Władca Pierścieni Inaczej...
Jest to przerazajaca, a zarazem piękna i zabawna opowieść o małym, mam nadzieje wszystkim znanym, hobbicie - Bilbo Bagginsie. Z tym, że prawie wszystko jest... inne...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Żegnajcie tedy, kochani - rzekł Bilbo stojąc na podwyższeniu, mała łezka zakręciła mu się w oku. W tym momencie zabłysło oślepiające zgromadzonych hobbitów światło. Bilbo nałożył Pierścień i gdy gapie odzyskali wzrok, nie dostrzegli już staruszka. Stary Baggins, zgodnie z ustalonym wcześniej wraz z Gandalfem planem, szybko odbiegł od zdziwionego tłumu i poczekawszy na rosnący wśród nich gwar, niezauważalnie wślizgnął się do norki. Wiedział co robi. Wszystko w końcu zaplanował - miał dziś opuścić to miejsce, swój dom – wyruszał już przecież raz na długi czas, ale chciał, chciał się oddalić pójść na... wakacje. Prezenty przydzielone, wszystko w sprawie spadku ustalone, pomyślał, tylko Frodo... list i... Pierścień. Wyjął niecierpliwym ruchem z kieszeni, mimowolnie zdjął go z palca, przyglądał mu się długo w milczeniu. Wydawało się, że pochłania go wzrokiem. Ale czy to przypadkiem nie potężny Pierścień Władzy wchłaniał jego umysł gdy Bilbo nań patrzył? Czy to aby nie Bilbo, stawał się jego sługą? Patrzył na magiczny przedmiot długo, a jego wzrok stawał się coraz bardziej tępy. Nie. Nie – pomyślał - Nie oddam mu mojego Skarbu. Jeszcze czego? Sam go znalazłem, nie oddam nikomu. On jest... tylko mój! Przypomniał sobie w mig, że lada chwila - zgodnie z planem - ma tu zjawić się Gandalf. Wiedział, że gdy go spotka, będzie musiał wręczyć mu Pierścień. W zadziwiająco szybkim tempie, przebrał się w stare rzeczy. Szary płaszcz, mieczyk za wyblakłym skórzanym pasem. Pierścień... miał go w kieszeni. W mgnieniu oka do koperty z listem dla Froda, zamiast Skarbu włożył jakieś świecidełko o podobnym kształcie. Szybko przerzucił przez plecy pakunek z prowiantem i wodą na co najmniej tydzień. Dał donośny znak do wyjścia. Krasnoludy zdziwione poderwały się na równe nogi. Jeden z nich chciał wyjaśnić sprawę. - Panie Bilbo, nie powinniśmy czekać na mości Gandalfa? - jakby nie było, tako zaplanowalim, czyż nie? - skąd owy pośpiech? - Zrozumcie kochani druhowie - rzekł przebiegle hobbit - pożegnałem się już z naszym czarodziejem, Frodowi zostawiłem przecie co trza. Zrozumcie tylko, nie zniósłbym kolejnych pożegnań, łez... Wszyscy troje spojrzeli po sobie z lekkim niedowierzaniem, ale prędko zabrali się do roboty. Zaczęli czym prędzej ładować toboły na szerokie bary. Każdy indywidualnie prowiant i wodę, niezbędnik podróżniczy: liny, topory i toporki, krzesiwo, nie zapomnieli również o niewielkich zapasach gotówki. W niecałe dwie minuty, stali gotowi do wyjścia. Na głowę naciągnęli charakterystyczne kaptury – każdy w innym kolorze. Wyszli za próg, tylnym wyjściem, cicho i niezauważalnie, przez krzaki dostrzegli Gandalfa i Froda kierujących się do norki. Prędzej - rzekł niecierpliwie Baggins - idźmy już. Naprawdę nie chciałbym żegnać się ponownie. - Idźmy zatem - mruknęły chórem krasnoludy. - Żegnajcie - powiedział nie patrząc już na dom. Zadawało się, że oczy przez chwilę dziwnie mu zabłysły.
* * *
- Ach... com się uśmiał to moje – widziałeś Gandalfie te twarze. Ha, ha. Stali jak wryci, o mało co, a zacząłbym turlać się pod stołem. - Owszem Frodo, widziałem... - przedstawienie udało się lepiej, aniżeli bym się tego spodziewał. Bilbo... jesteś tu poczciwcze? Starego Bagginsa nie było. Przynajmniej nie słyszeli niczego co wskazywałoby na obecność hobbita. - Hmm... dziwne - umawialiśmy się przecie, że jeszcze porozmawiamy - nastroszył krzaczaste brwi. - A więc... coś nie tak... – powiedział drżącym głosem Frodo. - Poczekaj... - przerwał czarodziej i popatrzył na kominek - widzę, że Bilbo dotrzymał umowy. Zostawił pierścień w kopercie, tak jakeśmy się umawiali, jutro pokażę ci to cacko. Na owym kominku rzeczywiście leżało coś na kształt pierścienia. Było – zgodnie z umową - zapakowane w kopertę. - Będą zadowoleni, oj będą... – oświadczył Gandalf unosząc w górę prawy kącik ust. Frodo widząc to, z uśmiechem zatarł ręce. Obydwaj rozsiedli się na miękkich i głębokich, niezdrowych dla kręgosłupa fotelach. Tęczówki ich oczu błysnęły trochę złowrogo i chciwie. Wydawałoby się, że Gandalf coś kombinuje. Po skrzywionym wyrazie jego twarzy widać było, że nie chodzi tu o bagatelną sprawę. Frodo najwyraźniej myślał, a proces myślowy wyczyniał nieopisanie dziwne rzeczy z jego twarzą, nagle wstał i zaparzył herbaty. Po aromacie płynu można było wywnioskować, że jest przeznaczony na szczególne okoliczności. Nim młody hobbit zdążył podać napój, Gandalf już pykał fajkę, roztaczając równie niezwykłą woń ziela. Gdy zapachy wspaniałej herbaty i cudownego ziela połączyły się w czystym powietrzu, nozdrza drętwiały z rozkoszy. - Nie masz Mistrzu wyrzutów sumienia? – spytał Frodo dotykając wargami wrzącego jeszcze napoju. – jakby nie było, Bilbo uchodzi za twojego przyjaciela. Chyba zdajesz sobie sprawę, żeś zdradził. - Chcesz się wycofać? – spytał wyraźnie zdenerwowany czarodziej. - Oczywiście, że nie – odparł, nie zdziwiony pytaniem. Gandalf wyjął z kieszeni przybornik prawdziwego palacza. Ubił z wprawą nieładnie wystające frędzle fajkowego ziela. Przykrył palcami cybuch i kilkakrotnie mocno pociągnął ustami. - Zrozum młodzieńcze - rzekł tajemniczo –mocy Saurona z niczym nie da się porównać, zawładnął mną, nie potrafię się mu sprzeciwić, to co ze mną zrobi jest ode mnie silniejsze, jego moc... przerasta moją. Nawet Saruman mu uległ. A poza tym... - Poza tym to jesteś troszkę zachłanny, nie zaprzeczysz? – zaśmiał się Frodo –ale ja to rozumiem. Tylko dla mnie liczą się pieniądze, luksus i całe rzesze kobiet. Ciebie zaś... kręci władza... Zreflektował się, wziął głęboki oddech, przerwał wywody. Wiedział, że Gandalf robi się coraz bardziej zły - nie cierpiał gdy ktoś mówił mu o władzy. Czarodziej, który zawsze uchodził za dobrego i nieskazitelnego, pragnął tylko władzy. Władzy, którą mógł mu dać tylko on... - Przecież walczyłeś z nim – ciągnął drżącym głosem spadkobierca norki – uważałeś go, jak większość, za Zło. Chaos i Zło. - Milcz, zaklinam cię, jeszcze jedno słowo... - No dobrze, już dobrze. Zapadła cisza, siedzieli przez moment, patrząc się w krzywą fugę na podłodze. Milczenie znów przerwał Frodo. - Zdaje mi się, że to już koniec zabawy. Choć pożegnamy gości.
* * *
Przedpola Żabiej Łąki nie można, nawet na upartego, zaliczyć do zalesionych. Szukanie chrustu w malutkich gaikach, zajęło krasnoludom co najmniej godzinę. Obudzili się jednocześnie, z niesmakiem w ustach, gdy w dogasającym ognisku strzeliła ledwie żarząca się gałązka sosny. W dopalającym się popiele można było w dostrzec delicje wczorajszego wieczoru. Szli szparko, nie oglądali się, widać, że Bilbowi zależało na jak najszybszym dotarciu do Rivendell. Kolejne dwie noce spędzili znacznie lepiej. W Bucklandzie zrobili tylko niedługi postój. Ku niezadowoleniu towarzyszy podróży, hobbit nalegał by wyruszyć prędko. Podczas snu staruszek Baggins, zawsze miał pod ręką swój skarb. Nie rozstawał się na moment z Magicznym Pierścieniem, dzięki niemu czuł się dobrze. Podczas podróży nie nakładał go – chociaż obsesyjnie myślał o tym. Było już jasne, że Bilbo uzależnił się od Pierścienia Władzy, tak, że ten nie mógł bez niego funkcjonować. Co gorsza hobbit, jakby się zmniejszał, zwężał. Mało tego, zaczął bezpodstawnie oskarżać krasnoludów o chęć kradzieży jego skarbu. - Dziś podczas noclegu, któryś z was przybliżył się do mnie dziwnie blisko, który? – spytał nieprzyjemnym tonem. - Wybacz Bilbo... – rzekł ten w zielonym kapturze – osobiście gustuje w paniach... Wszyscy trzej zarechotali śmiesznie poruszając brodami, i szczerząc końskie zęby. Hobbitowi nie bardzo spodobał się dowcip. - Dobrze wiesz, że nie o to mi się rozchodzi – rzekł wyjątkowo już zdenerwowany Baggins – chcecie go... prawda? Krasnoludy spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i głupim uśmiechem. Bilbo, jeszcze resztkami zdrowego rozsądku przypomniał sobie, iż krępi koledzy, nic nie wiedzą o jego skarbie. Momentalnie pobladł jak papier. - O co ci chodzi Bilbo? – zapytał jeden – nie mam pojęcia o co ci chodzi... niby czego mielibyśmy pragnąć? - Eee... chodziło mi o moje „Żądło”, wybaczcie, zapomniałem, że posługujecie się toporami. Przepraszam za nieporozumienie. Zrobiło mu się głupio. Ale czuł rwący niepokój, strach przed utratą skarbu. I wrogość, do wyimaginowanych złodziei.
* * *
Siedzieli na ławce przed domem. Pogoda była słoneczna, chmury nie zajmowały nieba nawet w małym stopniu. Słowiki śpiewały podczas falującego lotu nutkę melodyjną, napełniającą radością. - Wścieknie się. Wścieknie się jak nic! – wrzeszczał coraz bardziej przestraszony i zdenerwowany Frodo – Siedzimy tu z pustymi rękoma od tygodnia i nic nie robimy, tylko pierdzimy w stołek! - Kto jak kto – odparł ze spokojem, pykający fajkę Gandalf – ja myślę – mam nadzieje, że rozumiesz znaczenie tego słowa... -, myślenie ma przyszłość i sens. Chociaż nie powiem... czasem zdarzy mi się popuścić. - Nie bądź cyniczny, znasz gniew Saurona. Odwołał Nazgule, a wynajął nas, a my, co?! – Gówno! Już jesteśmy martwi. Zadanie było proste, a nagroda niewyobrażalnie wielka. Powiedział jasno - dostarczcie Pierścień. Nie, oczywiście, że nie – ciągnął rozgoryczony hobbit – nie mogliśmy szybciej przyjść do tej cuchnącej nory, zanim zwiał z tymi pleczystymi brodaczami. Ty musiałeś nalać jeszcze winka grubiutkiej pani Hornblower, i wystrzelić kolejny popisowy fajerwerk. Oczywiście nie mogłeś... Nagle, zupełnie nie wiedzieć czemu, Frodo leżał na podłodze, ześlizgnąwszy się już ze ściany. Gandalf wypuścił kolejne kolorowe dymne koło, zaraz po tym jak pstryknął palcami w kierunku hobbita. - Spróbuj – powiedział czarodziej wyraźnie czarodziejsko z dodatkiem wzmocnionego basu – czasem milczeć. Nie uważaj, nigdy, że siedzę bezczynnie. Bilbo wraz z tymi bałwanami musi być już gdzieś w pobliżu Bree, a stamtąd, jak mi mówił kieruje się ku Rivendell. Myślę, bo nie mogę ich tak po prostu schwytać – mam jeszcze niepodważalną reputację. Gdybym zdecydował się na coś tak prostego – byłbym nikim. A wtedy mój przydomek, widniałby już tylko na kartonach papieru toaletowego. Frodo, co prawda zrozumiał treść wypowiedzianą przez czarodzieja, czuł do niego, zupełnie nie wiedzieć czemu, małą urazę. Bardzo małą. - Kretyn – wymamrotał pod nosem, tak aby adresat nie usłyszał. - Zapewne... jest w tym źdźbło prawdy. – powiedział Gandalf, nie patrząc na niego – brać na asystenta takiego matoła, trza być rzeczywiście kretynem. Młodzieniec spodziewał się burzy piorunów paraliżujących, uderzeń niewidzialną kulą skłębionej energii. Zawiódł się. Gdy spojrzał w oczy czarodzieja, pobladł na kolor blatu stołu, przerażony własną głupotą. - Czas na nas... – rzekł przed siebie, nie zaszczycając leżącego płazem hobbita ani jednym spojrzeniem. Na ścianie gdzie wcześniej wisiało kryształowo czyste lustro, pojawił się czerwono – niebieski portal. Żółte iskry i nitki odchodziły od jego brzegów, czyniąc z tego obraz godny ballady. Białe smugi falowały w centrum niebieskawej kuli. Czarodziej wszedł pierwszy zaraz za nim rzucił się do portalu Frodo. Przed skokiem w otchłań zdążył schwycić leżący na stole kozik w i zatknąć w cholewę buta. - Odwdzięczę ci się psi synu. – pomyślał.
* * *
Kurczył się, zwężał w tempie niepokojąco szybkim. Widział w oddali ginący punkt - Ostatni Punkt Nadziei. Oddalał się od niego, spadał, wirował i odpływał. Czuł się oszałamiająco źle, czuł wzbierającą, rozprzestrzeniającą się w nim pustkę, na tyle mocno, na ile można w sobie czuć wzbierające się w sobie nic. Obudził się nagle, w oczach przerażenie, czoło i skronie miał zlane potem. Odwrócił się w stronę towarzyszy. Wszyscy spali jak martwi. Zauważył, że krasnolud, który wcześniej śmiał się z niego, źle interpretując pytanie, przybliżył się do niego blisko. Zdecydowanie za blisko. Coś tętniło w jego mózgu, uszach i duszy. Czuł, jak we śnie, rosnącą pustkę, ogarniającą jego umysł wściekłość i nienawiść. Nagle zrozumiał. Ręka krasnoluda znajdowała się tak blisko, by mogła ukraść, zabrać skarb. Mój skarb, pomyślał hobbit, mój! Bez zastanowienia wyślizgnął się ze śpiwora, wyrwał „żądło” z pochwy, wsunął Pierścień i zaczął. Rozpoczął mord, zabijanie niewinnych. Ze strachu, wywołanego przez brak nadziei, przez pustkę, która w nim wzbierała. Nie da się inaczej, pomyślał, tak musi się stać. Inaczej stracę skarb. Stracę wszystko. Niewidzialność, błysk klingi, krakanie odlatującego w panice ptactwa. Dopadł do pierwszego, lekkie, niewymagające żadnej wprawy zacięcie od prawej. Zgrzyt ostrza przecinającego kość. Głowa w dosyć zabawny sposób sturlała się po ziemi. Leżący obok krasnolud, półprzytomnym wzrokiem ogarnął sytuację. Pobratymiec bez części myślącej, nie mógł…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Vysogot
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…