Wiązowe Niebo - Rozdział 1
Go deep to my world stragner. Feel it.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1.
Las. Pusta drogia i mgła. Odpaliłem kolejnego papierosa. Coś mi mówiło że to nie będzie spokojna noc. Stary opel już ledwo dychał. Nagle moim oczom ukazała się odrapana tabliczka z napisem Wiązowe Niebo. Ciekawe kto wymyślił tą denną nazwę. Miasteczko było dość ponure i niezbyt czyste. Główną ulicą przechadzał się jakiś lekko wczorajszy pan. Widać że wypłata poszła w kieliszek. Zatrzymałem się przy zajeździe o prowincjonalnej nazwie "u Toma". Boże , gdzie ja trafiłem. W środku , w recepcji, siedziała kobieta. Na oko lat 35, notabene bardzo ładna. - Witaj piękna... powiedz mi , czego Ci w życiu brakuje. Urodę masz, kochanka pewnie też ? A jednak widzę w twych oczach jakieś pragnienie. - zagaiłem. -Tak , mam pragnienie, aby powiedział pan czego chce i dał mi spokój. - odpowiedziała zgryźliwie recepcjonistka. -Zarezerwowałem tutaj pokój, na nazwisko Logański.- A tak faktycznie, pokój nr 309. Po schodach na 2gie piętro i w lewo. - powiedziała, podając mi klucz. - Mam nadzieje że się jeszcze spotkamy piękna.- rzuciłem na odchodne. Pokoik w typowych barwach postpeerelowskich. Meblościanka, stare, rozpadające się łóżko. I ten wszechobecny koci zapach. Ległem się na trzeszczącym łóżku i zapaliłem ostatniego papierosa. Sen zmorzył mnie , zanim się na dobre spostrzegłem.
***
Kościół. Dzwony. Idę prostą brukowaną, drogą. Słyszę dźwięk dzwonów wdzierający się w moją głowę. Otwieram bramę do kościoła. Wokół znowu trupy. Dorośli, dzieci, zwierzęta. Podchodzę do ołtarza. Chłopczyk, może 5 letni.Ubrany w spodnie ogrodniczki i czapeczkę. Woła mnie. "Tatusiu zabierz mnie stąd. Tatusiu boję się." Podbiegam do niego i biorę go na ręcę. Widzę że jest cały we krwi. "Tato... oni nie chcą przestać. Oni znowu to zrobią." - mówi spokonym głosem. Z dzieckiem na rękach wybiegam z tego koszmarnego kościoła. Kroki, mnóstwo kroków. Widzę tłum biegnących ludzi. Biegną wprost na nas. W rękach mają pochodnie , pałki i widły. Nagle jakiś brudny facet zabiera mi chłopca. Otaczają go. Nic nie mogę zrobić... Nic nie mogę zrobić ....
***
Znowu ten koszmar. Kiedy to się wreszcie skończy. Wstałem z łóżka i spojrzałem na zegarek. Trzecia nad ranem. I tak już nie zasnę. Włożyłem prochowiec i zamknąłem skrzypiące drzwi. Przekręcając klucz usłyszałem cichutkie łkanie. Jakby płacz dziecka. "Logan chyba wariujesz" pomyślałem. Zszedłem do recepcji. Zamiast znajomej piękności siedział tam niski,pulchny facet w garniturze pamiętającym chyba czasy Gierka. -Panie, macie tu jakiś bar? Albo coś w tym guście? Muszę się napić.- zapytałem. - Tak , w naszej restaruacji może się pan napić. Może też pan iść do "Pod Czarnym Psem" nasz lokalny pub.- odpowiedział przydymionym basem. -Dziękuję ,chyba skorzystam z tego co tutaj macie. - odparłem i skierowałem się w stronę hotelowej restaruacji. "Pod Czarnym Psem." Też mi coś... Restauracja żywo przypominała klubo-kawiarnie z lat 80tych. Kompletna prowincja. Zerknąłem w kierunku butelek. Zapas całkiem niezły. Za barem stał starszy szczupły pan. Siwe włosy, stary przetarty garnitur, jednak coś mi mówiło że znał się na swojej robocie. -Brachu wściekłego psa raz. I popielniczkę.- poprosiłem , rozwalając się na krzesełku. Barman wyjął butelkę wyborowej i kieliszek i zaczął czarować. Tak , robienie drinków to prawdziwa magia. Zapaliłem papierosa. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiła się popielniczka. - Jak się podoba panu w naszym miasteczku panie Logański?- zapytał barman. -Całkiem interesująca miejscowość. - skłamałem. Nie chiałem aby napluł mi do drinka albo co. -Długo pan tu mieszka panie..?- zapytałem. -Doniecki, Albert Doniecki. Tak ... będzie z jakieś 20 lat. - Adam Logański ale to już pewnie pan wie. Słyszał pan o tym morderstwie ? Co tutaj dokładnie zaszło? - zapytałem. Doniecki wyraźnie się zmieszał. - A daj pan spokój, tragiczna historia. Znaleziono dzieciaka w lesie, jakiś popieroleniec wydłubał mu oczy i poderżnął gardło. - odpowiedział wstrząśnięty. Głęboko zaciągnąłem się dymem. - Często zdarzają się tutaj takie rzeczy panie Doniecki?- zapytałem. - Albert , poprostu Albert. To już 3ci przypadek w ciągu ostatniego roku. Same dzieci. Strach wychodzić z własnej chałupy. - odparł i podał drinka. Wypiłem jednym haustem. Czułem ożywczy, piekący płyn w moim gardle i odrazu lepiej się poczułem.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lokstar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…