Wróć do katalogu

W IMIĘ SYNA

Opowieść o miłości i śmierci, o karze i winie. Sześćdziesięcioletni mężczyzna jest sądzony o zgwałcenie i zamordowanie młodej dziewczyny. Syn jest przekonany o niewinności ojca. Nic nie jest takie jak by się wydawało.

Robsonopublikowano 2 listopada 200726 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W IMIĘ SYNA

- Chciałbym przesłuchać Piotra Karbowskiego, syna oskarżonego, Andrzeja Karbowskiego. - W jakim celu? – spytała sędzina, korpulentna kobieta dobiegająca pięćdziesiątki. - Żeby wykazać, iż taki dobry i porządny człowiek jak Andrzej Karbowski nie mógł dopuścić się z premedytacją tego strasznego czynu i że był to tragiczny wypadek, a nie zaplanowana zbrodnia – odpowiedział obrońca, brodaty mężczyzna w okularach. - Sąd przychyla się do prośby oskarżonego. Proszę o podejście pana Piotra Karbowskiego Wysoki, dobrze zbudowany trzydziestolatek wystąpił z tłumu i niepewnym krokiem podszedł do mównicy. Miał kamienną twarz, ale drżenie rąk zdradzało jego silne zdenerwowanie. - Niech pan nam opowie, jakim ojcem był oskarżony? - brodacz zwrócił się do Piotra. - Bardzo dobrym. Najlepszym. Moja mama umarła na raka, gdy miałem zaledwie dwa lata i ojciec musiał mi ją zastąpić. Starał się jak mógł, żebym miał szczęśliwe dzieciństwo i by niczego mi nie brakowało. I myślę, że mu się to udało. - Czy oskarżony był wobec pana agresywny? Bił pana? - Nigdy mnie nie bił. Nawet na mnie nie krzyczał. Gdy coś przeskrobałem, tłumaczył mi długo i cierpliwie, dlaczego źle postąpiłem. Czasem stosował jakieś kary, ale nie fizyczne. - Co to były za kary? - Na przykład zakaz oglądania telewizji czy wychodzenia na dwór. - A czy był agresywny w stosunku do innych ludzi, zwłaszcza wobec kobiet – dociekał obrońca. - Nie. Ojciec jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich – Piotr był roztrzęsiony, ale próbował zachować spokój. - Nie lubi się kłócić i nie stosuje rozwiązań siłowych, a dla kobiet zawsze był bardzo uprzejmy. Zresztą mieszkamy u ojca i na pewno bym zauważył, gdyby zachowywał się niestosownie w stosunku do mojej żony, a inne kobiety również traktował z szacunkiem. - Bardzo uprzejmy dla kobiet? Nawet po alkoholu? - wtrącił się prokurator, otyły jegomość z dużym wąsem.- Wiemy z relacji świadków, że oskarżony lubi sobie wypić. - Nie udzieliłam panu głosu! - sędzina podniosła glos.- Panie Karbowski, proszę odpowiedzieć. Piotr spojrzał w stronę swojego ojca. Barczysty, sześćdziesięcioletni mężczyzna siedział z podniesioną głową. Miał spokojną, smutną twarz i patrzył synowi prosto w oczy. - Ojciec przez całe życie raczej stronił od alkoholu – mężczyzna mówił powoli, ważąc słowa. - Dopiero gdy upadł jego zakład pracy i musiał przejść na przyspieszoną emeryturę, zaczął trochę popijać. Ale absolutnie nie był agresywny i nikomu nie wadził. Zawsze upijał sie na smutno, robił się bardzo bardzo małomówny, a potem szedł spać - Wysoki sądzie, czy mogę zadać panu Piotrowi Karbowskiemu kilka pytań? - prokurator zwrócił się kobiety przewodniczącej rozprawie. - Proszę bardzo, sąd udziela panu głosu! - Czy po śmierci żony oskarżony utrzymywał intymne kontakty z kobietami? - Nie, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Mówił, że żadna nie będzie taka jak Basia, to znaczy jak moja mama. - Wiadomo, że dorosły mężczyzna ma swoje potrzeby seksualne, które musi w jakiś sposób zaspokoić. Jak oskarżony sobie z tym radził? - Nie wiem – odpowiedział poirytowany Piotr. - Nie wtrącałem się w tę sferę życia mojego ojca! - Ale chyba zgodzi się pan ze mną, że tłumiony przez wiele lat popęd płciowy w końcu musi znaleźć swoje ujście, a nagromadzone żądze mogą wtedy poprowadzić człowieka do zbrodni? - wąsacz uśmiechnął się chytrze. - Nie zgodzę się! - krzyknął czerwony na twarzy Piotr. - Może miał jakieś kochanki na boku! A może po prostu przyzwyczaił się do życia bez kobiety i nie odczuwał już popędu! - Nie sądzę – zaśmiał się tłusty prokurator i złośliwie spojrzał na oskarżonego.

*****

Bardzo ładna, drobna blondynka o wesołych, szczerych oczach siedziała na kanapie z albumem zdjęć na kolanach. Była ubrana w obcisłe dżinsy i krótki, odsłaniający brzuch top. Piotr usiadł obok niej. Miał na sobie tylko szorty i podkoszulek, ale mimo tego był cały spocony. Czerwcowe upały dawały się mocno we znaki. Dziewczyna pokazała mu zdjęcie, na którym asfaltowa szosa ciągnęła się prosto jak strzelił kilkumetrowym odcinkiem, pnąc się łagodnie w górę, a czerwona kula słońca wschodziła bezpośrednio nad jezdnią, wyłaniając się zza gór i jaskrawo oświetlając drogę oślepiającym światłem. Na środku drogi stał Piotr i jego ojciec, objęci ramionami i szczęśliwi. - Ile miałeś wtedy lat? - Szesnaście. Zobacz, co jest napisane na odwrocie zdjęcia. Ania odwróciła fotografię i przeczytała na głos: - „Iść, ciągle iść w stronę słońca, W stronę słońca aż po horyzontu kres. Iść, ciągle iść tak bez końca, Witać jeden przebudzony właśnie dzień Wciąż witać go jak nadziei dobry znak Z ufnością tą, z jaką pierwszą jasność odśpiewuje ptak.” - To tekst piosenki, którą wtedy śpiewaliśmy na okrągło. Te nasze wakacyjne wypady z ojcem w Tatry to były najpiękniejsze chwile mojej wczesnej młodości. Nigdy ich nie zapomnę. Nigdy. Zdobyliśmy wszystkie najtrudniejsze szczyty i przeszliśmy wszystkie szlaki po polskiej i czeskiej stronie gór. Byliśmy na Rysach, Zawracie, Orlej Perci i dziesiątkach innych miejsc. Ale najważniejsza była dla mnie męska przygoda, gdy zaciskając zęby szedłem z tatą ramię w ramię. Nie zwalniałem kroku, choć plecak okropnie ciążył, deszcz zacinał prosto w twarz, a stopy były otarte do krwi. Pamiętam, że za żadne skarby świata nie chciałem przyznać się przed nim do słabości. Kiedy resztkami sił, podczas śnieżnej zamieci, zdobyliśmy najwyższy szczyt w Polsce, czułem się panem świata, prawdziwym twardzielem, człowiekiem, który może wszystko! - Kto by pomyślał, że twój ojciec może zrobić coś tak strasznego?! - kobieta myślami była zupełnie gdzie indziej. - Zawsze był takim dobrym, pogodnym, pomocnym człowiekiem! Cudowny dziadek, czuły i troskliwy dla Szymka i Oleńki. A okazało się, że przez cztery lata mieszkaliśmy pod jednym dachem z mordercą! Mężczyzna spuścił głowę i nic nie odpowiedział. - Wiem, tobie też nie mieści się to w głowie! Tak samo jak mnie! Na pewno jesteś z nim bardzo związany i nie możesz w to uwierzyć jeszcze bardziej niż ja. - Chyba cię to nie dziwi?! – Piotr podniósł głos. – W końcu mieszkaliśmy tylko we dwóch przez ponad dwadzieścia lat! Mieliśmy tylko siebie! Jest dla mnie nie tylko ojcem, ale też starszym, niezawodnym przyjacielem. I nie nazywaj go mordercą! Jestem pewien, że on tego nie zrobił! - Jak to nie?! - Ania, spojrzała na niego badawczym wzrokiem. - W takim razie kto?! - Nie mam pojęcia. Ktoś go musiał wrobić! Co robią dzieci? - spytał ze smutną miną. - Śpią jak aniołki. Przed chwilą byłam u nich. I nie zmieniaj tematu! Nikt go nie wrobił! Badania genetyczne jednoznacznie wskazują, ze to on! - Wiem, że to nie on, po prostu uwierz mi, dobrze?! Zobaczę, czy się nie obudziły. Piotr wstał i poszedł do dziecięcego pokoju. Roczny Szymon, oczko w głowie tatusia, spał jak zwykle rozkopany w swoim łóżeczku i uśmiechał się przez sen. Był łudząco podobny do swojego ojca. Miał identyczny nos i usta. Mężczyzna przykrył go starannie i zajrzał do trzyletniej córeczki, Oli. Oddychała spokojnie, leżąc na lewym boku. Uspokojony wrócił do żony. Kobieta była zdenerwowana i przygryzała wargi. - Coś ci opowiem – powiedział siadając obok niej, chociaż dziewczyna patrzyła przed siebie jakby go nie zauważyła. - Wiesz, ze dorastający syn zawsze rywalizuje z ojcem i próbuje być od niego lepszy. Z nami było tak samo. Najbardziej zależało mi na tym, by pokonać tatę w siłowaniu na rękę. Było to szalenie trudne, gdyż tata był wówczas świetnie zbudowanym, bardzo silnym mężczyzną. W młodości był przecież mistrzem Polski juniorów w podnoszeniu ciężarów. Kładliśmy się na podłodze i mocowaliśmy się to na prawą, to na lewą rękę. Przez długie lata nie mogłem go pokonać, choć on zawsze udawał, że wygrywa ze mną z dużym trudem i po heroicznej walce. Byłem wówczas zagorzałym miłośnikiem trójboju siłowego, co najmniej cztery razy w tygodniu trenowałem w siłowni i wyciskałem na ławce sto sześćdziesiąt kilogramów, a tata i tak był ode mnie lepszy. Strasznie mnie to frustrowało. Mężczyzna na chwilę przerwał i zmarszczył czoło, jakby próbował przywołać w pamięci wydarzenia przez lat. Żona obserwowała go bez słowa, próbując zrozumieć, do czego zmierzał. - Aż pewnego dnia – Piotr mówił cichym głosem - gdy miałem dwadzieścia cztery lata, a ojciec o trzydzieści więcej, w końcu poczułem, że jestem mocniejszy. Tata wygrał start i zaraz po rozpoczęciu walki lekko przegiął moją dłoń. Z ogromnym wysiłkiem udało mi się powstrzymać jego atak. Przez kilka minut nasze ręce praktycznie nie zmieniły swojego położenia, choć obaj wytężaliśmy wszystkie siły, aż żyły nabrzmiały nam na rękach, a pot zaczął kapać na podłogę. Później wyczułem, że tata słabnie. Pomyślałem, że wiek robi swoje i ojciec nie ma już tej żelaznej wytrzymałości, co kiedyś, chociaż sił nadal mu nie brakuje. Podźwignąłem dłoń do pionu, a potem zacząłem powoli przeważać szalę na swoją korzyść. Spojrzałem w czerwone z wysiłku oczy ojca i zrobiło mi się go żal. Ujrzałem w nich smutek i strach przed porażką. Czułem, że jeszcze kilkadziesiąt sekund i w końcu po tylu latach nieudanych prób ziści się moje marzenie. Wygram z ojcem na rękę! Niepokonany przegra, legenda upadnie, mistrz znajdzie swojego pogromcę. Nie! Nie mogłem tego zrobić! Będzie mu przykro. Poczuje się stary i słaby. Nie bije się swojego mistrza. Nie można ukochanemu człowiekowi odbierać poczucia własnej wartości. Udałem, że słabnę, powoli, stopniowo rozluźniałem mięśnie, aż w końcu tata po tytanicznej walce położył mnie na rękę kolejny raz. Zauważyłem w jego oczach błysk ogromnej ulgi. Tego dnia siłowaliśmy się po raz ostatni. Po prostu więcej już nie namawiałem go do walki na rękę, a tata również nie wychodził z taką propozycją. Pozostał niepokonany i obu nam odpowiadała taka sytuacja. Ania spojrzała na niego pytającym wzrokiem, nadal nie wiedząc, co mąż ma na myśli. Piotr zauważył jej minę i zaraz wyjaśnił: - Wiesz, dlaczego ci to opowiadam? Bo tego dnia zrozumiałem, że ja jestem u szczytu sił, a ojciec zaczyna się powoli starzeć. Że rolę się odwróciły – teraz ja będę musiał pomagać ojcu bardziej niż on mnie, być jego podporą i ostoją. Wtedy postanowiłem, że nigdy go nie opuszczę, że nawet jak założę rodzinę, będziemy mieszkać razem, a ja zapewnię mu dobrą, spokojną starość, tak jak on zadbał o moje szczęśliwe dzieciństwo. A teraz co?! On gnije tam w więzieniu, a my tu siedzimy przed telewizorem i zajadamy się orzeszkami! I nic nie mogę zrobić! W żaden sposób nie mogę mu pomóc! Jasna cholera! Czasami myślę, że byłoby lepiej, gdybym to ja siedział w więzieniu zamiast niego! - O czym ty mówisz? – żona spojrzał na niego zdumiona. – Twój ojciec dopuścił się morderstwa i to on musi ponieść tego konsekwencje, a nie ty! Piotr spuścił głowę, a potem skrył twarz w dłoniach. Tak bardzo kochał żonę. Zawsze wspierali się w trudnych chwilach i doskonale wiedział, że w każdej innej sytuacji mógłby liczyć na jej wsparcie. Ale nie w tej! Nie mógł powiedzieć Ani prawdy. Tym razem z pewnością nie znalazłby u niej zrozumienia. Bardzo ją skrzywdził i lepiej, żeby nigdy się o tym nie dowiedziała. Myślami wrócił do tego pamiętnego wydarzenia na moście.

*****

W kwietniowy, deszczowy wieczór powietrze było ciężkie i duszne. Mężczyzna szedł szybkim krokiem przez opustoszałe ulice. Miał spuszczoną głowę i zacięty wyraz twarzy. Podjął bardzo trudną decyzję i teraz chciał przeprowadzić to, co zaplanował. Wiedział, że tym krokiem bardzo skrzywdzi swoją żonę i dzieci, ale nie potrafił już tak dłużej żyć. Ciężar, który go przytłaczał, był zbyt wielki. Nie potrafił go udźwignąć. Poczucie winy i wyrzuty sumienia zbyt silne, by mógł z nimi wygrać. Tak będzie lepiej. Mimo wszystko. Doszedł do środka mostu. Spojrzał na leżący na lewym brzegu rzeki klasztor franciszkanów, a potem w ciemny nurt Warty. Ile razy robił z tego miejsca zdjęcia o różnych porach dnia i roku? Ile razy przechodził przez ten most z dziećmi i żoną, idąc na spacer do lasu? Poczuł straszliwą żałość i rozdzierający serce smutek. Łzy napłynęły mu do oczu. Dlaczego akurat jego to musiało spotkać? Boże, dlaczego?! Wziął głęboki oddech i przeszedł przez barierkę. Trzymając się jej i stojąc na niewielkim gzymsie spojrzał przed siebie. Ostatni raz. Pomarańczowe słońce chyliło się ku zachodowi, zalewając wszystko złocistym blaskiem, a jego gasnące promienie skrzyły się w wodzie. Jest tak pięknie – pomyślał zrozpaczony. - Kurwa, jak tu jest pięknie! Zacisnął zęby. Zaraz się puści. Skoczy i poleci kilkanaście metrów w dół jak kamień. Pochłonie go zimna, ciemna toń. Już na zawsze. - Co ty robisz?! Stój!!! Piotr poczuł na ramieniu silną, męską dłoń. - Chodź tutaj z powrotem! Obrócił się i zapłakany spojrzał w niesamowicie smutną, zatroskaną twarz. - Co ty tutaj robisz, tato? - wydusił przez ściśnięte gardło. - Szedłem za tobą!

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych