Wróć do katalogu

W Obliczu Śmierci

Żelechów zostaje przejęty przez oddział majora "Orlika". Wracający żołnierze zatrzymują się w leśniczówce. Po roku major zostaje zaatakowany przez KBW

Dzik13opublikowano 5 czerwca 201612 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Milicjant Gruda siedział na krześle i czytał gazetę. Na pierwszej stronie tego czasopisma było zdjęcie jakiegoś mężczyzny i cały artykuł o nim. Gruda czytał z uwagą, literka po literce. Niezwykle zainteresowała go ta historia. E, Brodzik! - krzyknął do podwładnego, który przeglądał jakieś dokumenty. - Chodź tu na chwilę. Trzydziostosiedmioletni milicjant Brodzik był wysokim mężczyzną z krótkimi, rudymi włosami i bródką. Nosił okulary. Odznaczał się wyjątkową inteligencją i zdolnościami dedukcji. Został przydzielony na posterunek w Żelechowie niedawno i razem z trzema innymi milicjantami strzegł porządku w miasteczku. Oprócz nich, w Żelechowie znajdowała się siedziba UB. Sześciu funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa dopilnowało, by w mieście panował spokój. Brodzik podszedł do Grudy – otyłego, brązowowłosego milicjanta zbliżającego się do pięćdziesiątki. Gruda pracował na komisariacie od roku i był najbardziej doświadczonym milicjantem w Żelechowie, a także komisarzem. Słucham – powiedział Brodzik. Czytałeś dzisiejszą gazetę? - spytał Gruda. Nie miałem okazji. Ciągle zajmuję się tymi papierami. Odłóż papiery i słuchaj. Na Pograniczu Lubelszczyzny z Mazowszem i Podlasiem grasuje licząca około dwustu żołnierzy, banda majora Mariana Bernaciaka "Orlika". Ma on już na swoim koncie wiele rozbojów, porozbrajał na przykaład grupę KBW, znany jest jego atak na Kock, który zakończył się przejęciem miasta. Już ponad rok władze mają z tą bandą ogromne problemy i postanowiły wysłać w rejon jego działania kilkutysięczny oddział KBW.... Myślisz, że nie słyszałem o Bernaciaku? Jak nie, to idź rozdawać mandaty, bo z ciebie dupa wołowa, a nie milicjant. Słuchaj dalej. W oddziale Bernaciaka służy ostatnio mniej żołnierzy, około stu pięćdziesięciu. Coraz rzadziej przeprowadzają jakiekolwiek akcje.Czy KBW skutecznie poradzi sobie z bandą "Orlika"? Dobrze by było. Bernaciak przysparza dużo kłopotów.... Nagle do posterunku wbiegł Pompka – jeden z milicjantów. Był zdyszany i widocznie wystaszony. Banda Bernaciaka napadła na miasto! - krzyknął. - Ratujcie się! Rozległy się strzały. Gruda z Brodzikiem weszli pod stół i odbezpieczyli pistolety. Pompka schował się do szafy, również z pistoletem. Podrapał się po krótkiej bródce i szepnął: Zaraz tu będą! Rzeczywiście, po chwili milicjanci usłyszeli głos: Poddajcie się, rzućcie broń i wyjdźcie z rękami w górę! Inaczej was zabijemy! Milicjanci nie odezwali się. Ktoś strzelił w szybę w oknie posterunku, ta roztukła się głośno. Nie żartujemy! - krzyknął ten sam człowiek. Lepiej wiać – mruknął Brodzik. Nie gadaj bzdur! - zganił go Gruda. - Posterunek jest z pewnością otoczony. Najlepiej zrobimy, jak ich posłuchamy – szepnął Pompka. Dobrze – odparł Gruda. - Wychodzimy. Milicjanci odłożyli broń i wyszli z posterunku. Przed nim stało kilkunastu mężczyzn w mundurach, z karabinami wycelowanymi w funkcjonariuszy. Na przodzie stał dowodca – wysoki brunet o ciemnych oczach i ponurym wzroku. Na ziemię! - krzyknął. Funkcjonariusze usłuchali. Padli na chodnik, a kilku żołnierzy pobiegło ku nim. Zaczęli sprawdzać, czy nie są uzbrojeni. Po chwili wrócili do dowódcy. Pilnować ich! - nakazał dowódca. - "Strupie", "Marcelu" i "Karaluchu" – zostajecie tu. Reszta idzie na UB i robi rozróbę. Odmaszerować! Tak jest, majorze! - krzyknął jakiś wąsaty żołnierz. Ty jesteś Bernaciak?! - spytał Pompka. Nie – odparł major. - Nie nazywam się Bernaciak. Mówią na mnie "Orlik". Nic nie mów. Tyś komendant? Nie, nie! - odparł Pompka. To chodź tu! Ale! Chodź, bo strzelam! Pompka wstał i podbiegł do "Orlika". Dwóch żołnierzy chwyciło milicjanta za ramiona. Nie jesteśmy bandą! - warknął major. - Jesteśmy wyzwolicielami! A tyś milicjant na służbie komuny!? Tak – wyszeptał Pompka. - Ale jakiej komuny.... Tak? - powtórzył major. - Mordujesz, okradasz mieszkańców. Nie, nie Jak się zwiesz? Pompka, Franek Pompka. Dlaczego jesteś w milicji!? W tych czasach trudno znaleźć pracę, a muszę wyżywić żonę i dzieci... Tak? Chciałbyś zmienić zawód? Tak! Więc dołącz do mojego oddziału. Weź ze sobą żonę i dzieci, chodźcie z nami. Naprawdę?! Za darmo będziecie jedli, nie potrzeba pieniędzy. Tylko dobre chęci. Ależ... Zgadzasz się? Tak. Słowo honoru? Jasne. Więc biegnij po rodzinę. My się stąd wynosimy. Opanujemy tylko UB. Żołnierze puścili Pompkę, który odwrócił się i zaczął biec w stronę rynku. "Orlik" kazał milicjantom wynieść się i nie pokazywać się mu na oczy. Rozbrojeni funkcjonariusze, klnąc, odeszli w stronę posterunku UB. Gruda wygrażał żołnierzom, wymachiwał pięścią.Wrócili żołnierze. "Orlik" nakazał im strzelać na popłoch. Milicjanci szybko się wycofali, a Bernaciak odetchnął z ulgą. Przynajmniej ich nie trzeba było zabić. Ubecy,jak mówili żołnierze, nie zamierzali się poddać. Strzelali i krzyczeli różne obelgi. Wreszcie zastępcę "Orlika"znudziła ta sytuacja i nakazał żołnierzom zlikwidować ubeków. Po chwili do majora wrócił Pompka. Nie dołączę do twego oddziału, majorze! - powiedział stanowczo. Z jakiego powodu? - spytał "Orlik". Rodzina nie ruszy się z Żelechowa, a ja zamierzam z nią zostać. Przykro mi, lecz odmawiam. Ja ci daję wolny wybór! A skoro nie podoba ci się moja propozycja to zostań tu. Jak ktoś nakapuje nowo przybyłym ubowcom, że ze mną rozmawiałeś, to posiedzisz w więzieniu... Nic mnie to nie obchodzi! - krzyknął Pompka. Odwrócił się i zaczął się oddalać. Jakiś żołnierz spytał się "Orlika" czy strzelać. Ten zabronił. Zarządził wyjście z miasta. Po godzinie oddział znalazł się już w lesie, niedaleko Żelechowa. Stała tam niewielka leśniczówka. Major wysłał dwóch żołnierzy, aby sprawdzili, czy jest tam leśniczy i spytali się go o nocleg w sianie. Po kwadransie wrócili i oznajmili, że mają pozwolenie na zatrzymanie się w stodole. Leśniczy okazał się antykomunistą, chętnie sprzyjającym partyzantom. Żołnierze przygotowywali się do kolacji, a major rozpoczął rozmowę z leśniczym. Za nocleg mamy zapłacić? - spytał "Orlik". Nie! Skądże! Nawet nie próbujcie płacić! - odparł, śmiejąc się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych