Wróć do katalogu

Walizka Mamusi

Takie krótkie opowiadanie z uśmiechem :)

lordziknedzik, opublikowano , 23 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Walizka Mamusi

Zaczęło się od tego, że Mamusia zgubiła swoją walizkę, kiedy wracała do domu z dworca. Nie żeby miała w niej coś wartościowego, bo pakowała się w pośpiechu i ostatnią rzeczą, jaka mogła przyjść jej do głowy, było spakowanie czegoś więcej niż kosmetyków i jednej pary bielizny na zmianę. Jednak utracenie tej wiekowej walizy, zakupionej, albo cudem zdobytej, jeszcze za czasów PRL stanowiło dla Mamusi osobistą tragedię. Winę za całe zdarzenie zwaliła oczywiście na mnie i na mojego brata Piotrka, bo jakże by inaczej. W końcu to przez nas, a konkretnie przez niego, bo dostał pałę z klasówki z matematyki, zaczęła się cała awantura, przez którą Mamusia postanowiła się wyprowadzić do Tajwanu. Spakowała, więc swoje rzeczy, zapominając o dokumentach, portfelu, pieniądzach oraz o tysiącu drobiazgów potrzebnych w trakcie takiej wyprawy i wybiegła z domu. Wróciła po niespełna godzinie, trzasnęła drzwiami i poszła do kuchni zrobić sobie herbatę. - Mamusia już wróciła z Tajwanu? – Spytał Piotruś, jakby nigdy nic smarując sobie kanapkę masłem. – A ładną Mamusia pogodę miała? - Co mi z Tajwanem i pogodą! Nie dość, że mam wyrodnych synów i nieznośną córkę, to jeszcze żyję w kraju pełnym złodziei! Nic tylko bandyci, nieuki i policja na ulicach. - Co się stało? – Piotruś, niezrażony ewidentnym załamaniem psychicznym mamusi włożył sobie do ust pół kanapki naraz i zaczął przeżuwać, mlaskając. Najwyraźniej mojej rodzicielce to nie przeszkadzało, albo tego nie zauważyła, zajęta nowym wybuchem rozpaczy. - A co się mogło stać, baranie! - No nie wiem. – Mój braciszek wzruszył ramionami. – Napadli Mamusię? Pobili, zgwałcili? Ktoś Mamusię zamordował? - Gorzej! - Gorzej? – Piotruś skonsternowany podrapał się po głowie. - Zostałam okradziona! Na dworcu PKP ktoś mi ukradł walizkę! Zabrali mi wszystko, co w niej miałam! - Nie było tego, aż tak bardzo dużo Mamusiu, bo raczej nie spakowała Mamusia zbyt wiele, zajęta wyjazdem do Tajwanu. A właśnie, udał się? – Powiedziałem wchodząc właśnie na scenę wydarzeń, które miały mieć ogromny wpływ na resztę dziejów mojej rodziny. Zamierzałem właśnie spytać, czy naprawdę chciała podróż do Tajwanu rozpocząć od dworca PKP w Pabianicach, ale nie zdążyłem. - Aż cię palne, cymbale jeden, na własnej piersi wychowany krwiopijco, pijawko, wampirze ty! – Wrzasnęła Mamusia, w międzyczasie robiąc sobie herbatę. – Przecież mówię, że wszystko! Powoli z krzyków i lamentów wyłonił się obraz zdarzenia. Po dotarciu na dworzec i sprawdzeniu, że żaden pociąg nie odchodzi tego dnia do Tajwanu, Mamusia poszła do toalety, bo wychodząc z domu nie zdążyła. Walizkę pozostawiła na środku korytarza, tak żeby przypadkiem nikt jej nie przeoczył. Gdy wróciła po jakiś dwóch minutach, już jej nie było. Mamusia podniosła raban i zwrzeszczała wszystkich, łącznie z ludźmi, którzy weszli po zdarzeniu. Oczywiście poinformowaliśmy policję i szukaliśmy wszędzie gdzie się dało, ale naturalnie walizki nie znaleźliśmy. Przepadła. Mamusia wyła po niej, jak po członku rodziny, przeklinając złodziei aż do siódmego pokolenia wstecz i do przodku, ale nic to nie dało. Walizki nie było. Łatwo, więc wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy dokładnie trzeciego dnia od zniknięcia, nasza zguba pojawiła się niespodziewanie przed drzwiami. Ktoś zadzwonił, a zanim zdążyłem otworzyć, Mamusia była zajęta lamentowaniem, a Piotruś siedział w swoim pokoju i udawał, że się uczy, tajemniczy dobroczyńca zniknął. Gdy wyszedłem na korytarz i zobaczyłem wielkie, skórzane pudło, bez kółek i z jednym naderwanym uchwytem, natychmiast poszedłem po rodzicielkę. - Mamusiu, ktoś do ciebie. – Powiedziałem łagodnie, zwarzywszy na jej ciężki stan psychiczny. Odkąd wróciła z Tajwanu była płaczliwa i rozdrażniona, pewnie tamtejszy klimat źle na nią wpłynął. - Powiedz mu, żeby poszedł do diabła. – Rzuciła w odpowiedzi. - Ale to naprawdę ważne. Mamusia wstała, zarzuciła na piżamę różowy szlafrok i wstała niechętnie, patrząc na mnie niczym na mordercę. Poczekałem chwilę w miejscu, licząc do dziesięciu, po czym, dokładnie wtedy, gdy tego oczekiwałem, rozległ się pisk radości. - Moja najdroższa, odzyskana! Poszedłem pod drzwi i zobaczyłem Mamusię tulącą skórzane pudło, zwane potocznie w naszej rodzinie walizką, niczym kochanka. Problem zaczął się wtedy, gdy spróbowała ją wnieść do środka, ponieważ okazała się bardzo ciężka. Mamusia zaczerwieniła się z wysiłku, po czym spojrzała na mnie z wyrzutem. - A ty co tak sterczysz, może pomógłbyś matce w potrzebie? – Rzuciła. Podszedłem do pudła i spróbowałem je unieść. Ani drgnęło, przytwierdzone do podłogi na klatce schodowej chyba za pomocą wiertarki. - Przecież, gdy Mamusia zabierała ją do Tajwanu, nie była wcale taka ciężka. - Najwyraźniej przytyła, bo tam jedzenie niezdrowe i tuczące. – Powiedział Piotruś, który usłyszawszy, co się dzieje, przyszedł popatrzyć na widowisko. - Pomóż mu cymbale. – Rzuciła nasza rodzicielka. Jak można się domyślić, to określenie, było najczęściej stosowanym pod naszym adresem, chyba ulubionym słowem Mamusi. Razem z bratem, sapiąc i dusząc wnieśliśmy strasznie ciężkie walizko-pudło do mieszkania i zamknęliśmy drzwi. - Co tam jest napakowane? – Spytał Piotruś, po tym jak już postawiliśmy je na środku dużego pokoju. Kopnął w jego środek, z rozmachem, jak przystało na prawdziwego fana piłki nożnej. – Twarde. – Stwierdził. - Czego kopiesz, tam moje kosmetyki są! – Wrzasnęła przerażona Mamusia. - To chyba się rozmnażały w zamknięciu, bo jakby ich tam więcej. W sumie nie dziwne. Ciemno i nudno, nie ma, co robić… - Piotrze, - Zaczęła Mamusia oficjalnym tonem. – Nie życzę sobie takiego słownictwa w moim domu. Ani słowa o spółkowaniu, zwłaszcza w twoim wieku. - Ale pani na biologii… - Próbował się bronić. - Milczeć! W chwili, gdy Mamusia miała zamiar rozpocząć wykład na temat rzeczy, nieodpowiednich w naszym wieku, postanowiłem otworzyć walizkę i sprawdzić, czy rzeczywiście jej kosmetyki się rozmnożyły. Rozsunąłem zamek błyskawiczny, rzuciłem okiem do środka i zamarłem. - Mamusia jest pewna, że pakowała tylko bieliznę i kosmetyki? – Spytałem ostrożnie, nagle nie chcąc rozdrażnić rodzicielki. - Tak. A czemu pytasz? – Najwyraźniej dopiero teraz zauważyła, co robię. Spojrzała na mnie gniewnie, aż zimny pot oblał mi plecy. - A jak powiem, to Mamusia nie pojedzie ze mną do Tajwanu? – Chciałem się upewnić. - Co znowu z tym przeklętym Tajwanem!? – Rodzicielka moja najdroższa i kochana, inaczej o niej od tej pory mówić nie będę, wyrzuciła ręce w górę. - Bo widzi Mamusia, ten, z kim jechała Mamusia, moja ukochana i najdroższa, do Tajwanu, wrócił. Chyba mu się tam nie spodobało. Mamusia spojrzała na mnie jak na wariata. - Nie byłeś ty, aby za dużo na słońcu dzisiaj? - Nie, uczyłem się. - Chyba trochę za dużo. – Mruknęła sceptycznie, po czym ruszyła w kierunku pudła. Otworzyła je i spojrzała do środka. Razem z Piotrusiem, wszyscy zamarliśmy. W walizce był trup.

Głupio się złożyło, że właśnie w chwili, gdy siedzieliśmy z rozdziawionymi gębami na środku dużego pokoju, do mieszkania weszła moja Babcia w towarzystwie swojego nowego faceta, zwanego potocznie Jemiołą. A to, dlatego, że przyczepił się do Babci i ssał z niej soki, ile tylko mógł, a ona, rozkładając ręce mu na to pozwalała. Babcia, gdy tylko zobaczyła nowy bagaż mamusi wrzasnęła, a Jemioła, chyba jako jedyny zachowując zdrowy rozsądek i prawie nie zaskoczony tym, co się działo w tym domu wariatów spytał: - Skąd wzięliście pana Prezydenta? - Mamusia z Tajwanu przywiozła. – Odparł rezolutnie Piotruś. - A kiedy ty tam byłaś? – Zainteresowała się babcia, wyciągając do przodu swój długi nochal. - Dwa dni temu. – Piotruś, jak każdy porządny uczeń jak zawsze chętnie służył odpowiedzią na trudne pytania. Mamusia spojrzała na niego, jakby miała ochotę wsadzić go do walizki. - Jak to, pana Prezydenta? – Jako pierwszy załapałem, co powiedział Jemioła. - No, normalnie. Od wczoraj trąbią w telewizji, że zaginął. Nie oglądaliście wiadomości? – Zdziwił się tym faktem bardziej, niż obecnością martwej głowy państwa w pudle mojej Mamusi. - Nie oglądamy. Ja i ten tam – Wskazał na mnie – mamy dużo nauki, więc, nie możemy, a Mamusia od powrotu z Tajwanu zajęta jest opłakiwaniem, że nie ma walizki. - Tej? – Spytała Babcia. - Tak. - Przecież tu stoi. Więc jak, jej nie ma? - Pewnie mamusia miała na myśli to, że jest zajęta. Bo pan prezydent ciężki i gruby, więc nie ma tu miejsca na więcej rzeczy. – Stwierdziłem, popisując się swoją zdolnością dedukcji. - Jak nie ma? – Spytał Piotruś. – Przecież o tu, obok głowy wepchnęłoby się bez problemu kilka par skarpetek. - Ale tak skarpetkami, głowę pana Prezydenta? – Zmarszczyłem brwi na tą koncepcję. – Przecież to niegrzeczne. - A myślisz, że jemu to robi różnicę? - Cisza! Milczeć, wszyscy, Jemioła ty też! – Zawyła Mamusia rozpaczliwie. – Cicho! Powoli! Jeszcze raz, kim jest trup w mojej walizce. – Wzrok naszej domowej morderczyni głów państwa spoczął na nieszczęsnym Piotrusiu. - Mamusia mnie pyta? Przecież to Mamusi trup. - Nie mój trup, cymbale jeden! – Krzyknęła Rodzicielka wściekle. - Racja, nie jej. Ojciec dobrodziej mówi, że zmarli należą do Boga. – Babcia niespodziewanie poparła Mamusię tą sentencją wyniesioną z kościoła. Niewiadomo, czemu, Mamusi się to nie spodobało. - Cicho bądź, moherze jeden! - Spokojnie, tylko spokojnie. – Jemioła świadomy, iż nagle odkryliśmy nowe, nieznane cechy w mojej Mamusi i rozumiejąc, jakie to zagrożenie stwarza dla biednej Babuni, dbając nie tylko o nią, ale również o swoje interesy z nią związane, stanął między Babcią a Mamusią. Uniósł ręce w pokojowym geście. – Jesteś pewna, że to nie twój trup? - A czy wygląda na mojego? - Nie wiem, jak wyglądały inne, więc nie mam pojęcia, w jakich Mamusia gustuje. – Odparł Piotruś, zamiast Jemioły. - Nie było innych! - Czyli to Mamusi pierwszy? Znaczy, że jest Mamusia ambitna, bo jak dla nowicjusza, skasować pana Prezydenta, to niemała sztuka. Daleko Mamusia zajdzie. – Pochwalił Piotruś, z miną, jakby zaraz miał spytać, który Mamusia ma numer w dzienniku z zamiarem wstawienia jej piątki. - Co najwyżej, z trupem pana Prezydenta w walizce, na środku pokoju, zajdziesz do więzienia i do piekła. Ksiundz mówił w kościele, że mordercy idą do piekła. – Babunia znowu pochwaliła się mądrościami wyniesionymi z kazań. - Zabierzcie ją ode mnie, bo jej łeb zaraz utnę. – Wrzasnęła Mamusia patrząc na Babcię z mordem w oczach. - Nożem ją, nożem! Albo krzesłem! – Krzyknął Piotruś niczym kibic dopingujący swoją ulubioną drużynę piłkarską w trakcie meczu. - Widzę, że Mamusi się spodobało nowe hobby. – Powiedziałem z zadowoleniem, bo w końcu to dobrze, że kobieta w wieku mojej rodzicielki postanowiła zająć się czymś… kreatywnym. Babcia spojrzała najpierw na pana Prezydenta, później na mnie i Piotrusia. Wreszcie jej wzrok spoczął na mordzie w oczach Mamusi, aż cofnęła się o krok. - Ale może Mamusia poczeka chwilę, bo walizka zajęta, a nie mamy drugiej, tak dużej. – Zasugerował uprzejmie mój uczynny braciszek. Jemioła, ratując serce, które z miłością pompowało nie tylko krew, które dostarczała jedzenie i tlen ciału…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych