Wspomnienie
Wakacyjne wspomnienie ku przyjaciołom
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zwykłem nie przywiązywać większej wartości do wydarzeń, które odwzorowały się w historii mego istnienia. Ludzie mrugają, a tym samym przed ich powiekami przelatują ulotne chwilę i doznania, których doświadczyli w trakcie swojego życia. To wszystko co było, co przeminęło jest już za nami i choć składniowo buduję nas samych na dzień dzisiejszy, tworzy też iluzoryczną osłonę trwałości. Stara się odciągnąć nas od ponurej rzeczywistości i utwierdzić w przekonaniu iż kruchość, którą nacechowane jest nasze życie i obecna chwila, to tylko pozory… Pomimo własnych nihilistycznych poglądów, które skupiają się na tym co jest tu i teraz, nie wyobrażam sobie przebiegu tej pracy bez odniesienia do wspomnieć dotyczących obozu.
Rzekło by się obóz obozem i nic w tym nadzwyczajnego, jedziesz, egzystujesz, wracasz i dopisujesz znajomych do listy na Naszej – Klasie… Pohańbieniem majestatyczności tego miejsca, było by nazwanie Stanicy Gościraj, zwykłym i przeciętnym miejscem. Organizowanych jest wiele obozów, ale mało który dorównuje swymi atutami samemu Gościrajowi. Można pokusić się o stwierdzenie, iż jest to magiczne miejsce… i wcale nie mówię tu o latających wróżkach dobrej nadziei czy też brodatych krasnalach. Dla mnie samego obóz ten jest czymś w rodzaju odskoczni od rzeczywistości, nieczęsto bowiem zdarza się iż mizantrop mego pokroju angażuje się w kółka wzajemnej adoracji, zwane potocznie koleżeństwem. W tym roku pojawiłem się tam nie pierwszy raz, tak więc i nacechowanie emocjonalne, jest teraz pełniejsze i bardziej stabilne. Mógłbym opowiadać o wcześniejszym turnusie, w którym to poznałem ciekawych ludzi, ale założeniem tej pracy są obecne wakacje tym samym do nich będę się odnosił.
Już dzień samego wyjazdu był dla mnie wielkim przeżyciem, budząc się rano spojrzałem przed siebie… za oknem malował się pochmurny scenariusz nadchodzącego dnia, a przez głowę przebiegały wspomnienia z poprzedniego roku, nie mniej ważne bo odnoszące się do osoby, która stała się światłem mego życia i którą poznałem właśnie TAM. Wciąż lekko przyćmiony wyskrobałem się z łóżka, w celu zaparzenia porannej kawy – energii do życia. W między czasie ubierając się i korzystając z porannego obowiązku zachowania higieny osobistej. Mijały mozolne minuty a reszta rodziny, rozpoczęła swój dzień. Po dłuższej chwili, zmierzałem już w miejsce zbiórki, a właściwie rzecz biorąc to zmierzaliśmy.
Na miejscu pierwsze wpatrzone we mnie ślepia, należały do Przemka, który to nie czekając na entuzjastyczne powitanie z mojej strony, podszedł jako pierwszy podając rękę i lekko niewyspany wymruczał z siebie „siema”. Dzień wyjazdu był ważny dla nas obu, jak i oboje przeżywaliśmy go wewnętrznie, jednakże wczesna godzina sprawiała iż nie dawaliśmy tego po sobie poznać. Nie zdążyliśmy nawet wymienić się szczegółami początków tego dnia, gdy to po drugiej stronie ulicy zaczęła rysować się mordka „Dźi’ego”, którego uśmiech witał się z nami. Do zapalczywie pojawiających się przed czasem nigdy nie należeliśmy, więc niebawem siedzieliśmy już na tyle autokaru. W składzie od okna: ja, Dźi i Przemek… wyż intelektualny całego tyłu, zaniżał tylko młody, potocznie zwany moim bratem… Wraz z rozruchem silnika rozpoczęliśmy dysputę odnośnie ubiegłego roku, szkoły, wakacji jak i tematu nieuniknionego w gronie dwojga ateistów i agnostyka, religii, przy której to swobodnie mijała nam podróż.
Dojeżdżając już godziliśmy się z myślą bezinteresownej pomocy młodszym przy noszeniu bagaży, jak i ja utożsamiałem się z wizją Cinkiej, która to roku zeszłego upomniała mnie. Cóż nie ma się czemu dziwić, jednostką usilnie społeczną nigdy nie byłem, miała prawo zareagować na moją zabawę piłką, gdy to młodsi wiekiem nosili bagaże przewyższające ich samych. W uszach wręcz dźwięczało mi nacechowane „chłopcze…” zwrot, którym zwróciła się do mnie, kto by dziś podejrzewał Joannę o nadużywanie słownictwa tak pobieżnego. Tym samym zastanawiałem się czy w ogóle mnie pozna, po ścięciu włosów i zapuszczeniu ich u dołu twarzy. Rozmyślania przerwała mi miła niespodzianka, autokary skręciły bezpośrednio do obozu tak więc i ja byłem zwolniony od narzuconego z góry trudu, wszak nie po to mam wakacje by robić za wielbłąda. Zbiórka na boisku i postać Komendantki, nie ma słów które opiszą to jak brakowało mi tego miejsca przez cały rok. Przepełniony swego rodzaju radością, stałem obok Dźiego i Przemka, vizavi „Szefowej”. Przypadkowe ustawienie i wcześniejsze kontakty Dźiego, zaowocowały zapoznaniem się z Kajlem i Jurgenem, z którymi to trafiło się do jednego domku.
Można by opisywać całe dwa tygodnie dzień po dniu, ale skoro praca ta należy do mnie spodziewać się tego nie można. Wybiórczo opiszę zdarzenia, które miały jakiś głębszy sens dla mnie samego, z reguły jednak będę uogólniał. Czas leci a ja nie zamierzam przegapić dwóch odcinków Housa, tak więc i odbije się to na obszerności tej pracy.
Czas płynął błogo, w atmosferze która normalnie by mnie przerażała. Nie wyobrażam sobie abym pełen optymizmu podchodził do życia przez 356 dni w roku. Z każdym dniem, więź między nami zaciskała się. Właściwie kto to był ci MY? Wypadało by chociaż podać imiona, gdy nie jestem
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arcadio
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…