Wróć do katalogu

Wewnętrzny Wróg II cz. 2

Kolejna część drugiego aktu mojej opowieści. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Wszelkie nieścisłości tyczące się moich postaci wyjaśnię w finale, więc czekajcie cierpliwie...

riskbreaker, opublikowano , 46 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Odric przebudził się bladym świtem, co spowodowane zostało kapiącymi mu na nos ciężkimi kroplami deszczu. Czuł w głowie łupanie, jakby setka górników całą noc tłukła go w głowę kilofami. Krasnolud po raz pierwszy poczuł, że przesadził z wódką, co aż do tej pory mu się nie zdarzyło. Obolały podniósł się z desek, na których leżał i porozciągał się przez kilka minut chcąc doprowadzić do porządku mięśnie oraz choć trochę złagodzić ból głowy. Gdy poczuł, że może normalnie się poruszać bez obawy, krasnolud skierował się w jedyne miejsce, jakie znał w Altdorfie: do „Szczęścia Kupca”, gospody, w której zatrzymał się z Aesgarielem po przybyciu do miasta. Na szczęście dla krasnoluda ulice i zaułki nie były zatłoczone, więc z miejsca, w którym spał do gospody doszedł w niecały kwadrans. Odric zdążył w porę dostrzec spory patrol straży kręcący się po ulicy niedaleko wejścia do „Szczęścia”. Krasnolud, przeklinając własnego pecha, uskoczył za róg sąsiadującego z gospodą podniszczonego domu, skąd mógł mieć na oku strażników. W kilkanaście minut później szeroka uliczka wypełniła się przechodniami, goniącymi za swoimi sprawami. Straciwszy z oczu patrol Odric postanowił przemknąć do karczmy, aby zabrać rzeczy pozostawione tam przez niego i Aesgariela. Przeczekawszy w ciszy w oczekiwaniu na zgęstnienie tłumu zerwał się z ziemi i przygarbiony skierował się w stronę ledwo widocznych zza zasłony ludzi drzwi karczmy. Krasnolud dopadł drzwi i natychmiast wszedł do środka. Upewnił się, że na razie nikt go nie goni i przystanął na chwilę, aby odpocząć. Poprawił przekrzywione pasy z toporami, po czym skierował swe kroki na górę. Pokoje były dokładnie przeszukane i splądrowane. Wszystkie części garderoby krasnoluda leżały na podłodze, niechlujnie porozrzucane i podeptane. Łóżko zostało przewrócone i porąbane siekierami, a siennik z łóżka leżał kilka kroków dalej, oparty o ścianę. Ktoś zaczął nawet zrywać podłogę, lecz nie zdołał dokończyć swej pracy. Na ścianie naprzeciw drzwi Odric dostrzegł coś, co na pewno nie należało do wystroju wnętrza pokoju. Znak koła z okiem pośrodku został wypalony w deskach pomieszczenia tak głęboko, że prawie przebił ją na wylot. W co znów mnie wmieszał Aesgariel?- pomyślał Odric przysiadłszy na jedynym nieruszonym elemencie wyposażenia: niewielkim zydlu, który sprawcy tylko przewrócili. Zdjął przemoczoną kurtkę i zaczął przechadzać się po pokoju pogrążony w zadumie, gdy nagle poczuł delikatny zapach siarki. Odskoczył w porę, aby uniknąć krótkiego ostrza z wyrytymi na nim runami. Odwrócił się i chciał dobyć topora, lecz zdejmując kurtkę musiał zdjąć też uprząż z bronią, która leżała tuż za napastnikiem odzianym w czarny skórzany strój ze znakiem na piersiach. Postać ponowiła atak mierząc w głowę krasnoluda, lecz ten uchylił się i złapał dłoń dzierżącą sztylet, ale napastnik wyrwał się z uścisku Odrica. Zdziwiony krasnolud natarł ramieniem na postać i odrzucił ją na ścianę, po czym podbiegł do swojego oręża. Podniósł jeden z toporów, lecz gdy się odwrócił, aby przeciwstawić się zabójcy, tego już nie było. Został po nim jedynie delikatny zapach spalonej siarki.

…

Aesgariel przebudził się kilka minut po świcie obolały od leżenia na niewygodnej drewnianej pryczy obitej jedynie kawałkiem płótna. Usiadł na jej skraju i zaczął rozmasowywać obolałe ramiona. Gdy już trochę zmniejszył ból podszedł do zakratowanego okienka umieszczonego na wysokości uliczki. Nie był to nazbyt przyjemny widok, bo doskonale widział sporą grupkę brudnych żebraków w podartych ubraniach próbująca wyłudzić od pewnego mieszkańca garść miedziaków nie dając mu jednocześnie szans na ucieczkę. Aesgariela zaczęło zastanawiać zachowanie tych żebraków, którzy zamiast znaleźć gdzieś pracę wolą wymuszać niewielkie sumy od przechodniów. Elf na powrót usiadł na pryczy.” Chyba nigdy tak naprawdę nie poznam ludzi” pomyślał trawiąc obraz, którego był świadkiem,” Już chyba po stokroć wolałbym popracować na najmarniejszą nawet pensję, niż koczować na ulicach pod świątyniami i czekać, aż ktoś łaskawie wrzuci szylinga do miski”. Aesgariel przerwał rozmyślania nad ludzką naturą słysząc zgrzyt zamka. Drzwi celi otwarły się na oścież ukazując oczom elfa dwóch strażników, uzbrojonych w krótkie miecze. Bez słowa wzięli Aesgariela pod ramiona, nie zważając na pytania elfa, i wyprowadzili go z więzienia. Zawlekli go do ciemnego pokoju, gdzie czekało na niego kolejnych dwóch, niemiło wyglądających panów przyodzianych w czarne płaszcze i kapelusze z szerokim rondem. Strażnicy posadzili go na krześle naprzeciw mężczyzn i wyszli zamykając pomieszczenie. Przez dłuższą chwilę elf próbował wychwycić rysy twarzy tej dwójki, lecz z powodu niewielkiej ilości światła zdołał dostrzec tylko bliznę na podbródku jednego z nich, która wydała mu się dziwnie znajoma. Zadem z nich się nie odzywał, więc elf przerwał milczenie. - Z jakiego powodu zostałem zamknięty? Przecież nic nie zrobiłem, co naruszałoby wasze ludzkie prawo, które poznałem dość dobrze przez te kilkanaście lat kiedy pracowałem wśród was. Jednakże żadne słowa nie wywarły na dwójce mężczyzn żadnego wrażenia i dalej trwali oni w milczeniu. Aesgariel bardzo powoli tracił cierpliwość, więc mógł pograć w ich gierkę trochę dłużej i też zamilkł obserwując ludzi. Przez kilkanaście minut żaden z nich się nie poruszył, co potwierdzało przypuszczenia Aesgariela. Ci ludzie chcieli go złamać najpierw przetrzymując w celi, a potem dać mu się podenerwować na przesłuchaniu z dwójką przesłuchujących. Elf nie czuł się jednak zdenerwowany czekającą go rozmową ze stróżami prawa, wręcz przeciwnie, był bardzo rozbawiony metodami stosowanymi przez rasę ludzką, która zadziwiała go na każdym kroku. Elfy z jego lasu miały bardziej wyrafinowane podejście do przesłuchiwanych więźniów, a mianowicie upijały ich winem z domieszką pewnych specyficznych ziół, po których można było z więźnia wydobyć wszystko, nawet najskrzętniej ukrywane myśli oraz uczucia. Metoda ta miała też tę zaletę, że po przebudzeniu skacowany więzień nie pamiętał, że cokolwiek powiedział. Dlatego więc metoda ludzi wydała się prymitywna Aesgarielowi. Po bardzo długiej godzinie, najwyraźniej zniecierpliwieni przesłuchujący, nie widząc efektów swej metody u elfa postanowili wreszcie coś powiedzieć, a odezwał się człowiek bez blizny: - Czy wiesz, dlaczego zostałeś zatrzymany? –zapytał starając się udawać straszniejszego, niż był w rzeczywistości. - Nie- rozbawienie elfa sięgnęło zenitu i ledwie powstrzymywał śmiech nie chcąc urazić dumy człowieka, który zadawał pytanie. - Zostałeś, gagatku, zatrzymany pod zarzutem spowodowania śmierci jubilera Hansa. I raczej nie umkniesz, bośmy słyszeli, że tuż po zabójstwie znajdowałeś się w jego manufakturze ze swoim krasnoludzkim wspólnikiem. - Mylicie się. Weszliśmy tam tuż przed waszym przybyciem, więc nie mieliśmy czasu na zamordowanie Hansa. A węszyliśmy, by dowiedzieć się co się stało. Przesłuchujący zamilkł, widocznie szukając kolejnych argumentów u swojego towarzysza, po czym wyszedł z pomieszczenia zatrzaskując za sobą drzwi. Aesgariel pozostał więc z człowiekiem, którego znajoma blizna intrygowała coraz mocniej. Dopiero po kilku minutach, gdy człowiek upewnił się, że jego towarzysz odszedł daleko zdjął kapelusz. Aesgariel natychmiast go poznał. - Tieger, to ty?- spytał elf zdumiony na widok ciemnowłosego człowieka o bystrych jadowicie zielonych oczach wpatrujących się w starego przyjaciela- Co ty tutaj robisz? - A nic siedzę sobie i przesłuchuję starego towarzysza. Co się z tobą działo po Middenheim? - Nic interesującego, poza tym w co się teraz wplątałem.- odparł Aesgariel przywołując w pamięci okoliczności poznania Adolfa Tiegera, podczas polowania na bardzo groźnego szaleńca, który chciał zatruć wodę w mieście. - A o co właściwie chodzi z tym jubilerem? Co miał wspólnego z tym, że siedzisz teraz przez niego w więzieniu?- spytał Tieger lekko przekrzywiając głowę na bok, co było jego sposobem wyrażenia swojego zdziwienia i zainteresowania. Aesgariel streścił pokrótce to, co się wydarzyło, pomijając jedynie to, że pomógł rannemu mężczyźnie dzięki temu okruchowi magii, który w nim tkwił. Adolf słuchał tego z niemalże otwartymi ustami i zdawał się chłonąć każde słowo elfa. Gdy Aesgariel skończył zapanowała cisza przerywana tylko przytłumionymi przez ściany odgłosami życia miasta. - Czyli do Altdorfu trafiłeś tropem pewnego złego kultu, który nie chce byś za nimi węszył, tak?- przerwał denerwującą ciszę Tieger drapiąc bliznę na podbródku - W dużym skrócie tak- odparł elf- Najwidoczniej byłem za blisko rozwiązania, by mogli sobie pozwolić na trzymanie mnie na wolności. - A ten człowiek, którego szukasz? On w ogóle istnieje? - Alberich Karlsohn? Pewnie jest to przybrane imię, bowiem nie wydaje mi się, że jakiś kultysta paradowałby pod własnym imieniem i rzucał się w oczy zamawiając bardzo nietypowy wyrób u jubilera, który został wykorzystany w przyzwaniu demona. - Rodzina Karlsohnów istnieje- zaoponował Tieger stanowczo- I nie dalej jak wczoraj odwiedzałem ich dom. Byli podejrzani o jakieś kradzieże i wyłudzenia, lecz nic nie zdołaliśmy im udowodnić. Być może jest to właściwy trop. - Możliwe, ale nie sprawdzę go będąc zamkniętym za kratami miejskiego więzienia- Aesgariel zwiesił z rezygnacją głowę, ale chwilę podniósł ją przypomniawszy sobie o Odricu, który nadal jest na wolności- Tieger, czy mógłbym cię prosić o przysługę? - Wal- Adolf także się ożywił sądząc zapewne, że elf postanowi uciec z więzienia. - Na wolności jest mój towarzysz, o którym wspominałem wcześniej. Czy mógłbyś przekazać mu ode mnie wiadomość? - Mógłbym, a jakże- odparł Tieger - Znając go pewnie siedzi tam, gdzie wynajęliśmy pokoje. Karczma nazywa się „Szczęście Kupca”. Wiesz gdzie to jest? - W dzielnicy kupieckiej, kawałek drogi stąd. Co mam mu przekazać? - Powiedz, żeby zaczął obserwować tego Karlsohna, dopóki nie uda mi się wyjaśnić tego drobnego nieporozumienia z władzami miasta. - A jak godność towarzysza? - Odric.

…

Krasnolud nawet nie wiedział kiedy przysnął. Gdy się ocknął było już grubo po południu, a przecież od rana nie miał nic w ustach i teraz żołądek boleśnie o sobie przypomniał rozpoczynając swój głośny koncert. Odric wiedział, że nie powinien pokazywać się na dole, więc poszperał w przepastnych czeluściach swej skórzanej sakwy podróżnej. Rozgarniając ręką jakieś podejrzanie brzęczące kawałki metalu oraz swój strój zapasowy zdołał znaleźć jedynie dwa paski suszonego mięsa. Modląc się w duchu do Grungniego, aby mięso nie było zepsute, począł je powoli przeżuwać. Na szczęście okazało się, że mięso było jeszcze zdatne do spożycia, co podbudowało choć trochę zaniepokojonego Odrica. Przecież i bez pustego brzucha miał dużo zmartwień na głowie, a najważniejszym było skontaktowanie się z Aesgarielem, z czym był poważny kłopot, gdyż krasnolud nie miał bladego pojęcia gdzie może być trzymany elf w tym wielotysięcznym mieście pełnym aresztów i posterunków straży miejskiej. A ponadto dochodziła jeszcze sprawa tajemniczego zamachu na jego życie oraz wypalony w drewnie znak, łudząco przypominający kształt amuletu, o który tak długo rozpytywali u jubilerów. Na szczęście dla niego głód już tak bardzo nie doskwierał, złagodzony drobiną mięsa, więc krasnolud począł się głowić nad znaczeniem tych wszystkich wydarzeń, których był świadkiem przez te kilkadziesiąt godzin, spędzonych w mieście, lecz nie potrafił znaleźć żadnego powiązania. Odric przysiadł na nienaruszonym zydlu i założył ręce na piersi w geście zadumy. Chwilę potem usnął. Przebudził się godzinę później z przeczuciem, że nie jest sam w pokoju. Szybko wstał porywając stojący niedaleko topór, lecz natychmiast go odłożył widząc nie zamachowca, a mężczyznę szczelnie okutanego w płaszcz z kapeluszem o szerokim rondzie na głowie, który gestem pokazywał, ażeby krasnolud go nie atakował. - Daj mi choć jeden powód, dla którego nie miałbym cię porąbać na ćwierci. - Mam wiadomość od twojego przyjaciela, Aesgariela. - Co u niego? Gdzie jest? Co się z nim dzieje?- pytania same cisnęły się Odricowi na usta, który zapomniał nawet o wrogości wobec przybysza. - Spokojnie wszystko z nim w porządku, tylko ma ograniczoną możliwość działania, co powinno się niedługo zmienić. Aesgariel chce jedynie byś trochę poobserwował pewien dom w górnym mieście. Dom należy do Karlsohnów. Elf podejrzewa, że mają oni coś wspólnego z wydarzeniami w Neustadt i tutaj. - A kiedy Aesgariel wyjdzie z więzienia?- spytał Odric odłożywszy topór na zydel. - Niebawem.

…

Okrzyk złości potoczył się głośnym echem wśród kamiennych ścian pokoju wyłożonego różnymi ponurymi pamiątkami, wśród których były pancerze ozdobione runicznymi znakami oraz miecze z rękojeściami wykonanymi z kości ludzkiego szkieletu. Mężczyzna w szacie właśnie wbił jeden z takich mieczy w stół przerąbując go niemalże na dwie równe połowy. Przed nim stała ta sama kobieta, która wcześniej wzięła od niego zadanie. Pomimo tego, że była zagrożona konsekwencjami złości kultysty stała w milczeniu okazując wewnętrzny spokój, którego brakowało mężczyźnie. - Czy ja za wiele oczekuję?- spytał uspokoiwszy się nieco, na tyle by prowadzić normalną rozmowę - Nie wiedziałam, że krasnolud jest taki silny. Gdybym to wiedziała, to... - Zamknij się i nic już nie mów- w głosie kultysty czuć było chłód- Wiesz, że nasz pan nie znosi niepowodzeń? - Wiem to, ale... - Żadnych ale!- mężczyzna podniósł na chwilę głos, lecz po chwili znów odezwał się cicho- Masz szczęście, że nasz pan daje też możliwość odkupienia win. Daję ci jeszcze jedną szansę, lecz jeśli i tym razem zawiedziesz Raal ci tego nie wybaczy i zginiesz w męczarniach. - Rozumiem- zabójczyni wyprężyła się, a jej kształty zaczęły zanikać w cieniu, aż wreszcie całkowicie zniknęła zostawiając po sobie jedynie zapach palonej siarki.

…

Krasnolud zaklął szpetnie, gdy oparł się o wystający z muru kamień, boleśnie wrzynający się mu w plecy. Siedział za żywopłotem, oparty o kamienne ogrodzenie dworu Karlsohnów wypełniając polecenie Aesgariela. Sama posiadłość raczej nie wyglądała na siedzibę szajki kultystów, lecz Odric wiedział, że Chaos lubi się maskować żyjąc wśród ludzi. Dwór był okazały, a jego kształty przywodziły na myśl falującą pod wpływem wiatru wodę. Budynek miał dwie kondygnacje, a najwyższa kończyła się prostym dachem pokrytym zwykłą dachówką, silnie kontrastującą z resztą zdobnego dworu. Wszystkie okna były szczelnie zasłonięte, więc Odric mógł się przyglądać jedynie podwórzu oraz drzwiom frontowym, wykonanym z drewna jesionowego i ozdobionym okuciami z żelaza i srebra. Od kilku godzin już siedział w ukryciu. Lecz nie widział jak na razie niczego podejrzanego i zaczął sądzić, że Aesgariel się pomylił. Odric poruszył się zmieniając niewygodną pozycję w chaszczach uchodzących za żywopłot, lecz tylko pogorszył swoją sytuację powodując, że kilka następnych, nierówno przyciętych gałązek zaczęło go uwierać i drapać mu plecy. Krasnolud zaklął cicho i natychmiast zamilkł, widząc jak okute drzwi poruszyły się i zza nich wyszedł starszy jegomość w bogatym stroju podpierając się laską ze złotą gałką. Za nim w równych odstępach od siebie kroczyło dwóch mężczyzn przybranych w liberie. Tym ludziom krasnolud poświęcił więcej uwagi, gdyż każdy z nich mierzył po dwa metry z okładem i uzbrojony był w wielki miecz, którym normalny człowiek posługiwałby się dwiema, a nawet trzema rękami. W oczach tych dwóch Odric dostrzegł żywe iskierki, które zdawały się mówić, że ci ludzie gotowi są do oklepania mordy każdemu, kto na to zasłużył i kto się tylko napatoczył. Krasnoluda przeszedł zimny dreszcz i rozszedł się po kościach powodując nieopanowany strach. Grupka minęła kryjówkę Odrica nawet na nią nie spojrzawszy, co uspokoiło krasnoluda. Przecież gdyby wiedzieli, że ktoś ich obserwuje z pewnością chcieliby się go pozbyć w mało wyrafinowany i pewny sposób, na przykład wbijając mu sztylet w brzuch. Gdy brama zatrzasnęła się ze zgrzytem za ludźmi Odric rozluźnił się. W tym samym momencie dwoje potężnych ramion wyrwało go z kryjówki kalecząc ciało krasnoluda o ostre kamienie i gałązki żywopłotu. Odric rzucał się jak szczupak wyciągany przez wędkarza, lecz nie mógł nic zrobić przeciwko brutalnej sile ciągnącej go nieubłaganie w górę. Oprawcy gwałtownie postawili klnącego krasnoluda na ziemię powodując przeszywający ból w kostkach Odrica, który zaciekle walczył o wolność. Głuche uderzenie owiniętej w szmaty pałki zakończyło desperacką i bardzo nierówną walkę Odrica z oprawcami.

…

Potworny ból głowy ocucił ogłuszonego krasnoluda. Odric przetarł oczy, jak gdyby dopiero się przebudził, i rozejrzał się dookoła, lecz mrok panujący w jego celi pozwalał jedynie na określenie rozmiarów jego więzienia, które było na tyle duże, by Odric mógł wykonać dziesięć kroków wzdłuż i dwanaście w poprzek nie natrafiając na ściany zbudowane z zimnego i wilgotnego kamienia. Gdy oczy krasnoluda przyzwyczaiły się do ciemności wyłowił on kształty krótkiej pryczy oraz nadgryzionego przez korniki niskiego zydelka, który zapewne rozpadłby się przy najlżejszym nacisku. Z ust krasnoluda wydobyło się długie i bardzo nieprzyzwoite krasnoludzkie przekleństwo.

…

Aesgariel, po swojej codziennej medytacji, z niecierpliwością oczekiwał wizyty Tiegera, który miał mu zdać sprawozdanie z postępów Odrica w śledztwie. Był bardzo ciekaw jak poradził sobie, nienawykły do długotrwałej i dyskretnej obserwacji, impulsywny krasnolud. Elf wyczekiwał niecierpliwie momentu odzyskania wolności, tak ukochanej przez jego rasę, oraz w szczególności przez jego samego. Prawie dwa dni w celi wykończyły go fizycznie, ale na szczęście nie załamał się, co było bardzo ważne w sytuacji podejrzeń o dokonanie mordu na niewinnym człowieku. Drzwi celi otworzyły się z charakterystycznym zgrzytem nieoliwionych zawiasów. Przez powstałą szparę wyjrzał strażnik, który gestem zawezwał do siebie rozmyślającego elfa. Aesgariel nawet polubił obecność młodego i wcale niegłupiego strażnika, który prawie cały czas rozmawiał z elfem przez niewielkie kraty w drzwiach celi. Młody człowiek zadziwił go swoją przenikliwością oraz otwartością umysłu. Strażnik słuchał z uwagą opowieści elfa o jego rodzinnych stronach oraz o jego zleceniach, a w ich trakcie nie przerywał zbędnymi pytaniami, co często pozwalało Aesgarielowi zapomnieć o jego kłopotliwym położeniu. W rewanżu młody człowiek opowiadał elfowi o mieście i przekazywał wszystkie trafiające pod mury więzienia plotki. Teraz jednak żaden się nie odezwał, gdyż w strażnicy zapanowała atmosfera niepokoju. Elf w denerwującej ciszy zaprowadzony został do pokoju, który w ciągu pobytu w więzieniu odwiedzał już kilkakrotnie i niezbyt chętnie wracał do niego jeszcze raz. Tieger już na niego czekał ze swoją kamienną twarzą, a jedyną oznaką jego zdenerwowania było rytmiczne uderzanie obcasem buta w kamienną posadzkę pokoju. Aesgariel zajął swoje krzesło i w ciszy oczekiwał nowin, które, jak przeczuwał, nie były z gatunku tych radosnych. - Jest problem- Tieger odezwał się burząc nastrój niepewnego oczekiwania zastępując go bezsilną wściekłością- Krasnolud został złapany przez ochroniarzy Karlsohnów. - Odric? To niemożliwe! Jak mogło do tego dojść?- Aesgariel złapał się rękoma za głowę i przez kilka długich chwil siedział w tej pozycji w zupełnej ciszy. Po minucie uspokoił się na tyle, by móc wysłuchać sprawozdania Adolfa. Łowca nagród odchrząknął i mocnym głosem zaczął: - Został złapany przez ochroniarzy Karlsohna, gdy ten udawał się na jakąś swoją przechadzkę. Odric został dosłownie wydarty ze swojej kryjówki, zza sporej wysokości muru i ogłuszony, a następnie zabrany w nieznanym kierunku. Wiemy to od drugiego obserwatora, który pilnował tyło krasnoluda. Niestety nie udało się nam na czas zareagować. - Przeklęci- mruknął przez zaciśnięte zęby elf mnąc w dłoni skraj długiego płaszcza. Po chwili jednak odzyskał spokój i zimną krew i w myślach obmyślał plan działania. - Co wiesz o kulcie pieczętującym się znakiem koła z okiem pośrodku?- spytał Aesgariel łowcę nagród. Tieger potarł brodę w geście zamyślenia. - Czytałem kiedyś, w jakiejś księdze symboli, że jest to znak bractwa znachorów, lub innych felczerów, lecz później został przejęty przez jedno z wielu małych bractw oddających cześć Zakazanym Bogom. Ostatnio się o nich nie słyszy, bo całe Imperium szokują wieści i sytuacja z Neustadt. Przebąkuje się jednak o tym, że w sprawę zamieszani są pewien elf i jego krasnoludzki towarzysz. Tak, jestem prawie pewien, że udzielisz mi więcej informacji niż przekazy przesądnych mieszczuchów. - To prawda, że tam byłem i trochę pomogłem tamtejszym mieszkańcom zdemaskować fałszywą Inkwizycję. To właśnie tam też natknąłem się na znak, który ci opisałem. Wiem co kultyści mogą sprowadzić na miasto jeśli nie zareagujemy tak, jak trzeba, lecz nie możemy też działać pochopnie, by nie pogorszyć i tak już nieciekawej sytuacji Odrica. Śmiem uważać, że to najpierw nim powinniśmy się zająć, by odebrać kultystom wstrzymujący nas hamulec.- Elf delikatnie podniósł głos, lecz nie na tyle by można było go uznać za okrzyk. Tieger nadal siedział w miejscu pocierając szczecinę na swoim podbródku. Aesgariel także się zastanawiał nad następnym krokiem, który powinien wykonać, by nie narazić przyjaciela na niebezpieczeństwo. Po kilku minutach ciszy przerywanej jedynie pochrapywaniem strażnika za drzwiami elf już wiedział co robić. - Jak długo zajmie ci wyciągnięcie mnie z pudła?- spytał Tiegera. Łowca nagród pokiwał głową. - Teoretycznie już teraz mógłbyś być wolny, lecz muszę jeszcze zapytać kapitana w tej sprawie. Do jutra powinieneś otrzymać odpowiedź. - Cholera. W takim razie módlmy się, żeby Odric przetrwał noc.

…

Odric przebudził się tuż po północy, gdy światło Morrslieba oświetliło jego twarz. Po pierwszym szoku spowodowanym przebudzeniem się w ciasnej celi krasnoludowi pozostała jedynie bezsilna złość na samego siebie. Winy za niepowodzenie akcji nie mógł zrzucić na nikogo innego tylko na siebie. Przecież mogłem się lepiej ukryć, pomyślał, przecież kiedyś to potrafiłem. Wstał z niewygodnej pryczy klnąc pod nosem na przeklętych kultystów, ich bogów oraz cały Altdorf. Rozprostowawszy nogi usiadł na zimnej posadzce i z pasa, którego kultyści nie zabrali, wydobył maleńką figurkę przedstawiającą krasnoluda o rozwidlonej na końcach, długiej brodzie, odzianego w kolczugę i hełm, uzbrojonego w kilof na dwuręcznym trzonku. Odric postawił przedmiot przed sobą i spoważniał rozpoczynając modły do Grungniego wypełnione dziwnymi frazami i zwrotami w khazalidzie, wyśpiewywanymi cichym głosem, by nie zwrócić na siebie uwagi strażników. Pół godziny później ukrył na powrót figurkę w kieszonce w pasie i położył się z powrotem na pryczy. Miał nadzieję, że Grungni nie dopuści do śmierci jednego z niewielu swych sług.

…

Wstał kolejny niezbyt piękny ranek nad Altdorfem. Aesgariel podniósł się z pryczy, na której przeleżał całą noc nie zmrużywszy oka. Teraz elf zbliżył się do zakratowanego okienka,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych