Wrota Starożytnych-Rozdział X
Kolejna część mojej opowieści(X rozdział, no proszę, kto by pomyślał). Kontynuowanie podróży do miasta, druga część historii Astrei i Raya. Pozostaje życzyć miłej lektury. Komentarze-mile widziane:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ X
-Zimno mi. Mirle szczęknęła zębami, skuliła się jeszcze bardziej. Ray po chwili zastanowienia ściągnął z siebie pled, szczelnie okrył dziewczynę. To samo wcześniej uczynili Alan i Astrea. Mimo to przejmujący chłód wciąż przenikał dziewczynę. -To minie, nie martw się- pocieszyła ją Astrea.- Zmory mogą pozostawić w człowieku uczucie zimna na bardzo długo. -Mam wrażenie, jakbym umarła- mruknęła głucho półelfka. -Jednak żyjesz-odparł miękko Ray. Mirle uniosła głowę, spojrzała niepewnie na resztę. W końcu na jej twarzy zadrgał wymuszony uśmiech. -Powinnam podziękować za pomoc i ratunek. Zupełnie zapomniałam, że to dzięki wam jeszcze tu jestem. -Dziękuj jednej osobie-odparł znacząco Alan. Astrea wymamrotała coś niezrozumiałego. Mirle odgarnęła mokre, lepiące się do czoła kosmyki. Deszcz wciąż padał, padał od kilku godzin. Przemoknięci i zrezygnowani, wyczekiwali końca ulewy, by wreszcie zostawić za sobą to miejsce. Ray poruszył się niespokojnie, poprawił kaptur. Potarł skostniałe palce, zmarszczył brwi. -Mamy szczęście, że Astrea jest z nami- w jego głosie zadźwięczała nuta drwiny.- Któż lepiej ochroni nas przed takim bydlęciem niż wiedźma? Druidka drgnęła nerwowo. -Chyba nie sądziłaś, że nikt tego nie zauważył?- Ray spokojnie wytrzymał jej piorunujące spojrzenie.- Zmora nie uciekła przed wrzaskiem Alana ani przede mną, tylko przed zaklęciem. Zaklęciem, które wyczarowałaś ty. -Co?- Mirle spojrzała na nich nieprzytomnie.- Za… zaklęcie? Astrea pociągnęła nosem. -Chyba czegoś nie rozumiem - Alan patrzył to na Raya to na Astreę. -Nie czas mówić o tym- bąknęła cicho druidka, nerwowo bawiąc się swoim rękawem. -Wręcz przeciwnie. Mamy czas, dużo czasu. Nie oszukasz nas. Jesteś czarownicą- mruknął zjadliwie Ray. Mirle jęknęła cicho, wyglądała na oszołomioną. Alan zagryzł wargi. Wiedział doskonale, co zobaczył. -Ten…promień, cokolwiek to było, to… zaklęcie? Magia?! Astrea jakby zmalała, słysząc ostatnie słowo. Ray przyglądał się jej teraz z fascynacją, jakby widział ją po raz pierwszy. Alan, zniecierpliwiony tą bezsensowną rozmową, prychnął lekko. -Co w tym dziwnego? Rozległ się kolejny głuchy grzmot, nawałnica przybrała na sile. Krople ze świstem przecinały powietrze, rozbijając się o liście drzew i skały. Druidka znowu pociągnęła nosem, spojrzała na nich oczyma zbitego psa. -Ja… wszystko wam wytłumaczę…naprawdę… -Astrea jest czarownicą. Choć nam wmówiła, że wychowali ją druidzi. Okłamała nas. Druidka ponownie uciekła spojrzeniem w bok. Milczenie przerwał cichy głos Raya: -Magia jest nielegalna. Zabroniona. Za gusła i zaklęcia grozi kara śmierci. Jest niebezpieczna i… -Przed chwilą miałeś przykład, jak bardzo jest niebezpieczna- żachnęła się Astrea.- Chciałam pomóc, przecież nic złego nie zrobiłam! -Miałaś tysiące okazji by się do tego przyznać. -Nie mogłam. Poza tym, jestem druidką… -No jasne…Druidką ze Świątyni Saan- Rayowi wrócił dawny, ironiczny ton. Astrea spojrzała na niego z wyrzutem. Na krótką chwilę zapanowało milczenie. Szum deszczu i wiatru powoli stawał się nie do zniesienia. Alan z trudem opanował drżenie ciała. Mokre, zimne ubranie przylgnęło do skóry, nie pozwalając się ogrzać. Zaniechano kolejnych prób zapalenia ogniska. Ray zaklął cicho, bezmyślnie spojrzał na czubek swoich butów. Astrea rozejrzała się niepewnie. -Pozwolicie czarownicy na coś się przydać? -Siedź cicho- mruknął Ray. Dziewczyna zignorowała go, szepcząc jedno słowo. Z końców jej palców wysączyła się smużka światła. Kłębiący się blask zawirował lekko i uniósł się do góry, oświetlając ich twarze. Rayva, pomyślał Alan. Zna to słowo. Wywołuje światło. Tylko co z tego? -Co to?- nie wytrzymała Mirle, z ciekawością spojrzała na płomyk. -Ognik- Astrea sprawiła, że światło zaczęło się z wolna poruszać.- Daje światło, szkoda tylko, że nie ciepło. W tych warunkach nie zdołałabym go wyczar…Nie mógłby się pojawić. -I co dalej?- Mirle podciągnęła kolana. Astrea zawahała się na moment. -Jest kilka zaklęć dotyczących ognia- zaczęła z ociąganiem.-To… „…znaki” myśli Alana znowu były dziwne natrętne. -Znaki- kontynuowała- czyli różne… „…zaklęcia. Dają światło, ciepło, broń…” -… służącą do niszczenia… lub obrony- Astrea potarła policzek, niepewnie spoglądając na Raya.- Tak jak inne żywioły, choćby wo… „…da, ziemia…” -…powietrze- zakończyła. Ray poruszył się niespokojnie. -Skoro nie jesteś druidką, to kim właściwie? Ile jeszcze takich historyjek masz przygotowanych? -Nie okłamałam was- odparła Astrea.- Nie powiedziałam wam całej prawdy, to wszystko. Sami widzicie, dlaczego- dodała z naciskiem.- Przecież każdy ma prawo mieć tajemnicę. Prawda, Ray? -Naturalnie, że tak- odparł z ironią chłopak. Astrea spojrzała w górę, ognik zakręcił się nad ich głowami. -Byłam adeptką druidów-zaczęła cicho.- Uczyli mnie, bez względu na to czy mi się to podobało czy nie. Zioła, modły, zioła, modły… Pokuta, post. Fanatyczne dążenia do doskonałości. Miałam dość- westchnęła. Płomyk wzmocnił się, zmienił kierunek.- To czysta farsa. Choć udało im się wbić mi trochę wiedzy o leczniczych roślinach. Ich jedyne osiągnięcie. Potem… potem spotkałam pewnego człowieka. Na chwilę urwała, otarła mokre policzki. Na jej twarz padł lekki cień. Ciągnęła dalej: -Magia jest zakazana, wiem o tym. Wiedziałam od zawsze. Jest zakazana i ciekawa. Interesująca, bardziej ekscytująca. Wiele wymaga od ucznia, ale potrafi się odwdzięczyć. Ten, którego spotkałam, uznał, że mój Dar… -Dar?- przerwał Ray. -Talent. Bez niego zaklęcia są tylko nic niewartymi regułkami- wyjaśniła.-Zaczęłam naukę. Czekały mnie bezsenne noce, ciągłe ukrywanie tajemnicy. Druidzi gotowi byliby mnie za to powiesić, gdyby się dowiedzieli. Dzięki bogom, niczego nie zauważyli. Poznałam potęgę magii, zaklęć. Ich wady i zalety. Coś pięknego. Wskazał mi drogę. I odszedł. Nagle mnie zostawił, łajdak jeden. Jeśli zamierzał mnie podburzyć, to osiągnął cel- uśmiechnęła się lekko.- Postanowiłam uciec. Magia mnie pociągała, chciałam się dalej kształcić. Podczas jednej z bezgwiezdnych nocy, wymknęłam się ze świątyni. I nie obejrzałam ani razu. Byłam wolna, mogłam ruszyć do Tamroth, odnaleźć odpowiednie osoby. Zacząć nowe życie. Szczęście mnie opuściło, gdy złapała mnie Trupa Rubiego, specjalnie nie przejmując się moim zdaniem. Udało mi się uciec, choć nie spodziewałam się tego. Resztę historii znacie… Wiatr zawył przeciągle. Astrea uśmiechnęła się do swoich myśli. -Wybuch to twoja sprawka?- Mirle przyjrzała się jej uważniej.- Wozy nie wylatują w powietrze tak bez powodu… Druidka parsknęła śmiechem, widząc zdziwienie Raya. -Bystra jesteś. Tak, wybuch to moje dzieło. Kombinowałam nad zaklęciem kilka dni. Niestety, trochę przesadziłam, bądź pomyliłam słowa. Omal nie przypłaciłam tego życiem. -Jedyne, co pamiętam to ogłuszający huk, snop światła i klnącego Setha- Ray uśmiechnął się ponuro.-Wszyscy jesteśmy siebie warci. -Co masz na myśli?- Mirle zmarszczyła brwi. -Rozejrzyj się i zastanów, to znajdziesz odpowiedź- odparł swobodniej chłopak. Astrea kiwnęła głową, nagle pojawił się drugi ognik. Ray tym razem nie skomentował, jakby pogodził się ze słowami dziewczyny. Alan spuścił głowę, przymknął powieki. Po chwili wsunął rękę do kieszeni, przesunął palcem po chropowatej powierzchni meteorytu. Mimowolnie skierował wzrok w stronę zamyślonej Astrei. Ray i Mirle sprzeczali się cicho o pled. Deszcz wciąż dudnił na ścieżce.
***
-Z czarodziejami bywało różnie przez te wszystkie lata- ciągnęła swobodnie Astrea. Od feralnego wypadku ze zmorą, dziewczyna przekonała się, że nie jest piętnowana za magię, nie licząc złośliwych docinków Raya. Z trudem powstrzymywała się by nie udowadniać, że jest czarownicą na każdym kroku. Od kilku dni znowu przemierzali las, wypatrując przetartych ścieżek, które odnajdywali dużo szybciej. Krzesiwo wyszło z użycia, wodę znajdowali natychmiast, wieczorem w deszczowe dni mieli światło. -Swego czasu magia i zaklęcia były zjawiskiem powszechnym. Druidzi zaś bardziej przypominali sektę. -Od razu widać, po której stronie jesteś- wtrącił Ray z ironicznym uśmiechem. Astrea udała, że nie słyszy. -Czarodzieje… -Czarownice, wiedźmy, miałaś na myśli… -…byli osobami szanowanymi. Należeli do najwyższej warstwy społecznej… -Chcesz wiedzieć, jak ja nazywam tę warstwę? -...oczywiście do naszych czasów, gdy magia stała się zakazana. Nagle okazało się, że to, w co wierzono od wieków, to bzdura… -Nadeszły czasy normalności… -Ray, jeszcze chwila, a obiecuję, że pożałujesz… Chłopak błysnął zębami, rozbawiony irytacją Astrei. -To nie do końca wyglądało tak, jak powiedziałaś- wtrąciła Mirle.- Powiedz prawdę. Alan, do tej pory słuchając uważnie, stanął i spojrzał na nią zdziwiony. -Jaką prawdę?- zapytał. -Magia jest powiązana z siłami nadprzyrodzonymi, ale traktowano ją poważnie. Jednak, to, co się stało, jest winą czarodziejów. Astrea sapnęła z oburzeniem. Mirle wydęła usta i kontynuowała. -Czarodzieje wypowiedzieli posłuszeństwo królowi. Swoje umiejętności wykorzystywali sprawnie i chytrze. Doszło do poważnego konfliktu i zamachu stanu, wkrótce pojawiło się realne widmo wojny domowej. Tak to jest, gdy o władzę walczy banda idiotów. Rewolucja przyniosła zmiany. Mam na myśli wojnę, rozpad i szukanie winnych. Mimo to czarodziejom nie udało się obalić króla, mającego po swojej stronie większość społeczeństwa. Najzacieklejszych jego wrogów uśmiercano, niektórzy pod warunkiem wyparcia się magii, ocalali życie. Choć nawet wtedy im nie ufano- Mirle spojrzała z uśmiechem na Astreę, ta mocniej zacisnęła usta.- Jednak dla niektórych magia była ważniejsza niż życie. Łamano przysięgę, przekazywano wiedzę następnym pokoleniom. -I co dalej?- zapytał Alan po chwili ciszy. -Właśnie to, co masz przed sobą- Mirle poprawiła torbę, wskazała na Astreę.- Magia istnieje, nieoficjalnie, ale istnieje. Teraz nastała epoka druidów. Czas pokaże, jak się to skończy… -Źle- burknęła cicho Astrea. Rozmowa została skończona, nagle niebo zasnuły chmury. Prawie natychmiast przygotowali się na powitanie deszczu. Tutejsza pogoda jest nieprzewidywalna, Alan przekonał się o tym na własnej skórze. Słońce zastępował deszcz, ciepło, zimno, ciepło, zimno… Wiatr ostrymi podmuchami smagał twarz by potem zupełnie ucichnąć. Kapryśna pogoda zmieniała się teraz prawie codziennie. Nie mogąc jednak na to nic poradzić z westchnieniem naciągnął na głowę kaptur bluzy, i tak marnie chroniący przed wodą. Całe szczęście, udało im się znaleźć dosyć przytulną polanę, osłonioną przed dokuczliwym wiatrem.
***
-Chcesz sama iść do lasu? Teraz? -Tak, po zioła dla Raya. Nieważne, co sądzę o druidach, on ich wciąż potrzebuje- odparła Astrea, wstając od ogniska.- Poszukam ich, niedługo wrócę. -Pójdę z tobą- odezwał się nagle Alan. Reszta spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem, Astrea zmarszczyła brwi. -Coś taka nieufna?- chłopak udał urażonego.- Choć raz chcę pomóc, czy to źle? Dziewczyna parsknęła śmiechem, zdjęła torbę i wepchnęła ją Alanowi. -Więc chodźmy. Alan chwycił worek, przerzucił go przez ramię. Ruszyli w stronę lasu. -To miło z twojej strony, że chciałeś mi pomóc- zaczęła Astrea, gdy znacznie oddalili się od obozowiska. Skinął głową. Chciał pomóc, lecz jeszcze bardziej chciał porozmawiać. Odkąd poznali prawdę o Astrei, nękały go przypuszczenia i pytania, na które wciąż nie miał odpowiedzi. W końcu zrozumiał, że jeśli chce dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co się z nim działo, musi porozmawiać z druidką. Druidką? A może czarownicą? Sam już nie był pewien… Wędrowali przez las. Słońce świeciło mocno, oświetlając poszycie snopami światła. Astrea przystawała co chwilę, przyglądając się roślinom. Czasami wyjmowała niewielki sierp i wprawnym ruchem podcinała łodygi. Nim spostrzegli, dotarli do niewielkiego strumienia. Dziewczyna usiadła przy brzegu, ściągnęła chodaki i z wyraźną ulgą wsunęła stopy do wody. -Dużo jeszcze tego zostało?- Alan nie wiedząc, jakie pytanie powinien zadać, wybrał to najprostsze. Wzruszyła ramionami. -Chyba niewiele, musisz jeszcze trochę mnie znieść. Musimy przejść przez potok, pomóż mi. Auu, uważaj na mój łokieć! -Przepraszam. Włożyła buty, władczym gestem podała mu rękę i przytrzymując się nawzajem przeszli przez wodę. Z powrotem zagłębili się w las. Astrea mrucząc coś pod nosem kontynuowała oględziny znalezionych roślin. -Wytłumacz mi, czy nie łatwiej byłoby użyć magii?- mruknął cicho Alan. -Nie potrzebuję wykorzystywać jej na każdym kroku. Zresztą, jak według ciebie powinnam to zrobić?- spojrzała na niego z wyzwaniem. „Magia łączy się z przyrodą, jeślibyś chciała, mogłabyś wsłuchać się w głos i energię lasu. Zamiast brodzić bez celu, spróbuj usłyszeć głosy roślin” miał powiedzieć. W porę zagryzł wargi. -Pojęcia nie mam… -Sam widzisz. Nie pouczaj mnie. Podała mu z powrotem torbę, wypchaną przywiędłymi ziołami. -Nie mogę wykorzystywać zaklęć na każdym kroku-podjęła z powrotem po chwili. Wbiła wzrok w czubki butów.- Każde zaklęcie pozbawia mnie części energii. Jej utrata bywa taka sama jak przy tradycyjnym wysiłku lub większa- na chwilę podniosła oczy.- Gdy nie umie się dobrze swojego Daru wykorzystywać. -Nie panujesz nad nim…- dodał bezbarwnym tonem Alan. Odwróciła się, skinęła głową. -Masz rację. Chłopak nagle stanął, gwałtownie chwycił dziewczynę za rękę. Druidka krzyknęła cicho, szarpnęła się. -Co ty… Urwała.
***
Słońce chyliło się ku zachodowi. Złote smugi znaczyły niebo, pomarańcz i krwista czerwień opadły na las. Pod koronami drzew stały dwie postacie. Jedną z nich był chłopak, chodzący tam i z powrotem, gestykulując gwałtownie. Drugą osobą była dziewczyna w potarganej tunice, skulona, ze spuszczona głową, trwająca w bezruchu i milcząca. Nagle drgnęła i spojrzała na niego. Na jej twarzy odmalowało się niedowierzanie. Chłopak przykląkł, wciąż jej coś tłumacząc. Dziewczyna wstała, zdecydowanym gestem odgarniając jasne włosy. Zaczęła masować skronie, starając się uspokoić. -Wierzysz mi? -Nie wiem. -Musisz! -Niczego nie muszę- odparła szybko, machnęła ręką. Chłopak stał bezradnie, wciąż trzymając torbę. Kilka liści wypadło na ziemię. -Nie mogę tego inaczej wytłumaczyć. Nie wiem, jak. Dziewczyna kopnęła ziemię, w powietrze wzleciał kurz. Zaklęła cicho. -Ja wiem jak. Chyba, ale to… przecież to szaleństwo. Posłuchaj- zmusiła go by usiadł. W jej oczach malowało się podniecenie.-Kobieta, do której zaprowadziła cię Mirrora… to czarodziejka. -Domyśliłem się… -Nie przerywaj mi. Nie teraz, ani się waż! To potężna magia, szalone zaklęcie, do którego potrzeba talentu i jeszcze więcej zdecydowania. Chłopak patrzył na nią pytającym wzrokiem. -To swego rodzaju modlitwa, błogosławieństwo. Wymaga wiele energii, zbyt słabi mogą umrzeć z wyczerpania. Nie pytaj, jak jej się to udało, nie mam pojęcia, ale… Alan, ona przekazała ci Dar… -Jaki Dar?- zapytał. Astrea ze świstem wciągnęła powietrze. -Talent! Dar magii, zdolności czarowania. Nie miałeś w sobie mocy, nie byłbyś w stanie użyć jakiekolwiek zaklęcia. A ona przekazała ci własny Dar! Oddała część swojej wiedzy… -To niemożliwe- warknął. Astrea uśmiechnęła się triumfująco. -I ty mówisz o rzeczach niemożliwych. -Ale jak to mogło się stać?- Alan potarł powieki, spojrzał w błękitne oczy dziewczyny. -To zaklęcie stosowane jest rzadko, jeśli w ogóle. Mistrz mógł przekazać uczniowi całą swoją wiedzę, by magia przetrwała. Przecież chwytano się wszystkich sposobów, by uchronić ją przed zapomnieniem. Księgi nie są jedynym źródłem wiedzy. Alan spuścił głowę w milczeniu. Astrea znowu zaczęła masować skronie. -Musisz wiedzieć- zaczęła po chwili- że jeśli przekazujesz komuś swoje umiejętności, ty je tracisz. To rzecz, której nie da się powielić. Dlatego decyzja o takim rozwiązaniu jest poważna. Musiała być bardzo zdesperowana… -Co masz na myśli? -Sam mówiłeś, że była wyczerpana. Przy życiu trzymała ją tylko siła woli. Nie miała wystarczająco energii by przekazać ci wszystko. Otrzymałeś tylko część wiedzy, poszczególne zaklęcia, jakie zdecydowała się przekazać. Być może większość jest uśpiona i tkwi w zakamarkach twojego umysłu do czasu, gdy okażą się potrzebne. -Nawet nie wiem, ile potrafię- westchnął ciężko. Prawda okazała się gorsza niż przypuszczał.-Tylko, że to i tak nic mi nie da. Uniosła pytająco brwi. -Ja nie potrafię wykorzystywać zaklęć-odparł z goryczą.- Nie radzę sobie z tym. -Po prostu nie umiesz wykorzystywać swojej energii i mocy-uśmiechnęła się z rozbawieniem- Jak każdy na początku. Nie masz nad tym żywiołem żadnej kontroli. Teraz posiadłeś Dar, znasz zaklęcia. Ale posługiwać się nimi, musisz nauczyć się sam-zawahała się na moment. Po chwili dodała, uważnie dobierając słowa- Może uda mi się choć trochę ci pomóc. Alan ukradkiem odetchnął z ulgą. Ciężar, jaki czuł jakby nieco zmalał. Nagle drgnął. -Jest jeszcze coś. -Tak?- westchnęła. Wyciągnął z kieszeni meteoryt. Przyjrzała mu się nieufnie, wzięła do dłoni. Popatrzyła na niego zdziwiona. Alan uśmiechnął się kwaśno. I powoli opowiedział jej swoją historię. O portalach, o innym świecie. O wszystkim, czego jeszcze nie wiedziała. Słońce zupełnie zniknęło za linią horyzontu. -Dziwny z ciebie chłopak- powiedziała, gdy skończył.-Tak jak ten kamyk. Parsknął niewesoło, spojrzał w górę. Przez zielone sklepienie przedzierały się granatowe skrawki nieba. -Nagle mam przy sobie rzeczy, których nie chcę, staję się kimś innym, umiem to, czego właściwie nie potrafię-powiedział na głos.-To idiotyczne, prawda? -Całkiem możliwe- dziewczyna zamrużyła niebieskie oczy. Wstała, położyła mu rękę na ramieniu. Nie powstrzymała jej drżenia.- Ale nie martw się o to. Powiesz im? Ray. Mirle. Powinien. Choć nie wiedział, jak zareagują. Będzie musiał opowiedzieć im historię jeszcze raz. Jeszcze raz to przeżyć. Na szczęście, po raz ostatni. Więcej tajemnic nie miał. -Powiem im. Nie mogę tego zataić. Usłyszał westchnienie. -To chyba dobry wybór. Wymamrotała zaklęcie pod nosem. Z jej rąk strzelił biały płomień, płynący w powietrzu kilka kroków przed nimi. Dotarli na polanę. Czekała ich długa noc.
***
Ray otarł pot z czoła, zwalił się na ziemię. Jego pierś unosiła się pod wpływem głębokich wdechów i wydechów. Alan usiadł obok niego,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Czapla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…