Wychodzenie z depresji dla opornych, cz.3 - Cisza
Ostatni fragment opowieści o Ewie, depresyjnej studentce, która, szczerze mówiąc, trochę histeryzuje.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:times} {b} Rozdział 3 Cisza i wiatr {/b}
Oddychała czerwonymi ścianami. Oddychała reprodukcją „Wasserschlengen” Klimta. Oddychała wszystkim, co było jej pokojem. Oddychała zapachem farby akrylowej. Oddychała spokojnym, zduszonym bólem kryjącym się w jej płucach, a może nawet w sercu. Ciężko zlokalizować nierealny ból. Mimo że ból nie był wynikiem żadnego schorzenia, tylko piętnem na jej wrażliwości, był nie do zniesienia. Nie był prawdziwy, ale bolał jak każdy inny ból. Wrażenie, że nic na nią nie czeka narastało. Było jak skłębiony, ciemny dym wypełniający jej czaszkę. Nie wiedziała, skąd bierze się siłę w takim wypadku. Może nikt tego nie wiedział, bo wszyscy polegli. Może nie da się wyjść z tego stanu, nigdy, nawet sprzedając duszę diabłu. Chciała skoczyć, ale nie miała skąd. Chciała uciec, lecz nie miała dokąd. To był jej azyl. Chciała już wrócić do domu. Tylko że była w domu. Jak się powstrzymać? Jak miała zacząć? Gdyby ktoś jej pokazał, jak zacząć, może wyszłaby z cienia. Może znalazłaby drogę na zewnątrz. Męczyło ją już nawet to, że nie wie, gdzie jest ta droga. Nie chciała wracać do życia i w szczególności do ludzi, ale co czekało ją tutaj, w najwyższej wieży w królestwie? Taki sam strach, jak poza nią. Jak tworzą się zmiany? Czy da się jeszcze zmienić wrak w nowy jacht? Da się nim potem wypłynąć na głęboką wodę? Za bardzo bała się to sprawdzić. Musiało zostać, jak jest. Do końca swego martwego istnienia będzie siedzieć w tej wieży. Poza wieżą czekało wielkie niebezpieczeństwo. Zapewne zasłużyła na to wszystko. Gdyby była jak normalni ludzie, ufna i chętna do podejmowania ryzyka, głupia i odważna, nie musiałaby się chować przed wszystkim. Gdyby umiała się zmienić. Gdyby potrafiła działać, a nie myśleć. Zapieczętowana na zawsze księżniczka w wieży zbudowanej z obaw. Bez księcia. Bez konia. Bez złej macochy. Bez długich włosów. Bez drogi ucieczki. Tylko ona i jej umysł, zamglony smutkiem. Chciała już zapomnieć, co znaczy istnieć. To ja, Ewa, księżniczka w swoim świecie łez. Dajcie mi wreszcie spocząć.
Przy obiedzie nikt się nie odzywał. Wszyscy członkowie rodziny siorbali cicho swoje zupy i dźgali namiętnie mięso. Nakładali sobie buraczków i ogórków na talerze. Napawali się tą chwilą dnia, gdy mogli zjeść coś ciepłego. To coś, na co warto czekać przez pół dnia. Ewa też cicho konsumowała zupy i buraczki. Nie dokańczała dań, ale starała się przystosować. Rodzice nie zrobili jej nic złego, nie miała zamiaru buntować się nawet przeciwko obiadowi. Chęć przeszła jej już dawno. Lepiej pogodzić się ze wszystkim, co ją czeka. Rodzice będą decydować, a ona się przystosuje. Ewa nigdy nie poddała się w tak znacznym stopniu. Nie zależało jej już nawet na byciu człowiekiem. Czy to wszystko przez jakiegoś frajera, który się do niej przystawiał? Ewa twierdziła, że ta sytuacja pozwoliła jej coś sobie uświadomić. Nie będzie pasować. Nigdy. Nie będzie ufać. Ktoś zadzwonił do bramki. Ewa zupełnie nie zwróciła uwagi. Zabrała swój talerz i odniosła go do kuchni. Potem weszła po schodach na piętro i zamknęła się w swoim pokoju. Jestem spokojna, powtarzała sobie. Nic mnie już nie złamie. Nic tu nie dociera, więc jestem bezpieczna. Usłyszała, jak mama woła ją, aby zeszła na dół. Ewa otworzyła drzwi i podeszła do schodów. - O co chodzi? - zapytała, próbując zobaczyć, co się dzieje na dole. - Jacyś panowie przyszli i mówią, że się znacie – wyjaśniła jej mama. W jej korytarzu stał pan Tomasz, a zaraz za nim jego syn. Patrzyli w górę, na Ewę, a Ewa była tylko zszokowana. Pan Tomasz uśmiechnął się życzliwie. - Antek stwierdził, że powinniśmy cię odwiedzić. - Nie zwalaj tego na mnie – wypierał się Antek. - Przepraszamy panią za najście – zwrócił się do mamy Ewy – Jednak chcieliśmy porozmawiać z pani córką. Mam wrażenie, że musimy ją błagać o wybaczenie. Znaczy on musi, mój ojciec. Mama Ewy popatrzyła krzywo na pana Tomasza, a potem zwróciła się do Ewy: - Poradzisz sobie? Dziewczyna z lekkim dyskomfortem przytaknęła, po czym zniknęła w czeluściach piętrowego korytarza. - Mamy za nią iść? - zapytał Antoniego pan Tomasz. - Ja nie wiem takich rzeczy. - Jej pokój jest na końcu korytarza – podpowiedział ojciec Ewy, który do tej pory tylko podsłuchiwał. Antek i pan Tomasz zaczęli wdrapywać się po schodach. - Nie jesteś przypadkiem tym dupkiem, który napadł moją córkę, prawda? - Te słowa ojciec Ewy skierował do Antka. - Jeżeli jesteś, słowo „dupek” zostało użyte grzecznościowo i coś może potem utknąć ci w tyłku. Antoni zrozumiał zagrożenie i kategorycznie zaprzeczył, jakoby był tym napadającym dupkiem. Pan Tomasz postanowił zignorować sprawę, gdyż nie do końca go dotyczyła. Wolał nie zadzierać z większymi od siebie mężczyznami, szczególnie takimi, którzy wyglądają jak drwale. Nie ci hipsterscy, w dodatku. Drzwi pokoju Ewy były uchylone. Pan Tomasz wszedł pierwszy i stanął w przejściu, więc Antoni tylko zaglądał mu przez ramię, nie było mu dane bowiem oglądać pokoju Ewy. Dziewczyna siedziała na swoim łóżku, przeglądając coś na laptopie. - Ewo – zaczął pan Tomasz, skruszony i zażenowany – Chciałem cię bardzo przeprosić za to, w jaki sposób cię potraktowałem. Byłem ignorantem, nadopiekuńczym w dodatku. Chciałem ci pomóc, ale wychodzi na to, że tylko ci szkodziłem. Nadwyrężyłem twoje zaufanie. - Nie ma sprawy – odpowiedziała Ewa głosem pełnym pustki. - To znaczy, że mi wybaczasz? - Jeśli tego pan chce. Miło było panów zobaczyć. Teraz przepraszam, mam parę rzeczy do zrobienia. Ewa nie odrywała wzroku od ekranu laptopa. Bała się, że jeśli to zrobi, może rozsypać się na milion kawałeczków. Pan Tomasz odwrócił się do syna, zrezygnowany. - Zniknęła – stwierdził. Antek położył mu rękę na ramieniu. - Może ja z nią porozmawiam – zaproponował, wyganiając ojca z pokoju. - Poczekaj na dole. Pan Tomasz posłuchał, a Antoni wreszcie znalazł się w prawowitym wnętrzu pomieszczenia. Obejrzał je szybko z ciekawością. - Twój pokój jest bardzo... twój – stwierdził wreszcie. Wydawało mu się to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SirPotworny
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…