Wielki Tydzień (Środa) - poprawiona
i dalej... troszkę poprawiona, coś dopisane:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Środa
Gdybym tylko wiedział. Przez kolejne dwie godziny, kiedy zamykałem oczy od razu pojawiały się pod powiekami te ciała, bezwiednie unoszone przez wodę, obijające się o kraty cel. Wpierw całą winą obarczyłem klawiszy, lecz kiedy natknąłem się na jednego i o mało się o niego nie przewróciłem odpuściłem im winę całkowicie. Najważniejsze, że od dwóch godzin jest środa a ja jeszcze żyję i cieszę się całkiem dobrym zdrowiem. Pogoda wariuje, nikt nie wie dlaczego. Raz pada śnieg i muszę odgarniać to gówno z samochodu a potem wszystko to zamienia się we wszechobecną wodę w której pływa tyle ciał że obijają mi się o kolana. Zastanawiam się tylko, co sobie teraz myśli bóg. Patrzy na naszą trójkę i śmieje się nam prosto w twarz? Może tak jest a może wręcz przeciwnie. Walimy prosto przez środek ulicy gdzie woda jeszcze nie dotarła. Tu żadnej żywej duszy. Wokół opustoszałe bloki i porozrzucane ubrania na chodnikach. W szybach wystawowych brakuje szkła, które rozpryśnięte leży na bruku. Oglądam się za siebie i widzę stertę samochodów piętrzących się za nami. To napływ wody przynosi ze sobą na przedzie fali tą złowieszczą kupę złomu. Odwracam się jeszcze raz. Na szczęście zatrzymuje się kilka bloków za nami. - Królewna patrz! – krzyknął Chudy – jesteśmy uratowani. Skrzywił się w uśmiechu, starając się chyba zdobyć moje zaufanie, lecz nie wie nawet, jaką czuję do niego odrazę. Mam naprawdę ochotę mu walnąć, ale chwilę poczekam, tak szybko nie dam się sprowokować. Od poniedziałku jestem uspokojony wewnętrznie tak jakby odgarnianie śniegu z samochodu było wystarczającym rozgrzeszeniem. Popatrzyłem na niego i na starca, który człapał tuż koło mnie. - Musimy dojść do schroniska – powiedziałem – to prawie tysiąc nad poziomem morza. Tam przez jakiś czas będziemy bezpieczni. Obydwoje skinęli głową nic nie odpowiadając. Ruszyliśmy, więc starając się nie forsować tempa. Starzec, co chwila się zatrzymywał, lecz z każdą godziną jakby nabierał sił i postoje zdarzały się, co pełne dwie. Idąc cały czas rozmyślałem, co to się w ogóle dzieje. Nie mogłem jeszcze pojąć rozmiaru całego kataklizmu. Nie docierały do nas żadne wiadomości a ostatnimi ludźmi, jakich spotkaliśmy na swojej drodze był mały chłopczyk płaczący nad zwłokami swojego ojca. Był w takim amoku, że nie chciał z nami iść, chodź usilnie starałem się go namówić. Nie chciał. Nie mam mu tego za złe, jedynie mogę mieć za złe sobie, że go wtedy nie zabraliśmy ze sobą. Chudy stwierdził, że będzie to zbędny balast. Posłuchaliśmy go a rozgrzeszyło nas to, że mały nawet za nami nie krzyczał. Po dwunastu godzinach i chyba stu kilometrach nie pamiętałem nawet jak wyglądał. Pamiętam tylko jedną osobę. Ją. Jestem draniem – to wiem. Tyle przykrości przeze mnie doświadczyła a ja jeszcze chodzę po tym świecie, który powoli chyli się ku upadkowi. Tak nie miało być, bo to ona miała prawo żyć dłużej ode mnie, nie ja. - O czym tak dumasz przyjacielu? – przerwał moje rozmyślania starzec. Zatrzymałem się i popatrzyłem na niego. No i co mam ci powiedzieć, pomyślałem. Ani myślę się tobie spowiadać. - O kimś... O kimś, kogo zostawiłem za sobą – odpowiedziałem – i o tym, jakim jestem draniem. - Nie chcesz mi przypadkiem o tym opowiedzieć? – Starzec zmarszczył brwi i chwycił się mojego ramienia. Poczułem się jak na spowiedzi, lecz nie miałem tego uczucia, jakiego doświadczyłem, kiedy miałem jedenaście lat. To wtedy przy konfesjonale jakiś opat nakrzyczał na mnie tak, że wybiegłem zdenerwowany przeklinając jak tylko umiałem cały świat białych koloratek. Teraz jestem spokojny, chodź domyślam się, kim jest. - Jesteś księdzem? – zapytałem – prawda? Popatrzył na mnie nie kryjąc zdumienia. - Jak ty? To znaczy... – zakrztusił się – przecież nikomu nie mówiłem. - Przeczucie – odparłem – Chudy! Musimy odpocząć! Idący jakieś pięćdziesiąt metrów przed nami mężczyzna zatrzymał się i pomachał ręką w odpowiedzi, że zrozumiał. Usiadł przy drodze i oparł się rękami wpatrując się w niebo. - Domyślałem się – usiadłem obok Starca. - Nikt od dwudziestu lat tego nie zauważył, a ty – zaczął – tobie udało się od razu. Jak? - Taki mam dziwny dar. Dar poznawania drugiego człowieka. Dzięki temu zaszedłem tak daleko w życiu, choć przyznam, że jest to też moim przekleństwem. Ten tam – wskazałem na Chudego - nie jest poważnym przestępcą. Ukradł wszystkie pieniądze z firmy, kiedy przeczytał piątkowy artykuł. - Skąd ty to wiesz? – Starzec nie krył zdumienia. - Szczerze? – spojrzałem mu prosto w oczy – Patrzę drugiemu człowiekowi w oczy. Czytam z nich całe życie. Widzę wszystko choć tak naprawdę nie chcę tego widzieć. To tak jakby tan na górze – wskazałem palcem – trzymał mi powieki, kiedy ja chcę je zamknąć. Rozumiesz? Prosto w oczy. Ten szybko je zamknął i odwrócił głowę. Usłyszałem jak ściszonym głosem zaczął mówić z pamięci: - W owych dniach ludzie będą szukali śmierci, lecz nie znajdą jej – szeptał – zapragną umrzeć, lecz śmierć ucieka od nich. - Ja raczej uciekam przed śmiercią – powiedziałem Starzec odwrócił głowę i otworzył oczy. Nie zmieniły się ani trochę od momentu, kiedy widziałem je i czytałem z życia kleryka. - Tak się tylko tobie wydaje – rzekł, – bo mnie się wydaje, że raczej powinniśmy uciekać przed tobą. Znałem kiedyś jednego człowieka, który otrzymał taki dar od... – wskazał palcem niebo. Wstał i chciał już ruszyć, kiedy chwyciłem go za rękę. - O czym ty mówisz? – zapytałem. - Wszystko powoli się wypełnia – popatrzył na mnie – w poniedziałek od mrozu i opadów gradu zginęła połowa ludności obu Ameryk i północnej Azji. Ja o niczym nie wiedziałem. Przysiągłem sobie, że już nigdy nie wezmę do ręki gazety, że nie obejrzę żadnych wiadomości chyba, że w następny poniedziałek. - Wczoraj ogromna powódź zalała wszystkie wyspy na Pacyfiku włącznie z Japonią – ciągnął dalej nie spuszczając ze mnie wzroku. Patrzyłem mu w oczy i wiedziałem, że to, co mówi jest prawdą. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale po prostu wiedziałem. Tak samo jak wtedy, kiedy powiedziała, że mnie kocha. Musiałem go o coś zapytać - Czy to nie przypadkiem... no wiesz. - Apokalipsa? – zamknął oczy i odwrócił głowę – tak mi się wydaje. Nie chciał wyjawić przede mną prawdy, chodź od czterech dni spodziewam się najgorszego i jestem pewien, że z każdą chwilą śmierć coraz mocniej następuje mi na odcisk. - W takim razie uciekajmy przed nią a nie przede mną – uśmiechnąłem się do niego i podniosłem z ziemi gruby kij, który leżał obok. Wstałem i wyciągnąłem go w jego kierunku. Starzec poklepał mnie po ramieniu i wziął podarunek odwzajemniając uśmiech. - Ufasz mi? – zapytałem - A co mi pozostało...
Chudy pochrapywał kiedy do niego podeszliśmy. Zamachałem mu przed oczyma ręką lecz ten się nawet nie ruszył. Leżał tak sobie z kurtką pod głowę i chrapał. - Ukradł kasę mówisz? – szturchnął mnie w ramię Starzec. - Tak mu przynajmniej z oczu patrzy – uśmiechnąłem się i kopnąłem Chudego w udo. Nie mogę przecież Starcowi powiedzieć całej prawdy. -Co do diabła? – szybko zerwał się na nogi i popatrzył jakby nas pierwszy raz zobaczył. - Miałeś dobry sen? – zapytałem Ten trochę zmarkotniał i podniósł z ziemi kurtkę, która przed chwilą służyła mu za poduszkę. Przez chwilę spojrzałem mu w oczy. Mówią, że te są zwierciadłem duszy. Piękna wyspa. Dziewczynka. - A zastanawiałeś się na co wydasz tą całą kasę? – zapytałem wiedząc co mu się śniło. - Chciałem je tam wysłać – podszedł do mnie bliżej i spojrzał z góry. Nie chciał mi zrobić krzywdy. W jego oczach pojawiły się łzy. Starzec stał z boku i przypatrywał się całej sytuacji (jak mi później powiedział), jakiej nie spotkał w całym swoim życiu. Wysoki mężczyzna w markowych ciuchach stał i płakał opierając się o ramię drugiego, którego tak naprawdę nie znał. Przez łzy cedził, że kocha żonę i córkę i zawsze chciał dla nich jak najlepiej, i że za te pieniądze kupił lot na jedną z wysp Pacyfiku, jak usłyszał od kolegi - jedyną, która ocaleje w tym kataklizmie. -Ostatnie dwa bilety! – cedził przez łzy. Patrzył to na mnie to na Starca. W jego oczach lała się krew. Starzec patrzył na mnie a ja na niego. Wiedzieliśmy, że obydwie nie żyją. Drzwi otwierają się i widzę kobietę siedzącą na łóżku tulącą do siebie małą dziewczynkę. Krzyczy, choć nie słychać tego – ten film jest niemy. Patrzę głębiej i widzę jak ten podnosi rękę i wywija nożem w ich kierunku. Obydwie drżą tuląc się do siebie, lecz przestają krzyczeć, bo żadna nie porusza ustami. Ręka z nożem zatrzymuje się na chwilę i on sam zaczyna wodzić wzrokiem po pokoju. Wokół mnóstwo zdjęć. Majorka, Egipt, Tunezja. Wspólne zdjęcia z wakacji. Kiedy wzrok ponownie wraca na łóżko żona jest sam i on znów zaczyna, tym razem szybciej wodzić wzrokiem po pokoju. Nie ma dziewczynki. Chyba rezygnuje, bo powoli rusza w stronę łóżka, na którym siedzi przyciskając głowę do kolan żona. Podnosi rękę w górę i w ostrzu noża odbija się kształt dziewczynki uciekającej z sypialni. On nie zatrzymuje się i idzie w kierunku kobiety, która znów zaczyna krzyczeć, lecz nie do niego. Krzyczy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil maciej.biernat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…