Współlokatorzy r.1
Krystian dziedziczy w spadku, dom po swoim niedawno zmarłym dziadku. Haczyk jest jednak w tym, że nie dostaje całego domu, ale tylko połowę- drugą część dostaje... wampir?!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czarna Audycja
by Dacara
"Witajcie. To właśnie ja, posłaniec prosto z piekła bram..."
Głos płynął z głośnika gładko i bez przeszkód, zaskakujące przy takim niewielkim i tanim odbiorniku. Właściwie samo radio wyglądało jakby miało się za chwilę rozsypać, a mimo to dźwięk był krystalicznie czysty, bez jakichkolwiek zakłóceń. Chłopak stał po kostki w wodzie w ciemnej ponurej piwnicy domu swojego dziadka, który jednak teraz stał całkowicie pusty. Tak, jego dziadek umarł. Wczoraj odbył się pogrzeb, na który zjechała się cała rodzina- stado sępów mających nadzieję na jakiś spadek po staruszku którego ignorowali za życia, a pokochali po śmierci. Mało, który z nich kiedykolwiek odwiedził dziadka, więc rozczarowaniom nie było końca gdy uświadomili sobie, że duży dom który pozostawił po sobie nie był willą której oczekiwali, a sypiącą się ruiną. Oczywiście nie było nawet mowy o tym, by ktoś z nich przenocował w zrujnowanym domu zanim testament zostanie jutro odczytany, wszyscy woleli ulokować się w hotelu w nieodległym miasteczku. W taki więc to sposób on tutaj wylądował. Ktoś przecież musiał pilnować domu, który mimo, że zapuszczony i zdezelowany, mógł przecież zawierać w sobie jakieś cenne przedmioty, które łatwo mogły stać się łupem włamywaczy. Jego ... rodzice zgodzili się z resztą hien, bo czemu nie. On jako jedyny wiedział mniej więcej gdzie co znajduje się w domu który odwiedzał dość często za życia dziadka. Jego rodzice... właściwie jego matka i ojczym, za którego wyszła ponownie za mąż po tym jak ojciec umarł na raka, nie dogadywał się z nimi zbyt dobrze. Dokładnie rzecz biorąc wolał wcale z nimi nie rozmawiać, było to zbyt męczące- po każdych pięciu minutach spędzonych z nimi czuł się jak swoje własne zwłoki. Czyli nie najlepiej. Najczęściej więc przebywał u dziadka, gdy nie mógł już wytrzymać w domu. Nie było to aż tak daleko, bo tylko godzina drogi autobusem, a i rodzice ni oponowali za bardzo, wiedząc gdzie jest. Staruszek nie miał nic przeciwko jego odwiedzinom, wręcz przeciwnie, cieszył się za każdym razem gdy wnuk przyjeżdżał do niego. Po kilku wizytach chłopak znał już cały rozkład domu- dziadek nie był osobą skrytą, nie miał nic przeciwko temu by jego wnuk myszkował po zakurzonych kątach. Większość pokoi zresztą była nieużywana. Staruszek zajmował jedną sypialnię, druga była uporządkowana dla chłopca i do tego tylko kuchnia, łazienka i mały salon. Wszystkie te pomieszczenia znajdowały się na parterze, piętro i strych były całkowicie opuszczone- w pełni umeblowane, ale wszystko przykryte było materiałem i folią, by chronić meble przed zniszczeniem. Tak więc, mimo iż dziadek pozwalał mu robić co tylko chce, czy to na parterze, czy wyższych piętrach, postawił jedną żelazną zasadę: nie wolno mu było schodzić do piwnicy. Starzec tłumaczył to tym, że schody prowadzące na dół są stare i mogą się w każdej chwili zapaść i przez pewien czas chłopak mu wierzył. Nic dziwnego, nikt nie chciałby ryzykować upadku z takiej wysokości. Chłopak wierzył dziadkowi do czasu, gdy zobaczył jak pewnego wieczora staruszek wychodzi z piwnicy niosąc ze sobą latarkę i jakieś pudło. Nie wspomniał o tym dziadkowi, ale zaczął przyglądać się uważniej jego poczynaniom. Po kilku tygodniach był pewien-dziadek schodził do piwnicy co najmniej raz w tygodniu. Czyli ze schodami było wszystko ok, ale po złożeniu obietnicy wolał jej nie łamać. Tak, ale obietnic dotrzymuje się żywym, nie zmarłym. Więc gdy tylko drzwi zatrzasnęły się z hukiem za ostatnim z członków rodziny, złapał latarkę i zszedł na dół.
Schody trzeszczały i skrzypiały niepokojąco, gdy powoli schodził do piwnicy, starając się iść jak najbliżej ściany, gdzie deski powinny być najmocniejsze. Gdy dotarł na dół zagwizdał ze zdziwienia: piwnica była ogromna, z pewnością większa niż podstawa domu, musiała więc ciągnąć się również pod częścią podwórka. Zagracona po dość wysoki sufit przestrzeń z pewnością robiła wrażenie. Wszystko pokryte było grubą warstwą kurzu, a pajęczyny zwisały z sufitu tworząc groteskowy baldachim. Większość pomieszczenia zajmowały wysokie rzędy pudeł, które tworzyły skomplikowany labirynt w którym bez problemu można by się zgubić. Nieliczne kartony stały pomiędzy rzędami i jako jedyne nie były aż tak mocno zakurzone. Widać to właśnie je oglądał starzec. Chłopak ostrożnie podszedł do najbliższego z nich, uważając by nie potrącić żadnego z ustawionych pudeł- mogły go bardzo łatwo przysypać, i zajrzał do środka. Było całkowicie wypełnione starymi pożółkłymi gazetami z których większość była tak zawilgocona, że papier rwał się gdy tylko się go dotknęło. Wstał otrzepując ręce i ruszył dalej. Co chwile przystawał przy kolejnych pudłach- w większości z nich znajdowały się stare gazety bądź dokumenty, ale znalazł również ubrania, butelki z czymś co wyglądało jak kwas jakiegoś rodzaju i kilka przedmiotów, których nie umiał nawet zidentyfikować. Po jakimś czasie przestał przeszukiwać kartony, a tylko chodził pomiędzy rzędami, szukając czegoś co zwróciłoby jego uwagę. Nagle zauważył wąską szparę między dwoma szeregami masywnych pudeł. Poświecił do środka latarką, a kiedy zobaczył, że ciągnie się pomiędzy nimi tunel, z wahaniem wcisnął się do środka. Po jakichś pięciu metrach tunel doszedł do ściany, ale gdy chłopak oświetlił ją latarką zauważył w niej wąskie drzwi. Były zrobione z ciemnego drewna, a metalowa klamka błyszczała lekko w świetle padającym z latarki, odbijając w swojej powierzchni jego twarz. Nacisnął ją lekko i pchnął drzwi które otworzyły się cichym jękiem zawiasów, ukazując niewielkie pomieszczenie, skąpane w bladym blasku. Zrobił krok do przodu, ale zatrzymał się, gdy usłyszał plusk wody. Poświecił na podłogę i zobaczył, że jest cała zalana. Stąpając ostrożnie mimo wszystko wszedł do środka i rozejrzał się uważnie po małym pokoju. Nie miał więcej jak dziewięć metrów kwadratowych, otoczony kamiennymi ścianami po których spływały drobne kropelki lodowato zimnej wody. Chłopak uniósł głowę i zobaczył, że na środku sufitu znajduje się kwadratowy otwór, a gdy przyjrzał się uważniej zdał sobie sprawę, że na jego drugim końcu widzi... nocne niebo. To właśnie z tego otworu do pokoju wpływało księżycowy blask. W jednym z rogów pomieszczenia stało poobijane drewniane krzesło na którym leżał jakiś czarny przedmiot. Gdy wziął go do ręki i oświetlił latarką, zobaczył, że jest to małe radio. Bez wahania włączył je, nie spodziewając się, że będzie działać. Ale działało. Usłyszał szum, więc przełożył latarkę do zębów i zaczął powoli przekręcać gałką, szukając jakichś stacji. Kilka razy zdawało mu się, że słyszał coś, co mogło być muzyką, ale sygnał był zbyt słaby i rozpływał się w eterze nie dając się ustawić. Gdy miał już zrezygnować radio zaskrzeczało głośno i chłopak usłyszał:
"Witajcie. To właśnie ja, posłaniec prosto z piekła bram..."
Głos płynął z głośników gładko i bez przeszkód, zaskakujące przy takim niewielkim odbiorniku. Właściwie samo radio wyglądało jakby miało się za chwilę rozsypać, a mimo to dźwięk był krystalicznie czysty, bez jakichkolwiek zakłóceń. Do tego ten głos... zdecydowanie męski, ale z pewnością należał raczej do chłopaka niż mężczyzny. "Więc znów nastała północ. Kłaniam się wszystkim którzy mnie znają i witam w naszym małym gronie tych, którzy dopiero dołączyli do naszej... wieczności." Zawiesił na chwilę głos zanim wypowiedział ostatnie słowo, tak jakby dawał do zrozumienia, że ukryty jest w nim jakiś żart lub podwójne znaczenie. " Dla nowych: miło mi, możecie mi mówić Mort. Jestem waszym dużo starszym kolegą, ale nie pytajcie kiedy dołączyłem do naszej grupy. I tak wam nie powiem." Roześmiał się delikatnie, ale w taki sposób, że chłopakowi włoski na karku stanęły dęba. " Teraz kilka rzeczy o których warto pamiętać... Jak pewnie wszyscy dobrze wiedzą przed chwilą zaczął się osiemnasty grudnia więc za dwa dni odbędzie się Yule. Jest to co prawda tylko mniejszy sabat, ale wiedźmy zazwyczaj są przed nim bardzo przewrażliwione, więc radzę nie podchodzić do grup kobiet zgromadzonych wokół płonących kłód. Może się to skończyć bardzo nieciekawą klątwą. " Znów w powietrzu poniósł się dźwięczny śmiech, ale który bardziej od dzwonienia dzwonków przypominał podzwanianie ostrych noży. " Nowicjuszom radzę również by…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dacara
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…