W poszukiwaniu Złotego Feniksa cz. V
Rozdział V.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział V „Smok Wawelski”
Sara nie miała pojęcia jak do tego doszło. Jeszcze raz prześledziła w pamięci wydarzenia z ostatnich dwudziestu czterech godzin. Za każdym razem powtarzała sobie, że wybrała najlepszą drogę, że inaczej nie mogła postąpić. Ale to działo się tak szybko. Nawet nie miała czasu żeby porządnie się nad tym wszystkim zastanowić. Dopiero kiedy razem z Danielem wsiadła do czarnego volvo znalazła czas aby na spokojnie wytłumaczyć samej sobie to co zamierzała zrobić. Samochód ruszył z miejsca. „No dobrze.”- pomyślała Sara, starając się uspokoić. „Zacznijmy od początku. A raczej od tego co stało się wczoraj. Marta zaginęła. Złoty Feniks wszedł w nią i tak po prostu odleciał. Z naszej rodziny wiem o tym tylko ja. Trafiłam do jakiejś pijanej wieszczki i...o mój Boże... czy ja naprawdę powiedziałam, że Feniks jest na mazurach?! Skąd mi to w ogóle przyszło do głowy?! Feniks na mazurach, ha! Dobre sobie! Większej bzdury po prostu nie mogłam palnąć! I oni wszyscy mi uwierzyli (swoją drogą straszni z nich frajerzy; ja w życiu bym sobie nie uwierzyła)! Na dodatek przekonałam ich tym, żeby pomogli mi poszukać Feniksa! Ale żeby od razu wysyłać mnie do Krakowa?! I to jeszcze niewiadomo po co? Wydawało mi się, że to będzie wyglądać zupełnie inaczej. Miałam nadzieję, że po prostu będziemy do siebie dzwonić z nowymi wskazówkami, albo coś w tym rodzaju! A tym czasem zgodziłam się na wyprawę do odległego, wielkiego miasta i to w towarzystwie chodzącej subkultury młodzieżowej. Chociaż Daniel nie wygląda na kogoś kto słucha metalu, lub jakiejkolwiek innej muzyki. Ale, na litość boską, on jest niebezpieczny! W ogóle go nie znam, zamieniliśmy ze sobą ledwo dwa słowa, a tymczasem mam z nim spędzić najbliższy weekend, o ile nie więcej. Czemu wcześniej mi to nie przyszło do głowy? Przecież ten facet ma miecz w dłoni. Jeśli go wkurzę to bez wahania rozpłata mi nim gardło. A może to wszystko jedna wielka mistyfikacja? Może w rzeczywistości ci wszyscy ludzie są członkami jakiejś szajki bandytów, którzy porywają młode dziewczęta, takie jak ja, wywożą za granicę, a potem zmuszają do nierządu?! A ja głupia tak łatwo dałam się im podejść! Pewnie teraz trafię to Turcji albo Uzbekistanu. Chryste, w co ja się wpakowałam! Uciekłam z domu tylko po to, żeby trafić do burdelu w Ankarze! Co ja teraz zrobię?! Co ja teraz zrobię???” Sara kurczowo chwyciła klamkę od drzwi. Nie mogła ich otworzyć, bo samochód jechał na pełnym gazie. Kątem oka spojrzała na Daniela. Patrzył na jezdnię. Już nie wydawał się taki słaby. Jego oczy ponownie stały się zimne. Znów był tym samym panem X, którego spotkała w Sferze. Gdyby tylko samochód zwolnił, albo stanął na światłach...może wtedy udałoby się jej szybko wysiąść. I uciekłaby do domu. A wtedy: żegnaj oziębły Panie X. Będzie wolna! Volvo powoli zaczęło zwalniać. Zbawienie!- pomyślała dziewczyna. Ujrzała przed nimi światła, z których jedno jarzyło się na czerwono. W końcu samochód zatrzymał się przed skrzyżowaniem. W tym momencie szarpnęła klamkę. Daniel nic nie zauważył. Sara zerwała się z siedzenia i już chciała wyskoczyć z auta, kiedy coś szarpnęło ją za brzuch i rzuciło z powrotem na miejsce. Zapomniała odpiąć pasów!!! -Jasna cholera!- krzyknęła z wściekłością. Odpięła się i wystawiła jedną nogę na zewnątrz, kiedy nagle samochód ruszył z piskiem opon. Sara krzyknęła i uwiesiła się na drzwiach, które otworzyły się na oścież. Była pewna, że zaraz wypadnie, ale poczuła jak Daniel chwyta ją za kołnierz i wciąga do środka. -Ty kretynko? Powaliło cię?!- wrzasnął chłopak, znów zwracając wzrok na jezdnię. Zatrzasnęła drzwi. –Jedziemy na pełnym gazie, chcesz wypaść?! Sara skuliła się na swoim miejscu. Teraz na pewno poderżnie jej gardło. -Wypuść mnie.- jęknęła. –Chcę wrócić do domu. -Ooo, widzę, że wielką bohaterkę opuściła odwaga. Już nie chce nam się ratować świata, co? -Zamknij się i po prostu mnie wypuść.- dziewczyna poczuła, że zbiera się jej na płacz. -Słuchaj, już dawno wyjechaliśmy z miasta. Nawet gdybym cię wypuścił to jak chcesz wrócić? Bo chyba nie na nogach? Nie wiesz też jak tutaj jeżdżą PKSy. Po za tym: co ci nagle odbiło? O ile pamiętam to jeszcze kilka godzin temu błagałaś mnie żebym ci pomógł odnaleźć kuzynkę. Wspomnienie o Marcie zadziałało na Sarę jak kubeł zimnej wody. No tak. To przecież to właśnie dla niej zdecydowała się pojechać. Musiała odszukać Martę. Odgarnęła włosy z czoła i spojrzała na siedzenia z tyłu. Leżał tam jej plecak, napakowany do granic możliwości. Nie dość, że poświęciła się dla Marty, to jeszcze okłamała dla niej rodziców, mówiąc, że jedzie na szkolną wycieczkę. I teraz tak po prostu miałaby zawrócić? -Powiedz mi.- rzekła śmiało do Daniela, który w spokoju starał się prowadzić samochód.-Czy ty chcesz mnie wywieść do domu publicznego w Turcji? -Boże! Skąd ci to przyszło do głowy?- wykrzyknął, szczerze zdumiony. -A więc nie jesteś członkiem żadnej bandy porywającej kobiety? -Litości! Oczywiście, że nie! -Nie okłamujesz mnie z tym całym Feniksem? -Uspokój się dziewczyno!- Daniel nagle spoważniał i rzucił jej tak wściekłe spojrzenie, że Sara nabrała ochoty aby znowu spróbować wyskoczyć z auta. –Posłuchaj mnie uważnie. Nie wiem dlaczego wieszczka wysłała cię razem ze mną. To, że jeszcze jesteś żywa jest istnym cudem. Nie jedziemy do Krakowa żeby pozwiedzać Wawel. To jest misja. Misja, na której możesz zginąć. Nie umiesz walczyć, jesteś słaba, tak więc każdy kto chce może cię zabić. A więc masz słuchać MNIE i zachowywać się poważnie, bo jestem jedyną osobą, która może cię obronić, chociaż (wierz mi) nie mam na to zbytniej ochoty. Twoja towarzystwo będzie mi wybitnie nie na rękę; będziesz tylko kulą u nogi. W ogóle cię nie potrzebuję i nie powinno cię tu być. A więc: albo będziesz słuchać co do ciebie mówię, albo pożegnamy się szybciej niż zdążysz powiedzieć „do widzenia”, jasne? -Phi.- prychnęła Sara. –Jak to dobrze dowiedzieć się, że jestem ci potrzebna.- powiedziała z przekąsem. Jej strach całkowicie zniknął. Zastąpiła go wściekłość. Co za zarozumiały i egoistyczny palant- pomyślała. -W ogóle nie jesteś mi potrzebna. Najlepiej byłoby, gdybyś nigdy na mnie nie trafiła. Oszczędziłbym sobie kłopotów. -Świetnie! Po prostu świetnie! Piękny początek znajomości, nie ma co! Wszyscy się lubimy, żyjemy w absolutnej zgodzie i wszystko jest cacy!- wykrzyknęła z wyrzutem Sara, po czym z pasją opadła na siedzenie, postanawiając, że nie odezwie się aż do końca podróży. Niemal natychmiast opuściła ją chęć ucieczki. Praktycznie przestała o tym myśleć. W jej głowie pojawiały się tylko przymiotniki określające zachowanie Daniela. Była wściekła. Nawet jeśli miałaby zginąć to i tak pojedzie do Krakowa. Chociażby po to, żeby zrobić mu na złość. Dzień wcześniej nawet nie by jej do głowy nie przyszło, że Daniel okaże się takim wstrętnym dupkiem. Fakt – zauważyła, że nie pała do niej taką sympatią jak jego brat, ale była pewna, że po pewnym czasie lepiej się poznają. A tu guzik. Po opuszczeniu mieszkania wieszczki była zbyt przejęta całą sytuacją, żeby zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Wtedy myślała tylko o tym, jak to wspaniale będzie zostać bohaterką. Przecież zawsze chciała uratować komuś życie, a teraz nareszcie nadarzy się ku temu okazja! Wydawało się jej, że bez problemów odnajdzie Martę i uwolni ją spod kontroli Feniksa. Ale dopiero teraz doszło do niej, że to nie jest książka, ale szara, brutalna rzeczywistość, gdzie czarny charakter nie wygłasza półgodzinnego monologu przed odstrzeleniem ci głowy, tylko bez wahania pociąga za spust. Tutaj nie masz żadnych magicznych zdolności, które ujawniają się w najbardziej niebezpiecznym momencie, ani nie potrafisz walczyć niczym ninja. Sara w końcu przyswoiła do wiadomości fakt, że Daniel (mimo, że jest zepsutym palantem) miał rację. Ona naprawdę nic nie umie. A jeśli ta wyprawa będzie rzeczywiście tak bardzo niebezpieczna, jak mówił, to może liczyć tylko na niego. Kiedy ktoś ich zaatakuje będzie bezbronna jak kociak. I to od Daniela będzie zależało, czy wróci do domu żywa. Perspektywa zawierzenia swojego życia narwańcowi z mieczem w ręce nie była satysfakcjonująca.
Na niebo wpełzły powoli szare, ciężki chmury, pokrywając całkowicie niebo. Słońce nie było w stanie przebić się przez warstwę obłoków, dlatego też na dworze zrobiło się szaro i nieprzyjemnie. Po kilku minutach na ziemię spadły pierwsze krople deszczu, które po pewnym czasie przeistoczyły się w istne oberwanie chmury. Sara, zmęczona podróżą i ciągłym milczenie, zarówno jej własnym jak i Daniela, drzemała spokojnie na swoim miejscu, otulona kurtką. Zaczęła się budzić, kiedy poczuła, że samochód zwalnia, a w końcu staje w miejscu. Otworzyła oczy i ujrzała setki kropel rozbijających się o przednią szybę. W tym samym momencie usłyszała odgłos deszczu i trzask zamykanych drzwi. Po chwili za oknem ukazała się postać Daniela, maszerująca odważnie w stronę sklepu. Dziewczyna zauważyła, że zatrzymali się przy stacji benzynowej. Niemal natychmiast poczuła, że musi skorzystać z toalety. Ubrała kurtkę i wyszła z samochodu. Drzwi sklepu otworzyły się przed nią automatycznie, ukazując jej oczom rzędy tradycyjnych niskich półek z towarami. Była godzina szesnasta, ale w środku nie było zbyt wielu klientów. Pryszczaty sprzedawca najwyraźniej się nudził, bo co chwilę rzucał tęskne spojrzenia w stronę stoiska z pismami pornograficznymi. Sara postarała się nie zwracać na niego uwagi. Minęła kasę i ruszyła w stronę toalet. Daniel właśnie opuścił męską część. Chłopak zatrzymał się przed nią, ale nawet nie spojrzał jej w oczy. Poczuła się urażona. Przecież on ją całkowicie ignoruje! -Nie odwracaj się.- syknął nagle, patrząc w okno. Sara wstrzymała powietrze. -Czy coś się dzieje?- zapytała. -Nic, po za tym, że już od pół godziny śledzi nas dwójka oprychów. Właśnie wchodzą do środka. Dziewczyna zaczęła się odwracać, ale Daniel powstrzymał ją ruchem ręki. Kątem oka udało się jej zobaczyć dwie męskie sylwetki, przestępujące przez próg. -Nie wiedzą, że jesteśmy razem. Wóz ma przyciemniane szyby, a na pewno nie wiedzą gdzie jedziemy. To tajna misja. Tylko sam szef wie. Myślą, że jestem sam. -Nie mów do mnie takim szyfrem, bo i tak nie rozumiem.- prychnęła Sara, wbijając wzrok w białe drzwi z nalepką „WC”. –Ale chyba widzą, że rozmawiamy. -Nie, jeszcze nie. Chodź.- pociągnął ją za sobą i oboje weszli do męskiej toalety. -Czy to Krystian?- pisnęła dziewczyna, czując, że zaczyna się bać. Czy to jest to niebezpieczeństwo, przed którym ostrzegał ją Daniel? -Nie.- odparł chłopak.- Nie znam ich. Muszą być stąd. Pewnie dostali cynk od tych z Bielska. Kiedy, ktoś z naszej rodziny opuszcza miasto, to ci z rodziny Krystiana zawsze wysyłają kogoś żeby go śledził. Z resztą my robimy tak samo. -Paranoja.- mruknęła Sara. -Paranoja to będzie jak nas zabiją. Czekają tylko żebym wyszedł. Zawsze tak ro...- nagle urwał. Z korytarza dobiegły ich kroki. Dziewczynie wyraźnie udało się rozróżnić dwie osoby. -Idą tu.- jęknęła. -Szybko.- szepnął Daniel, otwierając drzwi do kabiny. Chwycił Sarę za rękę i wciągnął ją do środka. –Stawaj na sedesie.- przekręcił wajchę, ryglując w ten sposób drzwi. Sara posłusznie wspięła się na deskę. -Ty nie możesz stać.- szepnęła w przypływie geniuszu. –Musisz usiąść. Jeśli zaczną się dobijać, a nie zobaczą, że zajęte, to wyda się im to podejrzane.- Daniel usiadł na desce, starając się nie przygnieść jej butów. Czujnym spojrzeniem omiótł szparę między drzwiami, a podłogą. Była szeroka na dziesięć centymetrów. -I opuść spodnie.- pisnęła Sara. -Co?! -Kto siedzi w spodniach na klopie, pytam się?! -Dobra, a ty się schyl, bo widać ci głowę. Dokładnie w tym momencie, kiedy Sara przykucnęła, a Daniel opuścił spodnie do kostek, drzwi do toalety otworzyły się, a do środka weszły dwie osoby. Dziewczyna czuła jak kropelki potu wstępują na jej czoło. Nie tylko dlatego, że jeśli zostaną odkryci dojdzie do walki, w której ktoś może ucierpieć, ale także przez to, że jej broda dotykała czubka głowy Daniela. Słyszała jak dwaj mężczyźni powoli spacerują od kabiny do kabiny, nasłuchując różnych dźwięków dochodzących ze środka. Odgłosy ich kroków odbijały się echem po toalecie. Nic do siebie nie mówili, ale Sara była pewna, że po sprawdzeniu każdej kabiny wymieniają znaczące spojrzenia. W końcu dotarli do tej, w której znajdowała się Sara z Danielem. Dziewczynie wydawało się, że minęła godzina. Każda sekunda tkwienia bez ruchu była dla niej torturą. Zwłaszcza, że zaczęła tracić równowagę. Ponad głową Daniela ujrzała cień zaraz przed ich kryjówką. Zachwiała się, ale nie wydała żadnego dźwięku. Aby nie spaść z sedesu, objęła szyję chłopaka obiema rękami i przylgnęła do jego pleców. „Ajajajaj...”- pomyślała, czując jak jej policzki zaczynają płonąć. -Tu go nie ma.- powiedział jeden z mężczyzn. –Ten w kabinie ma jakieś wojskowe trapery, a ten nasz miał adidasy. Sara wypuściła powietrze z ulgą. Poczuła jak plecy Daniela unoszą się w powolnym oddechu. -Pewnie jest w damskiej.- podsumował wszystko drugi mężczyzna. –Idziemy. Po toalecie ponownie rozbrzmiały odgłosy kroków, a po chwili obaj mężczyźni wyszli, trzaskając drzwiami. Przez następne piętnaście sekund Sara i Daniel tkwili bez ruchu, nasłuchując uważnie jakichkolwiek dźwięków. Dziewczyna była sparaliżowana ze strachu. W uszach jej szumiało. Wydawało się jej, że nawet jej własne serce bije za głośno. Kiedy po dłuższej chwili nic nie usłyszała, poruszyła się nerwowo. -Poszli?- szepnęła. -Tak.- odparł chłopak. Po chwili dodał: - Możesz mnie puścić? Sara odskoczyła od niego jak oparzona, a w efekcie znów straciła równowagę i tym razem, zbyt zawstydzona aby chwycić jakąkolwiek część ciała Daniela, zleciała z sedesu. A, że kabina była ciasna, nie spadła na podłogę, lecz wyrżnęła ramieniem w ścianę z dykty. -Neandertale.- powiedział Daniel, podciągając spodnie. –To nie są żadne wojskowe trapery, tylko glany. Skąd im do głowy przyszło, że mam na sobie adidasy? -Może dlatego, że ja mam adidasy. Pomylili się.- odparła dziewczyna, rozcierając bolące ramię. Otworzyli drzwi i wyszli z kabiny. Toaleta świeciła pustkami. Daniel odkręcił kran i obmył sobie twarz. -I co teraz?- mruknęła Sara, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Zauważyła, że nadal się czerwieni. -Zrobimy tak.- zaczął chłopak, wycierając sobie policzki papierowym ręcznikiem. –Masz przy sobie telefon? -Aha.- odparła dziewczyna, dotykając wypukłej kieszeni spodni. -Dobrze. A więc: teraz wyjdę. Ci goście pójdą za mną. Ty zostaniesz tutaj, tylko lepiej przenieś się do damskiej. Załatwię tamtych gości, a potem do ciebie zadzwonię. W międzyczasie postaram się o nowy środek transportu. Nie możemy jechać tamtym volvo, bo znają jego rejestrację. Za jakiś kwadrans zadzwonię, a wtedy wyjdziesz za budynek, jasne? -Jasne.- odpowiedziała Sara, do której coraz bardziej docierała powaga całej sytuacji. Wymienili się numerami telefonów, a potem Daniel wyszedł. W chwilę później Sara przeszła do damskiej toalety, gdzie usiadła pod ścianą, wpatrując się w okno. Na podłodze obok siebie położyła telefon. To był najdłuższy kwadrans w jej życiu. Nie wiedziała, że czas może się aż tak dłużyć. Chciała żeby Daniel już wrócił i żeby w końcu pojechali do tego Krakowa. Nie obchodziło ją co się z nim stanie. Nie, w ogóle jej to nie obchodziło. Jak dla niej, to mogliby mu nawet odciąć tam głowę. Po prostu nie chciała już jechać. Czuła, że nie może wytrzymać w tym pomieszczeniu. Dusiła się. Ale nie chciała wychodzić, bo ci mężczyźni mogliby ją znaleźć. A! Zapomniała. Oni nie wiedzą, że jest z Danielem. W takim razie mogłaby spokojnie wyjść z tego kibla. Ale jakoś opuściła ją ochota na wstawanie z ziemi. Zaczęła liczyć śnieżno białe kafelki na podłodze. Kiedy doszła do dwustu siedemdziesięciu sześciu spojrzała na zegarek. Minęło dopiero pięć minut. Gdzie on się podziewa? Zaczęła się zastanawiać ile może trwać przeciętne walka z dwoma oprychami. Wyobraziła sobie jak Daniel nokautuje obydwu za pomocą kilku zręcznie wykonanych ciosów. Ale zaraz po tym naszła ją wizja Daniela przeszytego mieczem na wylot, broczącego krwią i charczącego ostatnie, niezrozumiałe słowa. Potrząsnęła głową, żeby wyrzucić ten obraz z myśli. Jeśli Daniel zginie, to kto ją odwiezie do domu? On nie może zginąć. No bo przecież, do jasnej choinki, to on jest jedyną znaną jej tutaj osobą, która ma prawo jazdy! A ona nawet nigdy nie miała kierownicy w rękach. Ojciec czasami proponował jej darmowe lekcje, ale ona zawsze grzecznie odmawiała, pozostawiając takie przyjemności chłopcom pokroju jej młodszego brata. A może trzeba było się trochę podszkolić w tym kierunku? Przynajmniej umiałaby teraz zapalić silnik... I właśnie kiedy zaczęła zastanawiać się nad tym, jak właściwie zapala się samochód, komórka leżąca u jej stóp zadzwoniła i zatrzęsła się od wibracji. Sara rzuciła się na nią jak lwica na antylopę. -Halo?- powiedziała, bardzo przejęta. -Na co ty jeszcze czekasz?- usłyszała głos Daniela po drugiej stronie linii. –Chodź tu natychmiast! Dziewczyna błyskawicznie podniosła się z podłogi i wybiegła ze sklepu. Dotarła na tył budynku, gdzie stał Daniel z Harley’em Davidson’em u boku. Deszcz już przestał padać. Teraz w błyszczącej karoserii motoru odbijały się młode promyki słońca, które dopiero co wystrzeliły zza chmur. -Już po wszystkim?- zapytała Sara, zbliżając się ostrożnie do wehikułu. -Tak.- odparł chłopak, podając jej plecak. –Weź swoje rzeczy i jedziemy. -Tak po prostu?- zdziwiła się dziewczyna. –Tak szybko ich załatwiłeś? -Ooo, to nie było trudne. Oni nie należeli do arystokracji. To była niższa kasta. -To twój motor? -Teraz już tak.- uciął Daniel, wkładając sobie na głowę kask. Sara właśnie zastanawiała się nad znaczeniem tych słów, kiedy chłopak wcisnął jej do rąk drugi kask i wsiadł na motor. Ubrała plecak i kask, a następnie usiadła za nim i oplotła ręce wokół jego pasa. Silnik motoru wydał z siebie donośny warkot i poderwał całą maszynę do przodu. Ruszyli.
Sara nigdy nie podejrzewała, że jazda na motorze sprawi jej taką przyjemność. Wiatr wiał jej po twarzy i odrzucał włosy do tyłu. Wydawało się jej, że leci w powietrzu. Daniel powadził bardzo umiejętnie. Wydawało się jej, że robi to od dawna. Tylko skąd on wytrzasnął ten motor? Chyba go nie ukradł? Po drodze ujrzeli złote pola i lasy. Po pewnym czasie ich oczom zaczęły się ukazywać pojedyncze domki, a w końcu ujrzeli całą panoramę Krakowa. Wjechali na ruchliwą jezdnię, a potem do centrum miasta. Sara z cichą satysfakcją zauważyła, że wiele osób obraca się za warczącym wehikułem i otwartymi ustami podziwia jego prezencję. Po kilku minutach motor zatrzymał się przed starą kamienicą niedaleko rynku. Daniel zgasił silnik i zdjął kask. -Wysiadaj.-powiedział, wpatrując się w szyld z napisem „Hotel”. -Po co tu przyjechaliśmy?- zapytała Sara podejrzliwie. Wyobraziła sobie jak Daniel siłą zaciąga ją do hotelowego pokoju. Potrząsnęła głową. –Tak w ogóle to ja nawet nie wiem co my robimy w tym mieście. Wytłumaczysz mi w końcu dlaczego tu jesteśmy? -Potem.- odparł chłopak, schodząc z motoru. –Wejdź do środka, ja muszę zaparkować. Dziewczyna posłusznie zsunęła się z siedzenia i weszła do środka hotelu. Od razu uderzyła ją ogromna różnica między wyglądem budynku, a wewnętrznym wystrojem. Z zewnątrz kamienica wyglądała staro i obskurnie, jednak w środku wszystko było czyste i wypielęgnowane. Sarę przywitała czerwona, aksamitna tapeta na ścianach i mikroskopijna recepcja przyozdobiona mahoniowym drewnem. Na gładkiej ladzie leżała otwarta księga, a obok niej leżał dzwonek wzywający recepcjonistę. W pomieszczeniu nikogo nie było. Dziewczyna rozejrzała się, zauważając przy okazji schody prowadzące na górę, do pokoi i wejście do jadalni. Nieśmiało podeszła do lady i kątem oka spojrzała na karty otwartej księgi, gdzie prostymi, drukowanymi literami było wypisane: „Dwa pokoje jednoosobowe. Pan G. ok. 16.” Domyśliła się, że musi chodzić o nich. Jak udało się załatwić rezerwację w tak szybkim tempie? Zaciekawił ją także inicjał „G”. Dotychczas nie miała pojęcia jak na nazwisko miał Daniel. Nagle za ladą pojawił się wysoki, chudy mężczyzna z zalążkiem łysiny na głowie. Jego przybycie było tak niespodziewane, że Sara z krzykiem odskoczyła w stronę drzwi. -Słucham.- mruknął mężczyzna, mierząc ją wzrokiem. Jego głos był głuchy i niski. –W czym mogę służyć?- -Hm...no więc...- zaczęła Sara. – Tu jest rezerwacja...no i ta rezerwacja...- mężczyzna wpatrywał się w nią nieufnym wzrokiem. – No i ta rezerwacja jest dla mnie, proszę pana. -Nie sądzę.- odparł recepcjonista, uważnie przyglądając się napisom w księdze. -To znaczy, może nie jest na mnie, bo moje nazwisko bez wątpienia nie zaczyna się na „G”, co jak co, ale to powinnam o sobie wiedzieć, no i w każdym razie jest ze mną jeden facet i ta rezerwacja...- -Ta rezerwacja jest na moje nazwisko.- zakończył stanowczo Daniel, który właśnie pojawił się w drzwiach. Na jego widok, na twarzy recepcjonisty pojawił się wyraz zrozumienia, a w kąciku ust zaczaił się uśmieszek. -Witam.- powiedział krótko, sięgając po klucze wiszące na wieszaku za nim. –Oto wasze pokoje. 17 i 18. Bagaże są już w środku. Wszystko jest już załatwione. Kolacja o 19.00, jak zwykle, śniadanie: 9.00, obiad: 13.00. Życzę miłego pobytu.- podał Danielowi klucze i szybko wyszedł z recepcji, udając się do jadalni. -Ahym...- mruknęła Sara, po chwili ciszy. Spojrzała na chłopaka. – Widzę, że często tu bywasz. -Niezbyt często.- odparł Daniel, podnosząc swoją torbę i ruszając na górę. – Chodź. -Ale...ehym...bardzo ładny hotelik. Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam, że to jakaś melina, tu popatrz! Taki ładny zakątek. Te tapety kojarzą mi się z hotelem Plaza, wiesz? Tym z Nowego Yorku. Oglądałeś kiedyś „Kevina samego w Nowym Yorku”? Hm...pewnie nie...- mruknęła widząc, że ze strony swojego towarzysza nie może liczyć na jakiekolwiek zainteresowanie. Daniel wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Ich pokoje znajdowały się na końcu korytarza. Daniel podał jej klucze, wskazał drzwi i polecił odpocząć po podróży. -Hm, nie jestem zmęczona. Wolałabym, żebyś teraz mi wszystko wyjaśnił. Chciałabym w końcu się dowiedzieć po co tu jesteśmy...- powiedziała Sara. -Nie teraz. Tak się składa, że akurat JA JESTEM zmęczony i chciałbym odpocząć. Potem porozmawiamy.- uciął chłopak i wszedł do swojego pokoju. Sara nie zauważyła, że trzyma się za prawy nadgarstek. -Świetnie. Po prostu świetnie.- mruknęła i trzaskając drzwiami weszła do pokoju.
Nie miała pojęcia dlaczego to robi. Każdy bez wątpienia wytknąłby Sarze jej głupotę. Ileż to niebezpieczeństw mogło jej grozić ze strony Daniela i jego niezwykłych znajomych? Doskonale wiedziała, że zachowuje się nieodpowiedzialnie i nierozważnie. Te wszystkie napaści i walki były realne – zdarzyły się naprawdę i były bardzo niebezpieczne, ale mimo, że zdawała sobie z tego sprawę, już się nie bała. Nie potrafiła precyzyjnie określić, w którym momencie cały strach z niej uleciał. Czuła się dokładnie tak, jak każdego ranka, kiedy się przeciągała- ciemniało jej wtedy przed oczami, a kiedy obraz znów zaczynał się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Imperfspirit
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…