Wielopoziomowe sny
Fantasy. O iluzjach, w które pragniemy wierzyć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}WIELOPOZIOMOWE SNY{/b}
Był słoneczny marcowy poranek. Topniały ostatnie śniegi, ptaki powracały z dalekich krain, podczas gdy w Karien trwały gorączkowe przygotowania do festynu z okazji święta wiosny. Wzdłuż głównej ulicy straganiarze rozstawiali kramy pełne odpustowych wspaniałości, a kobiety pochłonięte były rozwieszaniem dekoracji. Senne do niedawna miasteczko tętniło życiem. Tymczasem wewnątrz latającego sześcianu, przytwierdzonego kotwicą do wzgórza nieopodal Karien, ubrany w oliwkowy surdut ostatni potomek wielkiego rodu, lord Christopher Bael, wkroczył do zaciemnionego gabinetu i zasiadł przy fortepianie. W jednej chwili obciągnięte filcem młoteczki uderzyły w rozpięte na stalowej ramie struny. Szalona melodia wypłynęła spod palców szpakowatego mężczyzny, który posiwiał zdecydowanie za wcześnie, i rozniosła się echem po niezwykłej budowli z ciemnego marmuru. W drzwiach pracowni stanęła lady Scarlett ubrana w karmazynową suknię wieczorową ze sztywnym gorsetem i rozłożystą, gęsto naszywaną falbanami spódnicą. Wytworną kreację uwieńczała ozdobna róża wpięta w głęboki dekolt, zuchwale uwydatniający jej kształtne piersi. Kobieta odgarnęła znad czoła niesforny kosmyk płomiennie rudych włosów i położyła dłoń na ramieniu lorda. Ten spojrzał na nią ukradkiem, po czym zerwał się na równe nogi. - K-kim jesteś?! - spytał ze zgrozą. - Nie znam cię! - Przestań! - warknęła lady, a łzy same napłynęły jej do oczu. - To ja, Scarlett! Błagam, spróbuj sobie przypomnieć! Lord złapał się za głowę. Te wspomnienia były takie... niewyraźne... Nie pamiętał, skąd wzięła się w jego życiu. Po prostu była. Od zawsze. Początkowo ich relacje ograniczały się do wymiany uprzejmości na korytarzu. Z czasem zaczęła podzielać jego zamiłowanie do muzyki klasycznej. A on... On zawsze grał tylko dla niej. - Ja... Wybacz, ostatnio nie śpię najlepiej. Lady uśmiechnęła się smutno. - Nie strasz mnie już więcej - wyszeptała. - Nie będę. Obiecuję. - Wstał i przytulił ją do siebie. - Zostań tu ze mną na zawsze, dobrze? - Nigdzie się nie wybieram. Ich serca zabiły mocniej, niemal synchronizując się w ciemności. Wtem z mroku wyłonił się kamerdyner. - Ma pan gościa - oznajmił. - Co? - zdziwił się lord. - A któż to? - Legat królewski. Czeka za drzwiami. - O! To proszę, niech wejdzie! Lord podszedł do okna i rozsunął kotarę. Drobinki kurzu zatańczyły wesoło na promieniu słońca. Zmrużył oczy. Zza pleców dobiegł go stukot lakierek. Obrócił się i ujrzał przed sobą wysokiego mężczyznę w średnim wieku ubranego w turkusowy garnitur. Nieznajomy miał piracką opaskę na prawym oku, a jego kwadratową twarz oszpecał szeroki uśmiech. - Faust Icarius - przedstawił się. - Co pana do mnie sprowadza? - spytał lord, ściskając wyciągniętą ku niemu dłoń. W odpowiedzi legat wręczył mu pomiętą kopertę. Lord od razu spostrzegł starannie odciśnięty w laku pierścień swego rodu. - Mogłabyś zostawić nas samych? - zwrócił się do lady Scarlett. Kobieta skinęła głową i pośpiesznie opuściła pracownię. - Ten list... - wychrypiał lord. - Mój ojciec wysłał go do Kolegium Federalnego chyba z dwadzieścia lat temu... - Przepraszamy za zwłokę, pewnie zawieruszył się gdzieś po drodze. - Legat wyrecytował standardową formułkę, ani na chwilę nie przestając się uśmiechać. Lord przesunął dłonią po twarzy. - Ech, no dobrze. Proszę się rozgościć. Napije się pan czegoś? - Nie, dziękuję. Zasiedli do stołu. - Jaka jest decyzja Wszechwładcy? - spytał lord. - Król pragnie, by ta... istota została czym prędzej przetransportowana do Północnej Fortecy. - Rozumiem, że to pan ma się tym zająć? - W rzeczy samej. - Uśmiech na twarzy legata jakby przybrał na sile. Po plecach lorda przebiegł zimny dreszcz. Urzędnik królewski przypominał mu kobrę - podstępnego gada, który jednym ukąszeniem potrafi powalić nawet dorosłego słonia. - Dobrze, więzień będzie gotów do transportu z samego rana. Zajmę się tym osobiście. Widzi pan, tylko członkowie rodu Baelów mogą zejść do lochów. - Uśmiechnął się, podkreślając swoje szlachetne pochodzenie. - No, a tymczasem przenocuje pan w pokoju gościnnym! - Dziękuję, to była długa podróż... - Legat zawahał się. - Mogę o coś spytać? Tak z czystej ciekawości? - Proszę, niech pan pyta. - Zastanawia mnie, jak znalazł się pan w posiadaniu czegoś tak niezwykłego! - Hm... Miałem chyba dziewięć lat. Tego dnia ojciec po raz pierwszy zabrał mnie na polowanie. Ujrzałem wówczas spadającą gwiazdę i uczyniłem ją swoją własnością. Ot, i koniec bajeczki. - Ciekawe... No, teraz pana kolej. - Słucham? - Proszę zadać mi pytanie. Przecież widzę, że ciśnie się panu na usta. Chodzi o tę opaskę? - N-nie - wyjąkał lord. - Intryguje mnie raczej pański uśmiech... Pojedynczy demon błysnął w czarnym jak węgiel oku królewskiego urzędnika. - Ja również opowiem panu bajeczkę. Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, pewien ojciec rzekł do swego syna - „Opiekuj się mamą. Wrócę za dwa tygodnie”. I przepadł bez wieści. Chłopiec gardził kłamcami, dlatego postanowił wyplenić fałsz z tego świata. W tym celu pożądał mocy, mocy absolutnej, pozwalającej przejrzeć każdą iluzję i zdemaskować każde kłamstwo. Niestety, cena za ten dar była wysoka. Młodzieniec stracił duszę i, by zataić ten fakt przed umierającą matką, postanowił się uśmiechać. W ten sposób sam stał się kłamcą, a fałszywy uśmiech był od tej pory symbolem jego ostatecznej klęski... - Smutna historia - westchnął lord. - Świat jest smutny. - Legat wstał. - Wybaczy pan, jestem naprawdę zmęczony... Lord przywołał kamerdynera i nakazał zaprowadzić gościa do pokoju. - A! Byłbym zapomniał! - zawołał legat na odchodnym. Wyciągnął z tylnej kieszeni spodni notes w skórzanej oprawie,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arth4niel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…