W poszukiwaniu piękna
"- Jeśli te zdjęcia nie są pięknem, a jedynie je pokazują , to jak zdefiniujesz piękno?"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ogromna szafa zrobiona z pięknego buku była całkowicie zapchana niewyróżniającymi się szarymi teczkami. Każda idealnie prosta, ustawiona precyzyjnie prostopadle do półki z małą, przyklejoną dokładnie pośrodku miniaturką.
W całym naprawdę dużym pokoju panował pedantyczny porządek. Drobinki kurzu były ścierane, zanim jeszcze pomyślały o tym, by usiąść na którymś z czystych mebli.
Młody mężczyzna o włosach przyciętych i ułożonych jak przy linijce oraz małych wąsach wyrównanych za pomocą suwaka logarytmicznego, z wyraźnym zadowoleniem wciągnął nosem nie tylko zapach, ale i cały wygląd wypucowanego pokoju. Zmarszczył jednak (było to zmarszczenie niezwykle symetryczne) brwi widząc półki z bukowego drewna za przejrzystym szkłem.
Nie, tak nie mogło zostać, wszystko musi mieć swoją definicję.
Po chwili myślenia nad problemem, którym zajmował się już dobre kilka lat, usiadł za biurkiem i oddał się swej pracy. Pracy idealnej dla kogoś o imieniu doktor Euzebiusz Prestynkawiewicz.
Szukaniu tego jedynego, nieznalezionego, krótkiego encyklopedycznego opisu zwanego krócej definicją do tak popularnego określenia: piękno.
Otworzył jedną z szarych teczek leżących równo na blacie. Tam na równych i poprawnych fotograficznie zdjęciach widać było wodospad Niagara, a zaraz obok kaligraficznym pismem opisano piękny obiekt nr 8776.
* * *
- Zrób coś z tymi włosami! - dosłyszała Nan, przebiegając obok pokoju starszej siostry. - Czystość i porządek w pokoju mają zbawienny wpływ...! - zaczęła mówić jej matka, gdy ta przemknęła obok salonu. - Zabieraj swoje rzeczy z mojego pokoju! - Na głos brata szybko zawróciła i złapała co najmniej półlitrowy kufel mknący z niewiarygodną prędkością ku podłodze. - Dzięki! - rzuciła jeszcze znów nabierając prędkości, w końcu po pokonaniu krótkich schodów prowadzących na półpiętro wpadła do swojego sanktuarium - sypialni.
Na widok chaotycznego porządku charakterystycznego dla jej sposobu myślenia pociągnęła nosem, wyławiając nutkę wanilii, cynamonu, swojskiego kurzu, jakieś subtelnej, wywołującej w niej ciepłe odczucie woni oraz przewagę zapachu czarnej herbaty.
Każdy fragment bezokiennej, bezdrzwiowej i bezpochyłowej ściany oraz połowa ukośnej z poddaszowym oknem zajmowały zdjęcia. Duże, małe, przekrzywione, amatorskie, profesjonalne, czasem jedne zachodziły na drugie...
Co przedstawiały? Można bez kłamstwa powiedzieć, że prawie wszystko: wodospady, zapierające dech w piersiach krajobraz górskie, pustynne, były tam morskie głębie, szlachetne koniowate, dumne ptaki drapieżne, krople wody, lilie...
Uwielbiała patrzeć na owoce swojej dziwnej pasji.
Plecak podróżny szybko znalazł się w nogach łóżka, gdzie pokryte jedynie cienką warstwą kurzu czekało jego miejsce. Prawie bez zastanowienia położyła kufel na zagraconym biurku i wrzuciła do niego torebkę herbaty, drugą ręką wstawiając czajnik elektryczny, który już dawno przeprowadził się z kuchni w bardziej odpowiednie miejsce. Podczas gdy ręka wsypywała cukier i nalewała wodę, mózg intensywnie, choć chaotycznie pracował już nad czymś zupełnie innym.
Lecz dopiero wtedy, kiedy na spokojnie wypiła łyk życiodajnego płynu pełnego teiny, z gąszczu pomysłów i domysłów wyłoniła się jasna myśl.
Postawiła herbatę na stołku (zrzucając z niego trochę papierów), ustawiła kufel tak, by światło wpadało do naczynia i wyjęła jedną ręką aparat, jednocześnie włączając komputer.
Nie minęło pięć minut od pierwszego łyku, a już wieszała najnowsze zdjęcie pomiędzy resztą kolekcji. Przez chwilę kontemplowała je z uwagą, popijając herbatę. Nim zdążyła chociażby spojrzeć na książkę, którą aktualnie czytała, drzwi nagle się otworzyły.
Stanęła w nich pani tego domu, ale na pewno nie tego pokoju. Zamiast głęboko odetchnąć klimatem pokoju, zmarszczyła nos.
-Wietrzysz tutaj czasami? Twoja koleżanka ze szkoły, Rita, przyszła do ciebie po lekcje, może przeniesiecie się do salonu? Jest... przestronniejszy - Nim matka Nan zdążyła skończyć argumentować, do samotni dziewczyny dosłownie wpadła jasnowłosa znajoma o przyklejonym do twarzy prawie naturalnym uśmiechu.
Nymeria, nazywana częściej Nan nigdy nie powiedziałby, że jej... znajoma, tak, to dobre słowo, jest jakaś szczególnie różowa, ale jednak było coś takiego w jej wiecznym uśmiechu, krótkich spódniczkach i makijażu (w którym wprawiała się chyba od zawsze) co ostrzegało z daleka „Jeśli jesteś metalem, gothem bądź punkiem - ZWIEWAJ!” Biorąc pod uwagę, że była jedną z naprawdę nielicznych osób, które widziały jej pokój, mogło być... ciekawie.
- Wypij herbatę, skup się, zaliczysz, jak się przyłożysz... - powiedziała raz jeszcze co najmniej lekko rozbawiona właścicielka pokoju, gdy Rita zaczęła oglądać zdjęcia. Niezwykle intrygującym wydawało jej się to, że w obliczu sprawdzianu poukładana „panienka z dobrego domu“ zwróciła się o pomoc do kogoś uporządkowanego chaotycznie, na dodatek wchodząc na nieznany jej, niepoukładany teren.
- Co przedstawiają te zdjęcia? Tak w całości? - spytała się jasnowłosa, nie odrywając wzroku od ściany.
- Piękno, wystarczy ci ta odpowiedź? - zadała retoryczne pytanie kolekcjonerka.
- Piękno? - Koleżanka Nan przyjrzała się zbiorowi przez chwilę, z uwagą.
- Czegoś im brakuję... - Rita, zapewne opanowana atmosferą pokoju, wypiła trochę herbaty, którą pomimo protestów dostała w wielkim, szklanym kuflu.
- Na przykład ten wodospad. Na zdjęciu to tylko plama kolorów, a przecież w rzeczywistości powinien błyszczeć w słońcu, zmieniać się z chwili na chwilę... Mówisz: piękno, ale tych zdjęć bym nie nazwała tym słowem... One je tylko przedstawiają.
- Jeśli te zdjęcia nie są pięknem, a jedynie je pokazują , to jak zdefiniujesz piękno?
* * *
Pościeli na łóżku nie urozmaicała ani jedna zmarszczka.
Pan Prestynkawiewicz długimi krokami zmierzał po lini prostej do swojej sypialni, małego pokoju urządzonego jak reszta domu, z bukowymi, prostymi, acz nie spartańskimi meblami zerową ilością dywanów i idealnym porządkiem.
Nagle, w połowie drogi zapadła całkowita ciemność, oczywiście wcześniej, jak to w nocy bywa, też było ciemno, ale teraz zapadła aksamitna, nieprzebijalna wzrokiem czerń.
Nim równo przystrzyżony mężczyzna zdążył coś zrobić z dantejskich ciemności wyłonił się kształt utkany jakby z czerwono-różowej mgły, na początku niewyraźny i nieprzypominający niczego. Zbliżył się i rozdzielił na dwa osobne kłębki dymu.
Całe doświadczenie w opisywaniu piękna teraz nie dało doktorowi zupełnie nic. Nie mógł tego zmierzyć, zaklasyfikować, opisać koloru ani kształtu. Trwał jak urzeczony, gdy zjawisko zaczęło przybierać wygląd dwóch kobiecych postaci, zmieniających nieznacznie swój wygląd przez cały czas.
Było w tym coś subtelnego, nieuchwytnego i pięknego.
Istoty zanuciły pieśń i wraz z nią rozpłynęły się w powietrzu.
Następnego ranka, gdy swego rodzaju naukowiec szukający definicji piękna obudził się równo o ósmej, z góry założył, iż Zjawisko czy też Istoty - jak je nazwał w myślach - zwyczajnie mu się przyśniły. Wtedy zauważył w powietrzu powoli opadający jakiś przedmiot, szybko złapał go w ręce. Okazało się nim czerwono-różowe piórko utkane z mgły, lecz w dotyku całkowicie materialne.
* * *
Obudziła się w środku nocy. Przez chwilę próbowała z powrotem zasnąć, lecz po chwili wstała, założyła szlafrok i ruszyła do drzwi. Podświadomie wiedziała co robi. Ktoś inny wytłumaczyłby świadomości, że idzie się przewietrzyć - jej wystarczyła sama podświadomość.
Cicho przemknęła przez prawie czarne korytarze prowadzące na balkon. W jednej chwili zapadła całkowita, nieprzenikniona ciemność. Nie było żadnej różnicy pomiędzy zamkniętymi a otwartymi oczyma. Zaczęła szukać w bezdennych kieszeniach zapałek i świeczki - włożyła je tam podczas ostatniej nocnej eskapady - lecz nim zdążyła, mrok rozjaśnił czerwono-różowy blask wydobywający się z czegoś na kształt dymu. Kłąb przybliżył się i rozdzielił, nabierając wyglądu kobiecych postaci z rozwianymi włosami i zwiewnymi, długimi sukniami utkanymi z mgły.
Poczuła wielką chęć wypicia herbaty, była pewna, że to by pomogło.
Istoty zanuciły pieśń i wraz z nią rozpłynęły się w powietrzu.
Wróciła do swojego sanktuarium i od razu wstawiła wodę w czajniku.
Długo siedziała na łóżku pijąc waniliową herbatę, spoglądając na zmianę na kolekcję zdjęć i na, znalezione w pokoju, czerwono-różowe piórko trzymane w ręce.
* * *
Myślał nad tym kilka długich dni, w końcu postanowił wbrew sobie zaufać intuicji. Wziął aparat, równo ułożył w aktówce szarą teczkę i przygotowane karty do opisania pięknego obiektu nr 8777.
Ruszył na najbliższy przystanek autobusowy i pojechał do parku Staromiejskiego. Autobus wysadził go pod samym skrawkiem zieleni w mieście. Pan Prestyakawiewicz wyciągnął aparat i ruszył pomiędzy drzewami, w myślach narzekając na nieuporządkowanie parku. W pewnym momencie tuż przed jego nosem przemknęła dziewczyna na rowerze.
„Młodzież...“
* * *
Kilka wolnych od szkoły dni przesiedziała w pokoju, pijąc herbatę, czytając książki i myśląc o Istotach, które pozostawiły po sobie jedynie małe piórko.
Wtedy poczuła, że musi wyrwać się z domu - pokój był dobry do odpoczywania, a ona potrzebowała jakiejś świeżej myśli. Wzięła aparat, płócienną torbę na ramię, notatnik i stary długopis. Biegnąc przez dom rzuciła w stronę salonu zajmowanego przez wiecznie zabieganą mamę „Wychodzę! Mam komórkę ze sobą!“, wyciągnęła rower i pojechała do Parku Staromiejskiego.
Szybko jechała dobrze znaną trasą. W końcu znalazła się w wspaniale nieuporządkowanym skrawku zieleni. Wierząc intuicji pojechała wzdłuż dębowej alei, wprost do centrum parku. Uroczy staw z wodospadem, całkowicie obsadzony irysami.
Ledwo zauważyła, gdy przejechała przed niezwykle prosto trzymającym się mężczyzną.
„Sztywniak“ - pomyślała i dała się ponieść pędowi roweru.
* * *
Najzwyklejszy w świecie wróbel, wyczuwając z oddali coś jadalnego, przeleciał nad stawem i przysiadł na krzewie leszczyny.
Po chwili wlepił zdziwiony wzrok w czerwono-różową poświatę wydobywają się spod wody. Kątem oka zobaczył jasnowłosą dziewczynę, która ostrożnie, jak do płochliwego zwierzęcia, podchodziła do bajorka z jakimś urządzeniem w dłoni. Z drugiej strony równie ostrożnie, ale jakoś tak bardziej sztywno z bardzo podobnym urządzeniem podchodził mężczyzna.
Nagle kolorowe światło podniosło się gwałtownie i, rozpryskując wodę, wyleciało na kilka stóp nad staw, tworząc kulisty kształt z dymu. Setki kropel wody przez ułamek sekundy zabłysło w tysiącach odcieni czerwieni, bieli, a także złota słońca.
Wcześniej zaobserwowana dziewczyna biegała dookoła bajorka przykładając raz po raz urządzenie do oczu.
Sztywny mężczyzna stał w miejscu i spokojnie robił coś za pomocą swojego aparatu.
Szarobury ptak patrzył jak urzeczony na Istotę, bo ta w tym czasie rozdzieliła się i utworzyła dwie kobiece postacie. Teraz też obydwoje ludzi stanęło po przeciwnych stronach i przyglądało się ze skupieniem Zjawisku.
Wtedy Istota zaczęła śpiewać, cały czas poruszając sukniami utkanymi z mgły. Jej pieśń
w jakiś sposób przenikał ciało i znajdował duszę i czarował ją, opowiadał im historie, której nie pamiętali. Wiedzieli tylko, że była piękna.
* * *
„Kim jesteś?“
„Różnie nas zwano... Dawno, dawno temu ktoś krzyknął do nas „Bogini! Zrób, bogini, pomóż, bogini!“ Ktoś inny cicho szeptał, inni mówili, a wszyscy ci, którzy nas widzieli, mieli w sobie trochę nas, większość tych, którym się nie pokazaliśmy, też to mają. Jedni to wiedzą, inni nie, a ileż nie-osób to posiada!“
„Czy jesteś właśnie...“
„Tak, lecz my to tylko dusza i kwintesencja...“
„Chcę wiedzieć, jak was odnaleźć, chcę was utrwalić!“
„Nic nie rozumiesz, dusza i kwintesencja, dusza i kwintesencja...“
„Chcę zrozumieć!“
„Na pewno chcesz? Pokażemy ci..., by zrozumieć, musisz sama dojść“
Znów słyszała tylko wspaniały, nieziemski śpiew, wdarł się jej do serca i wypełnił ją jak krew, podniósł się do głowy. Szum w uszach. Nagły błysk i aksamitna, miękka ciemność.
* * *
„Jesteście tu?“
„Jesteśmy i wiemy, czego chcesz... Dużo wiemy“
„Wiecie? Powiedzcie! Chcę wiedzieć tak mało, tylko jedna definicja!“
„Tak mało, powiadasz, chcesz nas zrozumieć, chcesz nas określić, ale nas nie da się pojąć ani ująć w ścisłe ramy. Pokażemy ci... jeśli chcesz...?“
„Chcę, muszę wiedzieć!“
Ciszę powtórnie wypełnił śpiew Istot. Dźwięk wpłynął do jego środka, wypełnił go od stóp do końcówek włosów na głowie. Szum w uszach. Nagły błysk i aksamitna, miękka ciemność.
* * * Gdy otworzyła oczy, okazało się, że wisi kilka metrów nad głębokimi zaroślami.
- Niech będą bez kolców - zdążyło jej przemknąć przez głowę, nim w nie runęła. - Szlag! Miało nie być kolców... - powiedziała do siebie złotowłosa Nymeria, wyciągając z ramienia kilka niezbyt długich cierni. Rozejrzała się dookoła zdziwionym wzrokiem, jednocześnie orientując się, że zamiast swojej torby na ramieniu ma na plecach ogromny plecak turystyczny. W okolicy nie dostrzegła ani jednego słupa telegraficznego, nigdzie nie unosił się dym z komina, był tylko stary, zdrowy las i porośnięte
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arya-Tred
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…