Wróć do katalogu

Wino marki "Wino"

Rzecz o tanich winach i ich konsumentach.

Marianopublikowano 8 maja 20229 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Dzionek, Dzioneczek, Gwiazda, Gwiazdeczka, Słonko, Słoneczko, Drożynka Mleczna, Psipsia, Kruszynka i jeszcze parę - to są imiona Mojej Starej.” Tak kończy się wiersz Andrzeja Waligórskiego, w którym autor wymienił tych imion aż pięćdziesiąt siedem. Wydawałoby się, że ustanowił rekord. Nic podobnego, bo oto nasz naród pobił na głowę mistrza Andrzeja w wymyślaniu nazw i określeń dla grupy produktów, które towarzyszą mu od zamierzchłego stalinizmu do teraz. Produktów, bez których nie zbudowalibyśmy Nowej Huty, nie zwyciężylibyśmy komunizmu, nie weszlibyśmy do Unii Europejskiej, ani nie doprowadzilibyśmy do dzisiejszego bałaganu. Produktów, bez których nasze sklepy spożywcze byłyby jakieś niecałe i nie w pełni polskie - tanich win owocowych. Alpaga, bełt, ćmaga, jabol, J-23, kwas, mamrotka, mózgojeb, pryta, siara, wino marki „Wino”, wino patykiem pisane, żur - to tylko niektóre określenia tych trunków. W Internecie udało mi się wyszukać ich czterdzieści cztery. Równie różnorodna jest lista ich nazw. Są napoje o etykietach przedstawiających wizerunki roznegliżowanych kobiet z jaskrawymi napisami: „Eva”, „Olla” czy „Moja Miss”. Ze skarbnicy tradycji i kultury zaczerpnięto nazwy: Bachus, Kmicic, Węgrzyn czy Kniaź. Ze światowej kinematografii wzięto „Terminatora”, „Rambo”, „Zorro” i „Wściekłego Byka”, a melomani mogą rozkoszować się „Jazzem”. Na półkach sklepowych można znaleźć nie tylko napitki o nazwach wsiowo-swojskich jak: „Łzy Sołtysa” czy „Uśmiech Kombajnisty”, ale też zaczerpniętych z języków obcych jak: „Chateaux de Żur” czy „Spirit of The Time”. Nazw tych znalazłem aż trzydzieści osiem. Nazwy firmowe dla tych win wymyślili producenci, ale kto wymyślił te wszystkie ćmagi, pryty czy żury? Dlaczego właśnie one doczekały się aż tylu określeń? Dlaczego nie opisujemy tak kwieciście mleka czy herbaty? Przecież większość z nas uważa spożywanie jaboli za ujmę, a koneserów tych trunków mamy za margines społeczny. A może to nieprawda? Może jesteśmy zakłamani i tak naprawdę lubimy bełty i chętnie je pijamy. Jest, jak jest, ale statystyki mówią, że tanie wina owocowe to ponad trzy czwarte win sprzedawanych w Polsce. Załóżmy dla komfortu psychicznego, że porządni ludzie win takich nie piją i przyjrzyjmy się tym, którzy to robią. Trudno mi coś powiedzieć o ludziach spożywających je w domowych pieleszach, natomiast pijących na „wolnym wybiegu” podzieliłbym na dwie grupy: pijaków i konsumentów. Pijaków można często spotkać pojedynczo lub w postaci mikrogangów pod większymi sklepami, gdzie próbują wyłudzać od klientów pieniądze. Z reguły są pijani, agresywni i niewarci uwagi. Konsumenci są inni. Chociaż nierzadko też proszą przechodniów o finansowe wsparcie, ale robią to grzecznie i z pewną nieśmiałością, a słowa „przepraszam” lub „dziękuję” nie są im obce. Zakupionych win nie chleją zaraz za rogiem, ale konsumują je ze swego rodzaju elegancją. Wydaje mi się, że ich pijaństwo jest jakby „lepszego sortu” i że ma jakieś drugie dno. Przez wiele lat pracowałem w pobliżu dworca kolejowego, przy którym było kilka domów zamieszkanych przez kolejarzy. Kiedyś przejeżdżało tamtędy kilkadziesiąt pociągów dziennie, ale zmiany społeczno-polityczne spowodowały, że ruch prawie zamarł, a z mieszkańców kolejowych budynków pozostali tylko nieliczni. Jednym z nich był mężczyzna w nieokreślonym wieku - sumienny konsument rzeczonych win. Codziennie rano przychodził do niego kolega i razem odwiedzali pobliski sklepik. Zawsze mieli umytą butelkę z wczoraj i tam wymieniali ją na pełną. Potem niespiesznie udawali się na nasyp nieużywanej bocznicy kolejowej, siadali na szynie i tam powolutku raczyli się trunkiem. W zimne dni konsumpcja odbywała się na opuszczonym peronie numer dwa. Następnie kolega naszego sąsiada znikał, a on sam siadał na ławce przed swoim domem i obserwował ruch uliczny. Ruch ten był niewielki i praktycznie tworzyły go samochody odwiedzające naszą firmę. Którejś niedzieli przejeżdżałem rowerem przez wioskę położoną po drugiej stronie dworca i zatrzymałem się przy tamtejszym sklepiku na loda. Przed sklepikiem był parasol z napisem „Lech”, pod nim stolik, a przy nim siedział nasz dobry znajomy z butelką

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych