Voluble
Miało nie być prawdziwe, ale chyba już nie umiem tak pisać.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Nie wierzę w zbiegi okoliczności...! – to zdanie przewijało się cały czas. Słyszał je wyraźnie, tyle razy, w tak różnych kontekstach, wypowiadane z tak różnymi emocjami... Pierwszy raz pamiętał jak we mgle, jej głos łagodny, miał charakterystyczną barwę, która nie ginęła w hałasie. Co do treści, jak zwykle w takich sytuacjach, nie była najważniejszym elementem konwersacji. Patrzył na ruchy tej dziewczyny, na jej usta, ciało. Była fajna. Znał ją już jakiś czas, choć chyba dopiero tego dnia, gdy zobaczył jak tańczy z koleżanką, uznał, że mógłby rozwinąć tę znajomość z okazjonalnego „cześć”, do czegoś na wyższym poziomie. Przynajmniej na jeden wieczór. - A więc przeznaczenie? – spytał zadziornie, dotykając kosmyka jasnych włosów. Nie odsunęła się, uznał to za dobry znak. - Raczej, że każda decyzja, którą podejmujesz ma określone skutki, których nie jesteś w stanie przewidzieć. – uśmiechnęła się odkładając szklankę z sokiem na bar. – To co teraz robisz, również zaowocuje w konsekwencje, o których nawet nie śnisz... – pochylała się w jego stronę, więc nie przyswajał za bardzo treści jej słów. Nie spodziewał się, że tak szybko uda mu się zaciągnąć ją do siebie. Że to ona jemu będzie proponować różne udziwnienia, że nie będzie chciała zostać do rana i w ogóle jakaś taka była... zbyt idealna, jak na przypadkową znajomość. Przez głowę przeleciała mu myśl, że może od dawna o nim marzyła, tylko bała się zrobić pierwszy krok? Z tego wszystkiego nie wziął nawet od niej numeru. Nie chciało mu się jej gonić, choć wystarczyło się podnieść i otworzyć okno. Ona pewnie na to czekała... A jednak to jego do niej ciągnęło. Zastanawiał się jak, bez zbędnych podejrzeń i docinków ze strony kolegów, zdobyć ten cholerny numer, jakikolwiek kontakt. Okazja nadarzyła się sama, gdy wyszedł wieczorem ze znajomymi na piwo. Spotkał ją na ulicy, uśmiechnęła się miło, ale to on zadecydował, że się przywitają. Chciał ją nawet zabrać ze sobą (mimo krzywych spojrzeń towarzyszy), ale odmówiła wykręcając się zbliżającym egzaminem. Nie myślał o niej zbyt często. Czasem wysłał jakąś wiadomość, czasem sam otrzymał coś niezobowiązującego. „Śmieszne”, myślał za każdym razem, kiedy rozmawiali o pierdołach przy gorącej czekoladzie (ona ją uwielbiała), „...Śmieszne, że po tamtej nocy umiemy jeszcze ze sobą rozmawiać.” Nie, nie był nią nawet zauroczony, pochodzili z różnych światów i nie zanosiło się, żeby łatwo było je połączyć.
- Zaplanowałaś to. – rzucił od niechcenia sącząc kolejny łyk bezalkoholowego trunku w czasie popołudniowego spotkania. - Co? – zdziwiła się uśmiechając niewinnie – To, że zadzwonię do ciebie rano, żeby zobaczyć, co słychać aby sprowokować cię do wyjścia z domu? - To też. Ale zaplanowałaś to już, kiedy wychodziłaś ode mnie rano po tamtej nocy, wiedziałaś, że... - ...że to się tak nie skończy? Wiedziałam. Ale nie spodziewałam się, że przerodzi się... w to. O planowaniu nie wspominając. Mówiłam już, że nie wierzę w zbiegi okoliczności, więc nie byłam zdziwiona, gdy spotkałam cię później na ulicy, gdy wychodziłam ze spotkania z osobą, z którą nigdy wcześniej nie byłam na mieście... - Poczekaj... co masz na myśli, mówiąc „to”? – nachylił się nad stolikiem. - W taki dziwny rodzaj uzależnienia... że zawsze możesz na mnie liczyć, zaproponować spotkanie. A ja się zgodzę. Bez żadnych damsko-męskich sygnałów, flirtu ani aluzji. – zaintrygował go fakt, że myślą podobnie, że dziwią ich te same rzeczy i że tak świetnie się rozumieją. Znów każde z nich poszło w swoją stronę, tym razem jednak długo patrzył, stojąc w miejscu, jak znika w tłumie turystów. Ale wtedy jeszcze nie poczuł nic więcej, poza lekkim ciepłem na sercu, które szybko stłumił. „Nie ten czas i nie ta kobieta.” rzucił stanowczo do siebie wsiadając do auta.
- Jak to MA CHŁOPAKA?! Nie możliwe. Wiedziałbym o tym...!!! – miotał się jak szalony po swoim pokoju, próbując zrozumieć to, co właśnie przeczytał na ekranie swojego komputera. Jeden ze wspólnych znajomych, zaintrygowany przypadkowym spotkaniem z nimi, spytał mimochodem, co na to jej chłopak. JEJ CHŁOPAK. – Co to za leszcz?! – wystukał szybko odpowiedź, że „jak widać w porządku” i zastanawiał się, co teraz. Jak się czegoś dowiedzieć, jak go zniszczyć... „Chwila...” Usiadł, rażony nagłym spostrzeżeniem, jakiego dokonał zupełnie niespodziewanie. Był zazdrosny. O nią. O tę dziewczynę, którą trochę poznał przez te kilka miesięcy, którą na samym początku znajomości perfidnie przeleciał, która przecież nigdy nic nie znaczyła i tak miało pozostać...! Ale nie pozostało. Od tamtej pamiętnej rozmowy on CZEKAŁ na jakiś sygnał od niej, żył od spotkania do spotkania, te stawały się częstsze i dłuższe, a on nie mógł po nich zasnąć. Zrozumiał, że to nie większość dziewczyn miało jej twarz, ale że on szukał jej, właśnie jej. Przypomniał sobie swoje ostatnie podboje i każda, ale to każda z kilku ostatnich dziewczyn, miała w sobie coś z niej. Z żadną jednak nie miał zamiaru utrzymywać kontaktu.
- ...od tych 4 miesięcy? Tak? – próbował zachować spokój, siedząc obok niej na ławce. W parku zaczęło już robić się zielono. Ale nie to widział, raczej jej zaróżowione policzki, delikatne dłonie, jasne włosy lekko poruszające się na wietrze, i ten błogi wyraz twarzy, jakby jej to w ogóle nie ruszało. - Tak. – rozglądała się w około, uśmiechała do dzieci i staruszków przechadzających się obok. - ...i spotkałaś go PRZYPADKIEM, wracając ode mnie? Po tamtej nocy? – starał się nie robić jej wyrzutów, żeby się nie domyśliła, że jest zazdrosny. Starał się przerzucić winę na fakt, że mu nie powiedziała – ...i ja mam w to uwierzyć?! - Nie. – dopiero teraz na niego spojrzała – To nie był przypadek. - A ty znów swoje! – zerwał się z ławki stojąc na przeciwko niej – Czemu mi nie powiedziałaś?! - CO miałam ci mówić? – denerwował go jej spokój. Dokładniej z każdą chwilą tracił jakąkolwiek nadzieję. – Przecież to nic nie zmienia... - Zmienia! - Co zmienia?! Czemu na mnie krzyczysz? O co ci w ogóle chodzi? Przełóżmy tę rozmowę na następny raz, bo się śpieszę. – zebrała swoje rzeczy, odsunął się od niej, gdy chciała cmoknąć jego policzek na pożegnanie. „Nic nie zmienia.” powtarzał sobie w myślach z każdą chwilą dołując się jeszcze bardziej.
Chcąc jej udowodnić, że się pomyliła, nie odpowiadał jej na smsy, nie oddzwaniał ani nie odbierał telefonów. „Zmienia wszystko!” mówił sam do siebie patrząc z ironicznym uśmiechem na migającą informację o kolejnej wiadomości od niej. W końcu ona również przestała się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Atomówka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…