Wróć do katalogu

WOJOWNIK BEZIMIENNEGO BOGA cz.1

Historia człowieka który stracił wszystko i poswiecił sie zemscie oraz służbie bezimiennemu bóstwu

serbitar29, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czuł jakby jego głowa miała za chwilę eksplodować, a potem ból zniknął. Podniósł się z podłogi wiedząc, że jeśli wkrótce nie dostanie żadnego zlecenia to ból powróci. Jego bóg się niecierpliwił, żądał ofiar. Po raz kolejny pomyślał, że płaci wysoką cenę za to co otrzymał podpisując pakt. A wszystko mogło potoczyć się inaczej. Nie zawsze był najemnym wojownikiem. Kiedyś był zwykłym wieśniakiem zadowolonym z życia, miał żonę, dwoje dzieci i myślał, że bogowie są mu łaskawi. Pewnego dnia jego świat się zawalił, a on zmienił się na zawsze. Mimo, że był zmęczony pracą, uśmiechał się i gwizdał wesołą melodie zasłyszaną od pewnego starego drwala. Zastanawiał się co porabia w tej chwili Jasmin i dzieci. Nie mógł się wprost doczekać, żeby zobaczyć ich miny, gdy pokaże prezenty, które dla nich kupił. Dla Wenny kolorową wstążkę, która tak się jej podobała, dla Lancisa miecz z drewna, o którym mówił odkąd zobaczył go tydzień wcześniej i wspaniałą srebrną bransoletkę, od której jego żona nie mogła oderwać wzroku. Drogo go kosztowały te prezenty, ale nie martwił się tym, wiedział że radość malująca się na twarzy jego rodziny wynagrodzi mu to stukrotnie. Do domu pozostało mu około 5 mil gdy zobaczył dym na horyzoncie dobywający się z miejsca, do którego zmierzał. Ogarnęły go złe przeczucia, żadne ognisko oprócz tego rozpalanego na święto przesilenia nie mogło dawać tyle dymu, a do niego brakowało jeszcze wielu dni. Rzucił się biegiem w stronę domu, a zmęczenie odeszło w niepamięć. Nie pamiętał jak długo biegł, troska o bliskich owładnęła jego myślami odrzucając wszystko inne. Wiedział tylko, że stało się coś strasznego. Podejrzenia te potwierdziły się, gdy przebył ostatnie wzgórze zasłaniające widok na dolinę i znajdującą się w niej wioskę. Na dole szalało morze płomieni pożerając wszystko na swojej drodze. Mimo, że wydawało się to niemożliwe, przyspieszył jeszcze bardziej. Mijał właśnie dom najbliższego sąsiada, gdy widok jaki zobaczył rzucił go na kolana. Przed nim w kałuży krwi leżały zwłoki jego żony. Była naga, na piersi miała ranę od miecz lub sztyletu, nogi rozsunięte szeroko wskazywały na to, że przed śmiercią była gwałcona. Najstraszliwsza była jednak twarz, na której grymas przerażenia pomieszany z bólem i krwią wytworzył jakąś makabryczną maskę. Amdar zwymiotował. Kilka chwil zajęło mu dojście do siebie po tym co zobaczył. Do rzeczywistości przywróciła go myśl o dzieciach, choć spodziewał się co zobaczy, gdy je znajdzie. Do tego co zobaczył nie mogło go jednak nic przygotować. Leżały kilka metrów dalej pod krzakiem trzymając się za rączki. Miały rozszarpane gardła a ich wnętrzności na wpół zjedzone walały się wokół ich małych ciałek. Ryk jaki wydobył się z jego ust pasowałby raczej do bestii niż człowieka. - dlaczego? Słowo to wypowiedziane z niesamowitą rozpaczą uderzyło w niebo domagając się odpowiedzi, odpowiedzi która nie nadeszła. Rozejrzał się na boki patrząc na ogień, śmierć i coś w nim umarło. Coś co czyniło z niego człowieka dobrego, sprawiedliwego i litościwego. Następne zdanie choć wypowiedziane z chłodnym spokojem, dla większości ludzi byłoby bardziej przerażające niż jakikolwiek koszmar: - wzywam was bogowie starzy i nowi, dobrzy i źli; wszystko mi obojętne, pomóżcie mi ukarać tych którzy zabrali to co kochałem najbardziej, a oddam swoje życie, dajcie mi zemstę, a dotrzymam swej przysięgi. Po tych słowach przesiąkniętych bólem i nienawiścią odwrócił się od ciał i odszedł drogą, którą przyszedł. Zatrzymał się dopiero kilkaset kroków za wioską na niewielkim wzniesieniu, usiadł na kamieniu, który stał tu odkąd pamiętał i zatopił swe myśli w bezgranicznym żalu. Gdyby zobaczył to którykolwiek z ludzi znających Amdara byłby zaszokowany obojętnością, którą okazał zostawiając ciała swojej rodziny tak jak je znalazł. On wiedział jednak lepiej. Jego żona i dzieci nie żyły, a to co zostało to tylko powłoki, które nic nie znaczą. Jedyną myślą która opanowała jego umysł była zemsta! Wpatrywał się w dal niczego niewidzącymi oczami do chwili gdy zapadła noc, a za plecami usłyszał ciche kroki. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, kimkolwiek był ten ktoś nie mógł skrzywdzić go już bardziej. Jego strach wypalił się jak ogień w wiosce, pozostawiając tylko ból, cierpienie i kompletną obojętność. Do rzeczywistości przywróciły go słowa wypowiedziane z żołnierską twardością: - masz mocny głos wieśniaku i ktoś go usłyszał - nie wiem o czym mówisz panie, ale zostaw mnie w spokoju, nie mam ochoty z nikim rozmawiać - wołałeś więc przybyłem - nie rozumiem, kim jesteś? - twoją szansą na zemstę - jesteś jednym z bogów? - chciałbym, lecz jestem tylko jednym z żołnierzy boga - którego boga? - czy to ważne, nie znam jego imienia, ty też go nie poznasz, jedyne co musisz wiedzieć, to że chce ci pomóc - ale jak? - zanim powiem ci więcej wiedz że cena będzie wysoka, być może większa niż chciałbyś zapłacić - zrobię cokolwiek zechce - zaoferowałeś życie - i oddam je bez wahania -a duszę? - wszystko! - przemyśl swe słowa rolniku byś póżniej nie żałował - nie muszę nad niczym myśleć, już się zdecydowałem -więc podpisz ten pakt pieczętujący umowę miedzy tobą a twoim nowym panem Amdar podpisał nawet przez chwilę nie zastanawiając się nad konsekwencjami swego czynu - i co teraz? - teraz podążysz ze mną do miejsca w którym zrobię z ciebie żołnierza boga - ale ci którzy zamordowali moją rodzinę uciekną! - na jakiś czas -okłamałeś mnie! -nie, twoja zemsta się dopełni lecz jeszcze nie teraz. Amdar przyjął tą odpowiedź ze zrezygnowaniem, tą drogą nic nie osiągnie, postanowił być cierpliwy. -czy możesz zdradzić mi chociaż swoje imię? - mów do mnie nauczycielu lub mistrzu, bo od dzisiaj tym dla ciebie będę, a tymczasem prześpij się, jutro zacznie się wędrówka ku twemu nowemu przeznaczeniu Posłusznie choć ze złością położył się spać, a sny jego pełne były bólu i tortur. Rano zamiast zwyczajowego - dzień dobry kochanie! - obudził go mocny kopniak w plecy. - wstawaj, mamy do przejścia kawał drogi Parę chwil trwało zanim zrozumiał kim jest ten wojownik i czego od niego chce. Objawienie przyszło dość szybko. Tak samo szybko jak ból i złość. Wystarczyło jedno spojrzenie na zgliszcza wioski, w której spędził całe swoje życie. Szybko zrozumiał, że wszystkie pytania które zada pozostaną bez odpowiedzi. Wojownik wyglądał na stanowczego, takiego co nie powtarza dwa razy. Nie zwracając na niego uwagi osiodłał konia i wolno ruszył południową drogą ,a za nim pieszo podążył jego nowy uczeń pogrążony w smutnych wspomnieniach. Słońce chyliło się już ku zachodowi gdy wojownik wreszcie się zatrzymał i zsiadł z konia. Amdar nie przewrócił się na ziemię z tego samego powodu, z którego nie poprosił o odpoczynek w czasie wędrówki, postanowił, że już więcej nie poniży się przed milczącym wojownikiem ani prośbą, ani pytaniem, będzie wykonywał wszystkie polecenia bez słowa skargi, w końcu wszystko sprowadzało się do zemsty, a to było wszystko czego potrzebował. Z tych rozmyślań otrząsnął go twardy głos: - idź do lasu i nazbieraj drewna, zostaniemy tu na noc Kiwnął tylko głową i poszedł wykonać polecenie. Wieczorem, gdy siedzieli przy ognisku spożywając królika upolowanego przez wojownika, pomyślał że nawet nie wie dokąd zmierzają, chwilę później doszedł do wniosku, że to i tak nie ma znaczenia. Rzucając ostatnie spojrzenie na nieznajomego zapatrzonego w płomienie ,przekręcił się na bok i zasnął z tysiącem pytań, które pozostaną bez odpowiedzi. Następny dzień zaczął się tak jak poprzedni, od porządnego kopniaka w plecy i marszu nie wiadomo gdzie. Marsz ciągnął się w nieskończoność aż do chwili gdy słońce sięgało zenitu, a w oddali zamajaczyły ruiny jakiegoś starego zamku, ku któremu najwidoczniej zmierzali wnioskując z kierunku ich podróży. Po dotarciu do ruin wojownik zaskoczył z konia i zwrócił się do zaskoczonego Amdara: - tutaj kończy się nasza droga, a zacznie twoja nauka. Trening zaczniemy jutro, dzisiaj postaraj się znaleźć jakiś kąt do spania i nazbieraj drewna, a ja tymczasem postaram się czymś zapełnić nasze brzuchy. Zamek, a raczej wieża wartownicza była wspaniale usytuowana strategicznie, co było jasne nawet dla takiego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych