Wampirza przeszłość
Powieść ma miejsce w średniowiecznej europie. Wampirzy świat, na który należy spojrzeć z innej perspektywy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I.
Rok 1378
[ W bezchmurny i ciepły poranek, w zamku królewskim panowała nerwowa atmosfera. Król miał ostatnio spore problemy ze strajkującymi mieszczanami. Mimo wszelkich starań, jego próby uciszenia hałasu z balkonu, wychodzącego na zamkowy dwór, spełzły na niczym. Ludzie robili rozgardiasz, niszcząc piękne krzewy, kwiaty i drzewa. Po chwili nakazał straży, która próbowała odepchnąć dziką gormadę mieszczan, pchających się na wielkie, drweniane drzwi prowadzące na zamek, aby wyprowadzili ich z dworu. Gdy to zrobił, odszedł od balkonu i usiadł na krześle, przy wielkim, mahoniowym stole. Zasłonił sobie oczy rękoma. Jego małżonka i jedyna córka, stały za nim przyglądając się bacznie całej zaistniałej sytuacji. Po chwili królowa zbliżyła się do męża i objęła go, zaczęła coś szeptać do ucha. Tym czasem dwudziestoletnia dziewczyna stojąca za nimi, a także jedyne dziecko pary królewskiej, wybiegła z jadalni. Przeszła kilkoma korytarzami, potknęła o bordowo – złoty dywan, minęła kuchnię wypełnioną kucharkami, wspięła się na kręte schody i lekko dysząc wkroczyła do sypialni. Siadła na wielkim łożu idealnie pościelonym przez królweską służbę, liczącą dwieście osób. Spędziła w pokoju czas aż do wieczora. Gdy zaczęło się ściemniać stanęła w oknie i zaczęła przyglądać się temu, co zostało z roślin. Spojrzała na elune*, a blask z niego padający odbijał się w jej okrągłych, orzechowych oczach. Zastanawiała się jak potoczyłoby się jej życie, gdyby nie była córką z rodu Lonlyn, najpotężniejszego dotychczas rodu królewskiego w Europie. Gdyby była normalna. Ale sama wiedziała, że to nie jest możliwe w jej wypadku, szczególnie jeżeli chodzi o wydarzenia, które przytrafiły jej się potem...
Nagle zaczęła być śpiąca. Podeszła do lustra i spojrzała na swoją twarz, potem na ciało. Wszystko zaczęło jej być obojętne. Dosłownie wszystko. Powoli zdjęła szmaragdową suknię uszytą z jedwabiu, ściskający piersi gorset, halkę i buty. Opadła na łóżko, nie myśląc o niczym. Patrząc w sufit i rozmyślając o przyszłości jaka ją czeka, zasnęła. Gdy już było ciemno, i wszyscy na zamku zasnęli, przy łóżku dziewczyny pojawił się młody mężczyzna, ubrany w czerń. - Witaj Nade... – dotknął z podnieceniem jej bladego policzka. Zostawił na nim jasny, czerwony ślad. Otworzyła oczy. Gdy ujrzała mężczyznę nie uciekała, nie krzyczała. Nawet się nie bała. Spojrzała nie niego z oddaniem, jakby go znała od lat, a on przychodził tu co noc. Zawsze. - Teraz jesteś gotowa, ja również... - teraz jego palce zostawiały ślady na szyi. Zbliżył się odrobinę. Ona nadal się nie poruszyła. Cały czas spoglądała w jego oczy, takie puste, przypominały odchłań. Były przepełnione goryczą i żądzą. Wstał i puścił jej ramiona. Teraz zbliżył twarz do jej twarzy, usta do jej ust. Pocałował ją z namiętnością. Gdy ich usta się rozłączyły, zbliżył je do szyi. Ugryzł mocno w zostawiony wcześniej, czerwony ślad. Zrobił to dlatego, że ją kochał...
Następnego ranka obudziła się w miejscu zupełnie innym od jej sypialni w zamku. To był mały pokoik z drewnianymi meblami. Były tam zakurzone książki na półkach biblioteczki i jeden stolik. Łóżko na którym leżała, przykryte było szarą szmatą, pewnie kiedyś była ona prześcieradłem. Nagle do pokoju wszedł ten mężczyzna, który wczoraj w nocy przyszedł do jej pokoju. - Witaj Nade... Jak się czujesz? – zapytał z troską. Nade spojrzała na swoją szyję. Był na niej krwisto-czerwony ślad po... ugryzieniu. - Gdzie ja jestem? – zapytała nie zwaracjąc uwagi na pytanie chłopaka. - Nie musisz się bać. Jesteś tu bezpieczna. Niedługo wszystko sobie przypomnisz, a ja... pomogę Ci to pojąć. – odpowiedział powoli, tak, żeby wszystko dokładnie zrozumiała, każde słowo. Chociaż... nie do końca. - Co pojąć?! – nerwy przejęły nad nią kontrolę. Chłopak uśmiechnął się do niej, postawił na szafce przy łóżku szklankę z jakimś czerwonym napojem i wyszedł. Nade objęła obiema rękami przyniesioną szklankę i przytknęła ją do ust. Biorąc pierwszy łyk poczuła przyjemny smak, chciała więcej... Szklanka upadła na podłogę i rozbiła się z hukiem. Kawałki szkła potoczyły się po całej posadzce. Dziewczyna nawet tego nie zauważyła, była... w amoku. Wstała o własnych siłach. Długie czarne włosy opadały jej na twarz. Nie zważając na wyłożoną szkłem podłogę doszła do drzwi. Na nich wyrzeźbione były kobiety stojące wokół jakiegoś mężczyzny, obok jedna stała nad martwym ciałem człowieka, zaraz potem ktoś wbijał jednej z nich... kołek w samo serce. Patrząc po kolei na obrazki, można było dostrzec, że łączą się w pewnego rodzaju historię. Nade przystanęła i delikatnym naciskiem na obdartą klamkę otworzyła drzwi. Rozpaczliwie szukała większej ilości napoju, którego odrobinę dostarczył jej ten, który ją tu sprowadził. Krew. Wychodząc, zamknęła za sobą drzwi. Stała po środku długiego korytarza z wieloma parami przejść i schodami. Wybrała schody, chociaż prowadziły do jednego z ciemniejszych pomieszczeń. Zresztą to żadna różnica, w całym domu nie było ani jednego promienia słońca wchodzącego przez okno. Ani jednego. Po kilku minutach powolnego schodzenia, doszła do oświetlonego pochodnią lochu. Tak, to był loch. Bardzo długi korytarz, przez który przechodziło mnóstwo krat celi. Usłyszała kroki na schodach. Ktoś do niej szedł. Stała otępiała i czekała na to, co się stanie. Gdy kroki zaczynały się niebezpiecznie zbliżać... - Co tutaj robisz? - odezwał się znajomy głos. On nie był zły. Był zaskoczony. Łza spłynęła po policzku Nade. Chciała być z powrotem ze swoimi rodzicami. Chciała, ale po tym co usłyszała potem, zrozumiała, że to niemożliwe, że już nigdy nie zasmakuje ludzkiego życia. Tak myślała.
- Ja... ja jestem... wampirem? - spytała po dłuższym milczeniu. Chłopak przytaknął. - Ty... ty też? I my... pijemy krew? Tą ludzką? - pytała dalej, mając nadzieję, że tym razem on powie : „nie”. - Kochanie, tak, dokładnie. To ja uczyniłem Cię wampirem, jestem za to odpowiedzialny, i to ja Ci teraz pomogę. Gryź. - podsunął swój nadgarstek do ust Nade. Bez wahania zaczęła gryźć. Nagle przekonała się, że ma dwa długie, ostre kły. Zaczęła pić czerwony nektar z ręki jej stworzyciela. W pewnej chwli wyrwał ją z dłoń dziewczyny. - Dosyć. - skarcił ją. ( ( Podniosła oczy w stronę jego twarzy. Zaczęła racjonalnie myśleć. Była syta i szczęśliwa. On był taki przystojny. Uśmiechnęła się. ) ) - Dziękuję. - powiedziała z wdzięcznością. Zastanawiała się, co będzie dalej. ]
***
II. Rok 1358 - 1374
[ Na uroczystość, tuż po narodzeniu córki królewskiej rodu Lonlyn, zebrało się wielu ludzi. Straż, mieszczanie, służba zamkowa, wszyscy przybyli by podziwiać piękno małej dziewczynki. Para panująca za tamtych czasów, Laura i Carol Lonlyn, była niezmiernie szczęśliwa. Król i królowa wraz z córeczką, byli ustawieni na złotym podeście na środku ogromnej sali. Owa sala, wypełniona była gwarem, tańczącymi ludźmi, mnóstwem dekoracji. Sycące szczęście dosięgało wszystkich zgromadzonych, szczególnie rodziny, które przyszły ze swoimi dziećmi. Po uroczystości, władcy zostali obdarowani wieloma podarkami, w postaci srebrnych tac, kielichów i sztućcy. __
Mała dziewczynka Nade, szła właśnie ulicą. Pierwszy raz widziała społeczeństwo, które ją otacza, a którego nie miała szansy bliżej poznać. Pomimo zakazów, znalazła sposób na małą eskapadę z zamku. Idąc ulicą rozglądała się uważnie, wypatrywała coraz to ciekawsze osoby, przyglądała się straganom. Nagle przed jej oczami ukazała się ciemna postać wysokiej postury. Mężczyzna uśmiechał się do niej tajemniczo. Czarne loki opadały na twarz Nad’ey, ukrywając błyszczące, orzechowe oczy. Przystanęła na chwilę, wciąż nie odrywając zaciekawionych oczu od mężczyzny. Głupiutka dziewczynka, podeszła do niego, doszukując się ukrytej pod czarnym kapeluszem twarzy. Nadal nie ujawniając swoich oczu, wyciągnął do niej rękę. Ten chłopak był tak bardzo intrygujący, że nawet dziecko nie mogło się oprzeć pokusie poznania go bliżej. Postać schyliła się, dotknęła jej policzka ręką i szepnęła do ucha. - Już niedługo,będziemy mogli się lepiej poznać... - wyszeptał tak, żeby tylko ona słyszała. Nad’ye otworzyła usta, jej brązowe oczy się zaokrągliły. Mężczyzna uśmiechnął się kusząco i odszedł w swoją stronę. Nade odprowadziła go wzrokiem, zanim nie zniknął w gęstniejącym tłumie. __
W sypialni, w której było łóżko z baldachimem, siedziała nastoletnia dziewczyna. Czytała jedną z niewielu książek, które były zezwolone do czytania, z królewskiego zbioru. Okładka była już zniszczona, a kartki pożółkłe, postrzępione na rogach każdej z nich. Liczyła sobie sześćset pełnych stronic, zapełnionych tekstem. Książka miała służyć do edukacji, ale od siódmego roku życia Nade była bardzo zainteresowana wiedźmami, czarami, wampirami i ich nieśmiertelnością, więc studiowała je dla przyjemności. Potrafiła przesiedzieć cały dzień, czytając i zdobywając przy tym nowe informacje na swój ulubiony temat.
Z ‘transu’ wytrąciło ją walenie do drzwi. Leniwie zsunęła się z łóżka, zostawiając na miękkiej pościeli książkę: ZNAK KRZYŻA –WAMPIRY’styczne symbole. Nacisnęła złotą klamkę i ujrzała przed sobą dobrze znaną jej twarz – Terry. Szesnastoletnia dziewczyna rzuciała się na szyję chłopakowi stojącemu w drzwiach. Zaskoczenia i napadu radości z jej strony, nie dało się wytłumaczyć w żaden inny sposób niż ten, w którym się cieszyła z przyjazdu swojego chłopaka. - Jak dawno cię nie widziałam! - krzyknęła i pocałowała go w usta. Terry odwzajemnił pocałunek. Nad’ey pomogła mu wnieść bagaże do pokoju. Po ich rozpakowaniu, siedli na łóżku. Chłopak wziął Nade za rękę, w pełni oddali się rozmowie. Po kilku godzinach, usłyszeli dzwonek, który sygnalizował porę obiadową. Głód wyrzeźbił w ich żołądkach znak, więc postanowili coś zjeść. Niewiedza, którą dysponowali oboje, była dla nich lepsza, przynajmniej teraz. Natomiast plany, które para królewska miała wobec swojej córki, nie były dla niej korzystne. Chociaż Nad’ey bardzo mocno była związana z Terry’m, to nie była gotowa na to, aby go poślubić. W żadnym wypadku. __
Rok później
Nade stała przy oknie, zresztą jak zwykle wieczorem, wlepiając oczy w biały księżyc. Ktoś dotknął jej policzka, wierzchem dłoni. Delikatnie, subtelnie. Zamknęła oczy. Łza rozkoszy spłynęła powolnie po jej pociągłej buzi, doszła do brody i spadła na ziemię, robiąc cichy plusk. Nade chwyciła rękę nieznajomego i przycisnęła ją do talii bioder. Stali nieruchomo dłuższą chwilę. Nad’ey dobrze pamiętała tego mężczyznę, z młodszych lat, nawet z wczoraj. Poznała go dziesięć lat temu, wymykając się na miasto bez zgody rodziców. Możliwe, że słowo poznała to za dużo, ale w każdym razie, spotkała go wtedy poraz pierwszy. Teraz przychodził do niej co noc, dogłębnie przyglądając się jej wnętrzu. Poznawała jego przyjemny głos, odbijał się głośno w jej głowie, niczym huk stłuczonej szklanki. Całymi dniami czekała tylko na ten moment, jej ulubiony. Kiedy przychodził, obejmował ją czule i mówił w obcym jej języku. Tylko czasami przemawiał po angielsku, żeby zrozumiała co ważniejsze zdania. Zawsze gdy odchodził mówił jej, że ją kocha, że wróci następnego dnia. Lecz pewnego dnia, nie wrócił. Czekała na niego całą noc, nie zmrużyła oka. On nie przyszedł następnego dnia, nie pojawił się przez następny miesiąc, rok. Ale kiedy znów go zobaczyła, nawet nie miała wyrzutów do niego, nie była zła. Była szczęśliwa, że znowu go widzi. ]
**
III. Rok 1357 - 1379
W ciemnym pomieszczeniu o zimnej posadzce, było zgromadzone kilkanaście osób. W powietrzu dało się wyczuć zapach stęchlizny, piwnica. Wszystkie zakapturzone postacie, stały wokół okragłego, marmurowego stołu. Nagle jedna z nich przemówiła piskliwym, kobiecym głosem. - Nasze spotkanie zacznijmy od wyboru, którego dokonaliśmy w związku z... Jej wypowiedź przerwały ciche szepty i chichoty. Mówiąca kobieta odwróciła głowę w stronę, z której dobiegały owe głosy. Wskazała palcem, o długim, krwistoczerwonym pazkociu, na dwie postacie. Gestem ręki nakazała ich wyprowadzenie z sali. - Wybraliśmy kolejnego członka naszego Klanu. - powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo. Na twarzach, które nie były przykryte kapturem, wymalowało się ździwienie. - Zgodnie z decyzją Komisji Nazdorczej Klanu, ogłaszam, że następnym członkiem będzie nienarodzona jeszcze córka pary królewskiej. – powiedział niski, męski głos. Decyzja komisji spowodowała wzburzenie na sali. Wampiry uczestniczące w zebraniu, które podniosły swój sprzeciw, zostały wyprowadzane przez ogromne, drewiane drzwi. -SPOKÓJ! - krzyknął wysoki mężczyzna. Momentalnie wszystkie głosy i szmery ucichły. To był założyciel Klanu, najważniejszy z nich wszystkich, Diego Intadores. - Diego... - szepnęła do niego kobieta o piskliwym głosie. - Koniec zebrania. Koniec, słyszeliście? Girfe, ty zostań. – warknął. Chłopak ubrany w czarny płaszcz, sięgający niemalże ziemi, ustanął. Gdy wszyscy opuścili piwnicę, Diego pchnął Girfe, przeprowadził przez dwoje drzwi i obydwaj znaleźli się w jeszcze ciemniejszym pokoju od poprzedniego. Monsieur Intadores zamknął za sobą drzwi, i oparł się o nie nonszalancko. - Girfe, Girfe... Jesteś moim nalepszym sługą, wiesz? - powiedział, obserwując go bacznie. - Diego... Czy znów masz dla mnie jakieś zadanie? Misję? - odpowiedział Girfe, pozbywając się nerwów. - Jakiś ty domyślny... Trudno się dziwić, po dwustu pięćdziesięciu latach służby. Ale owszem, mam dla ciebie zadanie. – skwintował. - Słucham uważnie. - Już niedługo urodzi się córka pary królewskiej, niezmiernie dla nas ważna. Ważna za dwadzieścia lat. Dopiero wtedy będzie gotowa, do tego czasu, możesz zrobić z nią co tylko zechcesz. – gdy skończył mówić, wyszedł z pokoju i starannie zatrzasnął za sobą drzwi. __
Rok później.
Pośród tłumu rozkoszującego się widokiem króla i królowej, stał Girfe. Ubrany w czerń, okryty kapeluszem, i płachtą przysłaniającą klatkę piersiową. Młody wampir nigdy nie pokazywał swoich oczu, chociaż były niezwykle... piękne. Stał z brzegu, oparty o ścianę, niechcąc by zauważyła go straż królewska. Dziś miał zamiar obserwować swoją przyszłą uczennicę, wybrankę Klanu, do którego miał zaszczyt należeć. Ten Klan był jednym z najpopularniejszych, cieszących się władzą, siłą i świetnym wyborem jego członków. Więc każdy kto do niego należał, musiał czuć się zaszczycony. Po krótkiej prezentacji królewskiej córki, odszedł niezauważony przez nikogo. Chociaż trzeba było przyznać, obok takiego mężczyzny trudno przejść obojętnie. Kiedy był człowiekiem, na pewno cieszył się powodzeniem wśród kobiet. __
W ciemnym pokoju, osłoniętym bordowymi zasłonami z jedwabiu, siedziała w fotelach para wampirów. Przy żażączym się kominku, dającym wiele ciepła w zimowy wieczór, rozmawiali szeptem. Wyglądali razem doskonale. -Już nie muszę cię prowadzić przez ten świat. Teraz sama możesz sobie poradzić. - powiedział spokojnie Girfe. Nade spojrzała mu głęboko w oczy, chwyciła za rękę. -Girfe, kocham cię. - odpowiedziała cichutko. Czarne oczy chłopaka zalśniły. Nigdy by się tego nie spodziewał, szczególnie po niej. -Nie możesz kochać takiej istoty jak ja. Nie jestem godzien twej miłości. Ja byłem tylko stwórcą twojego wampirzego ‘ja’. To wszystko. - słowa wylatywały z jego ust jak oszalałe. Wstał z fotela. -Kocham cię. Taką miłością nie darzyłam nigdy nikogo. Ty to sprawiłeś. - fala gorąca przepływała przez jej ciało. Małymi krokami zbliżała się do jego fotela. Girfe milczał. -Nie udawaj, że ty nic do mnie nie czujesz! Od samego początku coś nas łączyło. - nie wiedziała jak ubrać swoje emocje w słowa. Wszystko tak nagle na nią spłynęło. -Girfe odpowiedz: kochasz mnie? Odpowiedz głupcze! Tak. __
Nim uronię ostatnią kroplę krwi, nim oddam wszystko co mi dane, nim stanie się nieuniknione.
***
IV. Rok 1381
W wampirzym świecie, zupełnie innym od ludzkiego, niepodziewane wydarzenia mają miejsce cały czas.
Przez ciemne, ciche miasto, po ledwo oświetlonej dróżce, szły dwie postacie. Trzymały się za ręce, Nade i Girfe. Oboje mieli twarze ukryte pod kapturami, zbliżali się powoli do ogromnego budynku, na którego ściany, padały światła wychodzące z
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pentelqa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…