Warto mimo wszystko
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Marcin, siedząc na kanapie, oddawał się swoim ulubionym ćwiczeniom. Intensywnie gimnastykował kciuka przy użyciu pilota telewizyjnego. Kanały zmieniał w takim tempie- tu uśmiechnął się w duszy- że można było nabawić się epilepsji. „Dlaczego ona nie odpisuje?” -pomyślał i po raz enty spojrzał na prawy dolny róg panoramicznego monitora LCD, tam gdzie powinien pokazać się znaczek odebrania nowej wiadomości. Nic. Zirytowany zerwał się z legowiska i popędził do pokoju, rzucił się na łóżko w poszukiwaniu jego Nokii 6610 i po krótkiej walce z prześcieradłem odnalazł przedmiot pożądania. Nic. Jeszcze bardziej zirytowany wrócił na kanapę, ponownie oddając się treningowi kciuka. „Dlaczego ona nie odpisuje?”- pomyślał i błyskawiczne oderwał się od ćwiczeń. Jego uwagę przykuł reportaż o kolejnym samobójstwie nastolatka. „Straszne”- pomyślał- „coś okropnego, jak można targnąć się na własne życie?”, lecz od wywodów filozoficznych na temat życia, śmierci i samobójstw odciągnął go mały dymek w prawym dolnym rogu jego panoramicznego monitora i charakterystyczne dźwięki ciuchci. „Nareszcie”. Odczytał wiadomość i z uśmiechem zaczął wyłączać pootwierane okna różnych programów. „Ona naprawdę mnie kocha”. Po chwili jego uśmieszek nieco przybladł, tak jakby dopiero po takim czasie dotarła do niego treść krótkiego przesłania „Chyba…” Treść wiadomości była bardzo prosta: „Postaraj się…” „Postaraj się”- pomyślał* „ a co ja robię w każdej wolnej chwili?” Rozległ się dźwięk ciuchci, myszka powędrowała w prawy dolny róg. „Postaraj się… naprawdę warto…” „Może spotkamy się jutro, co? W kinie puszczają Noce tamtych dni”- napisał szybko Marcin. Niecierpliwie czekał na odpowiedź. Z iskrą w oku otworzył okno. „Marcin, naprawdę nie mogę, jutro mamy spotkanie w fundacji” „O.K. trudno, ale wiesz już, że się staram. Do zo…”- odpisał i zirytowany do granic wytrzymałości zamknął resztę okien. Mówiąc, że Marcin starał się od miesięcy, dokładnie to miał na myśli. Dużo, bardzo dużo czasu poświęcił na „staranie się”. Za dużo. „Czy ja wymagam tak wiele? Ja chcę tylko mieć dziewczynę.”
Szkoła, miejsce wymyślnych tortur matematyką i historią, miejsce kaźni setek niewinnych zwanych przez niektórych uczniami, miejsce, gdzie każdy z nas trafi, a jeżeli nie trafił jeszcze to cała zabawa przed nim. Na widok tego czerwonego budynku z zegarem na szczycie Marcina przeszedł dreszcz. Nie był złym uczniem, lecz osiem godzin w jednym miejscu nudziło go okropnie. „Niech wie, że się staram.” Ostatnie spojrzenie za siebie i zagłębił się w nieznane. Właściwie to znane. Męczył się tu już pół roku. Środa, apogeum tygodnia. Przeżyć środę, to przeżyć tydzień. Chemia, dwie biologie, historia, fizyka i nie ma ani polskiego, ani wychowania fizycznego. Tylko usiąść i płakać. „Niech wie, że się staram.” Podczas lekcji historii, którą Marcin szczególnie nienawidził i podczas której razem z kolegą z ławki oddawali się potędze snu lub grali w emocjonującą grę „kółko i krzyżyk”, doznał olśnienia. Nagle, jego dylemat sam się rozwiązał, po prostu. Już wiedział, co zrobi. To było takie proste, takie oczywiste. Ania jest wolontariuszką w tej śmiesznej fundacji… „Mogę to zrobić już teraz, przecież na drzwiach od szatni wisi plakat… ”- pomyślał- „tylko co by tu…” Nie myśląc długo (jak to miał w zwyczaju), podniósł rękę i zapytał: -Pani profesor, czy mogę odwiedzić toaletę? Odczekał chwilę. Żadnej odpowiedzi, ale w tym przypadku oznaczało to zgodę. Marcin udał się w stronę łazienki. Nie wszedł do środka, zbyt dobrze znał zapach męskiej toalety po czwartej lekcji. Oparł się o ścianę, wyciągnął z kieszeni swój telefon i zaczął szukać. Po chwili znalazł to, o co mu chodziło. Nacisnął zieloną słuchawkę i czekał. Po kilku sygnałach odezwał się aksamitny, kobiecy głos. -Fundacja Dog’s help, w czym mogę pomóc? -Dzień dobry- powiedział Marcin- dzwonię w sprawie wolontariatu. -Tak przyjmujemy nowych wolontariuszy. -Ale…- zaczął Marcin- ja nic nie wiem o fundacji! -Niech pan poczyta na dog’shelp.dogoterapia.pl- powiedziała i odłożyła słuchawkę. Marcin, lekko oburzony i troszkę zirytowany, wrócił do jaskini . Strona fundacji nie była zbyt rozbudowana, ale Marcin znalazł na niej wszystko co chciał. Dogoterapia to rehabilitacja chorych dzieci, w której pomagają psy. Znał już warunki bycia wolontariuszem. Trzeba było zdać pewien egzamin, podobno niezbyt łatwy. Po trzech miesiącach wolontariatu można było dostać psa-wolontariusza. Lekko przerażającą perspektywą były częste spotkania, kursy i seminaria, lecz wszystkie obawy rozwiała lista pracujących wolontariuszy, na której znalazł Anię. Z ogromnym pięknym uśmiechem zaczął pisać maila na adres fundacji. Dokładnie sprawdził, czy zawarł wszystkie wymagane informacje o sobie i czy dołączył zdjęcie. „Tak”- pomyślał, oglądając pasek stanu wysyłanej wiadomości- „niech wie, że się staram”. Gdy wiadomość została wysłana, Marcinem targnęły wątpliwości. Człowiek jest leniwy z natury (a Marcin szczególnie), nie będzie mu się chciało jeździć na spotkania i to tak częste. A opieka nad psem i jego wychowanie? Przecież nie radzi sobie nawet ze starym chomikiem. I wolontariat to wyrzeczenia, często zaparcie się siebie i przedkładanie dobra innych nad swoje. Warto tak się strać? Przecież to bez sensu. I tak nie pomogę tym młodym. A jak jeszcze coś takiemu zrobię? I nie wiem, jak Ania na to zareaguje. A jeżeli połapie się, że chcę jej tylko zaimponować? Naprawdę warto? Nagle rozległ się dźwięk ciuchci. Kursor myszki błyskawicznie przemieścił się w prawy dolny róg. Wiadomość była od Ani. „Naprawdę cieszę się, że chcesz zostać wolontariuszem. To tylko dobrze o Tobie świadczy. I wiesz? Ja w tej fundacji działam już dwa lata…” Marcin uśmiechnął się lekko. Do główki przyszedł mu szatański plan „Zrobię to na blondynkę”. „Naprawdę? Cóż za zbieg okoliczności! Spotkanie we wtorek, tak? Wiesz, tak bardzo chciałbym pomóc…”- sam zdziwił się jak łatwo przychodzi mu wymyślanie takiego picu. Dźwięk…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil wielkiwujaelf
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…