W pogoni za życiem (ROZDZIAŁ I)
Czy można odzyskać stracone życie? Takie stracone bezpowrotnie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miasto powoli zasypiało. Gasły kolejne światła w oknach. O tej godzinie większość normalnych ludzi myślało tylko o nabraniu sił przed kolejnym ciężkim dniem. Większość. Na ulicach bowiem ciągle można było spotkać różnych złoczyńców, żuli czyhających na najbliższą okazję napicia się taniego wina, spóźnionych balangowiczów, czy po prostu ludzi cierpiących na bezsenność. Tak już było w dwudziestym pierwszym wieku. Jednak wśród tych odchyleńców znalazła się jedna istota, która całkowicie nie pasowała do nocnego krajobrazu. Niska, pulchna brunetka szła szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Nie obchodzili jej ani proszący o wspomogę żule, ani czyhający w ciemnych zaułkach gwałciciele. Wiedziała, że i tak jest w stanie poradzić sobie z każdym facetem z mocno obniżonym poczuciem wartości. Joanna była pewna, że żaden z nich nie odważy się nawet jej dotknąć. A wiedziała to wszystko, ponieważ nie czuła się ani człowiekiem, ani nikim, do kogo ludzie mogliby żywić pozytywne uczucia. Kiedy tylko chciała, potrafiła sobie poradzić z nawet bardzo silnym osobnikiem. Zwykli ludzie nie stanowili dla niej nawet najmniejszego problemu. Joanna bowiem była wampirem. Musiała przynajmniej raz w miesiącu pić krew człowieka, by przeżyć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że właśnie nadszedł taki dzień. Był dziewiętnasty maja i dziewczyna właśnie szukała swojej ofiary. Śledziła ją już od jakiegoś czasu i była pewna, że właśnie teraz znajduje się gdzieś niedaleko. Czuła jej zapach. Zawsze dokładnie sprawdzała tego, czyją krew miała wypić. Nie chciała, by potem okazało się, że człowiek ten był jakimś mordercą, czy nawet kimś gorszym. Jej ofiarami najczęściej padali podpici nastolatkowie, którzy po wydarzeniu byli pewni, iż dziury w ich szyi to sprawka dziwnego zachowania podczas upojenia alkoholowego. Jej ofiara – na oko dziewiętnastoletni chłopak, któremu w myślach nadała imię Marek - zmierzała właśnie samotnie w stronę kolejnego baru. Jego chód nie był już specjalnie równy. „Marek” zataczał się na boki, co chwilę wpadając na ścianę jakiegoś budynku. Joanna uśmiechnęła się do siebie. Ma dzisiaj szczęście. Chłopak nie wyglądał na takiego, który miałby się długo jej opierać. Odrzuciła w tył swoje długie do ramion brązowe włosy, po czym podeszła do chłopaka. Kiedy stanęła przed „Markiem”, ten obrzucił ją nieprzytomnym spojrzeniem i zapytał głupio: - A ty to ,pssserprasssam bardzo, ktoooo? - No jak to? Nie pamiętasz mnie? – spytała Joanna urażonym tonem. – To ja, Dominika. Poznaliśmy się na imprezie tydzień temu – wyjaśniła szybko, jednocześnie ciągnąc chłopaka gdzieś w głąb ciemnego zaułka. Nigdy nie podawała swojego prawdziwego imienia. Tak na wszelki wypadek. - Dominiiiika? Jaaka Domii... Ach! – krzyknął jak oparzony opierając jednocześnie Joannę o mur i napierając na nią swoim częściowo bezwładnym ciałem. – Już cię pamiętam, ślifffnotko. - To dobrze, bardzo dobrze – wysapała Joanna próbując uwolnić się z mocnego uścisku chłopaka czując jednocześnie, jak jego ręka błądzi gdzieś w okolicach jej pośladków. Szybki jest, pomyślała. Jednak nie wypowiedziała swojej myśli na głos. Uśmiechnęła się tylko do chłopaka z złożyła na jego ustach namiętny pocałunek. „Marek” tylko na to czekał. Przygwoździł Joannę jeszcze mocniej do ściany próbując jednocześnie włożyć jej ręce pod bluzkę. Jednak nigdy nie miało mu się to udać. W ten samej chwili Joanna z łatwością wyrwała się z jego uścisku, złapała go mocno za nadgarstki i wbiła mu swoje kły w szyję. Chłopak krzyknął cicho i przez chwilę próbował się jej wyrwać, jednak jego opór trwał krótko. Chwilę później Joanna kładła go ostrożnie na ziemi, wiedząc że kiedy się obudzi, nie będzie nic pamiętał z tego wydarzenia. Wampirzyca poprawiła bluzkę i krótką spódniczkę, po czym powoli ruszyła w stronę swojej posiadłości. Czuła się zaspokojona. Jednak znowu dopadło ją te straszne uczucie. Wstyd. Za to, kim jest i co musi robić, by pozyskać ufność swoich ofiar. I strach. Okropny lęk przed jutrem. I nienawiść. Niechęć do samej siebie i całego świata, że zrobił z niej to, czym była. Bycie wampirem było jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić człowiekowi. A najgorszą rzeczą, jaka mogła się przytrafić człowiekowi była nieśmiertelność...
Obudził ją okropny ból głowy. Czuła się tak, jakby za dużo wypiła wczorajszego dnia. Z trudem zwlokła się z łóżka i pomaszerowała do łazienki. Tam odkręciła kurek w kranie i kilka razy oblała swoją twarz lodowatą wodą. Trochę ją to obudziło. Spojrzała w lustro i przez chwilę zastanawiała się, czy to aby na pewno ona spogląda na siebie zza gładkiej tafli zwierciadła. Wyglądała okropnie. Podkrążone oczy, spuchnięta twarz, posklejane potem włosy. - Za mną upojny dzień – powiedziała do siebie z nutką sarkazmu i wskoczyła pod prysznic w celu przywrócenia siebie do stanu używalności. Zawsze tak się czuła po udanym polowaniu. Dosłownie jakby ją ktoś przeżuł i wypluł. To było bardzo nieprzyjemne uczucie, Joanna wiedziała jednak, że i tak jest to lepsze, niż to, co by się z nią stało, gdyby zignorowała głód. Najpierw przed dwa, trzy dni trawiłaby ją bardzo wysoka gorączka, później nadeszłyby halucynacje, po czym śmierć w strasznych mękach. Joanna czytała o tym wiele razy i przysięgła sobie, że nie umrze w ten sposób. Siłą rzeczy więc, choć bardzo tego nie lubiła, musiała raz w miesiącu pić ludzką krew. Wyszła spod prysznica i przemierzyła powolnym krokiem całe mieszkanie, wchodząc do garderoby. Kiedy już się ubrała, stanęła przed lustrem i przyjrzała się sobie krytycznym wzrokiem. Nie wyglądała na wampira. Z lustra patrzyła na nią szatynka średniego wzrostu, o twarzy nastolatki. Lekko zadarty nos, różowe policzki, pełne usta, brązowe oczy. Joanna zawsze uważała, że wyglądem przypomina raczej te sztuczne gwiazdki pop niż blade i straszne wampiry, pokazywane w filmach o Draculi. Czasem było to dość denerwujące. Jeśli na przykład chciała przestraszyć swoją ofiarę, to udawało jej się to tylko przez pokazanie wielkich wampirzych kłów. No, ale nie mogła narzekać. Przynajmniej nie nękali jej łowcy, którzy nadal nieudolnie tropili wampiry o wizerunkach takich, jak pokazują je w filmach, czyli blada twarz, ciemne obwódki wokół oczu i, oczywiście obowiązkowy, czarny płaszcz do ziemi. To śmieszne, ale w XX wieku tak wyglądali częściej metalowcy, niż prawdziwi krwiopijcy. Z informacji znanych Joannie, dorobek łowców ograniczał się do jednego zabitego wampira i piętnastu kardynalnych pomyłek w przeciągu stu lat. No cóż. Póki na świecie nie pojawi się choć jeden dobry łowca, nie ma się czego obawiać.
Zadzwonił domofon. O tej porze mogła to być tylko jedna osoba. Pat. - Tak? - Cześć, Aśka. Już po wszystkim, jak mniemam. Wpuścisz mnie? – zaszczebiotała pogodnym głosem Patrycja Litwin. Joanna uśmiechnęła się do siebie i wcisnęła guzik, otwierający drzwi do klatki. W chwilę później do mieszkania wparowała jej jedyna przyjaciółka. - I jak żyjesz? Pewnie wszystko cię boli, co? – spytała zatroskana Pat. - Tak. Ale jutro będzie lepiej. Może ściągniesz kurtkę? Strasznie zmokłaś? – zapytała zatroskana Joanna, widząc zacinającą za oknem ulewę. - Dzięki – wysapała Patrycja, próbując wydostać się z objęć całkowicie mokrej wiatrówki – Ulewa jest straszna. Wiesz, że po drodze nie spotkałam ani jednej osoby? Naprawdę niezwykłe. Ale trochę rozumiem tych ludzi. Komu chciałoby się wychodzić na taki deszcz. A przy tym zimno jak cholera – wzdrygnęła się. – Nie wiem, co mi odbiło, że w taką pogodę wyszłam z domu – powiedziała z udawaną urazą. - Masz rację. Ja też nie wiem, co ci odbiło. Ja, jak widzisz, grzecznie siedzę w domu. I nie zamierzam wychylać z niego nosa dopóki nie skończy się ta ulewa – odparła Joanna wpatrując się w jakiś punkt gdzieś nad głową Patrycji. – Zwłaszcza, że najchętniej bym tylko leżała w łóżku – dodała ciszej, jakby do siebie. Patrycja spojrzała na nią zatroskana. - Biedactwo – powiedziała, przytulając do siebie przyjaciółkę. – Wiem, jakie to uczucie. Patrycja też była wampirem, tyle że od niedawna. Cztery lata temu ugryzł ją jej były chłopak, który okazał się być krwiopijcą. Pat bardzo to wszystko przeżyła, próbowała nawet podciąć sobie żyły, ale ze zdumieniem odkryła, że rany natychmiast się regenerują. Tak więc od tego czasu Patrycja również co miesiąc, tak jak Joanna jest zmuszona urządzić polowanie. Wiedziała też, że jej przyjaciółka przez jakiś tydzień będzie czuła się okropnie, może nawet dopaść ją depresja. Biedna Joanna, po każdym polowaniu było z nią coraz gorzej. - Ja już dłużej tego nie wytrzymam, wiesz? – wyszeptała Joanna. – Ja nie chcę tak żyć, nie potrafię... Patrycja mocniej objęła przyjaciółkę i delikatnie pociągnęła ją w stronę jej sypialni. - Rozumiem cię, naprawdę – powiedziała, siląc się na pogodny ton. – Ja też nie chcę takiego życia. Ale nic na to nie możesz poradzić, nic... – mówiła, kładąc jednocześnie swoją przyjaciółkę na łóżku. – Musisz odpocząć – dodała, nakrywając ją kołdrą. – Będę przy tobie. Kiedy Patrycja zgasiła światło, Joanna po omacku znalazła jej rękę i mocno ścisnęła. - Będziesz przy mnie, prawda? – zapytała żałosnym tonem. - Oczywiście. Zobaczysz mnie tutaj, kiedy się obudzisz – odpowiedziała Pat uśmiechając się w ciemności. Uspokojona Joanna obróciła się na drugi bok i spróbowała zasnąć. Obecność przyjaciółki dodawała jej otuchy i utrzymywała ją w przekonaniu, że nie jest sama na tym świecie. Nie wiedziała, co by zrobiła bez Patrycji. Była jednak pewna, że jej spotkanie było jedną z najszczęśliwszych chwil w jej nędznym życiu. Nagle obróciła się szybko w stronę przyjaciółki. Ta spojrzała na nią zdziwiona. - Coś się stało? – zapytała. - Nie. To znaczy nie wiem. Ale muszę ci to powiedzieć... - Joanna opowiedziała Patrycji szczegółowo o rozmowie z chłopakiem i jego zachowaniu w ciemnym zaułku. - Czułam się jak dziwka, wiesz? Tak samo czerpałam korzyści z czyjegoś podniecenia. Patrycja spojrzała na nią zdziwiona. - Nie możesz brać całej winy na siebie – powiedziała po chwili namysłu. – Ten chłopak nie był dobrym człowiekiem. Od razu zaczął cię obmacywać. Jeśli byłabyś słabsza, na pewno zrobiłby ci krzywdę. Nie miej wyrzutów sumienia. - A ty nigdy ich nie masz? – zdziwiła się Joanna. - Co my robimy? Atakujemy bezbronnych ludzi i ich krzywdzimy... Kim my jesteśmy? –jej głos pozbawiony był wszelkich uczuć. - Wampirami – bardzo cicho powiedziała Pat. – Jesteśmy tylko wampirami.
* * *
Szedł powoli ciemną, pustą ulicą. Z nieba nadal spadały ciężkie krople, rozbryzgując się na chodnikach i tworząc rozległe kałuże. Wiedział, że to już niedaleko. Nagle z cienia wyszło dwóch rosłych mężczyzn, uzbrojonych w karabiny. Przez chwilę przyglądali mu się badawczo, jak gdyby wiedzieli, że nie ucieknie, po czym jednocześnie otworzyli ogień. Ciszę nocy wypełnił złowieszczy odgłos strzałów. Mężczyzna jeszcze przez…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Blemish
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…