki płoną mu ze wstydu. - Cholera - zaklął. Harry uważał się za osobę odważną. Wiedział, że odwaga to pokonywanie własnych leków, ale rzadko a nawet prawie w ogóle się nie bał. Nikomu nie udało się go przestraszyć. A teraz stał pośrodku korytarza i z trudem łapał oddech z przerażenia. Nawet jeśli zobaczył jakiś wyimaginowany cień, dlaczego tak się przestraszył? Po kilki kolejnych wdechach, które trochę go uspokoiły, ruszył przed siebie. Jego oczy przyzwyczaiły się już do ciemności i widział znacznie więcej. Kilka kroków przed nim znajdowało się przejście na korytarz. Było tam jaśniej i Harry ruszył w tym kierunku. Oparł kij na barku trzymając go mocno w dłoniach i wszedł na hall swojego domu. Wiedział, że musi sprawdzić cały dom. Postanowił, że włączy światło i oświetli cały hall a następnie przeszuka dom, pokój po pokoju. Doszedł do wniosku, że jeśli potencjalny włamywacz zobaczy go z kijem bejsbolowym i złowieszczą miną to zrozumie że wcale nie żartuje i ucieknie ile sił w nogach. Swoją drogą nie był z niego taki chuderlak. Chodził trzy razy w tygodniu na siłownie, był dość postawny i wysoki. Sprawiał wrażenie silnego. Macając prawą ręką ścianę, natrafił na włącznik światła i oświetlił pomieszczenie. Wyszedł z korytarza oglądając wszystko dookoła siebie. Był przygotowany na każda ewentualność. W pomieszczeniu nie było jednak nikogo. Po jego lewej stronie znajdowały się schody prowadzące na piętro. Harry postanowił najpierw sprawdzić parter a dopiero później piętro. Zaczął od salonu, który był najbliżej. Ręce lekko mu drżały, gdy szybkim krokiem wszedł do pokoju i zaświecił światło. Spoglądając po fotelach i sofie szybko zdał sobie sprawę, że nie ma w nim nikogo. Nabrał już nadziei, że dom tak naprawdę jest pusty. Widział już jak znajomi śmieją się z jego nocnej przygody, gdy im o niej opowie. Łazienka, która znajdowała się tuż obok salonu, również była pusta. Małe pomieszczenie, bez żadnych mebli nie wymagało specjalnego sprawdzania. Jeden, szybki rzut okiem i Harry mógł skreślić łazienkę z listy pomieszczeń do sprawdzenia. Z każdym pomieszczeniem, jego ręce coraz mniej drżały i nabierały więcej pewności. Przede wszystkim opuszczał go strach i to cholerne uczucie czyjejś obecności. Powoli, nie śpiesząc się sprawdził kuchnię i korytarz z drugiej strony domu, gdzie znajdowało się wyjście do garażu. Tu również znajdowały się drewniane drzwi z mosiężną klamką i grubą metalową zasuwą. Podniecenie ogarnęło Harry'ego. Połowa domu sprawdzona, nie słychać żadnego dźwięku, który mógłby zdradzić czyjąś obecność. Czuł się już znacznie pewniej i bezpieczniej. Nie zwracając większej uwagi czy drzwi od strony garażu są zamknięte postanowił ruszyć na piętro. Wyszedł spowrotem na hall i ruszył w kierunku schodów. Niecałe pięć minut później był pewny, że w domu nie ma nikogo oprócz niego. Sprawdził trzy sypialnie i łazienkę, które znajdowały się na poddaszu. Ręce przestały mu drżeć a serce w końcu się uspokoiło. Zdecydował, że czas położyć się spać. Dom jest sprawdzony, a on bezpieczny. Pomyślał, że najzwyczajniej obudził się w środku nocy i zanim zdołał całkowicie rozbudzić się ze snu, nabrał przeświadczenia, że ktoś próbuje się włamać. Niedawno, w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hryman
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…