Wróć do katalogu

Wielki Bóg i Dwunastu Medrców cz.III

Zmierzch osiemnastej dynastii, fascynujacy okres w dziejach Starożytnego Egiptu,kiedy to zza obłoków wysuwa się jedyny bóg Aton.Państwem wstrząsa rewolucja, której wielkim inicjatorem i duchowym przywódcą jest tajemniczy młody wizjoner...

Meritaten, opublikowano , 23 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*

Tebański pałac pary królewskiej zamarł w ciszy i lamencie. Służba nie krzątała się jak zwykle, lecz błąkała się po korytarzach i komnatach ,jęcząc i łkając w ostatnim geście żałoby. Kobiety siedziały na ziemi, z podkurczonymi nogami i wzrokiem wbitym daleko przed siebie. Kilka z nich szeptało cicho słowa modlitwy, inne śpiewały uciszonym ,obolałym tonem –„O największy , jesteś bogiem! Odszedłeś, lecz jesteś. Opuściłeś, lecz przybywasz do kraju radości! Obyś żył wiecznie” Dźwięczne, pełne nadziei słowa mieszały się z pyłem, prochem i zapachem kadzidła. Cały pałac przepełniony był wspaniałą wonią mirry. Królowa po raz kolejny spoglądała uważnie w złotą, wypolerowana powierzchnię zwierciadła. Nie mogła pozwolić, by jej wygląd sprawił zawód zgromadzonemu tłumnie przed pałacem ludowi, oczekującemu na przybycie królewskiej pary i orszaku pogrzebowego. Teje była niezadowolona. Odprawiła z rozdrażnieniem dwie służki i zapłakaną, młodą fryzjerkę. Dla cichej, najbieglejszej w swym zawodzie kobiety, która otrzymała od losu wspaniałą możliwość dotknięcia włosów bogini był to kres kariery. Dla Teje była to jedynie codzienna rutyna, nieraz okazja do rozładowania emocji po wyczerpującym dniu wypełnionym służeniu państwu. Królowa bywała czasami złośliwa i uszczypliwa. Wówczas to ujawniała się jej prawdziwa natura intrygantki i zajadłej lisicy, natomiast znikała aura stoickiego spokoju, i boskiej godności. Królowa stawała się bliższa swemu prawdziwemu, grzesznemu obliczu. Władczyni wydawało się czasami, że szczerozłote zwierciadło zniekształca jej sylwetkę.

Teje odsunęła na bok z trudem cenne lustro. To właśnie bez jego pomocy dokończyła samodzielnie toalety, zdobiąc starannie swą twarz mocnym makijażem. Czarne linie tuszu podkreślały dyskretnie jej wyrazistą urodę. Małżonka króla wydobyła niezgrabnie z pozłacanego puzderka nieznaczną ilość szminki. Rozprowadziła na wargach gęstą, ogniście czerwoną substancję. Po raz ostatni używała tego specyfiku sama, szykując się ponad 40 lat temu na pierwszą, romantyczną schadzkę z następcą tronu. Już wtedy dobrze wiedziała, do czego dąży. Osiągnęła swój cel. Teraz, po ponad trzech dekadach z trudem przypominała sobie odległą przeszłość. Fala ciepłych wspomnień rozlała się łagodnie po jej wnętrzu, sprawiając, że przez chwilę Teje chciała zmienić się, i być lepszą. Zdawała sobie jednak doskonale sprawę z tego, że tego typu myśli były pozbawione celu i znaczenia. Czyżby ona, Wielka Małżonka Króla, Pani Obu Krajów naprawdę potrzebowała metamorfozy? Czy powinna szukać zmian w swojej osobowości, charakterze? To właśnie dzięki jego sile zdołała dosięgnąć korony- czy nie był więc doskonały i nieskazitelny? Władczyni potrafiła wręcz z mistrzowską precyzją i wprawą wpływać na swój tok myślenia. Nic nie było w stanie zmienić jej poglądów. Była zakłamana.

Panujące na zewnątrz warunki były bardzo nieprzyjemne. W imponujący, obwisły brzuch faraona uderzył z niesłychaną siłą zimny, porywisty wiatr. Starannie poukładane przez nadgorliwą służbę szaty poczęły wirować, zaś unoszące się w powietrze tony białego, delikatnego płótna sprawiały wrażenie, iż w wietrznej zawierusze stąpa po wapiennym chodniku istota z innego świata. Zgromadzeni dookoła placu dworzanie, dygnitarze i urzędnicy kłaniali się nisko przed królem, upadając przed władcą na twarz tak, że czubkami nosów dotykali wilgotnej, miękkiej ziemi. Nieznośna pogoda najbardziej jednak dawała się we znaki najmniej znaczącej w całym spektaklu gwardii reprezentacyjnej, ubranej w tradycyjne, proste lniane fartuszki, naśladujące strój egipskiego chłopa. Chłód przeszywał ich ciała od podeszw bosych stóp, aż do czubka głowy. Zimny wiatr igrał z ich roztrzęśonymi dłońmi, trzęsącymi się z zimna karkami. Nikt, nawet kapłani, nie byli w stanie przewidzieć podobnych zjawisk na niebie i ziemi. Ulewne deszcze i wichury jednocześnie należały do rzadkości, spotykane raz na kilkanaście lat.Tłum , trwający dotąd w pobożnym ukłonie, podniósł się na dźwięk srebrnej trąbki, oznaczającej, iż faraon przemówi. Wypadało słuchać słów boga na stojąco. W gęstwinie ludzkich głów nie ustawał jednak szum. Co bardziej zabobonne , starsze kobiety, wyrwane z codziennej pracy na polu kręciły z niezadowoleniem głowami, przewidując na podstawie barwy nieba zbliżający się kataklizm. Śmierć i pogrzeb księcia Totmesa miały być naznaczone początkiem końca, niezmierzoną tajemnicą bogów, wreszcie zakończeniem epoki. Z niebios nie sączy się strugami woda, zaś kolumny światła nie przeszywają nieba bez powodu. Znaki, jakie dawał ze swej dalekiej siedziby Amon były bardzo czytelne. Król wystąpił przed szeregi, sprawiając tym samym, że na placu zapanowała cisza. Władca zastygł w pełnej powagi i dumy postawie. Do faraona zbliżyło się dwoje sług, a zarazem wysokich urzędników królewskich, którzy z kamiennymi twarzami zawiesili królowi na ramionach długi, czerwony, chroniący od wiatru płaszcz. Reprezentując pełnię swego majestatu, faraon przemówił do zgromadzonych: -O ludzie egipski, synu egipskiej ziemi! Totmes-Ozyrys, Dziedziczny Książe, Arcykapłan Ptaha, Najwyższy Kapłan Sem , podąży dziś do krainy swego ojca, drogą jaką wyznaczą mu Izis i Neftis. O ojcze Bogów, przyjmij go do swego domu, daj mu pożywienie i ubiór, nie pozwól by zabrano mu serce!- recytował rytualną formułę król. -Odejdzie w spokoju, nie zabiorę mu serca.-odpowiedział uduchowionym tonem kapłan, wcielający się w rolę bóstwa. Po tych krótkich, ale jakże ważnych dla odrodzenia księcia słowach faraon pochylił z szacunkiem głowę, zaś kapłan wycofał się ku tłumowi, rozsiewając równocześnie gorzką, bolesną dla nozdrzy woń obrzędowego kadzidła, która kojarzyła się nierozłącznie każdemu Egipcjaninowi ze śmiercią. Od tragicznego zgonu Totmesa minęły jednak ponad dwa miesiące, co pozwoliło dworowi otrząsnąć się z tragedii, i pozwolić mu na godne przeżycie ceremonii pogrzebu. Nikt nie ronił łez, z wyjątkiem wydających rozdzierające jęki zawodowych płaczek. Ich obecność była gwarantem odpowiedniej atmosfery smutnej uroczystości. Syn króla Amenhotep nudził się. Stojąc tuż za plecami matki obserwował następujące po sobie tajemnicze rytuały, których znaczenia nie znał. Przed jego oczyma przewijały się postacie bogów i bogiń, które dotykając kolejno sarkofagu ze zwłokami jego brata wypowiadały magiczne, przenikające próg tego świata słowa. Książę widywał jednak często podobne sceny, przypatrując się zza progu świątyni pogrzebom swych innych barci i sióstr oraz członków rodziny ,których nawet nie miał okazji poznać. Śmierć starszego brata nie była więc dla niego niczym szczególnym, co wymagałoby od niego poświęcenia większej uwagi. Z drugiej strony jednak pogrzeb ów wyróżniał się od innych pewnym istotnym szczegółem- młody książę podziwiał tym razem uroczystości przebywając w najściślejszym kręgu dworskiej elity, otoczony zapachem wyszukanych perfum. Przedtem przyglądał się światu wychylając niepewnie głowę zza warownej br amy Karnaku. To skłaniało młodego księcia ku przemyśleniom, i sprawiało, że Amenhotepa rozbolała głowa. Skąd na jego nadgarstkach szyi ciężka biżuteria ?Jakim sposobem na jego głowę wślizgnął się groźny wąż, święta kobra-symbol królewskości? Co oznaczać ma ta cała maskarada i seria symbolicznych zdarzeń, które tak zmieniły i skrępowały jego swobodne dotąd życie niedostrzeganego królewicza?

Matka trąciła łokciem swego pogrążonego w kontemplacji syna. Jej oczy były pełne złości i wyrzutów. Amenhotep natychmiast odzyskał wyćwiczoną przez lata postawę- zgiął ręce w łokciach , wzbił wzrok ku niebu, i uniósł ramiona. Taką pozę przyjmowali kapłani, oddając modły w kierunku nieuchwytnego boga. Podobnie zmuszony był stanąć Amenhotep , by wyksztusić z siebie-„oby syn króla żył na wieki”. Procesja żałobna ruszyła ku celowi, jakim był grobowiec wykuty pośpiesznie w skalnej dolinie, bliskiej okolicy domów wieczności, które należały do ojców i pradziadów następcy tronu. Na początku orszaku kroczyły dumnie siostry zmarłego, sypiące na ociekającą błotem trasę świeże lotosy, następni w kolejności byli król i królowa, wyraźnie strudzeni w swym dojrzałym wieku wymagającą drogą, za nimi zaś podążał z białym piórem w ręku ostatni żyjący męski potomek faraona. Zza pleców rodziny królewskiej dobiegał donośny krzyk i lament, który wzniecały młode dziewczęta zatrudnione w roli płaczek. Ich przejmujący płacz kazał okolicznym wieśniakom włączyć się do procesji ,w celu oddania hołdu szlachetnej duszy księcia, którego dusza błądziła w otchłaniach Jeziora Cieni. W miarę , gdy do orszaku dołączało się coraz więcej ludności, widoczny z daleka sznurek ludzkich postaci stawał się coraz bardziej kolorowy i głośny. Niesione przez dostojników państwowych chorągwie tańczyły na porywistym wietrze, zaś szaty i płaszcze unosiły się i opadały co chwilę, w zależności od siły podmuchu. Uporczywy z pozoru wicher niósł jednak żałobną pieśń wysoko, wysoko, tam gdzie ludzkie zmysły zacierają się, i gdzie króluje niepodzielnie światło i cień, wydzierając sobie wzajemnie władzę. Młody książę spojrzał ukradkiem na matkę. Profil Teje zdradzał jej wiek i ciężkie próby, które przyszło jej przejść ,dzierżąc koronę. Nie oznak starości szukał jednak Amenhotep. Pragnął ujrzeć na jej twarzy ślady ludzkich uczuć, które królowa usilnie ukrywała przed poddanymi, jako oznakę słabości i zwykłej, człowieczej natury. Tym razem małżonka króla także odniosła sukces. Zawiedziony, zwrócił się ku niebu, które nadal zasnute chmurami, i przepełnione głębokim fioletem, wyglądało groźnie. Deszcz sączył się także, obmywając uczestników pogrzebu z kurzu i pyłu. Gdy lamenty płaczek i dźwięk grzechotek ustał, nie oznaczało to nic innego, jak koniec podróży nieszczęsnego Totmesa. Ogromny, złoty sarkofag zdjęto ostrożnie z przenośnej kaplicy, ustawiając go pionowo u wejścia do grobu. Otoczenie królewskiego cmentarzyska wywierało na zgromadzonych niezapomniane wrażenie. Śliskie, iskrzące się masywy skalne przytłaczały swym majestatem i niewzruszonym spokojem. Wartkie, choć niewielkie strumyki wody spływały po ścianach, tworząc u dna doliny kłopotliwą, żółtą kałużę błota, które wlewało się obficie w sandały żałobników. Ci ostatni wyglądali więcej niż nieporządnie. Przesadnie bogate szaty i stroje pokrywały się coraz wyraźniej zaschniętą, nieestetyczną masą. Nawet faraon stawiał uważniej niż zwykle kroki, w obawie przed wywrotką. Choć wielu doszukiwało się w jego obliczu znudzenia i braku entuzjazmu, król wręcz przeciwnie, i na złość obserwatorom zachowywał godność i spokój, który bił od niego i sprawiał, że charakter pogrzebu był bardziej podniosły. Jego zaciśnięte wargi i skupione oczy były wyrazem żalu, jaki targał jego sercem. Gorzkie uczucie wielkiej straty w postaci pierworodnego gościło w jego sercu nieustannie od chwili śmierci Totmesa. Lecz jeszcze silniejszą była niesłabnąca obawa. Królowi trudno było uwierzyć w to, że nowy następca będzie doskonalszy, bądź co najmniej dorównujący zdolnościami swemu wielkiemu poprzednikowi. Czy będzie strzelał z łuku równie celnie? Czy podoła rytualnym obowiązkom

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych