Wyrok Akt II
Opowiadanie kryminalne cz 2.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dom Henrego Lewa był typowym domem w dzielnicy willowej Los Angeles. Duże okna przyciemniane od strony ulicy nadawały dodatkowo uroku a zadbany ogród z przystrzyżoną równo trawą oznaczał, że właściciel lubił porządek. Przed posesją stał zaparkowany Jaguar, który był koloru niebieskiego a na jego masce odbijało się gwieździste niebo. W środku standard jak to w Jaguarze siedzenia skórzane a na desce rozdzielczej mahoniowe drewno zdobiło wykończenia. Nic nie wskazywało na to że ta sielanka spokoju może się skończyć a cień Johna przemknął na masce. W samochodzie zobaczył niedbale porzuconą damską torebkę.
-Do licha pomyślał John. Alice mówiła, że o tej porze Henry powinien być w domu i nie mieć towarzystwa a zatem skąd wzięła się ta torebka...? No nic zadanie to zadanie a wyrok wyrokiem musi być wykonany. W sumie zlecenie obejmowało tylko osobę Henrego zresztą to delikatna sprawa tym bardziej śmierć ma wyglądać na samobójczą. Trzeba rozejrzeć się z kim Henry jest i czy aby nie jest to ktoś z rodziny.
John prześliznął się do okna by przyjrzeć się bliżej wnętrzu. Przez okno widać było marmurowe podłogi i przy lustrze zapalone świece. Sądząc po świecach właściciel musiał niedawno je zapalić gdyż około jednej trzeciej dopiero mogło być wypalone. Obok stała napoczęta butelka szampana Don Perignon i dwa kryształowe kielichy. Na jednym z nich był widoczny ślad czerwonej szminki. To tylko upewniło Johona, że oprócz właściciela jest jeszcze kobieta ale co robi i kto to nie można się było domyślić. Niestety nie było widać nikogo z domowników a zatem należało zakradnąć się do domu bezszelestnie i w razie natknięcia zabić świadków.
Wyciągnął z kabury Glocka i przykręcał powoli z wyczuciem tłumik czując znów przyjemne zimno płynące z uchwytu. Pięć kroków i już był pod drzwiami jednocześnie wyciągnął magnetyczną kartę, która była od Alice do domu. Już miał chwycić za klamkę gdy się cofnął bo auto sąsiadów zapaliło światła. Schował się szybko w pobliskich zaroślach i z ulgą odetchnął. Jeszcze raz przemyślał zaistniałą sytuację i uświadomił sobie, że nie ma założonych rękawiczek.
- Do diabła o mały włos i mógłbym zostawić odciski palców. Nałożył je szybko na dłonie i znów udał się pod drzwi tym razem delikatnie złapał za klamkę i już miał przyłożyć kartę do czytnika ale drzwi ustąpiły samoczynnie. –Hm... widocznie nie zamknęli ich wchodząc. Powoli zaczął uchylać drzwi i światło domu powoli rozświetlało ciemność nocy a oczy Johna bacznie obserwowały czy aby nikt nie zauważył jego obecności. Czuć było wonne olejki unoszące się w powietrzu i chłód włączonej klimatyzacji. W tym momencie nadjechało auto pobliską drogą więc szybko z wyczuciem zamknął za sobą drzwi.
–Jestem... pomyślał i powoli posuwał się do środka domostwa. Dom w środku był jeszcze bardziej okazały niż wyglądał z zewnątrz. Przepych i wykończenie świadczyły o tym, że właściciel musiał należeć do klasy wyższej i wydanie paru tysięcy dolarów na stylowe meble nie stanowiły problemu. Na marmurze od drzwi wejściowych zapraszał stylowy biały dywan być może Indyjski, wyprodukowany z super drogiego kaszmiru o niespotykanej urodzie. I znów się musiał cofnąć John wytarł buty o leżącą przy drzwiach wycieraczkę by nie zostawić śladów swojej obecności. W pokoju gościnnym nikogo nie było również w widzianym przez okno pokoju panowała cisza tylko czuć było słodkawy aromat szampana wydobywający się z obu kielichów. W kolejnym pokoju stał duży zielony stół bilardowy a w innym ponad 60 calowy telewizor marki Sony z kinem domowym a przed nim znajdowała się pusta kanapa. Tu również nikogo nie było. John już miał się wracać gdy nagle usłyszał cichą muzykę płynącą z jakiegoś wyższego poziomu. Faktycznie dom był na tyle pokaźny więc i musi posiadać poddasze i sypialnię, której jeszcze nie udało mu się zlokalizować.
Podążał za muzyką, która jak po nitce do kłębka doprowadzała go do swojej dzisiejszej zwierzyny. Zaraz też po prawej stronie dostrzegł schody wyściełane czerwonym dywanem z drewnianą ręcznie rzeźbioną poręczą. Na ścianach wisiały duże w złotych ramach portrety przedstawiające groźnie wyglądające sylwetki mężczyzn i kobiet w podeszłym wieku. Ale w tym momencie nie zwracał na to zbyt wielkiej uwagi delikatnie stawiał kroki by zbyt dużym hałasem nie ujawnić swojej obecności pozbawiając się tym samym efektu zaskoczenia. Pamiętał jak w początkach swojej pracy zawodowego Kilera wybił zabezpieczone alarmem okno i musiał ratować się ucieczką przed kulami ochraniarzy bosa mafii, którego miał zabić strzałem w głowę. Lata w zawodzie nauczyły Johna zapamiętałej ostrożności i umiejętności wyjścia nawet z najgorszej sytuacji a widok zmasakrowanych zwłok swoich ofiar już nie robiły na nim żadnego wrażenia. Obecnie sytuacja była o tyle łatwiejsza, gdyż jego ofiara nie spodziewała się ataku na swoje życie a tym samym umiejętność posługiwania się szybko bronią nie należała do naturalnych umiejętności przeciętnego Amerykanina. No chyba, że wcześniej był jednym z Marines w U.S. Army ale w tym przypadku, to był przedsiębiorca, który całe życie skupiał się na pomnażaniu majątku.
Wreszcie John wszedł po schodach na piętro i znów ujrzał kilka drzwi pomiędzy którymi wisiały lustra oświetlone słabym światłem lampek podwieszanych. Jedne z drzwi były uchylone. Podchodząc bliżej do drzwi muzyka stawała się coraz głośniejsza i można było usłyszeć romantyczną balladę Barego Witha.
-No tak coś mi tu mówi że to jakaś schadzka... pomyślał morderca. Nie mylił się w szparze przez drzwi zobaczył parę, kobietę w wieku około 20 lat która pół naga siedziała na o przynajmniej drugie raz tyle starszym mężczyźnie. John znał tą twarz widział ją na fotografii danej mu od Alice by wiedział kim jest jego cel. Para zachowywała się dosyć głośnie co ułatwiło Johnowi pozostaniu w ukryciu a tym samym przemyśleniu sposobu zabicia ofiary. Nie chciał dodatkowego mordu ale w tej sytuacji nie miał innego wyboru. Tym bardziej, że nigdy nie pozostawiał potencjalnych światków swojej roboty.
-Henry był w siódmym niebie. Jego zmysły płonęły czując…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil erni77
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…