Wróć do katalogu

Wyzwolony dialog Rytm właściwy

Fragment uchwyconego bełkotu współczesnego świata w postaci dwunastotaktowego bluesa, w którym słowa zajęły miejsce dźwięków.

Klepany, opublikowano , 17 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cóż to była za wspaniała alejka! Trwająca w blasku przymrużonych świateł, zwisających leniwię ze starych latarń inna przestrzeń. Gdzieniegdzie dało się słyszeć szczekanie psa, czasami nawet trzaski i zgrzyty. W każdym bądź razie życie nie znało tu czasu w naszym mniemaniu, tutaj wszystko się przesuwało powoli. Jak klisza. Ile poukrywanych szaleńców mija cię tutaj ze swoimi kochankami z których wydobywają zupełnie inne barwy niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Kluczem jest powtórka. Wyobraź to sobie raz jeszcze, niczym powtarzający dwunastotaktowy blues który gra w klubie na rogu. Podchodzisz bliżej, patrzysz przez witrynę i widzisz mężczyznę w białym podkoszulku i zarzuconym na tył głowy kapelusz który gra na harmonijce ustnej. Wiesz, że gdzieś go już widziałeś, ale gdzie? Kiedy? Podczas marszu. Tak. Właśnie tak tu trafiłeś. Przedzierając się przez maszerujący tłum który gdzieś szedł. Ale gdzie? Co ja tam w ogóle robiłem? Gdzie oni poszli, jak długo już tu jestem. Cienie zaczynają wykradać się spośród zaułków. Szaleńcy stają się bardziej wyraźni. Spada z nich iluzja dnia dziennego. Widać ich prawdziwe obliczę. Nie są jednak groźni. Są pogubieni. Biegają w kółko, w jakimś niezrozumiałym, pokracznym tańcu i wyją przeraźliwe niczym straceńcy z otchłani piekielnych. Porywają cię do tańca, tańczysz. Raz dwa raz dwa akcent raz dwa. Cóż to za szatańska synkopa? Powoli wszystko staje się łatwiejsze. Nie gubisz się wśród tych pokręconych ruchów stóp. Dostrzegasz Chochoła bełkocącego coś, w jakimś odległym poetyckim dialekcie który dawno już umarł nawet w głowach najstarszych poetów. Zaczyna wyć. Rzuca się, paraliżuję Cię tym tańcem okrutnym. Milknie. Zamyka się i odchodzi. Widzisz nadchodzący marsz. Czy to była tylko iluzja? Co stało się przez te… No właśnie ile czasu? Idę z marszem. Teraz wracamy tam skąd przyszliśmy. Wszystko zaczęło się od tego, jak wyszedłem na lunch. Ruch kończyn totalnie wymknął mi się z pod kontroli i początkowo, podążając w rytm dziwacznej harmonii stopniowo przeradzającej się w zamęt szaleńczy, popędziłem przed siebie porywając przypadkowe osoby. Marszy był totalnie wolny. Wszyscy szli w krokach kreśląc na ulicy pokraczne zygzaki, a opętany klarnecista basowy prowadził ten tłum w Rytm zgiełku wyzwolonego. Gdzie my tak pędzimy. Porywam już nie ludzi, a pokraki przerysowane, halucynację okropne wprost z najdziwniejszych koszmarów. TOWARU. Wymknęło się spod kontroli słowo. GŁOWO przybądź coś biegnie w moją stronę. To strumień którym płynę. Z początku ciężko się utrzymuję by w nim nie utonąć, jednak po jakimś czasie totalnie tracę panowanie nad. Chwila. Odpoczynek. Muszę się uspokoić. Zaraz wracam. Już tu jestem. Tym gestem wprawionym niczym Thelonious Monk improwizujący na wspaniałych rogach wpadam. Tak, dokładnie, nadchodzą nowe czasy. Milion kapeluszy skrywających nieścisłości, które przybierając kształty zgrzytów dopuszczalnych wkradają się pomiędzy całkiem poukładane harmonie. Cóż to za rytm pokraczny wśród którego drzemię tajna moc szamańska. To kult nowych czasów. To te legiony porwane przez pustkę. Ciągniemy to dalej, tą wiarę.

Pokrętny pokrętny pokrętny pokrętny, niewyjaśniony no nie wyjaśnio-ny

Znów rozpoczyna się labirynt. Nie ma tu nikogo kto Ci pomoże. Ty potworze, tak myślisz. Gdzie ty mnie przyprowadziłeś, ty demiurgu nikczemny POKRĘTNY POKRĘTNY. Cóż, jesteśmy w dalekich rejonach trzasków. To rubież dźwięku. Zostać tutaj częścią jakiejś tonacji to zaszczyt. Rozumiesz? Witamy, poznajesz to miejsce? Teraz jesteśmy w środku. Zaraz to Ty będziesz patrzyć przez tą szybę i zobaczysz siebie grającego na harmonijce ustnej dwunastotaktowego bluesa. Kluczem do wszystkiego jest powtórka. Iluzja. Czy to się dzieje naprawdę? Połączone siły starego kontynentu i południowego ucisku łączą się by dać odpowiedź na zalewającą nas tandetę. To już nie nawet traktat o tych ludziach fałszywych. To się dzieje. I oni dają odpowiedź. Zbyt wcześnie. Teraz jest już po wszystkim. Płyniemy tym strumieniem, nie świadomości tylko braku możliwości. Braku możliwości. My współcześnie wieszcze, zaklinający słowa i dźwięki w nieprzerwany wymiar wzruszeń. To cały szlak. Osobna odnoga czasu która należy tylko do nas. Płynie zbyt głęboko. Ale to się zmienia! TO SIĘ ZMIENIA Z KAŻDYM KOLEJNYM SŁOWEM. Tak ci powiem. Znów płyniemy tą gondolą dysonansu. To zapowiedź. A może to już koniec? Nie wiem, ty mi powiedz. Wszystko zależy od zewnątrz, to niestety prawda. O nie. To ten szaman wrócił. Klarnecista Opętany. Zjadł skrzypka. Wygrała misterna intryga uknuta wśród korzeni częstotliwości. To te możliwości. To już dobiega końca. Odpowiedź? Zbyt daleko. Tyle jeszcze drzew prastarych skrywającą tajemne dzieje. Po co? Żebyś tego nie usłyszał? Ten swing współczesny który gramy tak wytrwale. Daj wiarę. To inwazja. Inwazja wściekłych trzasków. Przejmujemy kontrolę. Chcecie dysonansów? Będziecie mieli. Ale tych najbardziej dokuczliwych. Rubież Trzasku powraca by walczyć o swoje przekonania. Ale teraz przerwa. W tym szaleństwie jest metoda. To ja jestem Iluzjonistą. Przekradam się przez te teksty niepostrzeżenie. Dopiero teraz mogę się zdemaskować. Nie wybierałem tego, to rzeczywistość przed którą się broniłem zmuszała mnie do przybrania masek. Takie mam wspomnienia. To chyba cały ja. Strach, wzruszenia i gniew. Czy to już całe życie? Oczywiście że nie, ale czemu tak trudno to znaleźć. To bariera. Granice mojego świata są tam gdzie granice mojego języka. Nie wnikaj. W teatrze emocji raczej wolałbym być inspicjentem, jednak jestem zbyt wielki jako aktor by podejmować się tak niegodnej roli. To nie ten rytm. To nie wyjście na lunch. To nie mój świat. Swoboda. Czuje się znów wolny. Rozkołysany wśród trąbki piszczącej w rytm ulicy południa. Na południu zawsze jest muzyka. Zauważyliście to? Coś w tym jest. Jesteśmy my. Muzycy, poeci, legendy miejskie my wszyscy powstajemy. Nie damy sobie dalej wmówić, że nie ma na nas miejsca. Rubież trzasku. Wyzwolony Dialog. To nasze hasła. Zapamiętajcie je. Zmieniamy rzeczywistość. Póki co trwa jednak ten taniec opętany który z każdej strony przyciąga nowych uczestników. To tylko zabawa. Zaraz pora na jakąś miłość. Posiedzisz z nią w kawiarni, pożartujecie sobie i będziecie obsypywać się tysiącem spojrzeń pokątnych bojąc się wyrazić cokolwiek. Ale to dopiero początek lata, dlatego oboje macie jeszcze czas. Omyłkowo wylała kawę z filiżanki. Oblała cię. Myślisz sobie co za tandeta, za co ja płacę że umieszczasz mnie w tak kiczowatym wątku. Dobrze, rozumiem zmieńmy trzaski. Poznałeś ją kilka tygodni temu kiedy uciekała przed czymś. Do dziś nie wiesz przed czym. Wszystko znów rozgrywa się na tej samej alejce. Cały czas zachodzisz w głowę co mogło się wtedy stać, że straciłeś pamięć. Kocham cię. Ciągle jej to powtarzam, ona się coraz bardziej otwiera ale tamta noc wciąż pozostaje skryta. Czy zrobiłeś coś wtedy? Kiedy się tu w ogóle pojawiłeś. Spacerujemy teraz i dochodzimy w końcu do miejsca w którym jest coraz mniej ludzi. Jakby przeczuwali, że się zbliżamy i się płoszyli. Zastanawiasz się czy może rozpoznają w tobie tajemnice tamtej nocy. Ale przecież to niemożliwe. Tuż przed witryną kawiarni ona zatrzymuje się i tuli się do ciebie. Obserwujące was zgrzyty fałszują między sobą o tym co teraz widzą. Ona jest przerażona. Masz wrażenie, że coś się zaraz stanie. Wszystko pomału narasta. Odpychasz ją i podchodzisz do witryny. Mężczyzna grający na harmonijce ustnej dwunastotaktowego bluesa. Przechodzisz znów przez krainę swoich wspomnień. Długie szlaki rozmyślań które eksplorowałeś wtedy tak często zmieniły się. Powstały przeciwko Tobie. Teraz, pod postacią strzyg i przeraźliwych widziadeł otaczają cię. Zaczyna się szarpanina z której nie możesz wydostać się w całości. Wiem o tym. To ten moment na który czekałem. Podejmijmy jednak dialog. Usiądźcie spokojnie, zamówię wam kawę. Tutaj można palić, nie przejmujcie się. Słuchaj, może to trochę pogmatwane, ale naprawdę chciałbym to naprawić. Ona się zgadza. Zawsze się zgodzi. Przecież to czysta miłość. Wróćmy w waszą genezę. Spotkaliśmy się pierwszy raz w tym parku nieopodal. Wiele myśli mąciło mi wtedy głowę i gdy przechadzałem się wśród wczesnojesiennych ścieżek ujrzałeś ją i dalej wszystko znamy. Nie wszystko, zaufaj mi. Wszystko zaczęło się od tego, że wiele myśli mąciło mi wtedy głowę. Tutaj tkwi odpowiedź. Ona nigdy nie zapytała się czemu pojawiłem się tam wtedy, w tym parku nieopodal. Ten park był…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych