Wróć do katalogu

Wyścig psa

Warszawa w przeddzień letniego przesilenia i zauroczenie w przeddzień upadku nadziei. Z męskiej perspektywy.

Dick S., opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1

Ciężkie, rozpalone słońce – niesione jakimś niewytłumaczalnym zewem przyrody i czasu – konsekwetnie zmierzało w kierunku zwrotnika raka. Deszczowy maj niezauważalnie przemienił się w deszczowy początek czerwca, który wreszcie ewoluował w upalny drugi tydzień tegoż ciepłego zazwyczaj miesiąca. Korzystała z pierwszych uroków lata zażywając kąpieli słonecznej w ogrodzie. Zasnęła na drewnianym leżaku. Chwilę wcześniej czytała książkę. Jadła truskawki. Widziałem wszystko. Byłem poglądającym ją dzieciakiem, siedzącym na gałęzi starego drzewa rosnącego po drugiej stronie płotu. Innym razem spocząłem na kamieniu, obserwując jak rowerem przemierza asfaltową szosę ciągnącą się pomiędzy złocistymi połaciami pól pszenicy. Podążyłem za nią. Jechała do miasteczka na targ sprzedawać niesamowicie piękne i dojrzałe owoce ze swojego ogrodu. Niewiele jednak zarobiła, gdyż co i raz po prostu częstowała nimi bose sieroty. Wreszcie ruszyła w drogę powrotną. Gdy znikła w dole ulicy, targ stał się miejscem absolutnie smutnym. Ludzie przekrzykiwali się, na ziemię spadały odrąbywane wielkimi tasakami rybie łby, a dzieci, przed chwilą jeszcze szczęśliwe i najedzone, nagle pokrył jakiś ohydny osad biednej, małomiasteczkowej codzienności. Ciężkie, rozpalone słońce – niesione jakimś niewytłumaczalnym zewem przyrody i czasu – konsekwetnie zmierzało w kierunku zwrotnika raka. Mieszkańcy Warszawy wreszcie dostali to, na co czekali przez wiele szarych, smutnych, zimowych miesięcy i przez pierwsze tygodnie niezbyt udanej, chłodnej kalendarzowej wiosny. Było ciepło i bezchmurnie. W końcu mogli porzucić palta, kurtki, kozaki i kamasze. Starzy i młodzi, studentki i robotnicy, miejscowi i przyjezdni – wszyscy rozpoczęli entuzjastyczny szturm na ulice, parki i skwery. Właściciele kawiarni i piwiarni w pośpiechu wystawiali przed swoje lokale stoliki, krzesełka i parasole. Rynek Starego Miasta, okolice Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu – lada moment każdy obywatel stolicy będzie mógł napić się czarnej kawy czy złocistego piwa oddychając miejskim powietrzem czy podziwiając – zależnie od upodobań – fasady kamienic lub nogi przechodzących ulicami dziewcząt, z których każda była jakby nośnikiem cząstki warszawskiej wiosny. Jakiż to młody mężczyzna oparłby się pokusie zamówienia szklanki chłodnego napoju i rozgoszczenia się przy jednym ze stolików tuż obok bramy warszawskiego uniwerstetu, przez którą przelewały się tłumy młodych dam. Niektóre kroczyły dumnie, świadome swojego uroku. Inne wręcz sennie płynęły po chodniku, tak jakby dryfowały – rozmarzone i uroczo bezmyślne - po falach odświeżającego, wiosennego powietrza. Były też te zdenerwowane, pędzące, potrącające nieumyślnie przechodniów – najwyraźniej wiosna nie była wystarczającym powodem do radości dla studentek, które myślami były już przy czerwcowej sesji egzaminacyjnej. Nie ogarnęło ich wiosenne rozprężenie, nie maszerowały ani Marszałkowską ani Alejami Ujazdowskimi razem z kołyszącym się w rytm wiosny tłumem, nie korzystały z uroków Łazienek czy parku Skaryszewskiego. Choć kto wie, może tylko pędziły na wykład lub do biblioteki – a po południu wyjdą do czekających na nie adoratorów, którzy po zerwaniu się z zajęć i wypiciu z kolegami kilku piw gdzieś na łonie natury poczują, że wiosna bez pięknej kobiety u boku nie będzie prawdziwą wiosną. Ciężkie słońce chyliło się ku zachodowi, a ja obudziłem się na kanapie w swoim mieszkaniu. Bolała mnie głowa, bolały mnie plecy, przez dłuższą chwilę zupełnie nie wiedziałem co się dzieje. Tym razem nie zapomniałem jednak co mi się śniło ani kto mi się śnił. Po chwili uświadomiłem sobie, że Ona występuje nie tylko we śnie. I przekląłem w myślach samego siebie. „Gdzie się podział mój instynkt samozachowawczy, jak to się stało, że tak nagle i tak beznadziejnie wpadłem po uszy?”. Owoce, leżak, urokliwe włoskie miasteczko z targiem, w którego centrum błyszczy Ona – to wszystko wydawało się zdecydowanie piękniejsze aniżeli moja codzienność. Usiadłem na kanapie i rozejrzałem się do pokoju. Wszystko było na swoim miejscu i przypomniało mi się, że urządzałem się na świeżym powietrzu a nie we własnych czterech ścianach – zresztą, mój obecny stan zdecydowanie wskazywał na używanie w pełnym słońcu. Uznałem, że być może całe te piękne sny są efektem doznanego uprzednio udaru słonecznego i poszedłem do kuchni napić się soku.

2

Lipiec. Słońce wznosiło się ku zenitowi, czyniąc osiedle niepokojąco wyblakłym. Było koło jedenastej i upał dawał się we znaki. Miałem wrażenie, iż jestem przyklejony do własnej pościeli, co nie pomogło mi ani w podniesieniu się z łóżka, ani w rozpoczęciu nowego dnia. Leżałem i rozmyślałem o wydarzeniach kilku miesięcy poprzedzających te dwa ostatnie, stojące pod Jej znakiem. Jest rzeczownik „wspomienia” i jest przymiotnik „mgliste” – często idą w parze. Tymczasem moje wspomnienia z ostatniego okresu nie były mgliste. Były bardzo wyraźne, jaskrawe, tyle że zupełnie sprasowane na osi czasu. Nie byłem pewien co zdarzyło się dwa a co cztery miesiące temu. Nie zauważyłem nawet, kiedy zima stała się wiosną, a kiedy wiosna latem. Mogę się tylko cieszyć, że nie przeoczyłem momentu, w którym pojawiła się Ona. Bo wiecie, jakby nie było, kobiety są różne. Było parę zabawnych sytuacji. Weźmy na przykład tę z Betty. Nie żeby naprawdę miała na imię Betty, ale tak ją nazwę na potrzeby chwili. Nie sugeruj, że nie pamiętam jak miała na imię – takich rzeczy się nie zapomina. Ale tak będzie bezpieczniej. Siedzieliśmy ze znajomymi w pubie. Zrobiła się naprawdę spora grupa i co za tym idzie fajna atmosfera. Naraz jednak postanowili się oni rozejść, a ja byłem już nieźle pijany i całkowicie przeciwny takiemu postawieniu sprawy. Postanowiłem uratować sobie wieczór, kupiłem butelkę wina i chciałem porozbijać się po mieście. Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokąd szedłem z kim rozmawiałem po drodze, ani od kogo omal nie zarobiłem w gębę. Za to dobrze pamiętam moment, kiedy z kolejną butelką postanowiłem odpocząć na przystanku autbusowym. Musiało to być gdzieś koło skrzyżowania Andersa z Anielewicza – ale z drugiej strony, mogłoby to być w innej galaktyce, nie robi to większej różnicy. W każdym razie,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych