W ciepłe dni lipcowe
Kazali mi, to napisałem. Na podstawie mojego opowidania ,,Bezecne eskapady" - również zamieszczonego na tym serwisie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W ciepłe dni lipcowe -scenariusz filmowy
Lipiec, wieś Zawżdymucha.
1. Zawżdymucha.
Upalny letni dzień, przedpołudnie. Widzimy wieś (należałoby pokazać tabliczkę z nazwą miejscowości: Zawżdymucha) – nieliczne gospodarstwa w stanie rozkładu, położone jednak w dość dużym zagęszczeniu. Wiejska droga (koniecznie ubijana, nie asfaltowa) oraz obejścia na pozór opustoszałe, tu i ówdzie przebiegnie pies czy kura, zaryczy krowa. Gdzieś tam na razie z daleka widać wieżę małego kościółka. Podczas ukazywania kolejnych landszaftów odzywa się Głos z offu (domyślnie należący do głównego bohatera, którego dla uproszczenia nazwijmy Matysek, choć nazwisko to nie powinno paść ani razu).
GŁOS Z OFFU (flegmatycznie, od niechcenia) Do Zawżdymuchy wprowadziłem się czas już jakiś temu. Jest to chyba najmniejsza wieś świata – dawno zapomniana tak przez Pana Boga, jak i przez czarta.
2. Pokój w domu Matyska (dom vis-á-vis kościoła i plebani, jednopiętrowy, niewielki).
Matysek śpi niespokojnie, przewracając się z boku na bok, odkopując się i nakrywając na powrót kołdrą. Łóżko ustawione pod oknem, zasłony zaciągnięte, w pomieszczeniu panuje nieprzyjemnie duszny półmrok. Rozgardiasz, koniecznie maszyna do pisania i sporo porozrzucanych skryptów.
GŁOS Z OFFU (kontynuuje wypowiedź) O Zawżdymusze nie wie więc z grubsza nikt, a czasem mam wrażenie, że sami mieszkańcy nie są świadomi swojego istnienia. I pewnie tak jest najlepiej.
3. Jedno z gospodarstw.
Mniejszy kogut atakuje większego koguta. Tamten ucieka. Scena niezobowiązująca, wprowadzona, by na chwilę „wyjść” z domu Matyska, przerywając na parę sekund jego wypowiedź. Może ona wyglądać zgoła inaczej.
4. Pokój w domu Matyska.
Matysek dalej się rzuca, uderza głową w ścianę, parapet, bądź poręcz u wezgłowia łóżka. Sen jego staje się spokojniejszy.
GŁOS Z OFFU Nie, żeby w Zawżdymusze nic się nigdy nie działo, bowiem – owszem – działo się.
5. Zawżdymucha, 1968 – retrospekcja.
GŁOS Z OFFU Ponoć w 1968 stary Czmychal ganiał po całej wsi prosiaka, który mu uszedł przez dziurę w ogrodzeniu.
Czmychal, rolnik, goni prosiaka ku powszechnej uciesze gapiów, upadając raz po raz w błoto, to waląc w płot, to zaś z kimś się zderzając. Zawżdymucha, co ważne, wygląda dokładnie tak samo jak w czasie rozgrywania się właściwych wydarzeń.
6. Zawżdymucha, 1989 – retrospekcja.
GŁOS Z OFFU Zaś w 1989 wyprawiono Wielki Czorny Pochód w reakcji na nagłą, a szokującą wiadomość o śmierci Towarzysza Stalina.
Przez Zawżdymuchę przechodzi pochód złożony z około 150 – 200 osób: dzieci, dojrzałych i starców. Wszystko przyobleczone na czarno i czerwono. Żałośnie wyglądające transparenty z podobizną Stalina, największy transparent z hasłem Wielki Czorny Pochód. Jakichś 2 – 3 kombatantów dumnie kroczy w na poły zeżartych przez mole mundurach 1 Armii WP, kobiety lamentują. Orkiestra OSP w 4 - 5 osobowym składzie nieudolnie odgrywa hymn ZSRR. Ze zwartej kolumny pochodu wyrywa się Rolnik, pada na kolana, orze palcami ziemię.
ROLNIK (na skraju szaleństwa, rozpacza) Gorbi – o, la Boga – uzurpator! Morderca! Oni go zabili! Zarżnęli! W nocy się zakradli i pach! (wykonuje zabawny gest rękoma) Ta ich… ta wasza pierie… pierie… pierie… (usiłuje sobie przypomnieć całe brzmienie wyrazu: pieriestrojka, ale daje za wygraną) – kurwa! Ale prawda jeszcze dojdzie do głosu. Sovietaee, vicisti! (szlocha)
Kobieta, prawdopodobnie jego żona, podnosi go z klęczek, przywraca do porządku, prowadzi z powrotem do szyku pochodu.
7. „Główna” droga w Zawżdymusze.
Scena nie rozgrywa się bezpośrednio w chwili, gdy omawia ją Głos z offu, ale nie musi też być traktowana jak retrospekcja na wzór tych ze scen 5 i 6.
GŁOS Z OFFU Ponadto przez Zawżdymuchę przejeżdżają samochody – o tak. Statystykę prowadzi Dorotkiewicz od 1970 i wychodzi już średnio osiem na rok.
Przy drodze na zydlu drzemie Dorotkiewicz. Kapelusz nasunięty na twarz. Wtem przejeżdża samochód. Mężczyzna podrywa się podekscytowany, dłuższą chwilę patrzy za oddalającym się pojazdem. Szpera po licznych kieszeniach i załomach ubrania, wyciąga skoroszyt, długopis, spogląda na zegarek, wyciąga kalendarz, spogląda na kalendarz. Zapisuje coś w skoroszycie, wyciąga gruby katalog modeli aut, przegląda, odnajduje właściwą stronę, zapisuje w skoroszycie. Kontent siada z powrotem i niemal od razu zasypia w pierwotnej pozycji.
8. Jedno z obejść Zawżdymuchy, noc, lata 90-te – retrospekcja.
GŁOS Z OFFU Raz był nawet dancing u Sromotowej, ale ukradli jej wtedy dwie bańki na mleko i taka wszystkich trwoga zdjęła, traumę wywołując, że już więcej zabaw nie wyprawiano.
Podwórko Sromotowej, z domu dochodzi głośna muzyka – „Biały Miś”, ponadto okrzyki wesołości, śmiechy, w oknach rozbłyskują feerie różnorakich barw. Cichcem przemykają dwa przygarbione cienie, każdy z jedną bańką na mleko. Na łańcuchu ujada pies, ledwie jednak słyszalny z powodu muzyki.
9.Pokój w domu Matyska.
Matysek wciąż śpi niespokojnie. Mamrocze przez sen.
MATYSEK Z różowych królików forma… z królików… forma, naftalina… forma… rien á faire… weźcie te stronice… upierzcie w formie…
Wali głową ponownie: w parapet, ścianę, bądź poręcz. Ucisza się.
10. Droga prowadząca do kościoła.
Chłopiec – ok. 15-letni – pędzi co sił na rowerze w kierunku plebani. Teraz widać całe mrowie wieśniaków, tłoczących się przy wejściu, pchających do środka. Chłopiec na parę metrów przed plebanią zeskakuje z roweru prawie nie wyhamowawszy. Rower przewraca się, porzucony. Chłopiec dołącza do zbiorowiska.
11. Pokój w domu Matyska.
Matysek znów nieco bardziej się rzuca. Na zegarku 11.58. Pukanie do drzwi. Matysek nie reaguje. Walenie do drzwi. Matysek nakrywa głowę kołdrą. Mocniejsze walenie do drzwi. Matysek chowa głowę pod poduszkę.
GŁOS ZZA DRZWI (należący do Krochmala) Panie! Panie!
Matysek zrzuca z siebie pościel. Powoli, z oznakami niewypowiedzianych mąk malującymi się na twarzy, siada na łóżku. Jest w samych bokserkach. Ziewa, ale nie przeciąga się.
GŁOS ZZA DRZWI Panie, Jezu Chryste, wartko! Panie!
Matysek wstaje, rozgląda się wokół, szukając czegoś, ale wkrótce tego poniechuje. Zaspany, rozbity, jak z krzyża zdjęty. Stoi chwilę, nie wiedząc, co za sobą zrobić.
GŁOS ZZA DRZWI Panie, chodźże, wstańże! Panie!
Matysek narzuca na siebie szlafrok, ponownie wraca w okolice łóżka, jakby czegoś zapomniał, rozgląda się, wzdycha, poniechuje.
GŁOS ZZA DRZWI Jak raz! No gdzieś pan jest, szybciej! Panie!
Matysek ociągając się podchodzi do drzwi i otwiera. W nich stoi Krochmal – mężczyzna lat około sześćdziesięciu, niski, chudy, ubrany w brązowy garnitur – staromodny: dwurzędówka itd., włosy siwe, krótkie.
KROCHMAL Ale się gratka trafiła! Panie, nie uwierzysz! Panie, nowy wikariusz na plebanię przyjechał! Się będzie przyuczał, żeby po proboszczu kościół, panie, wziąć w gospodarkę! Panie! Szczęśliwa godzina! No, ale co pan tak stoisz, gały trzesz? Ubierajże się pan, chodźże go zoczyć!
12. Droga oddzielająca plebanię i kościół od domu Matyska.
Matysek i Krochmal podążają śpiesznym krokiem ku plebani. Matysek odziany niedbale – jakiś dres, ortalionowa kurtka etc. Przez drzwi wciąż wciskają się ludzie. Gdy spostrzegają Matyska i Krochmala, nieznacznie się rozstępują, ale bez oznak respektu, czy uniżoności.
13. Przestronna izba, bądź kuchnia na plebani.
Mnóstwo osób skupionych w jednym miejscu. Nie od razu oczom widza ukazuje się młody ksiądz, wokół którego wszyscy się tłoczą. Słychać poszum rozmów, powitania, pochlebstwa, ale nic konkretnego. Matysek i Krochmal nie dołączają do zbiorowiska, przystając nieco z boku. Nareszcie oczom widza ukazuje się nowy wikariusz (najlepiej niejako widziany z perspektywy Matyska). I teraz ważne: musi to być osobnik o twarzy nie zdradzającej żadnych oznak inteligencji, sutannie niezbyt zadbanej, włosach 4-5 centymetrowych, tłustych, przyklapniętych, jakby spod czapki, paznokciach nie pierwszej czystości, z jednym okiem (dobrze by było) uciekającym w lewą czy prawą stronę, w adidasach wyraźnie wystających spod sutanny, zahukany, zdezorientowany. Wciąż coraz to nowe baby go witają, a czasem która za tyłek uszczypnie, wielce go zawstydzając. Na twarzy Matyska widać wyraźną odrazę.
GŁOS Z OFFU Nowy wikariusz okazał się być typem dość mizernym. „Oj, bratku, bratku” – pomyślałem, nie wiedząc jeszcze czemu.
Pan Starszy I bierze kaznodzieję pod ramię i odciąga na stronę.
PAN STARSZY I (poufale) A zaszedłby ksiądz dobrodziej kiedy do mnie. Zaraz pierwszy dom od remizy. Dobrego bimberku by ksiądz dobrodziej spróbował, no – niebo! (myśli, że popełnił faux pas) Oczywiście Panu Bogu nie urągając…
Wtenczas Pan Starszy II „odbija” księdza PS I, bierze pod ramię, prowadzi na stronę.
PAN STARSZY II Mnie maciora będzie ze dwa tygodnie temu warchlaki powiła. Nie kupiłby ksiądz prosiaka? Z ceny się spuści, bo wiadomo, księdzu sprzedawać, to trochę jak Panu Bogu, a Pana Boga nieładnie na piniądze dusić. To jak będzie?…
Pan Starszy III odbija, pod ramię bierze, na stronę ciągnie.
PAN STARSZY III (konspiracyjnie) Ja mam córkę, uważa ksiądz, na wydaniu. (jeszcze ciszej) Niby to już ona obiecana Karolowi od sołtysa, ale to jeszcze nic pewnego. Ksiądz się zastanowi – Marysia robotna, zdrowej piersi, skromna, nie buńczuczna. Ksiądz pomyśli, a bo to ksiądz czego więcej potrzebuje, no?
Baby odbijają kaznodzieję i ciągną go w swoją ciżbę, przy tym za policzki szczypią, koloratkę poprawiają jak małemu dziecku kołnierzyk, a nade wszystko – łapią za tyłek. Otaczają go ponownie, celebrze tej nie ma końca. Ważne, aby w trakcie trwania tejże sceny 13 raz po raz ukazywać wyraźnie zgłupiałą, zastraszoną, pełną konsternacji twarz klechy, a im wyraźniej ten wyraz będzie się rysować, tym większe ukontentowanie powinno się ujawniać na twarzy Matyska. Wtem twarz księdza rozpromienia się w czymś na wzór uśmiechu, nabierając rumieńców, mina Matyska rzednie. Ksiądz spogląda w pewne miejsce, ciągle quasi-radosny, Matysek (zbity z tropu) spogląda tam, gdzie wikariusz. Okazuje się, że odmiana ta nastąpiła w księdzu na skutek pojawienia się panny Izy, wiejskiej dziewki z długimi blond warkoczami, bezdennie głupiej. Ta wręcza mu koszyczek (koniecznie nakryty serwetką!), dyga, coś tam może zaszczebiotać. Twarz Matyska wykrzywia się w ironicznym, a może nieco szelmowskim uśmieszku.
MATYSEK (niewiadomo czy do siebie, czy do Krochmala) Oj, bratku, bratku.
14. Ten sam pokój w domu Matyska.
Matysek dokonuje przemeblowania: łóżko ustawia nienaturalnie na samym środku pokoju, a biurko wraz z maszyną do pisania i stertą papierów ustawia pod oknem. Siada za biurkiem, sprawdza na ile dokładnie widzi z tej pozycji budynek plebani. Nieco zmienia położenie biurka, znowu siada. Wstaje, przywraca je do poprzedniej pozycji, siada. Cokolwiek się wierci, następnie nieruchomieje, wpatrzony za okno z wyraźnym zadowoleniem.
GŁOS Z OFFU (mówi, gdy Matysek wykonuje powyższe operacje) Musiałem wszystko przystosować tak, aby żaden krok lebiody nie uszedł mojej uwadze. Perfekcjonizm.
15. Pokój w domu Matyska, następnego dnia rano.
Na zegarze 6 albo 7. Dzwoni budzik. Matysek zrywa się z łóżka, dopada do biurka, siada, intensywnie wypatruje czegoś za oknem. Doznaje zawodu, na dworze spokój.
16. Pokój w domu Matyska.
Godzina 8. Matysek wciąż siedzi za biurkiem, tępo wpatrzony w szybę, senny, znudzony.
17. Pokój w domu Matyska.
Na zegarze 12. Matysek śpi wsparty na biurku. Ręka spoczywa na klawiaturze maszyny do pisania, za sprawą chaotycznych ruchów, konwulsji, drgawek wstukuje następujący ciąg liter:
brzysnawła doscigłusna właspoś ć!he?chaćnieoddysob -.spo
Pukanie do drzwi. Matysek budzi się, idzie otworzyć. W drzwiach stoi trzech Chłopów. Matysek odwraca się bez słowa, pozostawiając drzwi otwarte, tym samym przyzwalając, aby weszli. Siada na łóżku, oni ściągają ubrudzone kalosze i czapki, kapelusze, bądź kaszkiety. Zbliżają się. Ważne, aby w trakcie, gdy Chłopi będą gadać i śpiewać, Matysek spozierał raz po raz za okno.
CHŁOP I Panie literat, my umimy.
MATYSEK (cały czas zaspany, na wpół przytomny) Hę?
CHŁOP I No… umimy.
MATYSEK Co umiecie?
CHŁOP II (radośnie) A piosenka już umimy, panie literat, piosenka!
MATYSEK (masując skronie) Co za piosenkę?
CHŁOP I No, co my raz przyśli tutaj panu literatowi zaśpiewać, jak my sami piosenka napisali, no i pan lite…
CHŁOP III E, przypomnijta panu!
Śpiewają własny utwór na trzy głosy rozłożone jak następuje (melodia w gestii kogoś, kto będzie miał na nią pomysł, bo ja nie mam):
GŁOS I: Żech-na-ko-mu-nia-za-pro-sił-Żech-na-ko-mu-nia-za-pro-sił GŁOS II: Cio-cię-i-wuj-ka-i-teś-ciów-i-soł-ty-sa-i-in-szych GŁOS III coś w tylu „bom-bom” – partia basu, zależna od melodii Głosów I i II.
MATYSEK (przerywa im) Dobrze, dobrze, już pamiętam.
CHŁOP I No. I to pan nos wtedy wyśmioł i powiedzioł, że to ni, że nie śpiewać tak. No, to my się pytomy, co by tu inszego śpiewać, to pan powiedzioł nic nie śpiewejta darmozjady, nieroby, to my godali, że nas pasja żre, to pan zaś nam pedzioł oj, weźta witklacego zaśpiewejta, hej, no, to my pośli do bibljoteki, mówjymy prosimy witklacego, to nam tu przyniesła takie o (pokazuje egzemplarz „Szewców”) no, to jo mówie – taż tu piosnków ni ma, to ona mówi taż tu ni było piosnków nigdy, to jo mówie, taż my chcieli to śpiewać, to ona mówi taż śpiewejta, no to śpiewomy.
CHŁOP III Hej, jak raz!
Śpiewają podobnie jak poprzednio dzieląc głosy.
GŁOS I: Nie bę dzie my ga dać nie po trze bnych rze czy GŁOS II: Hej - - hej - - kuj po desz wy - - GŁOS III: - - Łam - so bie - - - - pal ce
CHŁOP I No i jak?
MATYSEK (aby dali mu spokój) Świetnie, naprawdę dobra robota. Ćwiczcie dalej.
CHŁOP III O, tak!
Wykonuje rękami gest zbliżony do tego, którym dyrygent rozpoczyna pierwszy takt utworu, ale Matysek w porę reaguje.
MATYSEK Ale nie tu, nie tu! Tutaj akustyka nie taka, na dworze lepsza. Hm, zwłaszcza tam pod plebanią niczego sobie, bo od wieży kościoła dobry rezonans idzie.
Chłopi pod wrażeniem wiedzy Matyska z zakresu akustyki. Stoją chwilę w milczeniu, gęby rozwarłszy. Chłopu I, którego otwór gębowy jest najokazalszy, wpada mucha do ust. Krztusi się, widać, że ma ją przez chwilę w ustach. Rozważa – wypluć czy połknąć? Połyka.
CHŁOP II A, chodźta, bo pan uczony, nam dobrze mówi, chodźta…
Wychodzą, kłaniając się, dziękując za radę itd.
18. Widok z okna pokoju Matyska/pokój Matyska.
Chłopi stają pod plebanią i śpiewają. Ksiądz wychodzi przejęty zamieszaniem, dosyć raźnym krokiem, dziwnie pewny siebie, widzi potężnych Chłopów, miarkuje, że lepiej nie zwracać im uwagi, mija ich, udając, że wyszedł tylko na spacer. Przechadza się chwilę przed plebanią, nie zwracając uwagi na Chłopów, ręce zakłada do tyłu, pogwizduje. Kiedy wydaje mu się, że jego spacer trwa już wystarczająco długo i pozory zostały zachowane, wraca do budynku, nawet grzecznie skłaniając się Chłopom. Matysek pod wrażeniem całej sytuacji.
19. Gospodarstwo ze sceny 3.
Większy kogut skrada się za mniejszym kogutem – jego zamiary raczej nie są pokojowe. Nagle rezygnuje i bez powodu – ucieka. Jeśli scena 3 była zrealizowana w inny sposób niż w niniejszym scenariuszu, scena 19 powinna być analogicznie inna i odnosić się do sceny 3.
20. Pokój w domu Matyska, nieco później po południu.
Matysek próbuje pracować. Wstukuje po kilka słów na maszynie, skupia się, powtarza szeptem jakąś frazę, próbuje dobrać słowa, ale wyraźnie mu nie idzie – co chwilę musi wyjrzeć za okno, w nadziei, że coś się zdarzy. Jednak nie dzieje się nic.
21. Kuchnia w domu panny Izy.
Panna Iza (ok. 20-24 lata) i jej matka krzątają się po kuchni. Matka przynosi koszyczek, stawia na stole (w żadnym razie widz nie może zobaczyć jego zawartości!), panna Iza nakrywa go serwetką. Matka i córka łapią się niby to pod ręce, niby to się przytulają i uśmiechają do siebie – koniecznie głupio i sielankowo. Obraz odstręczający.
22. Zawżdymucha – nieco później – zmierzch.
Parę ujęć Zawżdymuchy kładącej się do snu. Spokój, gasną kolejne światła. Gaśnie też światło w oknie Matyska.
23. Pokój w domu Matyska.
Matysek kładzie się spać, chwilę leży, naraz wyskakuje z łóżka, podchodzi do okna. Nadzieja szybko ustępuje miejsca rozczarowaniu. Kładzie się z powrotem.
24. Zawżdymucha, to samo miejsce, co w scenie 7.
Dorotkiewicz drzemie na stołku – obrazek jak w scenie 7. Przejeżdża auto, jednak Dorotkiewicz ani drgnie.
25. Gospodarstwo Krochmala.
Krochmal rąbie drwa, ale niezbyt mu to idzie – trafia koślawo w kawałki drewna, raz po raz spadają one z pieńka, na którym je rąbie, męczy się bez rezultatu.
26. Pokój w domu Matyska.
Matysek bardzo podenerwowany – chodzi tam i sam, od ściany do ściany, wygląda przez okno, to prycha, to się jakoś zżyma. Jego wściekłość powinna mieć jakiś wspólny mianownik z Krochmala.
27. Gospodarstwo Krochmala, pokój w domu Matyska.
Krochmal bierze się w garść – trafia celnie w środek kawałka drewna. Matysek zdecydowanym ruchem zrzuca stertę papierów z biurka. Krochmal ustawia połówkę poprzedniego kawałka i z równą precyzją rozłupuje ją jeszcze na pół. Matysek przysiada przy biurku, wali zapamiętale i bezmyślnie w klawisze maszyny do pisania. Krochmal siada ukontentowany na pieńku, bierze głęboki wdech, może zapala papierosa, czy coś takiego. Matysek wciąż siedzi za biurkiem. Teraz jednak jedynie rozpacz i rezygnację widać na jego twarzy. Wpatruje się za okno i w całej swojej beznadziei przez chwilę widać, że na jego ustach ma zamigotać nutka ironicznego uśmiechu (jakby zobaczył siebie z boku w żenującej śmieszności własnej sytuacji). Potem bezwładnie pada twarzą na maszynę.
28. Pastwisko / łąka.
Krowa. Na krowie stoi mała koza (proszę tak nie patrzyć – tego typu historie zdarzają się w rzeczywistości). Prawie się nie ruszają, widziane najlepiej z profilu. Stoją tak i nic. Wtenczas odzywa się Głos z offu.
GŁOS Z OFFU Jeśli chodzi o dzianie się przez resztę tamtego tygodnia, działo się niewiele. Prawdę mówiąc, nic. (Pauza, krowa i koza dalej stoją. Głos z offu zaczyna nucić bezładnie) Pam – pam, pararara… Tam – tam, pararara…
Krowa odwraca łeb za kozą na jej grzbiecie, następnie dalej patrzy na wprost.
29. Pokój w domu Matyska.
Matysek przed lustrem – ubiera garnitur, skrupulatnie poprawia krawat itd.
GŁOS Z OFFU Jedynie, że przyszła niedziela, trochę się ucieszyłem. I poczułem dreszczyk…
30. Droga przed kościołem.
Matysek zmierza do kościoła, jak zresztą cała wieś.
GŁOS Z OFFU …bo miałem nadzieję, choć nieśmiałą, wręcz bojaźliwą, właściwie skuloną i potulną, że nowy wikariusz będzie celebrował mszę. Nie miałem się przeliczyć.
31. Kościół.
Matysek zasiada w jednym z tylnich rzędów. Chwilę czeka, ludzie jeszcze się schodzą, kościół się zapełnia. Matysek trochę nerwowy, niepewny – widać, że nieczęsto tam bywa. Wreszcie rozpoczyna się nabożeństwo. Matysek z początku dokładnie przygląda się wikaremu, który w istocie je prowadzi. Jednak wraz z trwaniem liturgii jest coraz bardziej znudzony. Ważne, aby widz widział mszę tak jak Matysek, tj. aby słowa dochodzące z ambony pozostawały w tle, a już zwłaszcza nie miały żadnego znaczenia. Uwaga „wspólnej” percepcji Matyska i widza powinna raczej skupiać się na takich elementach jak np. mucha, paznokieć, zadra w ławce, karki, uszy, włosy siedzących z przodu etc., etc. Eucharystia. Wszyscy wstają, podchodzą po komunię. Matysek jakby wyrwany ze snu orientuje się, że w zasadzie może warto iść. Niezbyt co do tego przekonany, wstaje wreszcie. Zbliża się do ołtarza i wraz z tym zbliżaniem coś zaczyna się niespodziewanie wyłaniać.
GŁOS Z OFFU Wraz ze zbliżaniem się moim ku kaznodziei, coś poczęło mi się wyłaniać, coś zamigotało, przemknęło niby świergocząc, wprzódy jednak myślałem, że to tylko majak jakiś… Ale nie! Na łbie jego, łepetynie przebrzydłej – och… zapytajcie Krochmala, daję słowo: nie kłamię, ale był tam jak ulał kogut na jego głowie! Taki pospolity, bezczelny, trywialny, małomiasteczkowy kogut!
/Jednym z trudniejszych zagadnień, jakie rozważam, jest – czy groteska ma swoje granice. Póki co – nie wiem. Jednak zakładam, że ma i kogut na jego głowie to nie drób, ale taki kikut z włosów (ja wiem, można pomyśleć, że po tej kozie na krowie, to już wszystko możliwe)/
Matysek przystępuje do komunii, a w czasie jak przyklęka itd., myśli, co następuje:
GŁOS Z OFFU Chyba jasnym jest i klarownym, nie budzącym absolutnie żadnych wątpliwości, że był to zwiastun, omen, znak – czy jakby go tam nie nazwać. Zapowiedź tego, co miało nadejść, a nie sposób – zważcie – było się odpowiednio przygotować. Erekcyjną obmierzłość owego koguta trzeba było widzieć w szerszym wymiarze. Znaczenia wyły o przypisanie im kontekstu.
32. Pokój w domu Matyska.
Matysek chodzi po izbie znów pełen energii, przejęty. Co pewien czas wygląda za okno, jakby wiedział, że tym razem coś tam wypatrzy. Na zegarze 12. Wreszcie coś się dzieje.
GŁOS Z OFFU Stał się poniedziałek, a ja od tamtej niedzielnej mszy byłem pewien, że co do dziania się – coś się będzie działo. I się nie przeliczyłem.
Matysek widzi przez okno następującą scenę: panna Iza zmierza w skocznych podrygach ku plebani, niesie koszyk przykryty serwetką. Puka do drzwi plebani, te się otwierają, ale wyziera z nich tylko mrok, ewentualnie widać niewyraźną sylwetkę opatuloną półmrokiem wnętrza. Zabiera koszyk, panna Iza powinna wtedy dygnąć, nóżkę podwinąć, umizg jakiś odstawić, zaszczebiotać. Następnie odchodzi wyraźnie rozanielona, drzwi plebani się zamykają. Dziwny uśmiech na twarzy Matyska. Z oddali słychać śpiew Chłopów: „Nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy… itd.”
33. Podwórko Krochmala / Pokój w domu Matyska.
Krochmal siedzi na pieńku. Tam też dochodzą śpiewy Chłopów, a ich natężenie porównywalne, bądź nieco większe, niż te w domu Matyska. Krochmal bawi się pionem (znaczy: gwózdkiem na nitce). Robi to w sposób następujący: najpierw trzyma pion nieruchomo (twarz jego mniej więcej na poziomie gwoździa, uważnie wpatrzona w układ), następnie nieznacznym drżeniem ręki wprawia go we fluktuację, a amplituda odchylenia stopniowo rośnie. Równolegle do tego pojawia się też uśmiech na twarzy Krochmala, a gdy maksymalny kąt odchylenia pionu wynosi ok. 80o, uśmiech jego jest już całkiem szeroki, tudzież paralelny dziwnością do uśmiechu Matyska. Zabawa Krochmala jest przeplatana zachowaniem Matyska w sposób następujący: -patrzenie Krochmala na pion -dziwny uśmiech na twarzy Matyska trwa jeszcze od sceny 32 /w trakcie powyższych ujęć natężenie śpiewu Chłopów staje się oczywiście równe w obydwu miejscach. W trakcie poniższych zaś powinno się stopniowo zwiększać/ -początek drgań dłoni Krochmala -Matysek zaczyna niby „dyrygować” w rytm śpiewu Chłopów -mocniejsze drgania -energiczniejsze dyrygowanie -mocniejsze drgania -energiczniejsze dyrygowanie /maksymalne natężenie śpiewu/ -największe drgania, dziwny uśmiech -ekstaza dyrygencka Matyska /śpiew Chłopów się urywa/ -Krochmal wypuszcza pion z palców, upada on na ziemię, osłupienie Krochmala -Matysek nieruchomieje, jest zgrzany, spocony. Podobne osłupienie przemieszane z zawodem na jego twarzy.
34. Przed plebanią.
Kolejny dzień. Panna Iza znów zmierza ku plebani z koszykiem, generalnie powtarza się sytuacja z poniedziałku. Jedynie Matysek bliżej wszystkiego – niby zamiata przed swoją furtką, ale wachluje ciągle miotłą w tym samym miejscu, patrząc nie na ziemię, a w stronę panny Izy i ciemności wypełzającej z plebani.
GŁOS Z OFFU Dni kolejne przyniosły to samo dzianie się, ale bynajmniej nie równało się ono monotonii…
35. Przed plebanią.
Środa. To samo, Matysek niby…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…