Wróć do katalogu

W Oddziale "Olecha"

Podporucznik Anatol Radziwonik "Olech" jest ostatnim obrońcą Kresów. Ginie w 1949 roku nieopodal wsi Raczkowszczyzna, okrążony przez Sowietów.

Dzik13opublikowano 15 czerwca 201617 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Żołnierze szli przez las, głośno tupiąc. Prowadził ich niewysoki mężczyzna z długą, brązową brodą i wąsami. Maszerowali w rytmie: lewa, lewa, lewa, prawa, lewa. Na plecach mieli karabiny. Szli tak, aż dowódca nie zarządził przerwy. Żołnierze usiedli pod drzewami, pili wodę z bukłaków. Prowadzący ich mężczyzna stał i rozglądał się, przypatrując się ciekawie żołnierzom. Jeden z nich, kapral, położył się pod drzewem i nagle coś spadło z góry na jego twarz. Warknął i wstał. To wiewiórka upuściła żołędzia, który poleciał wprost do oka kaprala. Na szczęście, nic się nie stało. Kilku żołnierzy wybuchło śmiechem. Kapralowi nie spodobało się to i kazał im stanąć na baczność i zaczął ich musztrować. Musztrował ich chwilę, a później kazał paść na ziemię i zrobić sto pompek. Brodacz, który prowadził żołnierzy, zdenerwował się i podszedł do kaprala. Kapral Marcin Bobek, baczność! - nakazał. Kapral na komendę stanął na baczność. Brodacz poszedł do niego i powiedział: Kapralu, widzę, że pastwi się pan nad swoimi podwładnymi! Skoro już mają pompować, to niech pan pompuje z nimi! Na ziemię, sto pompek! Kapral padł na ziemię i zaczął pompować. Kilku żołnierzy, obserwujących sytuację, zaczęło się głośno śmiać. Kapral przestał pompować i spojrzał na nich z nienawiścią. Zrobił pan dopiero dwadzieścia pięć pompek! - zauważył brodacz. - Jeszcze siedemdziesiąt pięć! - Ależ oczywiście, panie podporuczniku – mruknął kapral i pompował dalej. Podporucznik stał nad nim. Po siedemdziesiątej pompce, kapral zrobił sobie przerwę. Podporucznik postawił nogę na jego plecach. Dalej, dalej! - krzyczał. - Chyba potrafi pan pompować? Jak nie, to degradacja czeka........ Kapral dobił do stu pompek. Wstał i spojrzał się na podporucznika z nienawiścią. Podporuczniku "Olechu"! - huknął. - Dlaczego........ Niech pan sobie sam odpowie na to pytanie! - krzyknął "Olech". - Idziemy! Wstawać wszyscy! Kierujemy się do Boniuchów!

...

Na posterunku MO w Boniuchach pracował jak dotąd tylko jeden milicjant. Ale tego dnia we wsi pojawił się drugi. Skierował się na posterunek i przywitał tutejszego strażnika prawa. Powiedział, że skierowano go tu z Lidy. Milicjant z Boniuchów – Luba miał na nazwisko, odpowiedział, że z chęcią będzie pracował z milicjantem z Lidy – Karalowem. Karalow był wysokim, brodatym mężczyzną o groźnym spojrzeniu. Nie był w ogóle podobny do Luby, który był bardzo niskim blondynem z wąsikami. Uściskali sobie ręce i Luba pobiegł zaparzyć herbatę. Usiedli przy stole i rozpoczęli rozmowę. Słyszał pan o "Olechu"? – spytał Luba. Nowy jestem – odparł Karalow. – Nie słyszałem. I szkoda – mruknął Luba. - Będę musiał panu opowiedzieć. Otóż "Olech" jest partyzantem, który od czterech lat sieje postrach wśród NKWD i milicjantów. To szlachetny człowiek, żołnierz samego majora Ponurego, którego zamordowali Niemcy pod Jewłaszynem. Po śmierci majora, "Olech" czyli Anatol Radziwonik, opuścił jego oddział i razem z "Ragnerem" i "Krysią" walczyli z Rosjanami w okolicach Lidy. Sowieci pokonali oddziały "Ragnera" i "Krysi", ale z "Olechem" nie dali sobie rady. Teraz walczy o wolną Polskę. NKWD przez dwa lata miało przed nim cykora. Dopiero rok temu, w 1948, zaczęli wystawiać do walki z nim liczne oddziały. Początkowo miał pod kontrolą prawie tysiąc żołnierzy. Teraz, po licznych starciach zostało ich niewielu. Ukrywają się w lasach i prowadzą niewielkie akcje. Mieszkańcy ich nienawidzą. NKWDziści rozprzestrzenili o nich okropne plotki. Ale wielu wioskowych im pomaga. Partyzanci często napadają na wioski, przejmują je i rozbrajają milicjantów. Rzadko ich zabijają, "Olech" to porządny człowiek, brzydzi się mordowania. Niedawno NKWD wysłało bardzo liczne oddziały, aby pozbyły się partyzantów. "Olech" nie jest jednak bezsilny, ma pod kontrolą jeszcze całkiem sporo żołnierzy..... Mówisz tak, jakbyś dobrze znał tego "Olecha" – przerwał mu Karalow. Bo znam go – odparł Luba. - Jesteś chyba godny zaufania, więc zwierzę ci się. Byłem w oddziale "Olecha". To dlaczego już nie jesteś? - spytał Karalow. Jestem. Tylko, że mam żonę i kilkuletniego syna, więc otrzymałem pozwolenie na zamieszkanie w tej wsi. "Olech" powiedział mi, że jeżeli chcę zarobić, to mogę być szpiegiem w milicji. I jestem. Tak? - spytał Karalow. - Nie kłamiesz? Nie. Walczę po słusznej stronie. A ty, mam nadzieję, iż nie jesteś komunistą... Skądże – odparł Karalow. - Służyłem kiedyś w oddziale... W oddziale partyzanckim? Jasne. Walczyłem z NKWD. W oddziale "Krysi". Wciąż żyje kilkunastu jego ludzi, prowadzą niewielkie akcje. Jestem ich szpiclem w milicji... Czyli obaj jesteśmy.... Byłymi partyzantami. No, ja nie całkiem. W każdej chwili mogę wrócić do lasu... Ja również. Więc na jednym posterunku służy dwóch partyzantów. Nagle "milicjanci" usłyszeli strzały. Luba wyciągnął pistolet i wybiegł z budynku. Przez wieś szedł niewielki oddział żołnierzy. Prowadził ich niewysoki mężczyzna z brązową brodą i wąsami. Miał zielone oczy, a także krótkie, brązowe włosy. Był ubrany w mundur, a w rękach trzymał karabin. "Olech"! - krzyknął Luba, zadowolony. - To ty! Partyzant podbiegł do Luby i pochwycił go w ramiona. Tak mocno się ściskali, że o mały włos, a podusiliby się. Karalow przyglądał się temu z zaskoczyniem, w rękach trzymał pistolet. Nagle "Olech" podszedł do niego i spytał go: A ty? Kim jesteś, chłopcze? Chłopcze...! - oburzył się Karalow. Ale zaraz zrozumiał, z kim ma doczynienia i wziął się w garść. - Jestem szpiclem w milicji. Byłem w oddziale "Krysi". "Krysia" to był porządny zuch! - krzyknął "Olech". - Cieszę się, że spotkałem jednego z jego ludzi. Szkoda, że wykończyli go ci dranie z NKWD. Policzyliśmy się już z jego mordercami, ruscy byli twardzi. W walce straciliśmy prawie stu żołnierzy, ich było z dwustu. Ale nie żyjmy przeszłością. Pan to "Olech"? – spytał Karalow. Owszem – rzekł partyzant. - Podporucznik Anatol Radziwonik pseudonim "Olech". Postrach NKWD. Iluż pan tu żołnierzy przyprowadził! - zauważył Karalow. - Prawie trzydziestu.. Dwudziestu pięciu – powiedział z dumą "Olech". - Reszta działa w innych okolicach. Nastały dla nas ciężkie czasy... NKWD wysyła tu coraz liczniejsze oddziały. Jesteśmy ostatnimi obrońcami kresów.... Ostatnimi obrońcami kresów – powtórzył Karalow. Właśnie tak! - powiedział podporucznik. Mieszkańcy wsi powychodzili z domów i przyglądali się partyzantom. Luba krzyknął: Mieszkańcy Boniuch! Polacy! Oto podporucznik Anatol Radziwonik "Olech" – Władca Kresów. On może was wyzwolić spod władzy NKWD! Dołączcie do niego! Pomóżcie mu pokonać komunistów! Ci żołnierze to zaledwie mała część jego wojska! Poprowadzi je na NKWD! Większość mieszkańców zaczęła krzyczeć ku chwale "Olecha". Jedynie dwie ruskie rodziny patrzyły się na niego bykiem. Jeden z ruskich krzyknął: Nie! Nie! Przez niego wszyscy zginiemy! NKWD nam nie daruje! Pozabijają nas i nasze rodziny! To jest śmieszne. Co wskóra ten podporucznik przeciwko armii NKWD? Nic! Wskóra! - odkrzyknął Luba. - Jeżeli mu pomożecie. Tłum krzyczał. Nikt nie zwracał uwagi na ruskich, wszyscy darli się i wrzeszczeli ku chwale "Olecha". Zadowolony podporucznik zabrał głos. Mówił, że Luba przesadza i że aż tak dobrze nie jest. Ktoś z tłumu zaczął krzyczeć o skromności "Olecha", a kiedy podporucznik zapytał kto chce dołączyć do jego oddziału, kilku rosłych mężczyzn zaczęło iść w jego stronę. "Olech" zarządził ciszę. Podszedł do mężczyzn i zaczął się ich pytać. A pytał ich o rodziny, o pracę, czy umieją posługiwać się bronią palną i czy są ojcami. Kilku odpowiedziało, że rodziny pozwalają im iść, dwóch rzekło, iż nie posiadają rodziny. Reszta mówiła niestworzone rzeczy. Podporucznik odesłał więc większość ludzi i czternastu kazał pożegnać się z rodzinami. "Olechu"! - przemówił do podporucznika jeden z żołnierzy. - Znaczy, poruczniku. Czy nie uważa pan, że wśród nich mogą być zdrajcy? Nie, "Knurze"! - mruknął podporucznik. - Nie uważam. Pewnie ma pan rację – odparł "Knur". - Ale lepiej uważać. "Olech" mruknął coś i zamilkł. Stał bez ruchu jakiś czas, po czym przemówił: Mieszkańcy Boniuch! Czy tam Boniuchów.... Muszę was poinformować, że nasza działalność to nie zabawa. W naszych akcjach ginie wielu ludzi, zarówno NKWDzistów, jak i moich żołnierzy. Walczymy o wolność waszą i naszą! O dobro. Nie zdradzajcie mnie NKWD! Nikt pana nie zdradzi, poruczniku! Moja w tym głowa!…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych