Wróć do katalogu

Wierny kompan

Bo czasem każdy z nas musi się komuś wygadać...

del Mirjarz, opublikowano , 11 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

— Ja wiem, że cię męczę. Cisza. Wpatrywał się w niego intensywnie bez przerwy. Westchnął. Spuścił oczy, rumieniąc się ze wstydu i gniewu. — Wiem doskonale, że mnie nienawidzisz, i nie dziwię ci się. Sam się nienawidzę. Podniósł nieśmiało wzrok. Tamten patrzył na niego, ale nic nie mówił. — Mam potworny problem i nie wiem, co zrobić. Tylko ty mi zostałeś. Nic. Patrzyli na siebie, ale nic więcej. Grobowa cisza, przerywana tylko szumem przepływającego przez żarówkę prądu. — Nikogo innego nie mogę wtajemniczyć. Nie dlatego, że nikt i tak się nie przejmie. Ty też tego nie zrobisz, ale przynajmniej się już nie wykręcisz. Posłał swemu słuchaczowi twarde, ciężkie spojrzenie. Tamten odpowiedział tym samym. Zamknął oczy, opanował gonitwę myśli i westchnął. Nadal z zamkniętymi oczami zaczął mówić. — Nie chce mi się już nic. Kompletnie. O ciągnięciu tej całej farsy nie wspomnę. Nie mogę… nie chcę… NIE BĘDĘ!… Uderzył się pięścią w kolano, nie otwierając oczu. Pod powiekami poczuł pieczenie łez, udało mu się jednak powstrzymać ich napływ. Odetchnął głęboko. — Poczekaj chwilkę — poprosił słabym głosem. Jeszcze jeden głęboki oddech. — Już. Przepraszam. Podniósł wzrok na tamtego, bojąc się, że dojrzy w jego spojrzeniu pogardę, wściekłość i ogólne obrzydzenie. Nie stwierdził nic takiego lub nie chciał tego dostrzec, toteż ciągnął dalej. — Nie chce mi się żyć. Nic już nie sprawia mi przyjemności, książki, muzyka, filmy, nic… już nic mnie tu nie trzyma. Zastanowił się chwilę. Minął się z prawdą w ostatnim stwierdzeniu, co musiał wyjawić i wyjaśnić. — Nie, mój błąd. Są dwa przynajmniej powody, które przytrzymują mnie przy życiu, i doskonale je znasz. W sumie tylko myśl o nich odwodzi mnie od wprowadzenia w życie jedynej dobrej, całkowicie, od początku do końca przemyślanej, słusznej, chwalebnej myśli w moim życiu. Nie ma ona żadnych wad, same plusy, zwłaszcza dla ludzi, którzy mnie znali. Którzy oglądali mój szpetny, ohydny ryj dzień w dzień. Którzy musieli słuchać moich dennych kawałów i udawać, że ich śmieszą. Teraz patrzył na słuchacza niemal z szaleństwem w oczach, diabelską pasją, będącą gwarancją spełnienia jego najbardziej destrukcyjnych, okrutnych, szalonych lub po prostu głupich pomysłów i gróźb, dopóki sam nie dojdzie do wniosku, że nie da sobie rady lub nie ma sensu czegoś robić. — Klnę się na wszystko, że jestem do tego zdolny, i doskonale o tym wiesz. Jeśli nie zdam, zobaczysz, znajdą mnie martwego w wannie. Pytanie, czy będzie pełna wody wymieszanej z krwią, czy obok mnie pływać będzie suszarka. Czemu się nie powieszę? — Roześmiał się. — BO NIE UMIEM ZAWIĄZAĆ PĘTLI! — Znów zaczął się histerycznie śmiać, niemal płakał ze śmiechu. — Mam dwie lewe ręce! Nie umiałbym nawet się pociąć! — Krztusił się ze śmiechu, po policzkach z rozbawienia płynęły mu łzy. Śmiał się jeszcze przez chwilę, po czym opanował atak śmiechu i powiedział wesoło: — No dobra, już, pośmialiśmy się, teraz do rzeczy. Nadal podśmiewując się z lekka i ocierając łzy z twarzy spojrzał na swojego słuchacza, gdy poczuł, że wykwitł mu na licu szyderczy, okrutny uśmiech. — Bez względu na wszystko, nawet na nie, jeśli sytuacja okaże się krytyczna, zrobimy to. W najbardziej niezawodny sposób, jaki znajdziemy. Nie powiesimy się, bo jeśli źle zawiążemy pętlę, lub nie skręcimy karku przy wieszaniu, podczas… wytracania gruntu, będziemy się dusić, i to tak długo, że sekunda okaże się wiecznością. Może nawet ktoś nas znajdzie i, nie daj Boże, odetnie! Wtedy nie ma dla nas nadziei. Będą nas kontrolować, cały czas bacznie obserwować. Tego przecież nie chcemy? Cięcie się też nie wchodzi w grę. Nie mamy przecież doświadczenia w samookaleczaniu, pomimo wielu takich możliwości i pomysłów. Mimo chęci, ogromnej, nieprzepartej chęci samookaleczenia się, nigdy tego nie zrobiliśmy. Czemu? Wpojono w nas przekonanie, że samobójstwo to największy akt tchórzostwa, na jaki może zdobyć się człowiek. Jednakże nikt nie zauważył, jak wielkiej odwagi lub desperacji, albo obydwu tych rzeczy, potrzeba by targnąć się na własne życie. Spójrzmy prawdzie w oczy – jesteśmy tchórzami. Nigdy nie dokonaliśmy zamachu na własne życie – na zdrowie owszem, czasem nawet umyślnie, ale nigdy na życie! – bo baliśmy się, że nam się powiedzie. Najgorsze jednak, że zarówno do życia, jak i samobójstwa potrzeba odwagi, której nam brak! Jak taki tchórz może żyć na świecie, odbierając powietrze i przestrzeń, a później także pracę, a więc utrzymanie i chleb komuś, kto naprawdę na nie zasługuje? Nie jesteśmy nic warci, i o tym wiemy, choć próbują nam wmówić, że jest inaczej. Dlaczego tak mówią? Nie mam pojęcia. Może podświadomie czują, że zbieramy się, powoli, małymi kroczkami, z podłą nonszalancją, do podjęcia próby samobójczej? Albo naprawdę tak sądzą… co świadczy tylko o ich jakże niskich wymaganiach względem innych! …Miłość? A kogo obchodzi miłość! Można bez niej żyć, tak jak bez wiary. Jest jednak, przyznaj, różnica pomiędzy życiem bez miłości z przymusu a z wyboru. Nasze wybory zdeterminowały przymus. Z tym jednak, że z przymusu życia bez miłości zdaliśmy sobie sprawę już dawno, i za to dzięki naszemu umysłowi! Choć należy do idioty, nie zatracił się w otchłani ciemnoty intelektualnej! Znowu te pseudopoetyckie bzdury. Przepraszam, to czasem silniejsze od nas. Pamiętajmy, że już jako dziecko zdaliśmy sobie sprawę, że to nie serce i emocje, ale rozum i poznanie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych