Wróć do katalogu

Wielki Bóg i Dwunastu Medrców cz.IV

Zmierzch osiemnastej dynastii, fascynujacy okres w dziejach Starożytnego Egiptu,kiedy to zza obłoków wysuwa się jedyny bóg Aton.Państwem wstrząsa rewolucja, której wielkim inicjatorem i duchowym przywódcą jest tajemniczy młody wizjoner...

Meritaten, opublikowano , 17 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

* Kilka spojrzeń na lewą stronę…biała, niedekorowaną ściana, na której drgał zgarbiony cień. Trochę zbyt wydłużony, nie przypominał swego właściciela. Oczy powędrowały kadr niżej. Kilkanaście drewnianych, ozdobionych złotem skrzyń leżących w nieładzie, wygniecione, zaniedbane, brudne fragmenty drogich materiałów, cenne ozdoby, pojedyncze paciorki , pozostałość po zerwanym naszyjniku. Istny chaos, niegodny osoby ze szlachetnego rodu. Obrót głową w prawą stronę. Kolejna ściana. Stojące obok łóżko, niewielkie, dosyć skromne, dźwigało warstwy leżącego w nieładzie posłania. Tak wyglądał pokój przyszłego następcy tronu. Chłopak podniósł się z rozleniwieniem. Kanciasty, niewygodny stołek uwierał go. Łoże było o wiele wygodniejszym miejscem rozmyślań. Podparłszy się o ścianę, wciągnął sporą dawkę powietrza, i zgasił oliwną lampkę, zaciskając poślinione palce na płonącym knocie. I nagle zapanowała ciemność. Wszystko zniknęło z pola widzenia. Śmierć…też jest ciemnością. Słońce pozwala trwać życiu. Bez jego światłości nie jest możliwa kontynuacja życia. Ludzie zamykają wtedy powieki, i pogrążają się we śnie. Zamykają powieki na kształt umierających. Czyż więc jedynym sensem nie jest jasność, światło, migotliwe promienie?

* Drzwi uchyliły się z wolna. Wysunęła się zza nich mała, szczupła postać odziana w krótki fartuszek, a raczej luźnie przewiązany kawałek szorstkiego lnu. Na szyi chłopca prezentował się dumnie szklany wisiorek przedstawiający dobrodusznego bożka Besa, mającego w swej opiece małe dzieci. -eeee…panie, przyprowadzono mnie tutaj, abym powiadomił cię o…o dzisiejszym przyjęciu z okazji zjednoczenia się Totmesa z Ozyrysem. Zostałeś panie zaproszony, wszyscy oczekują twojej szacownej obecności.- powiedział mały sługa niepewnym tonem. Jego głos był tak cichy, uniżony i drżący, że sprawiał wrażenie ostatnich słów konającego. -panie… Amenhotep wydawał się zupełnie nie dostrzegać drobnego, wątłego dziecka o żywych, wypukłych oczach. Wbił skupiony wzrok w jego skromny wisiorek. I kolejny bóg, strzegący ludzkiej istoty. Pan życia i śmierci ,wytwór wyobraźni teologów. -przekaż mojej matce, że nie pojawię się dzisiaj. Jestem zmęczony i bolą mnie nogi. Nie mam ochoty się z nikim widzieć.-zakończył kwestię, wciąż nie odrywając oczu od jaskrawo niebieskiej ozdoby. -rozumiem, panie. -i powiedz służkom, że chcę się napić-dodał szybko -nie ma tutaj ani kropli wody. Dziecko wzruszyło kościstymi ramionami, i obróciło się na pięcie. Zdziwione, opanowane jednocześnie przez wstyd i nieśmiałość powędrowało wąskim korytarzem. Cóż takiego niezwykłego kryło się w owym zwykłym wizerunku pociesznego bożka, że nawet syn króla poświęcił mu całą swoją uwagę? Chłopczyk zerwał rzemień z chudej szyi. Być może troskliwa matka, krzątająca się w pałacowej kuchni będzie znała odpowiedź? Tak-ona wie wszystko. Promienny, czysty uśmiech zagościł na jego twarzy. Uśmiech dziecka przepełnionego niespodziewaną euforią. Uśmiech, który zwykł wkradać się na twarzyczki małych egipskich wieśniaków, płoszących z pasją krzykliwe bagienne kaczki. Przyśpieszony chód chłopca zmienił się w skoczny pląs. -stój! Nie pozwoliłem ci jeszcze odejść. Malec odwrócił się, i zatrzymał wedle rozkazu. Spuścił wzrok, i schylił kark na znak uległości sługi wobec pana. Jego ciałem zatrzasnął zimny dreszcz, zaś serce zabiło mocniej. Amenhotep odwrócił się, potykając się bezwiednie o małe krzesełko, które zabrał ze sobą ze świątyni. Wyprostowal sie jednak natychmiast i podazyl ostrozniej w kierunku hebanowej szkatuly. Przez moment, pochylony nad blyszczaca skrzynka wygladal jak zawodowy zlodziej dokonujacy spektakularnego rabunku. Wydobyl z niej niebawem cenny, iscie królewski pektoral, wykonany w zupelnosci ze zlota i pólszlachetnych kamieni. Chwycil ciezki naszyjnik oburacz, i powiesil niezgrabnie na szyi osmioletniego sluzacego. Oczy dziecka otworzyly sie szeroko ze zdumienia, zas ramiona ugiely pod królewska ozdoba. W chlodnym, mistycznym blasku ksiezyca barwne kamienie iskrzyly sie dostojnie i niezwykle elegancko, w przeciwienstwie do swojego nowego wlasciciela, stojacego z otwarta buzia przed spokojnym, usmiechajacym sie zagadkowo ksieciem Amenhotepem.

*

Cichutko, prawie niedostrzegalnie świerszcze odgrywały swoją nocną melodię. Ogród wewnątrz pałacu pogrążony był w bezdźwięcznym śnie. Bławatki powiewały delikatnie na lekkim, chłodnym wietrze, lotosy roztaczały świeży, słodki zapach. Wyjątkiem były tylko chwilowe wizyty zmęczonych winem gości, którzy opadali w wysoką gdzieniegdzie trawę, wymiotując, bądź klnąc i zataczając się pomiędzy konarami drzew. Było to prawdziwie udane przyjęcie, zwłaszcza, iż dopiero się zaczęło. Królowa Teje siedząc na poduszkach przy niskim stole przyglądała się uważnie biesiadnikom. Nie tknęła ani kropli aromatycznego wina z myślą o przyszłych godzinach pijatyki. Jej brunatną twarz oświetlała niewyraźnie mała lampka oliwna, stojąca w sąsiedztwie jadła. Jej postać pogrążona była niemalże w ciemności. Jedynie bystre, przebiegłe oczy błyszczały w niewyraźnym płomyku. Król potykał się o służących, bełkocząc coś niewyraźnie. Szata zdarta z jego ramion wisiała niechlujnie na wyszywanym pasie, który ściskał niepotrzebnie brzuszysko faraona. Warstwy materiału zmieniły niespodziewanie barwę na karminową czerwień, podobnie jak twarz faraona. Zalane winem szaty kleiły się do obwisłego, krągłego ciała. -nalejcie mi jeszcze tego wspaniałego trunku! Zaiste, dawno nie kosztowałem lepszego ! Jestem spragniony jak byle Libijczyk na środku pustyni! - wrzeszczał faraon ochrypłym głosem. Ciężka, mdła muzyka grzmiała donośnie zagłuszając króla. Młode, skąpo odziane muzykantki uśmiechały się zalotnie do gości, muskając palcami delikatnie struny swych harf i lutni. Faraon wyciągnął po raz kolejny z rzędu swój złoty puchar w kierunku małżonki., podpierając się o ścianę, która zdawała się niebawem runąć pod jego ciężarem. -nie odmówisz mi chyba najukochańsza jeszcze kilku kropli?- powiedział chwiejnym tonem nachylając się nad królową.- ujmij ten dzban, i obdarz mnie chojnie- wyszeptał jej do ucha tkliwie, bawiąc się równocześnie jej włosami. Teje zdawała się być obojętną na jego prośby. Z kamienną twarzą wpatrywała się przed siebie, zażenowana nieprzyzwoitym zachowaniem małżonka. Nieprzyjemny zapach piwa i potu roztaczał się wokół niego, sprawiając, że Teje musiała odwrócić twarz. Król już dawno tak pysznie się nie bawił. Żal po śmierci syna przeminął szybko i niemalże bezboleśnie dzięki niezastąpionej pomocy upajających napojów. Faraon odepchnął małżonkę conajmniej niedelikatnie, nie troszcząc się już o zgromadzonych biesiadników obserwujących go natarczywie. -nie odmówisz mi chyba, nędzny szakalu!...Stoi przed tobą słońce królów i władca władców.-wykrztusił z siebie król, zbliżający się niestablinym krokiem ku babilońskiemu dygnitażowi, przebywającemu sezonowo w Tebach.Wysoki, brodaty mężczyzna o przebiegłym, głębokim spojrzeniu odwrócił się, by wydobyć z pomiędzy srebrnych mis z owocami niewielki gliniany dzban.Wciąż, pomimo ogólnie panującego stanu upojenia i atmosfery swobodnej biesiady stał twardo na malowanej posadzce, zachowując umiar w korzystaniu z dóbr uczty.Wymienił z królową Teje badawcze spojrzenia, nalewając równocześnie wina do cennego pucharu. Faraon wybuchnął głośnym, nieskromnym i wyjątkowo grubiańskim śmiechem, w którym usłyszeć można było znamienne ślady dobrej zabawy i conajmniej kilku opróżnionych wcześniej naczyń z piwem.Chwiejąc sie niepewnie na masywnych nogach wypiął brzuch i ku uciesze zgromadzonych na przyjęciu dworaków wylał całą zawartość kielicha na i tak już poplamione, wymięte szaty.Czerwony, iskrzący się w nikłym świetle pochodni strumień aromatycznego napoju stoczył się po krągłej piersi faraona by zniknąć w grubych warstwach płótna.Gdy król rzucił się na twardą, wąską ławę Teje odetchnęła z ulgą.Przypatrywanie się upadkowi i upodleniu swego męża nie było niczym łatwym dla dbającej o każdy gest i słowo królowej.Ośmieszający się publicznie władca stanowił dowód na słabnięcie dynastii, na nieudolność rządzących, na nieprawdziwość boskiej natury faraona.Choć prawdą było, iż potencjalnie podczas spontanicznej biesiady nikt z uczestników nie roztrząsał problemów natury religijno-politycznej, co uważniejsze oczy śledziły śmiale poczynania faraona.Teje czuła się obserwowaną więźniarką zamkniętej w wysokich, czerwonych kolumnach sali.Co gorsza, odczuwała iż cała chańba i wstyd za poczynania małżonka…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych