Wyznanie skazańca
to opowiadanie o tym jak rodzi się przestępczy zamiar, a równocześnie o nieuniknionej i rychłej karze, która czeka każdego przestępcę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nienawidziłem tej staruchy. Nienawidziłem!! Ale nie miałem innego wyjścia. Musiałem u niej mieszkać. Byłem biednym studentem, którego nie było stać na wynajęcie mieszkania. Musiałem przystać na egzystencję w małym pokoiku wchodzącym w skład mieszkania pani Sosnowskiej. Była to wiedźma , ropucha. Stare siwe włosy miała wiecznie przetłuszczone. Często jej wypadały w wyniku czego napotykałem się na nie wszędzie: w łazience, w wannie, w kuchni, na stole przy którym jadłem, – były nawet w moim pokoju. Nie mogłem się spokojnie kąpać, jeść – wszędzie przyczepiały się do mnie siwe, tłuste włosy tej staruchy. Ponadto miała ona czarne obwisłe dziąsła, na które zakładała sztuczną szczękę. Tą szczękę wyjmowała codziennie do szklanki z wodą i wstawiała do lodówki – taki streep teeth podeszłego wieku . Ile razy zdarzało się że o mało nie dostałem palpitacji serca na widok tej szczęki, gdy otwierałem lodówkę. Na domiar wszystkiego starucha miała jedno szklane oko, straszne oko które wydawało się, że potrafiło dojrzeć wszystko. Potrafiło świdrować, prześwidrować człowieka na śmierć. Nie tylko jej powierzchowność była dobijająca, ale także jej zachowanie. Upiorna wiedźma starała się wedrzeć do każdego zakątka mojej duszy, przeszywać moje myśli, wtrącać się we wszystkie sprawy życia codziennego. Lustrowała dokładnie odwiedzających mnie znajomych, pouczała kiedy się uczyć, o dziesiątej w nocy głośnym chrząkaniem dawała do zrozumienia , że mam gasić światło i udać się na spoczynek. Była nie do zniesienia. O zgrozo! Ona nawet pilnowała i pouczała mnie jak mam gotować jajka na twardo i nie pozwalała spać w niedzielę dłużej niż do godziny siódmej. Wszystko to może się dla was wydawać śmieszne moi drodzy czytelnicy, ale pomyślcie sami. Już jedno takie zachowanie jest denerwujące a co mówić kilka, kilkadziesiąt, wchodzenie z brudnymi butami w wasze życie , ingerowanie we wszystkie najdrobniejsze sprawy życia codziennego. Na przykład starucha potrafiła wyrwać mnie ze snu o trzeciej w nocy, bo z kaloryfera wydobywa się ,,sinobury dym”. Twierdziła, że to sąsiedzi puszczają jej przez kaloryfer trujące gazy, a ja musiałem biegać na skargi do administratora domu i robić z siebie durnia, gdyż oczywiście w tak głupiej sprawie nikt nie chciał interweniować. Każdy uważał ją za świrniętą.Pytacie moi drodzy, czy nie dochodziło między nami do kłótni? Otóż dochodziło – najpierw do drobnych starć, a potem do coraz większych awantur. Sprzeczaliśmy się o wszystko: o to ile zużywamy wody, ile korzystamy z telefonu. Ja jej zarzucałem przede wszystkim to, że przez jej głośne gadanie ( na domiar złego gadała sama do siebie) nie mogłem się uczyć. Po takiej kłótni były zawsze ze dwa dni ,,spokoju” , gdyż starucha nie odzywała się do mnie. W owe ciche dni podchodziła czasem tylko pod drzwi mego pokoju i mówiła szeptem ,, musze być cicho, bo Krystianek musi się uczyć”. Mówiła to chrapliwym szeptem w szparę drzwi, celowo bym to dobrze usłyszał, a mnie odrywało to od nauki i nie pozwalało się skupić przez następne pół godziny. Krew zalewała mnie wówczas z wściekłości”. Na domiar złego muszę przyznać, że starucha była niezwykle żywa, niezwykle bystra i inteligentna, co dodatkowo utrudniało mi życie! Wszędzie było jej pełno! Umiała korzystać z internetu, umiała obsługiwać video, posiadała nawet swój własny pager! To pozwalało jej jeszcze dokładniej mnie kontrolować. Ona czytała w tajemnicy moje smsy na komórce! Raz – gdy przyłapałem ją na tym to spytałem bezczelnie czy nie stać ją na własną komórkę? Wówczas ona odpowiedziała, że nie umie się nią posługiwać. Zastanawiałem się wówczas nad celem tego kłamstwa, bo przecież umiała, umiała!. Czyżby coś przewidywała??? Czyżby była jasnowidzem? Na moje niedowierzające spojrzenie odpowiedziała – fale emitowane przez telefony komórkowe niekorzystnie działają na zdrowie, a ja o zdrowie muszę dbać! Przez nią moje życie stało się nie do zniesienia. Przez nią i na dodatek przez ten cholerny budzik! Tu muszę wyjaśnić sprawę. Otóż starucha miała u siebie w pokoju wielki starodawny budzik, który prawdopodobnie dostała w spadku po swojej babce. Zegar ten rozstroił moje nerwy do reszty, doprowadził mój stan ducha do skraju wytrzymałości a moje ciało niemal do samounicestwienia. Spytacie z jakiego powodu? Otóż ten potworny zegar codziennie rano budził mnie. Wydawał z siebie bardzo donośny charakterystyczny dźwięk – denerwujący pisk umierającej, skowyczącej myszy. Dźwięk ten się wzmagał i w końcu grzmiał jak alarm, dopóki starucha nie raczyła się przebudzić i go wyłączyć. Zwracałem mojej wstrętnej gospodyni wielokrotnie uwagę , by ściszyła sygnał, lub nastawiała go na późniejszą godzinę – przecież nie chodzi do pracy. Lecz ona nie słuchała mnie, lekceważyła moje słowa. Wówczas postanowiłem działać... Pewnego dnia zakradłem się do jej pokoju, podniosłem zegar i z całej siły cisnąłem go na ziemię. Był tak masywny, że nic mu się nie stało, ale z radością zauważyłem, że w wyniku upadku mechanizm zegara musiał zostać zepsuty, gdyż przestał on cykać. Tej nocy z radością udałem się na spoczynek. Jak wielka moja wściekłość, gniew i przerażenie – możecie to sobie jedynie wyobrazić moi drodzy czytelnicy – kiedy punktualnie o szóstej rano wyrwał mnie ze snu dźwięk tego koszmarnego budzika. Ta wstrętna baba musiała go nareperować, albo po prostu był on niezniszczalny!!!!. Tak jak ona!!!! Ale po chwili się zreflektowałem – przecież nikt nie jest niezniszczalny. I wtedy po raz pierwszy przeleciała przez moją głowę ta myśl. Najpierw nieśmiała, a później coraz bardziej silniejsza. W końcu dopuściłem ją do siebie. Postanowiłem staruchę ZAMORDOWAĆ. W ciągu tygodnia ułożyłem prosty i – jak mi się wydawało sprytny plan. Postanowiłem, że w nocy zakradnę się z poduszką do pokoju pani Sosnowskiej. Następnie cicho na palcach podejdę do jej łóżka, poduszką zakryję jej twarz i z całej siły przycisnę. Może i starucha będzie się szarpać, ale ja jestem młody, silny i zwinny, więc z pewnością dam jej radę. W ten sposób pomogę jej w prosty , łatwy i prawie bezbolesny sposób – bo we śnie – przenieść się do wieczności. Pytacie, czy nie miałem wątpliwości, skrupułów?
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Krystian-Colonia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…