Wróć do katalogu

Wyskokowy interes

Jest to opowiadanie o pewnym interesie w czasie końcowej fazy poprzedniego ustroju.

Krystyna, opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

O przyjeździe Tomasza dowiedzieliśmy się przypadkowo. Jan spotkał Waldka i ten mu wszystko opowiedział. Przyjazd Tomasza nigdy nie był przypadkowy. Zawsze coś się za tym kryło. Albo potrzebował pieniędzy, albo robił jakieś ważne interesy. W tym wypadku chodziło o jedno i drugie. Tomasz był nie dużym mężczyzną, z lekko widoczną nadwagą, okrągłą twarzą i siwiejącą, rozrzedzoną czupryną. Z takim wyglądem raczej trudno podobać się kobietom, ale on o dziwo podobał się. Nie potrafiłam zrozumieć tej fascynacji. Może miał coś, czego ja jako nieliczna z płci pięknej nie wiedziałam. Więcej mnie obchodziło, w jaki sposób zarabia pieniądze. Ciekawość ta nie brała się u mnie z chęci posiadania worków pieniędzy, ale z tego jak to się robi. Wiadomości, jakie Jan mi przekazał dały mi dużo do myślenia. Do końca nie rozumiałam tego, co usłyszałam, ale na pewno chciałam to zrozumieć. Późnym popołudniem, kiedy za oknem zapadł już zmrok, a ja zmęczona usiadłam przy spóźnionej kawie, rozległ się dźwięk telefonu. Z niechęcią podniosłam się, aby go odebrać. Kiedyś lubiłam jego dźwięk, ale było to bardzo dawno. Tak samo jak nie znosiłam już skrzynki na listy. Obydwa te przedmioty, kiedyś tak ukochane, teraz tylko stresowały mnie i budziły niepokój. - Słucham! – warknęłam w słuchawkę. Nie znany mi głos męski, ale całkiem przyjemny, dopytywał się o mojego męża. - Nie ma. – już nieco przyjemniej odpowiedziałam. Coś tam jeszcze pomruczał do słuchawki i się rozłączył. Pijąc z powrotem kawę, która zdążyła już nieco ostygnąć i paląc papierosa, wpatrywałam się bez zainteresowania w ekran telewizora. Za dużo to ja w nim oglądać nie mogłam. Dwa programy: jedynka i dwójka. Na jednym gadali, na drugim gadali. Gadać to i ja potrafię, pomyślałam. Drzwi do pokoju dzieci się otworzyły i wyjrzała główka mojej najmłodszej latorośli. - Siusiu. – usłyszałam. Chwyciłam Kasię za jej pulchną i ciepłą rączkę i poprowadziłam do łazienki. Kładąc ją do łóżeczka, patrzyłam jak miarowo oddycha. Zawsze tak robiłam, inaczej sama nie potrafiłabym zasnąć. Późnym wieczorem wrócił Jan. Był cały podekscytowany. Z tego wszystkiego nie chciał nawet kolacji, z czego byłam wrednie zadowolona. O tak późnej porze nie chciało mi się jej robić. Nie śmiałam nawet pomyśleć, że może ją zrobić sam. Podkurczyłam nogi i przykryłam się kocem. Patrząc na Jana wiedziałam, że ma mi dużo do powiedzenia i nie pomyliłam się. - Ty wiesz, – usłyszałam – jakie to on zarabia pieniądze? Sprowadza wódkę z zachodu tirami i na pniu ją sprzedaje. Robi to już od kilku miesięcy. Zarobił krocie! Tu mój ukochany mąż rozmarzył się, jakie to piękne mamy perspektywy. Naturalnie spotkanie z Waldkiem było już zaplanowane. Patrząc na rozpromienioną twarz Jana wiedziałam, że nie ma już od tej decyzji odwrotu. - Co mi tam, możemy spróbować. – pomyślałam - Najwyżej zysk zostanie nam w wódce i będziemy ją pić do końca życia! Wczesnym przedpołudniem zjawiliśmy się w domu Waldka. Naturalnie rozmowę prowadziliśmy w kuchni, tak jak gdyby jego mieszkanie miało 30 m, a było wręcz odwrotnie. Wszystkie kuchnie świata mają coś takiego, że do siebie przyciągają. Siedzi się najczęściej na twardych krzesłach, lub taboretach, co nieliczni stoją. Lecz, ciekawa rzecz, nikomu nawet do głowy nie przyjdzie przenieść się do miękkich foteli, które zieją pustką. - Reasumując to, co wiem – ciągnął swoją wypowiedź Waldek - aby wejść w ten interes, potrzeba większej forsy. Żaden z nas takiej nie posiada, dlatego musimy to zrobić wspólnie. No teraz wiem, dlaczego siedzi tu Jacek, pomyślałam. Trzeci do wkładu. - Ja mam 500 dolców, Jacek 300, a wy? – spojrzał się na Jana i na mnie. - My 1000. – odrzekł Jan, a pierś mu się sama wypięła - Komu kawy? – Mariola objęła wzrokiem debatujących. - Kawy? – wycedził Waldek, który od 10 lat był jej mężem. – Wódki moja droga, wódki, bo o tym tu mowa! Po drugim drinku rozmowa potoczyła się, można powiedzieć, bajkowo. Każdy z dużym ożywieniem opowiadał, co też zrobi z zarobionymi pieniędzmi. Na ten najbardziej przyjemny moment wszedł Tomasz. Jako jedyny w ogóle nie pił alkoholu, ale za to uwielbiał jeść. Patrzył na zebranych swymi świdrującymi oczkami. W kuchni zaległ cisza. No, teraz dowiemy się, w czym rzecz, pomyślałam. - Każdy z was – zaczął Tomasz – oprócz wkładu, musi mieć paszport. Złotówki trzeba zamienić na marki, a przede wszystkim towar trzeba sprzedać zanim trafi do Polski. Z paszportami to wcale nie było tak łatwo. Czas oczekiwania na ten dokument trwał od dwóch miesięcy i dłużej. Co do marek, można je było kupić w kantorach, ale gdy się dowiedzieliśmy, o jakie tu sumy chodzi, było jasne, że one odpadają. Zostały, więc „koniki”. Jak się okazało,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych